Rozpoczęta 21 lutego 1916 roku bitwa pod Verdun stała się jednym z symboli koszmaru walk pozycyjnych na froncie zachodnim podczas wielkiej wojny. W jej trakcie życie straciły setki tysięcy żołnierzy Ententy oraz kajzerowskich Niemiec. Tak o przebiegu słynnej batalii pisał profesor Michael Howard na kartach książki I wojna światowa.
U schyłku 1915 roku armia niemiecka zwyciężała na wszystkich frontach, a jednak koniec wojny nie był wcale blisko. Cierpliwość cywilów wspierających wysiłek militarny została wystawiona na próbę.
Reklama
„Angielski miecz”
Wpływowa grupa opozycyjna w armii z Hindenburgiem i Ludendorffem na czele, wspierana przez kanclerza Theobalda von Bethmanna Hollwega, chciała usunięcia Falkenhaynap [ze stanowiska naczelnego dowódcy niemieckiej armii]. Ten natomiast wciąż cieszył się zaufaniem kajzera, któremu nie podobały się takie próby kwestionowania jego autorytetu i który wciąż wierzył, że klucz do zwycięstwa w wojnie leży na zachodzie.
Miał dobre powody, by twierdzić, że głównym wrogiem nie jest już bardzo osłabiona Francja, lecz Wielka Brytania. Jej armie wciąż były świeże i ledwie wykorzystane w boju, a siły morskie nie tylko utrzymywały blokadę handlową Niemiec, lecz także pozwalały na utrzymanie komunikacji ze Stanami Zjednoczonymi, od których alianci byli coraz bardziej zależni w zakresie zasobów.

Aby zaradzić temu drugiemu zjawisku, Falkenhayn nalegał na zarządzenie nieograniczonej wojny z wykorzystaniem łodzi podwodnych (…). Wierzył też, że na lądzie najgroźniejszą bronią Wielkiej Brytanii nie były jej własne, słabo wyszkolone wojska, lecz sojusznicza armia francuska. Gdyby tej ostatniej zadać druzgoczący cios, tak by musiała błagać o pokój, to „angielski miecz”, jak mawiał Falkenhayn, zostałby wytrącony z ręki.
Plan Falkenhayna
Jak to zrobić, biorąc pod uwagę przetestowane już umocnienia obronne na froncie zachodnim? Aby rozwiązać ten problem, Falkenhayn zastosował metodę, która sprawdziła się już wcześniej na wschodzie, a więc wyniszczenie.
Reklama
Francja miała być wykrwawiona na śmierć poprzez zniszczenie jej armii. Trzeba było zmusić Francuzów, by walczyli o tereny, na których utratę nie mogli sobie pozwolić – w tym wypadku chodziło o umocnioną twierdzę Verdun.
Nie miała ona strategicznego znaczenia, ale leżała na newralgicznym przyczółku i była istotnym historycznie miejscem, związanym z niegdysiejszymi zwycięstwami Francji. Falkenhayn zdawał sobie sprawę, że Joffre nie mógł przystać ani na brak obrony tego miejsca, ani na zaniechanie jego odbicia w przypadku utraty.

Na pewno wojska niemieckie poniosłyby straty podczas ataku, ale te by zminimalizowano dzięki zastosowaniu technik sprawdzonych podczas ataku na linii Gorlice – Tarnów, czyli zaskoczeniu, dobrej pracy sztabu, a przede wszystkim potężnej przewadze artyleryjskiej.
Walki pod Verdun
Tak więc 21 lutego 1916 roku rozpoczął się atak, po dziewięciogodzinnym ostrzale z niemal tysiąca dział. Falkenhayn miał rację. Joffre nie uważał Verdun za istotne strategicznie miejsce i niewiele zrobił na rzecz przygotowania jego obrony, ale presja polityczna sprawiła, że nie mógł odpuścić.
Reklama
Dowódcą był generał Philippe Pétain, który nie mógł awansować ze względu na swoje przekonanie o wyższości pozycji defensywnych, co nie podobało się jego nastawionym bardziej ofensywnie przełożonym. Żołnierze Pétaina wypełniali rozkazy, by bronić każdego metra ziemi i odbijać każdy, który został utracony.
Wyniszczenie uderzyło w obie strony. Francuzi zadawali tyle strat, ile sami odnosili. Pétain starał się oszczędzać swych ludzi poprzez rotację, ale Falkenhayn rzucał do boju żołnierzy coraz bardziej desperacko. Na polu bitwy dominowały działa. Pod koniec czerwca, gdy ataki niemieckie wreszcie zelżały, artyleria obu walczących stron wykreowała koszmarny krajobraz, jakiego świat jeszcze nie widział.

Dzieła zniszczenia dopełniły stosowane w walce bezpośredniej gaz i miotacze ognia. W tym piekle obie strony straciły 0,5 mln żołnierzy i już nigdy zapewne nie dowiemy się, ilu z nich wciąż leży w tej spopielonej ziemi. Verdun pozostało w rękach Francuzów. Było to dla nich wielkie zwycięstwo, chociaż spowodowało prawie całkowite rozbicie ich armii.
Dla Niemców natomiast była to pierwsza niekwestionowana porażka, która odbiła się i na morale armii, i na nastrojach społeczeństwa. Falkenhayn musiał za to zapłacić, więc w sierpniu pozbawiono go dowództwa. Na jego miejsce kajzer powołał Hindenburga jako szefa sztabu generalnego z wiernym Ludendorffem u boku.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Michaela Howarda pt. I wojna światowa (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2026). Przekład: Marcin Szymański.
Krótka historia I wojny światowej








