Polscy chłopi, powodowani jednocześnie biedą i tradycją, przez stulecia radzili sobie w domach bez jakichkolwiek mebli stolarskiej roboty. Używali sprzętów, które byli w stanie sami sklecić i ociosać z materiału dostępnego pod ręką. Jeśli od opisanej prawidłowości – pozostającej ogółem w mocy do drugiej połowy XIX wieku – zachodził wyjątek, to początkowo tylko jeden. Była nim skrzynia.
Poniższy tekst pochodzi z najnowszej książki Kamila Janickiego. „Życie w chłopskiej chacie” już teraz możesz zamówić w przedsprzedaży.
Skrzynie ogółem nie stanowiły na wsi żadnej nowinki. Prosty sprzęt tego rodzaju nie wymagał wielkiego pomyślunku i wprawy, już od średniowiecza chłopi zwyczajowo trzymali w nim chociażby część zbiorów. Na przykład duże skrzynie na mąkę albo kaszę nazywano szafarniami.
Reklama
Poza tym każda nie całkiem zubożała rodzina chłopska miała jedną solidną skrzynię, często zabezpieczoną dodatkowo skoblem i kłódką. Składano w niej cenniejszy dobytek – te rzeczy, które chciano ukryć przed wzrokiem postronnych.
Od skrzyni zwykłej do niezwykłej
Trafiały tam oczywiście również pieniądze, choć dla bezpieczeństwa nie wszystkie. Jak opowiadał na początku XX wieku Jan Słomka, wójt spod Tarnobrzega, chłopi chowali nieliczne posiadane monety, kwity, a następnie banknoty też „pod beczkami, za krokwią”, albo nawet zakopywali je w garnkach poza domem lub wsuwali do różnych „tajemnych schowków, gdzie się nieraz spaliły, gdy pożar wybuchł nagle”.
Poza tym, jak relacjonował Słomka, skrzynie służyły do przechowywania odświętnych „smat”, strojów, których na ten czas nie składano w kostkę, lecz na ogół zwijano w wałki. Seweryn Udziela pisał z kolei, że taki sprzęt był w pierwszej kolejności „skrzynią na odświętne chusty”.
Poza tym, jak wyliczał, wkładano do niego jeszcze na przykład korale, stanowiące dla chłopek podstawową biżuterię, albo książeczkę do nabożeństwa – choć to dopiero na przełomie XIX i XX wieku, bo wcześniej niewielu włościan byłoby w stanie zrobić z niej użytek. Wreszcie w skrzyniach były przechowywane też woskowe świece, zwłaszcza tak zwane gromnice.
Reklama
Nowy obyczaj polskich chłopów
Oczywiście sama funkcja skrzyni jako miejsca przechowywania tego, co było chłopu najdroższe, jeszcze nie powinna skłaniać do nadawania meblowi szczególnie okazałej formy. Rozsądniej nawet byłoby zapewne nie stawiać skrzyni na eksponowanym miejscu i nie chwalić się nią tak, by każdy złodziej wiedział, gdzie ma szukać łupu.
W XVIII wieku, pod wpływem kultury miejskiej, na wieś zaczął jednak przenikać specyficzny obyczaj weselny. Przyjęło się, że posag, jaki córka otrzymywała od swojej rodziny w związku z zamążpójściem, a więc przekazywane jej stroje, ozdoby, pieniądze i drobne, lecz wartościowe przedmioty, powinien być składany do specjalnej skrzyni, którą następnie ceremonialnie przenoszono do jej nowego domu.
Znaczne gabaryty skrzyni, a także jej piękna forma, miały pokazywać, że rodzinie powodzi się lepiej niż sąsiadom i że pochodząca z niej panna to dobra partia, o którą powinni bić się kawalerowie.
Największe marzenie, największa duma
Dla większego efektu skrzynie barwiono, umieszczano na nich ornamenty – najczęściej roślinne – a w późniejszym okresie też napisy. Jak podkreśla Krystyna Reinfuss-Janusz, kustosz Muzeum Etnograficznego w Krakowie, pięknie „malowana skrzynia była przedmiotem marzeń każdej młodej wiejskiej dziewczyny”. Z jej stopniowego wypełniania czyniono często najprawdziwszy spektakl.
Obyczaj nakazywał, by sprzęt był na koniec, gdy przyszło go dźwigać, ciężki i wypchany po brzegi. Dla pierwszego efektu nieraz ukrywano więc na jego dnie… kamienie, a w późniejszym okresie i cegłówki. Dla drugiego sięgano po pierzyny – jednocześnie drogie i zajmujące dużo miejsca.
Reklama
Potem, już po zamążpójściu, ta tak zwana skrzynia wianna stawała się dla gospodyni źródłem największej dumy. Dlatego mebel, zwykle mający jakiś metr długości i może 60 centymetrów szerokości, był trzymany w izbie – głównym pomieszczeniu domu. Czasem nawet pozostawiano skrzynię otwartą podczas wizyt sąsiadów, aby goście mogli oglądać, najlepiej z zazdrością, co też znajdowało się w środku.
Schyłek mody
Moda na skrzynie wianne trwała w najlepsze do końca XIX stulecia. Potem, gdy do chat zaczęły na większą skalę trafiać szafy i komody, mniej praktyczne i pakowne skrzynie straciły sporo ze swego uroku. W niejednym regionie wciąż kupowano je jednak dla córek i wypełniano wyprawą ślubną jeszcze w latach międzywojnia.
Gdzieniegdzie obyczaj żył zresztą nawet i w latach 50. XX wieku. Gdy jednak wymarło ostatnie pokolenie gospodyń z uznaniem i nostalgią dbających o swe skrzynie, sprzęty na dobre usunięto z izb. I zgodnie z chłopską zasadą takiego postępowania, by nic nie pozostawało bezużyteczne, szukano dla nich nowego, zwykle całkiem przyziemnego zastosowania.
Każdego pytać w czym trzyma paszę dla zwierząt
W połowie ubiegłej dekady etnolożka Maria Działo podjęła się sprawdzenia, co uczyniono w wiejskich rodzinach z Lubelszczyzny i Podkarpacia z dawnymi skrzyniami wiannymi, kiedyś stanowiącymi niekwestionowany skarb i jeden z najcenniejszych przedmiotów w chacie. Udało jej się odnaleźć w prywatnych obejściach ponad 200 takich skrzyń i kufrów.
Te „wspaniałe przykłady sztuki ludowej” w większości trafiły do stodół i chlewów. Często po dziś dzień są używane do trzymania ziarna albo sieczki. Badaczka natrafiła też na skrzynię przerobioną na kurnik oraz inną, z której uczyniono wędzarnię.
Gdy prowadziła swój projekt, dopiero zaczynało rodzić się nowe zainteresowanie ludowym dziedzictwem i tylko nieliczne rodziny dbały o stare skrzynie jako o pamiątki przeszłości. Wielu gospodarzy nie miało zresztą pojęcia, że jest w posiadaniu sprzętu o odległej metryce i ważnej historii.
Reklama
„Dopiero ukazanie im ozdobnej dekoracji zachowanej fragmentarycznie na boku skrzyni czy profilowanych podnóżków uświadamia im, że jest to przecież skrzynia wianna prababci” – pisała Maria Działo.
I wtedy, jeśli stan zachowania skrzyni jest jeszcze dość dobry, zabierają ją z namaszczeniem do domu. Dlatego podczas badań terenowych, gdy informatorzy odpowiadają, że z pewnością nie mają w domu malowanej w kwiaty skrzyni po babci, należy zadać im pytanie, w czym trzymają zboże i paszę dla zwierząt.
***
Ile trwała budowa chłopskiej chaty sprzed stuleci? Jak wiele trzeba było za nią zapłacić? Dlaczego nasi wiejscy przodkowie nie sypiali w łóżkach i nigdy nie otwierali okien? Jak oświetlali wnętrza bez elektryczności i dlaczego przez stulecia jak ognia unikali budowania wychodków?
O tym wszystkim i nie tylko opowiadam w mojej nowej książce. Życie w chłopskiej chacie już teraz możecie zamówić w przedsprzedaży.