Był to najpilniej ukrywany sekret życia prywatnego Karola Marksa. Kiedy córki współautora Manifestu komunistycznego poznały prawdę skrzętnie ją zatuszowały. Dopiero 100 lat później wyszła na jaw.
Przełom lat 40. i 50. XIX wieku był niezwykle trudny dla mieszkającej wówczas w Anglii rodziny Marksów. Karol i Jenny borykali się z ciągłymi kłopotami finansowymi, dodatkowo ich życie rodzinne naznaczyła podwójna tragedia.
Reklama
Engels bierze na siebie ojcostwo
Zgodnie z tym, co pisze Krzysztof Iszkowski w książce pt. Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa „dwoje dzieci, które Jenny urodziła w Londynie, przeżyło niewiele ponad rok. Guy zmarł w listopadzie 1850 roku, a jego siostra Franziska, urodzona 28 marca 1851, dożyła 14 kwietnia 1852 roku”.
W 1851 roku w domu Marksów na świat przyszło jeszcze jedno dziecko. 23 czerwca powiła je niespełna 30-letnia służąca rodziny Lenchen Demuth. Chłopcu nadano imię Henry Frederick. W metryce nie wpisano jednak kim był ojciec.
Ostatecznie wieloletni przyjaciel Karola, Fryderyk Engels, stwierdził, że dziecko jest jego. Zgodnie jednak z tym, co pisze jeden z biografów Marksa:
Dekady później, na łożu śmierci, [Engels] przyznał, że zrobił to na prośbę Marksa, by uratować jego małżeństwo, i że w rzeczywistości to Marks był ojcem dziecka.
Reklama
Dwie [jedyne pozostałe przy życiu] córki Marksa, Laura i Eleonora, przerażone tym, czego dowiedziały się o swoim ojcu, zatuszowały informację i prawda o ojcostwie nie stała się publicznie znana aż do lat sześćdziesiątych [XX wieku].
Podobny do Marska
O tym, że to Marks spłodził chłopca świadczy dobitnie korespondencja prowadzona z Engelsem, którą odnaleziono dopiero w latach 90. XX wieku po otwarciu moskiewskich archiwów. Jednocześnie sam wygląd nieślubnego syna służącej uwiarygadniał tezę. Posiadał on bowiem – podobnie jak Karol – ciemną karnację.
Służące rodzące dzieci swych chlebodawców były w XIX wieku częstym zjawiskiem. Zwykle czekał je marny los. Po zajściu w ciąże pozbywano się ich z domu. W przypadku Lenchen Demuth sytuacja wyglądała jednak inaczej. Jak pisze autor książki Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa:
Trzymiesięczny Freddy został wysłany do Brukseli do mamki, która cztery lata wcześniej wykarmiła starszego z synów Marksów, Edgara. Został zatem potraktowany niemal tak samo jak starsza o trzy miesiące Franziska, którą Marksowie oddali na wychowanie mamce w Londynie. (…)
Reklama
Lenchen została na służbie, skrzętnie ciułając skromne wynagrodzenie, które Marksowie byli w stanie jej wypłacać. Wrosła w rodzinę. Gdy w 1868 roku [najstarsza córka Karola] Jennychen odpytała ją do swojej „księgi wyznań”, Lenchen stwierdziła, że jej cechą charakterystyczną jest miłość do „małych Marksiąt”.
Żona wiedziała?
Dla jednej z biografek autora Kapitału potraktowanie służącej było jasnym dowodem na to, że żona Marksa o wszystkim wiedziała i zgadzała się na życie pod jednym dachem z kochanką Karola. Lenchen stała się do tego stopnia bliska rodzinie, że po jej śmierci w 1890 roku (przeżyła oboje swoich chlebodawców) córki Marksów zdecydowały się pochować ją w rodzinnym grobowcu.
Czy to wszystko świadczy na korzyść Marksa? Zdaniem Krzysztofa Iszkowskiego zdecydowanie nie. Jak czytamy w Idolu. Życiu doczesnym i pośmiertnym Karola Marksa:
Sposób, w jaki Marks pisze o wpadce w listach do Engelsa – używając francuskiego słowa mystère (zagadka) i ostatecznie pozostawiając rzecz na rozmowę w cztery oczy – tchnie pruderią.
Lenchen, nawet jeśli była mniej zahukana niż przeciętna służąca, musiała liczyć się z tym, że wskazanie Karola jako sprawcy noszonej przez nią ciąży będzie oznaczać głód i bezdomność. Wersja z Engelsem była nie tylko – za sprawą jego wcześniejszych brukselskich i francuskich przygód – wiarygodna, lecz także przynajmniej częściowo uwalniała ją od zarzutu złego prowadzenia się, a obciążała przyjaciela i gościa chlebodawców.
Reklama
Pokrętne wyjaśnienia
Co więcej zatrzymanie w domu służącej wcale nie musiało być podyktowane jedynie troską o jej los. Jak trafnie zauważa Krzysztof Iszkowski:
(…) ledwo wiążący koniec z końcem Marksowie prawdopodobnie płacili Lenchen mniej, niż wynosiły ówczesne stawki londyńskiej służby (lub nie płacili jej wcale), więc wygnanie jej oznaczałoby dla Jenny konieczność samodzielnego prowadzenia domu, tyleż męczącą, co upokarzającą i zrywającą ostatnią więź z uprzywilejowanym środowiskiem, w którym dorastała.
Dlatego, nawet jeśli miała podejrzenia co do wierności męża, opłacało się jej dać wiarę w potwierdzone przez Engelsa (tylko nieformalnie, bo rubryka „ojciec” pozostała w akcie urodzenia Freddy’ego pusta) wyznanie służki.
Co ciekawe, po śmierci Lenchen Engels napisał do jej siostrzeńca, który najwyraźniej oczekiwał jakiegoś spadku po niej, że cały skromny majątek zapisała ona Frederickowi.
Jednocześnie skłamał, że był on synem jej zmarłej przyjaciółki, którego adoptowała, jako malutkie dziecko. „Według bajeczki Engelsa Frederick »w wyraz wdzięczności i za jej zgodą« przyjął następnie nazwisko Demuth i tylko dlatego figurował pod nim w testamencie”.
Wywrotowa biografia Karola Marksa i jego czasów
Bibliografia
- Krzysztofa Iszkowskiego, Idol. Życie doczesne i pośmiertne Karola Marksa, Wydawnictwo Agora 2025.
Ilustracja tytułowa: Marks i Engels na fotografii z konica lat 60. XIX wieku (domena publiczna).