Kulisy brytyjskiej wyprawy na biegun południowy. Do czego posunął się Robert Scott, by pokryć koszty ekspedycji?

Strona główna » XIX wiek » Kulisy brytyjskiej wyprawy na biegun południowy. Do czego posunął się Robert Scott, by pokryć koszty ekspedycji?

Robert Falcon Scott przez lata marzył o tym, że jako pierwszy człowiek zdobędzie biegun południowy. Już w 1901 roku dowodził najwcześniejszą oficjalną brytyjską wyprawą na Antarktydę. Dziewięć lat później podjął kolejną próbę. Co prawda w jej trakcie udało mu się osiągnąć biegun, ale w wyścigu o palmę pierwszeństwa wyprzedził go Roald Amundsen. Sam Scott oraz jego ludzie zapłacili najwyższą cenę za próbę zapisania się na kartach historii. Zanim jednak polarnik w ogóle ruszył na południe musiał zapewnić sobie ogromne środki na realizację swoich planów. O tym jak pozyskał niezbędne pieniądze pisze Anne Fletcher w książce pt. Wdowy Antarktydy.

Wyprawę Discovery [z 1901 roku] sponsorowały Królewskie Towarzystwo Geograficzne i Towarzystwo Królewskie w Londynie. Tym razem nie zdecydowały się jednak przekazać polarnikowi pieniędzy.


Reklama


Kapitan szacował, że koszty wyniosą około pięćdziesięciu tysięcy funtów (równowartość dzisiejszych sześciu milionów funtów), musiał więc urządzić zbiórkę. Liczył, że z datków uzyska cztery piąte niezbędnej kwoty.

Ogólnonarodowa zbiórka

Pozostałe dziesięć tysięcy zamierzał zebrać w Afryce Południowej, Australii i Nowej Zelandii, gdzie statek miał zawijać po drodze na południe. Z Nową Zelandią, gdzie znajdowała się baza ekspedycji, wiązał największe nadzieje.

Robert Falcon Scott na zdjęciu z 1905 roku (domena publiczna).
Robert Falcon Scott na zdjęciu z 1905 roku (domena publiczna).

Ogólnonarodową zbiórkę zainicjowano 12 października 1909 roku w Mansion House, rezydencji lorda majora Londynu. Następnie Scott ruszył w podróż po kraju, by zachęcać ludzi do wpłacania datków. Organizował spotkania i wygłaszał wykłady, rozmawiał z biznesmenami. Nie przychodziło mu to łatwo; czasami towarzyszyła mu [żona] Kathleen, która dopingowała go i podnosiła na duchu, bywało jednak, że musiał radzić sobie sam.

Pomysł nowej wyprawy wywołał wielkie podniecenie. Brytyjczycy w patriotycznym uniesieniu przepowiadali, że tym razem biegun zostanie zdobyty – ale nie chcieli za to płacić. Wyjątek stanowiła Walia.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Nieoceniona pomoc W.E. Daviesa

Największe wsparcie finansowe i rzeczowe dla ekspedycji Scotta pochodziło od obywateli Cardiff. Uważa się, że gdyby nie oni, wyprawa nie doszłaby do skutku. Do finansowania wyprawy wzywał przede wszystkim W.E. Davies, redaktor naczelny gazety „Western Mail”, wpływowy dziennikarz i członek miejscowej izby handlowej.

Wykorzystał koneksje i gazetę, by rozniecić prawdziwy ferwor. Gdy Scott publicznie zainicjował zbiórkę, Davies uczestniczył w uroczystości razem z członkami Królewskiego Towarzystwa Geograficznego i innymi dygnitarzami. Był bezcennym sojusznikiem. Zwerbował go Teddy Evans, mający rodzinne powiązania z Cardiff, dawniej drugi oficer statku Morning, pomagającego członkom ekspedycji Discovery.


Reklama


Planował zorganizowanie własnej wyprawy na Antarktydę, ostatecznie jednak postanowił połączyć siły ze Scottem, w zamian za co został jego zastępcą. On również zaangażował się w promowanie zbiórki, wygłaszał wykłady i udzielał wywiadów, w których tłumaczył, czemu Cardiff powinno wesprzeć wyprawę Scotta.

Zamiast nieustannie podkreślać naukowe znaczenie ekspedycji, odwoływał się do patriotyzmu i etosu obywatelskiego. Przekonywał, że jeśli miasto pomoże pokryć koszty wyprawy na biegun, stanie się sławne na całym świecie. Wszyscy usłyszą o tutejszym doskonale rozwiniętym handlu i dumnych obywatelach, gotowych wspierać wielkie przedsięwzięcia naukowe.

Artykuł stanowi fragment książki Anne Fletcher pt. Wdowy Antarktydy. Kobiety, których mężowie nie wrócili z ostatniej wyprawy Scotta (Wydawnictwo Poznańskie 2023).
Artykuł stanowi fragment książki Anne Fletcher pt. Wdowy Antarktydy. Kobiety, których mężowie nie wrócili z ostatniej wyprawy Scotta (Wydawnictwo Poznańskie 2023).

20 tysięcy od Lloyda George’a

W pierwszej dekadzie XX wieku Cardiff stało się jednym z największych ośrodków przemysłowych imperium brytyjskiego. Zawdzięczało to przede wszystkim ogromnym złożom węgla w dolinie Rhondda. Walijski węgiel eksportowano wówczas na cały świat – zakłady przemysłowe w najróżniejszych krajach nie mogłyby się bez niego obyć. Cardiff doskonale nadawało się na główny punkt przeładunkowy, zbiegało się tam bowiem kilka linii kolejowych.

Węgiel dostarczany pociągami ładowano na statki i wysyłano w najróżniejsze strony globu. W 1905 roku król Edward VII nadał Cardiff status miasta – była to jedyna decyzja o przyznaniu praw miejskich, jaką podjął za swoich rządów. Miejscowi przedsiębiorcy uznali, że warto wesprzeć ekspedycję Terra Nova, by w ten sposób pokazać, że Cardiff to nowoczesne przedsiębiorcze miasto, a nie tylko dostawca węgla.


Reklama


Teddy Evans nawiązał bliskie kontakty z głównymi firmami działającymi w tamtejszym porcie i sprawił, że zgodziły się one wspomóc przygotowanie statku do wyprawy, dostarczyć sprzęt i zapasy, a także dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Mieszkańcy przekazali na rzecz ekspedycji łącznie dwa i pół tysiąca funtów i tym samym przelicytowali inne brytyjskie miasta.

Przedsiębiorcy obiecali też węgiel, dostęp do suchych doków, a także pokrycie kosztów przemalowania i holowania statku. Ze względu na tę hojność w styczniu 1910 roku Scott ogłosił, że Terra Nova wyruszy w drogę właśnie z Cardiff.

Lloyd George na zdjęciu wykonanym około 1911 roku (domena publiczna).
Lloyd George na zdjęciu wykonanym około 1911 roku (domena publiczna).

Na początku 1910 roku lord kanclerz David Lloyd George zdecydował, że rząd przekaże Scottowi dwadzieścia tysięcy funtów. Był dumnym Walijczykiem, a do tego dobrym znajomym W.E. Daviesa, redaktora „Western Mail”, uważa się zatem, że to właśnie Davies namówił wysoko postawionego przyjaciela, by rząd wsparł finansowo ekspedycję.

Tysiąc funtów za miejsce w załodze

Ponieważ jednak Scott nadal nie uzbierał niezbędnej kwoty, zdecydował się na kolejny krok – zaczął oferować możliwość wzięcia udziału w wyprawie w zamian za odpowiednio wysoki datek. Pozyskał w ten sposób kolejnych dwóch uczestników.


Reklama


Pierwszym był kapitan Lawrence Edward Oates, jedyny żołnierz armii brytyjskiej wśród członków ekspedycji. Pochodził z niezwykle bogatej rodziny, która dorobiła się dzięki obszarnictwu i produkcji wełny. (…). Łatwo zrozumieć, dlaczego Scott wyłuskał go spośród ośmiu tysięcy ochotników.

Dwudziestodziewięcioletni Oates był absolwentem Eton i bohaterem wojennym. Służba w kawalerii oraz zamiłowanie do polowań i gry w polo oznaczały, że doskonale znał się na koniach, co stanowiło duży atut, gdyż ekspedycja zamierzała wykorzystać kuce jako zwierzęta pociągowe.

Lawrence Oates (Herbert Ponting/domena publiczna).
Lawrence Oates (Herbert Ponting/domena publiczna).

Scott spędził całe życie na morzu, nie miał doświadczenia z końmi, nie mieli go również pozostali uczestnicy ekspedycji, czyli marynarze i naukowcy. Poza tym Scottowi podobało się, że wśród jego towarzyszy znajdzie się oficer armii. Oates gotów był pełnić dowolną funkcję, godził się na dowolne stanowisko i obowiązki, nie chciał wynagrodzenia.

Za udział zapłacił tysiąc funtów, czyli kwotę odpowiadającą obecnie stu dwudziestu pięciu tysiącom funtów. Ściślej rzecz biorąc, pieniądze przekazała Scottowi matka Oatesa, gdyż to ona rozporządzała rodzinną fortuną. Tak oto Lawrence Oates dołączył do wyprawy. Załoga statku Terra Nova nadała mu przydomki Titus i Żołnierz.


Reklama


Pora ruszać w drogę

Drugim człowiekiem, który zapłacił za udział, był Apsley Cherry-Garrard, młody kuzyn Reginalda Smitha, czyli wydawcy książki Scotta. (…). Choć nie złożono żadnych konkretnych obietnic, Cherry postanowił przekazać tysiąc funtów na rzecz ekspedycji.

Gest ten, a także entuzjastyczne opinie Teda [Wilsona] i Smitha sprawiły, że Scott umówił się na spotkanie z Cherrym. Młodzieniec zrobił na nim dobre wrażenie i 27 kwietnia 1910 roku dołączył do zespołu naukowego ekspedycji, mimo że z powodu bardzo słabego wzroku nie przeszedł pomyślnie badań lekarskich.

Terra Nova na zdjęciu z 1911 (Herbert Ponting/domena publiczna).
Terra Nova na zdjęciu z 1911 (Herbert Ponting/domena publiczna).

Do zakładanej kwoty nadal trochę brakowało, ale Scott uzbierał na tyle dużo pieniędzy, żeby móc wyruszyć w drogę. Liczył, że resztę środków uda się pozyskać później. Ogłosił, że zostanie w Anglii sześć tygodni dłużej, niż pierwotnie planował, by zadbać o sprawy finansowe, w międzyczasie zaś Terra Nova miał pokonać pierwszą część trasy na południe.

1 czerwca 1910 roku statek wypłynął z Portu Wschodnioindyjskiego w Londynie i ruszył do Portsmouth, a następnie do Cardiff. Dziewięć dni później został tam powitany przez grupę dygnitarzy zebranych na pokładzie holownika Falcon. Burmistrz ogłosił, że przez następne pięć dni, czyli do czasu wyjścia statku w morze, będzie gościł w swojej rezydencji Scotta i Kathleen, a także Teddy’ego Evansa i jego żonę Hildę.

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Anne Fletcher pt. Wdowy Antarktydy. Kobiety, których mężowie nie wrócili z ostatniej wyprawy Scotta. Polska edycja ukazała się w 2023 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Tłumaczenie: Jan Dzierzgowski.

Nowe spojrzenie na historię polarnictwa

WIDEO: Największa zagadka średniowiecznego Wawelu

Autor
Anne Fletcher

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.