Wiejska szkoła powszechna na południowym wschodzie Polski. Lata 30. XX wieku.

Dlaczego w przedwojennej Polsce tylko 20% dzieci NAPRAWDĘ chodziło do szkoły?

Strona główna » Międzywojnie » Dlaczego w przedwojennej Polsce tylko 20% dzieci NAPRAWDĘ chodziło do szkoły?

W przedwojennej Polsce mieliśmy obowiązek szkolny, rodzice musieli wysyłać dzieci na lekcje. Jednocześnie edukacja była bezpłatna. Tyle, że obie te bazowe zasady działały bardziej w teorii, niż w praktyce. To był głównie pozór. Szczegóły zmieniały się na przestrzeni epoki, na początku lat 30. weszła też w życie wielka reforma szkolnictwa, ale nie musimy tego rozkładać na kawałki. Bo naprawdę zasadnicze fakty pozostawały takie same.

Poniższy materiał, w znacznie dłuższej wersji, ukazał się pierwotnie w formie wideo na moim kanale na Youtube.

Bezpłatne i jednocześnie obowiązkowe były w II RP tylko szkoły powszechne, odpowiednik dzisiejszych podstawówek. Wyglądało to ogółem następująco: szło się, w wersji już zreformowanej, do sześcio- lub siedmioletniej szkoły powszechnej.


Reklama


Edukacja zaczynała się w wieku 7 lat. Tak samo jak teraz, tyle że nie istniały zerówki. Jeśli to miał być jedyny etap nauki, to dziecko było zobowiązane uczęszczać do placówki przez kolejne 7 lat.

Jeśli zaś uczeń zamierzał kontynuować edukację na poziomie średnim, to po ukończeniu szóstej klasy, czyli w wieku 12-13 lat, przenosił się do gimnazjum. A z kolei po jego ukończeniu zdawał (lub uzyskiwał tylko na podstawie ocen) tak zwaną „małą maturę” i szedł do liceum. Wreszcie zaś po liceum zdawał już ten właściwy, słynny egzamin dojrzałości.

Prowincjonalna szkoła powszechna w II RP.
Prowincjonalna szkoła powszechna w II RP.

W miastach opisany system do jakiegoś stopnia działał. Ale na wsi nawet nie tyle nie funkcjonował… co nawet nie istniał. W kraju ogromnie brakowało i szkół, i nauczycieli, i sal lekcyjnych, i w ogóle wszystkiego.

Na przykład w 1933 roku ponad ¼ dzieci wcale nie chodziła do szkoły… bo nie miała jak i gdzie tego robić, a nikt tak na serio nie egzekwował obowiązku. Potem, gdy wielki kryzys gospodarczy zelżał, ten akurat problem oficjalnie rozwiązano.


Reklama


Tyle że w bardzo prowizoryczny sposób. Po prostu na prowincji masowo organizowano szkoły pozorne, dające tylko marny ułamek edukacji. Były to placówki często z jednym, jedynym nauczycielem, który jednocześnie zajmował się 60-70 uczniami. A na ścianie wschodniej nawet ponad dziewięćdziesięcioma.

W opisanych warunkach w ogóle nie próbowano organizować pełnego trybu edukacji. Jeszcze w 1939 roku niemal połowa wszystkich wiejskich szkół w Polsce to były tak zwane „placówki pierwszego stopnia”.

Wiejska szkoła powszechna na południowym wschodzie Polski. Lata 30. XX wieku.
Wiejska szkoła powszechna na południowym wschodzie Polski. Lata 30. XX wieku.

Uczniowie mieli w nich spędzać niby siedem lat, zgodnie z obowiązkiem, ale tylko dwie najniższe, początkowe klasy realizowano normalnie. Potem niezależnie od osiągów i ambicji, uczeń dwa lata spędzał w klasie trzeciej i aż trzy lata w czwartej.

Klasy piątej, szóstej czy siódmej w ogóle nie realizowano. Bo nie miał kto i gdzie tego robić. W efekcie żaden uczeń takiej szkoły nie mógł faktycznie ukończyć pierwszego etapu edukacji, w ogóle nie miał prawa iść do gimnazjum. I powtórzmy: nawet u samego schyłku epoki taki „kreatywny” model realizowano wobec połowy wiejskich dzieci.

To zresztą i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Wiejscy uczniowie nie mieli gdzie się uczyć, ale też realia życia i koszmarna nędza nie pozwalały im faktycznie spędzać w szkole kilku lat.

Cały ten obowiązek szkolny traktowano w II RP jako względnie martwy przepis. Jerzy Michałowski, który w połowie lat 30. XX wieku badał sytuację panującą na południu kraju, pisał, że zimą większość dzieci w ogóle nie chodziła do szkoły… bo nie miała butów.


Reklama


Jeśli placówka była w tej samej wsi, to powszechnie stosowano taką praktykę, że ojciec zanosił dziecko do szkoły na rękach, bo on, będąc głową rodziny, jako jedyny dysponował jakimkolwiek solidnym obuwiem.

Nie dało się tego jednak realizować, jeśli szkoła była w sąsiedniej miejscowości, na przykład 5 kilometrów dalej. Albo gdy dzieciom brakowało nie tylko butów, ale i jakiejkolwiek ciepłej, wierzchniej odzieży. A i to był problem masowy.

Lekcja w przedwojennej szkole
Lekcja w przedwojennej szkole

Latem też powszechnie opuszczano lekcje, bo rodzice woleli, by pociechy pomagały w kuchni i oborze, albo pasły bydło. Do szkoły miały chodzić tylko tak długo i często, by żaden urzędnik nie wszczynał interwencji.

80% odpadało przed ukończeniem szkoły

Instytut Spraw Społecznych w 1938 roku zestawił dokładne i prawdziwie ponure liczby. Niewiele ponad 20% uczniów w Polsce uczęszczało do szkoły powszechnej przez wszystkie lata i kończyło ją ze świadectwem. 80% odpadało wcześniej.


Reklama


Połowa maksymalnie na czwartej klasie, ze szczątkowym poziomem wiedzy, niewiele wykraczającym poza podstawy czytania i pisania. Ogółem przejście całej szkoły to był przywilej zastrzeżony niemal wyłącznie dla młodzieży miejskiej.  

***

Całą tę historię znajdziecie na moim kanale na Youtube. Powyższy tekst to fragment scenariusza jednego z odcinków:

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.