Złupienie Konstantynopola przez krzyżowców. Dla Wenecjan plądrowanie „było niczym dar zesłany przez niebiosa”

Strona główna » Średniowiecze » Złupienie Konstantynopola przez krzyżowców. Dla Wenecjan plądrowanie „było niczym dar zesłany przez niebiosa”

U schyłku 1199 roku papież Innocenty III rozpoczął planowanie IV krucjaty. Celem wyprawy miała stać się delta Nilu, a dziesiątki tysięcy jej uczestników zamierzano przewieźć na weneckich statkach. Kiedy jednak przyszła pora do zapłaty, okazało się, że krzyżowców było znacznie mniej niż zakładano i nie udało się zebrać umówionej kwoty. W tej sytuacji doża Enrico Dandolo zaproponował przywódcom krucjaty układ, który doprowadził ostatecznie do złupienia Konstantynopola. O tym, jak do tego doszło pisze Jonathan Keates na kartach książki Wenecja. Niezatapialna.

Ósmego listopada 1202 roku wenecka armada w sile czterystu osiemdziesięciu statków wypłynęła na Adriatyk, prowadzona przez sędziwego i ślepego Dandola na statku flagowym pomalowanym na czerwono.


Reklama


Kierunek Zadar

Wokół brzmiały trąby, a wszyscy na pokładzie śpiewali kantyk Veni Creator Spiritus. Po tych wszystkich niepokojach i opóźnieniach, po huśtawce nastrojów między nadzieją a rozpaczą wielu musiało w końcu poczuć, że święta misja, na którą się pisali, była skazana na triumf z woli samego Wszechmogącego.

Osobną sprawą było oczywiście to, nad kim czy nad czym miał być ten triumf odniesiony. Doża i jego rada do samego końca trzymali w zanadrzu jeszcze jedną kartę przetargową. Zadar, najbardziej niepokorne i zbuntowane miasto w dalmackich posiadłościach Wenecji, zasługiwał na nauczkę, a kto mógłby jej lepiej udzielić niż ta nowa armia sunąca z takim entuzjazmem przez wody Adriatyku?

Wenecki doża Enrico Dandolo na XIX-wiecznej rycinie (domena publiczna).
Wenecki doża Enrico Dandolo na XIX-wiecznej rycinie (domena publiczna).

W tamtym momencie miasto znajdowało się w rękach króla węgierskiego Emeryka. Odzyskanie Zadaru dla Wenecji może nie oznaczałoby całkowitej spłaty długu wobec Republiki, ale przynajmniej pozwoliłoby na jego czasowe zawieszenie. Zamiast więc oszczędzać siły i ducha walki na misję odzyskania Ziemi Świętej z rąk islamskich, IV krucjata miała zdobyć miasto chrześcijańskie. To, że sam Emeryk szykował się właśnie do poniesienia krzyża krucjatowego, nie miało żadnego znaczenia.

Zadar zastraszono i zanim oblężenie na dobre się rozpoczęło, jego mieszkańcy się poddali i Dandolo mógł zająć miasto. Triumf Wenecjan został jednak przyćmiony przez przybycie emisariusza z Rzymu, który przywiózł list od wściekłego papieża Innocentego, wyrzucającego krzyżowcom, że wyrzekli się ducha krucjat, i grożącego ekskomuniką każdemu, kto chciałby dalej brać udział w wyprawie.

Propozycja Aleksego dla krzyżowców

Pośród krzyżowców panowała różnica zdań co do tego, jak odnieść się do papieskiego zakazu. Wenecjanie byli zdecydowani przezimować w Zadarze. W tym krytycznym momencie zjawili się emisariusze bizantyjskiego księcia Aleksego, wygnanego syna niedawno obalonego cesarza Izaaka Angelosa, którego własny brat uzurpator oślepił i uwięził. Przywieźli ze sobą list syna Fryderyka Barbarossy, Filipa, który był mężem córki Izaaka.

List zawierał śmiały i kuszący plan przywrócenia tronu w Konstantynopolu księciu Aleksemu w zamian za sfinansowanie ekspedycji do Egiptu i dostarczenie wsparcia wojskowego wyprawie. A poza tym, jakby w odpowiedzi na modły papieża Innocentego o utworzenie powszechnego Kościoła rzymskiego, Aleksy obiecywał przywrócić całe greckie cesarstwo pod jurysdykcję chrześcijaństwa zachodniego. „Da Bóg, abyście przywrócili jego dziedzictwo” – oznajmili posłowie – „cesarz odda całe cesarstwo Romanii [jak oficjalnie nazywano państwo bizantyjskie] w posłuszeństwie Rzymowi, od którego jest oddzielone”.


Reklama


Fakty były takie, że Innocenty został już wcześniej zapoznany z planem Aleksego i go odrzucił, przerażony perspektywą walk chrześcijan przeciw innym chrześcijanom. Rozsądni ludzie pośród Wenecjan i krzyżowców z pewnością wiedzieli też, że obietnica oderwania kilku milionów wyznawców prawosławia od ich tradycyjnej wiary i ceremoniału, aby poddać ich władzy Ojca Świętego, jest całkiem bezwartościowa.

Tymczasem wielu rycerzy pozbawionych już złudzeń, że biorą udział w czymś więcej niż tylko grabieżcza wyprawa w starciu między rywalizującymi dynastiami, zaczęło ją porzucać z zamiarem dotarcia do Ziemi Świętej na własną rękę.

Tekst stanowi fragment książki Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

Okazja do zemsty na Bizancjum

Enrico Dandolo z kolei natychmiast zrozumiał, jakie korzyści może przynieść przyjęcie propozycji Aleksego. Plan doży, aby wykorzystać krucjatę do uderzenia w Bizancjum, zaczął się konsolidować. Krzywdy, jakich doznali Wenecjanie w Konstantynopolu za sprawą Manuela Komnena trzydzieści lat wcześniej, wcale nie zostały zapomniane.

W samym mieście było dość bogactw – a należało ono do najzamożniejszych i najlepiej prosperujących ośrodków swojego czasu – aby odwrócić uwagę krzyżowców od ich pierwotnego celu, jakim było lądowanie w Egipcie. Ich dług mógł zostać łatwo spłacony, a sama Wenecja, jako strona umożliwiająca organizację całego przedsięwzięcia, mogła odzyskać utracone konstantynopolitańskie przywileje handlowe i wyprzedzić swoich włoskich morskich rywali.


Reklama


Nagle więc papieska ekskomunika, chociaż w rękach Innocentego zdawała się potężną bronią, zaczęła wyglądać mniej groźnie, jeśli wzięło się pod uwagę potencjalne zyski wynikające z nowej eskapady. Kiedy w obozie krzyżowców zjawił się młody Aleksy, został gorąco przyjęty i ekspedycja ruszyła w stronę Korfu – oczywiście po tym, jak Wenecjanie zadbali o odpowiednie upokorzenie Zadaru, paląc wszystkie jego najważniejsze budynki oprócz kościołów, tak aby miasto nigdy więcej nie ośmieliło się przeciwstawić autorytetowi La Serenissimy.

Na Korfu doszło do ostrej wymiany zdań między krzyżowcami, którzy chcieli jak najszybciej ruszyć w stronę Palestyny, a tymi, którzy – tak jak Villehardouin – przyjęli propozycję Aleksego z żądzy zysku lub dołączyli do Dandola z innych powodów. Następnie flota znów wyruszyła na morze, korzystając z dobrej pogody i pomyślnych wiatrów, aż wreszcie w ostatnim tygodniu czerwca 1203 roku dotarła do Bosforu.

Pochodzące z XV wieku wyobrażenie Aleksego IV (domena publiczna).
Pochodzące z XV wieku wyobrażenie Aleksego IV (domena publiczna).

Ziściły się obawy papieża Innocentego

Dla krzyżowców pierwsze spojrzenie na wielki Konstantynopol było doświadczeniem niezapomnianym. „Nie mogli sobie wyobrazić – powiada Villehardouin – że tak bogate miasto może być w całym świecie (…). Nie było takiego zuchwalca, któremu skóra by nie cierpła”. Pierwotnie planowano bowiem, że pełne oblężenie rozpocznie się, gdy tylko uda się wylądować transportowanym wojskom.

Miało ziścić się to, czego papież Innocenty obawiał się najbardziej, mobilizując krzyżowców do działania: otwarta napaść jednych chrześcijan na drugich. A wszystko to w miejscu, w którym w kościołach znajdowały się niezliczone relikwie świętych i męczenników. W mieście, które założył cesarz nawrócony z pogaństwa na prawdziwą wiarę.


Reklama


Piątego lipca 1203 roku rozpoczął się atak krzyżowców na Galatę, najsłabszy punkt na Złotym Rogu, gdzie mieszkało wielu Wenecjan, Genueńczyków i innych kupców. Chociaż oblegającym łatwo udało się usunąć gigantyczny łańcuch blokujący cieśninę i wpuścić swą flotę do środka, pozostała część miasta broniła się niemal dwa tygodnie, dopóki niesamowicie przebiegły Enrico Dandolo nie zlokalizował krytycznego miejsca w umocnieniach i nie nakazał skierować do niego swojej galery. Jak pisze Villehardouin, „doża Wenecji, który był starym człowiekiem i nic nie widział, cały uzbrojony stał na dziobie swojego statku, a sztandar Świętego Marka miał przed sobą; i krzyknął do swoich ludzi, aby sprowadzili go na ląd”

Na brzegu zatknięto flagę, a doża, ustępując z czoła bitwy, pozostał na pokładzie statku, skąd kierował działaniami. Przed wieczorem połączone siły Wenecjan i krzyżowców przejęły kontrolę nad całym zamurowanym miastem, uzurpator Aleksy zeń uciekł i wedle wszelkich znaków można było sądzić, że misja zakończyła się sukcesem.

Enrico Dandolo przemawiający do krzyżowców (Gustawa Doré/domena publiczna).
Enrico Dandolo przemawiający do krzyżowców (Gustawa Doré/domena publiczna).

Śmierć Aleksego IV

Oślepiony więzień, Izaak Angelos, został przywrócony na cesarski tron, a jego syn otrzymał cesarską purpurę i miał współrządzić imperium jako Aleksy IV. Wydawało się, że teraz już krzyżowcy będą mogli swobodnie ruszyć do Palesty ny czy Egiptu.

Dandolo i jego wenecka świta mieli się niebawem przekonać, że sprawy nie układają się tak gładko. Po pierwsze, Aleksy nie miał pieniędzy, którymi mógłby zapłacić przybyłej mu na odsiecz armii. Po drugie, wielu krzyżowców z irytacją reagowało na starania Wenecjan, którzy chcieli ich nakłonić do pozostania na miejscu w charakterze sił policyjnych do czasu, aż w Konstantynopolu zapanuje jaki taki spokój, a nowy reżim się umocni.


Reklama


Tradycyjna bizantyjska pogarda dla ignorantów z zachodu, zwanych Frankami (szczególnie widoczna w Aleksjadzie, kronice spisanej sto lat wcześniej przez Annę Komnenę z bocznej linii przodków nowego cesarza), ożyła na nowo, a okupanci budzili powszechną niechęć pośród Greków. Mieszkańcy miasta nie chcieli też uznać Izaaka i Aleksego za prawo­witych władców.

W styczniu 1204 roku przedstawiciel szlacheckiego rodu Dukasów, zwany Murzuflosem – „Krzaczastobrewym” – zebrał grupę niezadowolonych, aresztował i zamordował Aleksego, po czym sam koronował się jako Aleksy V. Ten nowy stan rzeczy zupełnie nie wpisywał się w plan Dandola, by uczynić z Bizancjum państwo marionetkowe, w którym za sznurki pociągałaby Wenecja. W dodatku Murzuflos zaczął się wykazywać niepokojąco wysokimi kompetencjami wojskowymi i rozsądkiem, rozkazał bowiem naprawić uszkodzone mury i baszty miasta. Było jasne, że czas działać.

Szturm krzyżowców na Bizancjum

Wczesnym rankiem 9 kwietnia 1204 roku Wenecjanie i krzyżowcy rozpoczęli pierwszy szturm na mury, ale zostali odparci przez bezlitośnie celnych bizantyjskich łuczników i przez lawinę masywnych kamieni ciskanych w celu zniszczenia machin oblężniczych. Co gorsza, nieprzychylny wiatr zepchnął weneckie statki na morze, więc mimo ponawianych wysiłków nie udało się wysadzić na ląd wojsk, które wsparłyby ten pierwszy atak.

Drugiego dnia też nie zdziałali za wiele, krzyżowcy zaczęli już tracić animusz, kiedy nagle wiatr się zmienił i nowi oblegający zaczęli tłoczyć się pod murami miasta. Znaleziono słaby punkt w murach. Przedarł się tamtędy Aleaumes de Clari, były mnich, który wraz z bratem Robertem zdecydował się ponieść krzyż krucjaty. Ku przerażeniu obrońców przebił się do środka miasta, a idący jego śladem towarzysze zostawiali za sobą tak wielu zabitych i rannych, „że nie było ni końca, ni miary”.

Mozaika z 1213 roku przedstawiająca zdobycie Konstantynopola (I, Sailko/CC BY-SA 3.0).
Mozaika z 1213 roku przedstawiająca zdobycie Konstantynopola (I, Sailko/CC BY-SA 3.0).

Ucieczka Murzuflosa

Dla Murzuflosa rozgrywka bardzo szybko dobiegła końca. Gdy rozpoczęła się prawdziwa orgia mordów i grabieży, cesarz umknął do Tesaloniki na pokładzie łodzi rybackiej, „obawiając się, że inaczej stanie się łakomym kąskiem na stole Franków”. Nie omieszkał zabrać z sobą żony cesarza Aleksego III, Eufrozyny, oraz jej córki Eudoksji. Z jedną i drugą obcował cieleśnie.

Aby uzmysłowić sobie skalę zniszczeń w Konstantynopolu, musimy zwrócić się do najbardziej szczegółowego i najbardziej poruszającego opisu ówczesnych wydarzeń, jaki znajdziemy w An nałach Niketasa Choniatesa, szlachcica i urzędnika dworskiego. Jego świadectwo na temat owych kwietniowych wypadków z roku 1204 do dziś porusza czytelnika niemal do łez i budzi jego złość. Zdarzyło się wówczas to, co tak często obserwowano na przestrzeni wieków.


Reklama


Kulturalnie uboższa, niewiele rozumiejąca armia, zwycięska z racji użycia brutalnej, tępej siły w walce z wrogiem znacznie bardziej cywilizowanym i wyrafinowanym, wpada w przerażenie z powodu własnych czynów, widząc z bliska piękno i kunszt dzieł ludzkiego umysłu, po które wyciągnęła rękę, choć sama potrafi je jedynie zbezcześcić i zniszczyć.

Liczne pożary w mieście, gdy połączone siły frankijsko­-weneckie pustoszyły jego ulice, place i budynki publiczne, stanowią wyraźną manifestację tego przytłoczenia wyższą cywilizacją, które pojawia się zawsze, niczym za sprawą czarów, przy pierwszym bliższym z nią spotkaniu. Zdewastowanie tego cudownego miasta było więc – przynajmniej dla Franków – swego rodzaju aktem magicznego oczyszczenia.

Oblężenie Konstantynopola w 1204 roku. Obraz Palmy Le Jeune z XVI wieku.
Oblężenie Konstantynopola w 1204 roku. Obraz Palmy Le Jeune z XVI wieku (domena publiczna).

Nie obawiali się „bożego gniewu”

Choniates nie wie, jak zacząć opowieść o tym, czego był świadkiem. „Nie potrafię nadać porządku mojej opowieści” – przy znaje. – „Ci szermierze Antychrysta rozbili święte obrazy, naczyń liturgicznych używali jako kielichów, zniszczyli główny ołtarz w Hagia Sophia, a na tronie patriarchy usadzili zwyczajną ladacznicę, każąc jej śpiewać sprośne piosenki i lubieżnie pląsać”.

Najzamożniejsze posiadłości splądrowano, „żadnej litości nie okazano przy tym ani cnotliwym matronom, ani niewinnym dziewczętom, ani dziewiczym mniszkom, poślubionym Bogu Wszechmogącemu”. Frankowie bez skrupułów gwałcili swoje ofiary w kościołach i kaplicach, „nie bojąc się ani bożego gniewu, ani ludzkiej pomsty”.


Reklama


Choniates widzi ten trzydniowy karnawał wandalizmu, okrucieństwa i przemocy jako swego rodzaju karę boską. „Och, miasto, moje miasto!” – wykrzykuje. – „Ty, źrenica wszystkich miast tego świata, dlaczegoś musiało pić z kielicha Bożego gniewu, własną Jego ręką podanego?”

Gigantyczna skala rabunku

Dla Wenecjan z kolei całe to plądrowanie było niczym dar zesłany przez niebiosa. Wielu z nich doskonale znało Konstantynopol i wiedziało, gdzie czego szukać. Do woli więc przywłaszczali sobie wszystko, co dało się przenieść – złoto, srebro, biżuterię i kamienie szlachetne. Do Wenecji popłynęły statki pełne kościelnych ornamentów, ikon, monstrancji, krzyży, frontów ołtarzy, paneli zdobionych kamieniami szlachetnymi i kameami, marmurowych rzeźb i reliefów.

Tekst stanowi fragment książki Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.
Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

Tą samą drogą powędrowały również cztery konie z brązu, które miały stać się końmi Świętego Marka. Dla Wenecji przekształciły się one w symbol jej tożsamości równie ważny jak skrzydlaty lew z otwartą księgą. Najważniejszym trofeum zaś była cała kolekcja relikwii, z których wiele sprzedano chętnym z całej Europy. Pośród nich znalazły się fiolka z Krwią Świętą, fragment Krzyża Prawdziwego i kilka nienaruszonych ciał świętych, które z rewerencją złożono w różnych kościołach Wenecji.

Z rozkazu Enrica Dandola i baronów krzyżowców wszelkie dobra, które nie stały się jeszcze niczyim prywatnym łupem, miały zostać zaniesione do jednego z trzech wskazanych kościołów, gdzie ułożono je w stosy, by oszacować ich wartość. Rozliczono wówczas dług baronów i pozostałe dobra można było podzielić równo między obie strony.


Reklama


Zdobycze terytorialne Wenecji

Dla Wenecji równie ważne, jak domknięcie tego rachunku, było ustalenie terytoriów, jakie La Serenissima miała otrzymać z ziem dawnego greckiego cesarstwa po tym, jak na jego tronie osadzono marionetkowego cesarza w osobie hrabiego Baldwina z Flandrii.

Na mocy ostatecznego porozumienia między Dandolem a liderem krucjaty Bonifacym z Montferratu Republice miała przypaść większa część Grecji lądowej, w tym cały Peloponez, Wyspy Jońskie, rozsiane Cyklady, wielka wyspa Eubea (Wenecjanom znana jako Negroponte) oraz najcenniejsza zdobycz: Kreta, będąca idealnym punktem kontroli cennego handlu z Egiptem, który doża tak sprytnie ochronił, przekierowując krzyżowców w stronę Konstantynopola.

Wkroczenie do Konstantynopola 1204
Wkroczenie do Konstantynopola w 1204 roku (Eugène Delacroix/domena publiczna).

Dandolo pozostał w mieście, które splądrował, spalił i wyludnił, aby zająć się nieuniknionymi ruchami greckich sił, pragnących odzyskać miasto w imieniu różnych dynastii. W maju 1205 roku, gdy miał lat dziewięćdziesiąt osiem, zmarł z powodu nieleczonej przepukliny pachwinowej. Został pochowany w Hagii Sophii, gdzie do dziś można znaleźć marmurową tabliczkę z jego imieniem. Jako najbystrzejszy i najzdolniejszy spośród liderów IV krucjaty zdołał zdobyć dla Wenecjan, jak to ujmuje współczesny historyk, „znacznie więcej, niż się domagali, a w istocie znacznie więcej, niż chcieli”.

Handel z Bizancjum to jedna sprawa, ale administrowanie trzema ósmymi jego ziem to zupełnie coś innego. Niechciany spadek po tym nikczemnym przedsięwzięciu, jakim okazała się IV krucjata, a zwłaszcza rola odegrana w niej przez Wenecję, miał wpływać na los La Serenissimy aż do jej upadku sześćset lat później.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Jonathana Keatesa pt. Wenecja. Niezatapialna (Wydawnictwo Literackie 2026). Przekład: Maciej Miłkowski. Premiera 3 czerwca, ale już dzisiaj możecie zamówić swój egzemplarz.

1600 lat Wenecji w jednym tomie

Autor
Jonathan Keates

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.