Zwiedzając rozsiane po Polsce skanseny można dojść do wniosku, że dawni chłopi żyli co prawda skromnie, ale w ich chatach panowały przynajmniej czystość i porządek. Wiejska rzeczywistość wyglądała jednak diametralnie inaczej. Oto co niespełna 200 lat temu pisał naoczny świadek o warunkach egzystencji włościan zamieszkujących okolice Zamościa i Hrubieszowa.
Większość szczegółowych opisów warunków życia na XIX-wiecznej polskiej wsi powstała już po uwłaszczeniu chłopów. Na tym tle wyróżnia się praca Józefa Gluzińskiego pt. Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów.
Reklama
Wiatr hulający w chałupach
Jej autor przez kilka dekad był administratorem dóbr należących do Zamoyskich. W połowie lat 40. XIX wieku postanowił spisać swoje spostrzeżenia na temat warunków życia włościan z okolic Zamościa i Hrubieszowa.
Praca ukazała się drukiem w 1856 roku, co czyni Gluzińskiego jednym z ojców polskiej etnografii. W swojej książce nie szczędził on gorzkich słów pod adresem ówczesnych włościan.

Pisał między innymi, że „bardzo mało jest chałup dobrze i porządnie wylepionych, zabezpieczających od zimna i wiatru, a na te przygody wcale nie są czułymi włościanie”. Dalej zaś dodawał:
Nigdzie prawie nie ma podłóg w chałupach, lecz tylko sama polepa, to jest ziemia lub glina ubita w której z czasem wybijają się doły i tworzą przykre nierówności.
Reklama
Chętniej daleko chłopek polski wytrzymuje nieporządek w chałupie i niezdrowie z powodu burzy i zawiei, albo zimno i słotę w ciskające się przez nie opatrzone szczeliny, aniżeli jest skłonny do utrzymania porządku, czystości i ciepła. Narzekają czasem, że zimna chata, a jednak nie starają się zaopatrzyć ją należycie na zimę.
Bałagan na chłopskich podwórkach
Zarządca utyskiwał również na to, że chłopi w ogóle nie dbali o wpuszczanie światła do chat. Włościańskie domy posiadały bowiem zwykle tylko0 po jednym małym okienku. Na dodatek „zawsze je można widzieć brudne i zakopcone”. Ponadto cena oraz dostępność szkła sprawiały, że wybite szyby zatykano „prawie przez całą zimę wiechciem tylko ze słomy, albo czasem lada wiórem”.

Co ciekawe jednak w tym czasie niemal wszystkie chłopskie domy z okolic Zamościa miały już kominy. Jedynie przy samej granicy z Galicją znajdowały się „w niektórych wioskach kurne chaty”. W zaborze austriackim zaś jeszcze kilkadziesiąt lat później dominowały chałupy, gdzie izba była zasnuta gryzącym dymem, a mieszkańcy musieli chodzić zgięci w pół (więcej o kurnych chatach pisałem w innym artykule).
Kolejnym zarzutem Gluzińskiego wobec chłopów był bałagan jaki miał panować na wiejskich podwórkach. Powszechnie bowiem „wszystkie gnoje około budowli są porozrzucane, śmiecie i plugastwo walają się gdziekolwiek po dziedzińcu, nawet pomyje z naczyń kuchennych, nie wychodzą za obręb dziedzińca”.
Reklama
Chłopi mieszkający ze zwierzętami
Co więcej z uwagi na usytuowanie chałup w „miejscach niskich, blisko stawów, rzeczułek i strumyków, w ogólności blisko lada jakiej wody” były one cyklicznie zalewane. Dodatkowo na chłopskich podwórzach zatrzymywały się „gnojówka i woda zepsuta”, roztaczając „najszkodliwsze wyziewy”.
Gluziński krytykował tutaj jednak nie tylko samych mieszkańców wsi, ale również ich panów, bowiem „dziedzice ziemi i ich oficjaliści nie dają dosyć baczenia na swoich włościan”.

W opisie pozostawionym przez zarządcę nie mogło zabraknąć rzecz jasna również odmalowania tego, co działo się we wnętrzu chłopskich chat. Na ten temat autor również nie miał nic dobrego do powiedzenia. Według jego słów:
Nie dosyć, iż u niektórych włościan w zimowej porze widać wewnątrz chałup mieszkalnych karmiące się kury i gęsi, że ten drób przyczyniający domowego plugastwa i robaków, gnieździ się razem z ludźmi w mieszkaniach. Ale nadto sprowadzają włościanie do tychże mieszkań krowy i cielęta, owce i jagnięta, które natura obdarzyła przecież przyzwoitym pokryciem.
Reklama
Nieliczne wyjątki
Podsumowując swoje wywody Gluziński stwierdzał, że „przykrą jest rzeczą widzieć niektóre całe wioski w samym zabudowaniu nieporządne i porozrzucane. Tu i owdzie chałupy, stodoły i obory, niemiły czynią widok, a częstokroć przez zły rozkład i niedogodność zajazdu, stają się nieznośnymi”.
Sytuacja miała wyglądać lepiej jedynie we wsiach „nowo regulowanych” po wojnach napoleońskich. W takich miejscowościach można było odnaleźć „jakikolwiek szyk i porządek chałup włościańskich i innych budowli gospodarskich”.
Bibliografia
- Józef Gluziński, Włościanie polscy uważani pod względem charakteru, zwyczajów, obyczajów i przesądów: z dołączeniem przysłowiów powszechnie używanych, Warszawa 1856.
Ilustracja tytułowa: Stara chałupa z Kongresówki na zdjęciu z przełomu XIX i XX wieku (domena publiczna)







