W 1806 roku car Rosji Aleksander I, sojusznik Prus, podążył z pomocą Fryderykowi Wilhelmowi III. Rozpoczęła się tzw. I wojna polska. Na Wielką Armię Napoleona ruszyła blisko 150-tysięczna armia rosyjska. Francuzi zwyciężyli Rosjan pod Pułtuskiem (26 grudnia 1806), stoczyli niezwykle krwawą, nierozstrzygniętą bitwę pod Pruską Iławą (7–8 lutego 1807), a po zimowej przerwie, w decydującej części kampanii, pokonali ich pod Frydlandem (14 czerwca 1807). To zmusiło cara do zawarcia pokoju. Został podpisany 7 lipca 1807 r. w Tylży, na tratwie na Niemnie, i przyniósł Polakom Księstwo Warszawskie.
Mirosław Maciorowski: Moment wkroczenia Napoleona do Poznania i dzień podpisania pokoju dzieli nieco ponad siedem miesięcy. Cesarz nie miał najlepszego zdania o Polakach, ale nie zgodziłby się na utworzenie Księstwa, gdyby go nie zmienił. Jak przebiegała ewolucja jego poglądów?
Prof. Jarosław Czubaty: Warto wrócić do odezwy do Polaków z 3 listopada 1806 r., którą napisał Wybicki, a sygnował Dąbrowski. Są w niej ślady – jestem tego absolutnie pewien – ich rozmowy z Napoleonem podczas audiencji w Berlinie.
Reklama
Dąbrowski zaapelował do rodaków, by nie żądali od Napoleona gwarancji utworzenia Polski, tylko zdali się na jego wspaniałość – cesarz musiał im to w Berlinie zasugerować. Chciał się upewnić, że Polacy wystawią mu 30 tys. żołnierzy, wspomogą Wielką Armię, a kwestia niepodległości była niejako w domyśle.
Nie zamierzał podawać żadnych konkretów, czyli zrobić tego, czego domagał się Tadeusz Kościuszko. Przywódca insurekcji z 1794 r. chciał, żeby Napoleon ogłosił światu, że to jest wojna o Polskę – wtedy 200 tys. żołnierzy stanie do walki, a i on sam przybędzie.

W pierwszych tygodniach kampanii pruskiej Napoleon nie przesądził, co się stanie ze sprawą polską. Zaraz po wkroczeniu do Poznania wydał kolejny biuletyn Wielkiej Armii, w którym napisano mniej więcej tak: „Jak się potoczy dalej historia Polski, czy ten wielki naród odzyska kiedyś swoje państwo, Bóg jeden raczy wiedzieć”.
To bardzo znaczące, bo widać, że dostrzegał problem, chętnie by pomógł w jego rozwiązaniu, ale nie zamierzał uzależniać zawarcia pokoju od stworzenia niepodległej Polski. Zdawał sobie sprawę, że prowadzi wojnę z dwoma zaborcami, więc jeśli zbyt wcześnie zrobi to, czego oczekiwali od niego Polacy, to i trzeci wystąpi przeciw niemu, a to oznaczałoby dla Francji katastrofę.
Reklama
Mirosław Maciorowski: Co Napoleon wiedział o Polakach?
Jarosław Czubaty: Cesarz polecił opublikować niesłychanie krytyczne dzieło XVIII-wiecznego podróżnika i dyplomaty Claude’a Carlomana de Rulhière’a Histoire de l’anarchie de Pologne (Historia anarchii w Polsce). Z lektury wyniósł wyobrażenie narodu szlacheckiego, anarchicznego, przywiązanego do swych swobód, a także skłóconego i niezdolnego do tego, co Napoleon cenił najbardziej, czyli do sprawnego działania.
Dezydery Chłapowski (1788–1879), młody oficer Gwardii Honorowej, w przyszłości oficer ordynansowy Napoleona, którego cesarz w Poznaniu zaszczycił obiadem, wspominał, że bardzo szczegółowo wypytywał go o historię Polski, też średniowieczną. Ale Chłapowski był zaskoczony, jak bardzo powierzchowne były jego informacje – cesarz niemal nic nie wiedział o związkach Polski z Litwą.

Wjeżdżając na ziemie polskie, Napoleon był przekonany, że szlachta jest tutaj wszystkim, że to ona tworzy naród polityczny. I prawdę mówiąc, miał rację. Komitywa szlachecka przetrwała mimo upadku państwa, istniała sieć kontaktów między rodami, kształtowała się przecież przez całe generacje, więc po zaledwie kilkunastu latach rozbiorów nie mogła całkowicie zaniknąć.
Napoleon zdawał sobie sprawę, że jedynie ta sieć umożliwia jakiekolwiek w miarę sprawne działanie polityczne. Trudno się zatem dziwić, że nieustannie oczekiwał, żeby Wybicki i Dąbrowski przyprowadzali do niego jakichś magnatów i arystokratów. Dopytywał się, gdzie jest to legendarne pospolite ruszenie, o którym tyle się naczytał.
Reklama
Z drugiej strony chyba szybko zaczął doceniać Polaków, bo to, co zrobili między listopadem 1806 a styczniem 1807 r., musiało wywrzeć na nim wrażenie. Pamiętajmy, że ta prowizoryczna „Polska na królu pruskim zdobyta”, jak to określił Napoleon, sprawnie stworzyła tymczasową administrację.
Zmieniono nazwy instytucji na polskie, ale zachowano sporą liczbę pruskich urzędników, fachowców, którzy po prostu pracowali pod nadzorem. Ta administracja ekwipowała własne formujące się wojsko i zaopatrywała Wielką Armię, co nie pozostało bez wpływu na decyzje cesarza. Już w styczniu 1807 r. powołał polską Komisję Rządzącą.

Mirosław Maciorowski: Pierwszy rząd Księstwa Warszawskiego, które wtedy formalnie jeszcze nie istniało.
Jarosław Czubaty: Tak. I to był ewenement, bo dotąd praktyką okupacyjną Francuzów było to, że po wkroczeniu na wrogie terytorium zachowywali dotychczasowe władze, które przechodziły pod komendę francuskich intendentów wojskowych. A oni dbali o to, żeby ci urzędnicy robili to, co powinni, czyli dostarczali kwatery, żywność i furaż dla koni.
Na ziemiach polskich władza pruska została usunięta, a zamiast niej pojawiła się polska. To znacząca różnica.
Reklama
Komisja Rządząca, w której składzie znalazły się osoby z polskiej elity, miała stać się najwyższym organem tymczasowej władzy polskiej na terenie byłego zaboru pruskiego. Trudno nazwać ją rządem, bo działała jednak pod kontrolą francuską i nie prowadziła samodzielnej polityki, ale w wielu sprawach podejmowała suwerenne decyzje, np. dotyczące egzekwowania prawa.
Mirosław Maciorowski: A Maria Walewska? Niemało historyków twierdzi, że „polska żona Napoleona” miała wpływ na decyzje cesarza. Pan w swojej monografii Księstwa Warszawskiego nie nadaje temu romansowi zbyt dużego znaczenia.

Poświęciłem tej kwestii mało miejsca, bo uważam, że Maria wielkiej roli politycznej nie odegrała. Warto się jednak zastanowić, jak myślą i jakimi motywami kierują się wybitni politycy, tacy jak Napoleon. Niektórych z nich możemy się tylko domyślać.
Jeśli Napoleon w ciągu paru miesięcy zmienił swój stosunek do Polaków, znikło jego przekonanie o całkowicie anarchicznym narodzie szlacheckim, a dostrzegł ludzi, którzy dążą do upragnionego celu, warci są uwagi i starań, to obecność u jego boku pięknej kobiety niewątpliwie tej zmianie nie zaszkodziła.
Reklama
Tym bardziej że Maria Walewska nie była jakąś tam żądną sławy i wpływów awanturnicą, lecz kobietą nietuzinkową, inteligentną, patriotką. Gdy Napoleon pierwszy raz ją zobaczył w styczniu 1807 r., miała 20 lat. Przypuszczam, że był w niej naprawdę zakochany. To nie był wyłącznie kaprys – ich związek trwał dłużej, a Maria urodziła jego syna Aleksandra, który w przyszłości zostanie ministrem spraw zagranicznych Francji. Jeździła do cesarza, gdy w 1809 r. w Wiedniu negocjował pokój z Austrią, a także potem, gdy był na Elbie.
Ale w jakim dokładnie stopniu to uczucie wpłynęło na jego stosunek do Polaków i działania polityczne? Możemy jedynie gdybać. Napoleon był twardym politykiem, a polityka, jak mawiał, nie ma serca, tylko głowę.
Historia Polski na nowo opowiedziana
Tekst pochodzi z książki Mirosława Maciorowskiego pt. Powstańcy. Marzyciele i realiści. Historia na nowo opowiedziana (Wydawnictwo Agora 2025).








