Drugą połowę XVI wieku oraz kolejne stulecie można uznać za jeden z najbrudniejszych okresów w dziejach Europy zachodniej. Pewien znany francuski medyk przestrzegał wręcz, że „kąpiel, jeśli nie jest środkiem medycznym wskazanym w razie palącej konieczności, jest nie tylko zbyteczna, ale bardzo szkodliwa dla ludzi”. O tym, jak 400 lat temu różniło się podejście do higieny nad Sekwaną i w Rzeczpospolitej Obojga Narodów pisze w swojej książce doktor Radosław Sikora.
Brudny jak Francuz – można by powiedzieć o typowym przedstawicielu tej nacji w XVI i XVII wieku. Przykład szedł z samej góry: „Król francuski Henryk IV (1553–1610) słynął z fetoru, jaki roztaczał, jego nieodrodny syn podobnie. Ten ostatni pysznił się zresztą: «Mam to po ojcu, czuć ode mnie pot»”.
Reklama
Podejście do czystości Ludwika XIV
No i nic dziwnego, skoro jak podaje francuski historyk brudu i czystości:
Nogi [urodzonego w 1601 r.] delfina – późniejszego Ludwika XIII – nie są myte do czasu ukończenia przezeń szóstego roku życia. Pierwsze zanurzenie ciała w wodzie, poza tym, bardzo krótkim, które nastąpiło bezpośrednio po narodzeniu – odbyło się, gdy delfin miał siedem lat.
Nie lepiej wyglądało to w przypadku jego syna i następcy, urodzonego w 1638 roku Ludwika XIV. Ten, gdy został już królem, rozbudowując Wersal, kazał co prawda urządzić w nim apartament kąpielowy z wanną z marmuru „w ostentacyjnym geście mającym mgliście odwoływać się do starożytnego Rzymu”.
Ale jako że ów apartament nie był nikomu szczególnie potrzebny, więc „kilka lat później został zamieniony w siedzibę hrabiego Tuluzy, oficjalnie uznanego przez ojca za bastarda. Po rozmaitych przeróbkach wannę natomiast zamieniono w basen ogrodowy”.
Reklama
Łaźnia w pałacu Kazanowskiego
A jak to wyglądało w Polsce? W owym czasie łazienki z wannami, czy też łaźnie parowe, były zwyczajnym elementem zabudowań zamków, pałaców czy dworów. Zabudowań, bo zazwyczaj łaźnia stanowiła osobny budynek. I tak na przykład w charakterystyce pałacu Kazanowskiego z 1643 roku znajdujemy obszerny opis łaźni:
Za temiż [mieszkaniami] Laźnia sklepista /
Przy niey dwie Izbie / zamczysta;
Pieca w niey nie masz: przez parę
Czyni ogień jakąś wzwarę /
Gdy poleią rozpalony
Wodą / kamień zapalony /
W ten czas biie ciepło wielkie /
Na osoby Pańskie wszelkie:
Ktore kiedy chcą to wpuszczą /
Gdy go nie chcą / drzwi zapuszczą.
To wszystko za murem leży /
W Kominie / zkąd ogień bieży:
Niewiem; prędko się napali /
Dość gorąca / gdy zapali.
Tam z kuraszkow [kurków] wodę toczą
Zimną / ciepłą przez kunszt tłoczą.
Z boku Wanny są miedziane /
Lawy [ławy] biało przyodziane:
Pod ktoremi jak laseczki,
Są Tokarskie balaseczki.
Łaźnia na Zamku Królewskim w Warszawie
A skoro łaźnię miał pałac Kazanowskiego w Warszawie, jak mógłby nie mieć jej zamek królewski? Jej opis znajdujemy w tym samym dziele Adama Jarzębskiego:
Reklama
W ktorym łaznia / do niey woda
Rurami bieży / nie szkoda
Przypomnieć / że do Cynowey
Jakby Sadzawki coś nowey:
W tey się Panstwo zwykło kąpać /
W wodzie pływać / wolno stąpać;
Ledwie do wzroku nie będzie /
Ktorey / gdy chcą / wnet ubędzie.
Na warszawskim zamku było zresztą więcej łazienek. Na przykład na pierwszym piętrze wieży zwanej Altaną. Była ona wykończona marmurami, a sąsiadowała z sypialnią.
Jarzębski opisał, w jaki sposób dostarczano na zamek wodę, w tym do owej „jakby sadzawki”, którą należałoby raczej nazwać basenem, skoro kąpiącym się woda sięgała niemal aż po oczy. I tak:
A Krynica tuż przy Wieży /
Z ktorey woda w Zamek bieży.
Jeden chłop kołem sprawuie /
Do gory ią wyprawuie.
Reklama
Wodotryski w Pińczowie
Co ciekawe, łazienka nie służyła tylko do kąpieli. Gdy kamień dokuczał Janowi III Sobieskiemu, ten przesiadywał właśnie w wannie. Dzięki niej musiał czuć się lepiej, skoro korespondent Michała Kazimierza Radziwiłła z królewskiego dworu, czyli Kazimierz Sarnecki, pisał:
Trochę pofolgował kamień ten królowi j[ego]m[ości].; z łazienki [w której do tej pory przesiadywał] przeniósł się do gabinetu tego, który jest przy senatorskiej izbie, i tam wannę miał, i obiad jadł z królową j[ej]m[ością].
Najbardziej spektakularną łaźnią owych czasów dysponował jednak nie król, lecz Myszkowscy w Pińczowie. Już w 1611 roku sławił ją Simon Pistorius. Czegoż w niej nie było? Oprócz różnego typu wodotrysków, puszczających wodę z sufitu, ścian, a nawet z podłogi, największą uwagę zwracały rzeźby wydające dźwięki lub wykonujące proste czynności.
Na przykład były tam podobizny lwa i niedźwiedzia. Z ich pysków leciała zimna lub ciepła woda, a na dotyk reagowały wydawaniem charakterystycznych dla siebie ryków. A był to ledwie ułamek atrakcji…
Reklama
Łaźnie przy dworach szlacheckich
Dość o królewskich i magnackich łaźniach. Rzućmy okiem na to, jak żyli mieszkańcy zwykłych dworków. W 1603 roku sporządzono inwentarz Folwark lipnicki – Budowanie dworca w tym folwarku. Wśród różnorakich budynków, które wybudowano wokół samego dworu, jak np. stajni, mydlarni, lodowni, „komórki potrzebnej”, czyli wychodka, jest i „łaźnia z sienią i światełką maluśką”.
Z takich to właśnie łaźni korzystała przytłaczająca większość szlachty polskiej. W miastach zaś popularnością cieszyły się łaźnie publiczne. Mimo to mieszkańcy dawnej Rzeczypospolitej szokowali Francuzów, którzy to Polaków mieli za… barbarzyńców.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Radosława Sikory pt. Dawna Rzeczpospolita na nowo odkryta. Tom 2 (Zona Zero 2025). Premiera 29 września, ale już dziś możecie zamówić w przedsprzedaży.