Władza w starożytnym Rzymie wielu uderzyła do głowy. Ofiarą jednego z ludzi, którzy zachłysnęli się swoimi wpływami padła młodziutka śliczna Werginia, która całe życie miała przed sobą. Jak opisuje Łukasz Schreiber w książce „Kobiety republiki rzymskiej” , jej tragedia obaliła system.
Historia Werginii mogłaby posłużyć za kanwę mrocznego thrillera, w którym piękno staje się zarówno darem, jak i przekleństwem. Wyobraźmy sobie zaledwie piętnastoletnią dziewczynę, której uroda mimowolnie przyciągała spojrzenia młodych i starych, możnych i maluczkich, plebejuszy i patrycjuszy. Nieświadoma jeszcze swej mocy, Werginia była iskrą, która mogła wzniecić pożar w sercach Rzymian.
Reklama
Jej ojciec, Decymus Werginiusz, człowiek szlachetny i dumny, widział jednak więcej – dostrzegał niebezpieczeństwo czające się w cieniach Miasta. Po śmierci żony, która odeszła kilka lat wcześniej, całe swoje życie poświęcił przyszłości córki. Jako centurion, oficer średniego szczebla, nie należał do najpotężniejszych rodów, lecz jego majątek plasował go w rzymskiej klasie średniej, wśród ludzi, którzy w trudzie budowali stabilność.
Z troską nakazał piastunce nie odstępować Werginii na krok, gdy ta opuszczała dom, a przed wyruszeniem na kolejną wojnę pod Algidum zabezpieczył jej los, zaręczając ją z Lucjuszem Icyliuszem – młodym, obiecującym trybunem plebejskim, którego odwaga w politycznych bojach zwiastowała wielką przyszłość.

Gdy Decymus Werginiusz maszerował z legionami, nad bezpieczeństwem Werginii czuwali jej wuj ze strony zmarłej matki, Publiusz Numitoriusz, i narzeczony, Icyliusz. W ich opiece widział ostoję dla córki, nie przeczuwając, że przeznaczenie szykuje dla niej tragedię, która wstrząśnie fundamentami Republiki i zapisze jej imię w annałach jako symbol walki plebsu o sprawiedliwość.
Niecne zamiary decemwira
Wiosna 449 roku zastała Rzym w cieniu niepokoju, gdy młodziutka Werginia zmierzała do szkoły, a drogę zagrodził jej obcy mężczyzna. Później dowiedziała się, że zwą go Marek Klaudiusz, pionek w grze potężniejszego mocodawcy. Zuchwale oświadczył, że ma dowody, jakoby Werginia była córką jego niewolnicy, i zamierza zabrać ją do swego domu.
Reklama
Dziewczyna stała jak wryta, osłupiała z przerażenia, lecz piastunka zachowała zimną krew. Wrzaskiem poderwała tłum, który w mgnieniu oka otoczył intruza. Marek Klaudiusz, przewidując taki obrót spraw, z przebiegłą pewnością oznajmił, że rozstrzygnie tę kwestię zgodnie z prawem – przed trybunałem decemwirów.
Rzym od dwóch lat żył w nowej rzeczywistości, w której dawny porządek 2 konsulów ustąpił miejsca kolegium 10 magistratów – decemwirów, sprawujących najwyższą władzę. Reforma ta otwierała drzwi do zaszczytów szerszemu gronu, lecz rozmywała prestiż urzędu. W drugim roku eksperymentu kolegium podzielono po równo między patrycjuszy i plebejuszy, co miało łagodzić napięcia, lecz w rzeczywistości tylko je zaostrzyło. Gdy dodać, że niektórzy, jak Appiusz Klaudiusz – najpotężniejszy wśród decemwirów – trzymali urząd przez kolejny rok, nietrudno dostrzec, że w łonie patrycjatu powstała głęboka wyrwa.

Na razie jednak, zapomniawszy chwilowo o problemach natury administracyjno-politycznej, Appiusz Klaudiusz, zuchwały i niepohamowany, dał się porwać namiętności do młodziutkiej Werginii. Pewny swej mocy jako decemwir wysłał zaufanych ludzi, by pertraktowali z kobietami opiekującymi się dziewczyną. Obiecywali złote góry i łaski, lecz ostrzegali też, że ich mocodawca może zniszczyć tych, którzy mu się sprzeciwią. Opiekunki, wyczuwając podstęp, wzmogły czujność.
Podstępny plan rzymskiego senatora
Appiusz Klaudiusz, człowiek żonaty, nie śmiał ujawnić swych zamiarów – rozwód dla senatora oznaczałby kres kariery, a jego plany wobec Werginii nie miały nic wspólnego z honorem małżeństwa.
Reklama
W jego imieniu działał Marek Klaudiusz, być może syn wyzwoleńca, odgrywając farsę przed trybunałem decemwirów. Powtórzył tam zuchwałe kłamstwo, że Werginia jest córką jego niewolnicy, licząc na szybkie zwycięstwo pod okiem swego patrona. Lecz tłum, zgromadzony na Forum, kipiał gniewem. Przekonująca mowa Publiusza Numitoriusza, wuja dziewczyny, i płomienne protesty Lucjusza Icyliusza, jej narzeczonego, zmusiły senatora do ostrożności.
Gdy Lucjusz Icyliusz zażądał wstrzymania procesu do powrotu ojca Werginii, decemwir, świadom sympatii tłumu do swych wrogów, niechętnie ustąpił. Odroczył sprawę do następnego dnia, dając czas na przybycie ojca i świadków, lecz złowieszczo zapowiedział, że to ostateczny termin i nie ugnie się więcej pod presją ludu. W geście łaski pozwolił, by Werginia pozostała pod opieką rodziny na noc.

Dziwne jednak, że nie porzucił nikczemnego planu. Zamiast tego posłał ludzi do obozu pod Algidum, by przekonali dowódcę, aby nie zwalniał Decymusa Werginiusza. Krewni dziewczyny okazali się jednak sprytniejsi – ich posłańcy wyprzedzili ludzi decemwira. Gdy następnego dnia Appiusz Klaudiusz zasiadł w trybunale, gotów użyć całej swej władzy, by zdobyć Werginię, nie przeczuwał burzy, która miała nadejść.
Sądowa farsa
Dla dziewczyny noc była pasmem udręki – jej świat, dotąd pełen nadziei na życie u boku ukochanego, runął pod groźbą utraty wolności. Odebranie jej statusu oznaczało nie tylko kres marzeń o spokojnym domu, ale i wszelkich planów na przyszłość.
Reklama
Proces na Forum zapowiadał się dramatycznie i takim się stał. Wśród narastającego tłumu Decymus Werginiusz, z godnością rzymskiego oficera, przedstawił swoje racje. Bronił nie tylko honoru córki, lecz także całego dorobku swego życia. W mowie, która poruszyła serca, przywoływał świadków i logikę, obalając kłamstwa Marka Klaudiusza. Podkreślił, że jego żona, zmarła przed laty, była matką Werginii.
Kobiety, które odbierały poród i widziały, jak karmiła ją piersią, mogły o tym zaświadczyć, choć nie dano im głosu. Zadał pytanie, które musiało każdego zmusić do refleksji: dlaczego Marek Klaudiusz milczał przez piętnaście lat, by nagle, tuż przed ślubem dziewczyny, wysunąć roszczenia? Czyż nie dowodzi to podłego podstępu? Gdyby nawet Werginiuszowie mieli adoptować dziecko, woleliby syna, jak każdy Rzymianin, a z pewnością nie wzięliby córki niewolnicy. Logika ta, jasna dziś jak przed wiekami, porwała zgromadzonych.

Appiusz Klaudiusz jednak dawno stracił rozum. Ślepy na sprawiedliwość i nastroje ludu wydał wyrok na korzyść Marka Klaudiusza. Gdy ten próbował porwać Werginię, a ona, uczepiona ojca i narzeczonego, błagała o litość, na Forum doszło do rozruchów. Liktorzy, symbole władzy decemwira, parli naprzód. W desperacji Decymus Werginiusz poprosił o ostatnią łaskę – chwilę rozmowy z córką. Appiusz Klaudiusz niechętnie wyraził zgodę.
Ojciec odprowadził Werginię ku targowi gdzie wśród kramów przeprosił ją, że nie zdołał jej ocalić. Z bólem serca chwycił nóż rzeźnika i zatopił go w ciele córki, by uchronić ją przed hańbą. Rozpacz centuriona, uchwycona przez Dionizjusza z Halikarnasu, stała się wołaniem, które wstrząsnęło Rzymem i zapoczątkowało upadek decemwirów:
Reklama
Jesteś wolna i niesplamiona, moje dziecko. Odsyłam cię do przodków pod ziemię, ponieważ dzięki tyranom nie dostąpiłaś żadnej dobrej rzeczy.
Śmierć zamiast hańby
Chwilę po tragedii, Decymus Werginiusz, z okrwawionym nożem w dłoni, stanął przed tłumem na Forum, by wyjaśnić swój desperacki czyn. Jego słowa pełne bólu, lecz przepojone godnością, poruszyły serca zebranych. W tym momencie na czoło wysunął się Lucjusz Icyliusz, niedoszły narzeczony Werginii, którego płomienne przemowy i popularność wśród ludu rozpaliły gniew Rzymian. Ulice wypełniły się kobietami, które opłakiwały los młodej dziewczyny, pytając z rozpaczą, dlaczego mają rodzić dzieci, skoro czeka je takie nieszczęście. Ich lament, jak echo tragedii, rozbrzmiał w Mieście, budząc sumienia.

W wyniku gwałtownych, lecz krótkich zamieszek na Forum, podsycanych przez trybunów plebejskich, lud podjął decyzję o obaleniu decemwirów. Podobny zryw ogarnął wojsko pod Algidum, gdzie słowa Decymusa Werginiusza, ojca pohańbionej córki, wznieciły bunt wśród legionistów. Imię Werginii stało się sztandarem walki – nieśli je jej najbliżsi, wzywając do sprawiedliwości. Raz jeszcze podstęp i zbrodnia wobec niewinnej dziewczyny wstrząsnęły ustrojem Republiki.
Decemwirowie, z Appiuszem Klaudiuszem na czele, nie tylko utracili władzę, urzędy i zaszczyty, ale stanęli przed sądem i zostali skazani. Jak zwięźle ujął to Tytus Liwiusz, tragedia Werginii obaliła tyranię decemwirów, przywracając Rzymowi wolność. Upadek decemwirów w 449 roku był spektakularny, ale ich dziedzictwo znacznie dłużej kładło się cieniem na losy Rzymu.
Te kobiety ukształtowały historię starożytnego Rzymu








