W pierwszej dekadzie XX wieku potęgi europejskie były zaangażowane w proces modernizacji swoich sił zbrojnych, co określono dość nieprecyzyjnym terminem „wyścigu zbrojeń”. W sytuacji, gdy wyposażenie armii kontynentalnych mocarstw było porównywalne inny czynnik spędzał sen z powiek wojskowym strategom. Pisał o tym profesor Michael Howard w książce I wojna światowa.
Wnikliwie analizowano wnioski z wojny rosyjsko-japońskiej, zwłaszcza w Niemczech, gdzie dużo wcześniej niż gdzie indziej zauważono potrzebę budowy umocnień w celu ochrony piechoty przed ogniem artyleryjskim, a także przewagę, jaką dawała mobilna artyleria ciężka.
Reklama
Przywiązanie Francuzów do tradycji
Karabiny maszynowe również okazały się skuteczne, ale szybkostrzelność na poziomie 600 pocisków na minutę powodowała problemy z zaopatrzeniem w amunicję, co czyniło ich użycie mocno kłopotliwym w czasie wojny manewrowej.
Chociaż wszystkie armie miały takie karabiny na stanie, to używano ich jedynie w czasie obronnych bitew na froncie zachodnim w latach 1915–1917. Wszystkie armie porzuciły swoje kolorowe mundury (Brytyjczycy zrobili to już dawno ze względu na swoje doświadczenia z pyłem i błotem podczas wojen kolonialnych), zastępując je nowymi, w różnych odcieniach błota, w którym mieli tarzać się walczący żołnierze.

Wyjątkiem byli Francuzi, którzy pod wpływem nostalgii polityków nacjonalistycznych pozostali przy swych charakterystycznych szkarłatnych spodniach, co skończyło się fatalnie dla wielu ich żołnierzy.
Wszyscy rywalizowali w zakresie wdrożenia technologii lotnictwa i motoryzacji, chociaż w 1914 roku samoloty wykorzystywano jedynie do dodatkowego zwiadu dla kawalerii, a samochody głównie do transportu oficerów sztabowych i starszych dowodzących.
Reklama
Przez całą wojnę transport i komunikacja poza koleją odbywała się głównie na wozach zaprzęgniętych w konie. Po opuszczeniu pociągu armie nie były wcale szybsze niż za czasów Napoleona czy nawet Juliusza Cezara. Wreszcie, zauważono znaczenie komunikacji bezprzewodowej (i jej przechwytywania), zwłaszcza na morzu. Na lądzie radiostacje były zbyt ciężkie i niewygodne, by używać ich poza kwaterami głównymi, co miało swoje konsekwencje, o których dalej.
Potencjał mobilizacyjny mocarstw
W 1914 roku pod kątem uzbrojenia wszystkie armie europejskie były co najmniej porównywalne. Wyjątek stanowiła mobilna artyleria ciężka, gdzie Niemcy byli w stanie zapewnić kilka niespodzianek. To nie sprzęt spędzał sen z powiek wojskowym strategom, lecz rozmiary armii wroga, a ta pozostawała uzależniona od populacji danego kraju.

Inne ograniczenia to uwarunkowania społeczne, zawężające pobór oraz kwestie finansowe, które limitowały jego koszt. Spośród trzech rozpatrywanych potęg populacja świeżo zjednoczonego Cesarstwa Niemieckiego wynosiła 67 mln i była większa niż licząca 36 mln populacja Francji, jednak nie imponowała w obliczu liczącego 164 mln ludzi Imperium Rosyjskiego.
Francuski brak zaufania do militaryzmu, wynikający z przekonań demokratycznych, wpłynął na zmniejszenie okresu służby do dwóch lat, ale ponad 80% mężczyzn podlegało poborowi. W Niemczech służba trwała trzy lata, ale poborowi podlegała jedynie część męskiej populacji, co wynikało zarówno z ograniczeń budżetowych, jak i oporu ze strony coraz bardziej lewicującego Reichstagu.
Reklama
Również sama armia niechętnie rekrutowała przedstawicieli coraz liczniejszych mieszkańców miast, wydawali się bowiem „politycznie podejrzani”. Przed 1911 rokiem powoływano jedynie 54% mężczyzn, co dawało Niemcom armię na czas pokoju liczącą 612 tys. żołnierzy przeciwko armii francuskiej liczącej 593 tys.
W przypadku Rosji zarówno jej populacja, jak i armia licząca 1 mln 345 tys. żołnierzy wyglądały bardzo imponująco na papierze. Dużo mniej imponująco wyglądał stan kolei i możliwości w zakresie przemieszczania wojsk oraz niekompetencja w zarządzaniu, która została ujawniona podczas upokarzającej klęski w 1905 roku. Stan armii rosyjskiej rysował się tak źle, że Schlieffen w „planie” przekazanym swoim następcom 2 w zasadzie zignorował to zagrożenie i skupił wszystkie siły armii niemieckiej na Francji.

Wzrost wydatków na zbrojenia
Rosyjska porażka w 1905 roku być może faktycznie wzmocniła Niemców, ale jednocześnie przeraziła Francuzów. Po 1908 roku rozpoczęto inwestycje w Rosji, by podbudować jej infrastrukturę ekonomiczną (zwłaszcza koleje) i doposażyć armię w ramach „wielkiego programu” reform wojskowych, mającego się zakończyć w 1917 roku. Tym natomiast zaniepokoili się Niemcy.
Nie mogli już lekceważyć Austro-Węgier w roli sojusznika, a w obu krajach toczyły się żywe dyskusje o słowiańskim zagrożeniu dla zachodniej cywilizacji. Różnego rodzaju ograniczenia związane z rozbudową niemieckiej armii zniknęły i w 1912 roku rozpoczął się ambitny program rozwoju, który zwiększył liczebność wojska do 864 tys. w 1914 roku.
Reklama
Francuzi odpowiedzieli wydłużeniem służby wojskowej do trzech lat, utrzymując liczebność armii w czasie pokoju na poziomie 700 tys. W obu krajach parlameny błyskawicznie uchwalały dodatkowe wydatki, co wynikało z przekonania o nieuchronnym wybuchu wojny, której stawką będzie utrzymanie suwerennej państwowości.
Gdy wojna faktycznie wybuchła w 1914 roku, Niemcy i Francuzi zmobilizowali po 4 mln żołnierzy, z których 1,7 mln Niemców i około 2 mln Francuzów starło się na froncie zachodnim.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Michaela Howarda pt. I wojna światowa (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego 2026). Przekład: Marcin Szymański.
Krótka historia I wojny światowej








