Więźniowe Auschwitz nawet za najmniejsze „przewinienie” mogli stracić życie. Niemal pewnym wyrokiem śmierci była niezdolność do niewolniczej pracy. Dziesiątki tysięcy nieszczęśników poddanych „fenolowaniu” niemal do ostatniej chwili nie wiedziało, że za chwilę umrą. Tak upiorny proceder wspominali osadzeni oraz ich kaci.
Chociaż KL Auschwitz był w założeniu obozem pracy, to masowe mordowanie więźniów stanowiło tam codzienność. Jedną z metod pozbawiania życia osadzonych było podawanie im zastrzyków z fenolem.
Reklama
Nawet kilkadziesiąt ofiar dziennie
Zbrodniczemu procederowi zwanemu „szpilowaniem”, „szprycowaniem” lub „fenolowaniem” podlegali głównie chorzy i niezdolni już do pracy więźniowie. Zabójcze zastrzyki otrzymywali ponadto skazani na śmierć przez Oddział Polityczny oraz noworodki, które przyszły na świat w niemieckiej fabryce śmierci.
Lekarze z SS eksperymentowali z różnymi substancjami mającymi uśmiercać więźniów Auschwitz. Ostatecznie wybór padł na fenol. Początkowo podawano go dożylnie.
Okazało się, że do zabicia człowieka potrzebne było 10 mililitrów substancji. Dalsze upiorne eksperymenty wykazały, że podając środek bezpośrednio w serce niezbędne były jedynie 3 mililitry.
Cytowany w książce Anny Wacławik i Marii Ciesielskiej pt. Fleck. Ocalony przez naukę słynny mikrobiolog Ludwik Fleck, który spędził w Auschwitz blisko rok, po wojnie wspominał:
Reklama
Mieszkałem na bloku 20 [zakaźnym – RK], gdzie widziałem, jak zabijano więźniów przez wykonywanie zastrzyków dosercowych 8 cm karbolu stężonego. Wykonywał te zastrzyki podoficer niemiecki. Bywały dni, że po kilkadziesiąt osób dziennie w ten sposób zabijano.
Ofiary stały rozebrane na korytarzu, nie wiedząc, co je czeka, bo mówiono im, że idą do kąpieli i przedtem musiało być rzekomo szczepienie. Potem wprowadzano po jednej ofierze do osobnej ubikacji, skąd później więźniowie musieli wynosić całe góry zwłok do krematorium.
Zastrzyk w serce
Uśmiercaniem więźniów za pomocą fenolu zajmowali się obozowi lekarze, tacy jak Hans Wilhelm Königdr, Horst Schumann, Horst Fischer, czy osławiony Josef Mengele.
Jako że proceder nie wymagał dużej wiedzy medycznej zadanie to powierzano również sanitariuszom, z których najgorzej w pamięci ocalałych zapisał się Oberscharführer Josef Klehr. Podczas procesu komendanta Auschwitz, Rudolfa Hössa, zeznawał on, że:
Reklama
Trudno było trafić w żyły i wtedy jeden z lekarzy SS wpadł na pomysł, by fenol wstrzykiwać bezpośrednio do komory serca. Wymacywałem między żebrami serce.
Kandydaci na śmierć byli pojedynczo wprowadzani do pokoju zastrzyków i sadzani na stołku, tak że potem zapadali się w sobie, nie spadając na podłogę. Potem zabierano ich do kostnicy, a stamtąd (…) do krematorium.
„Klehr dał ojcu zastrzyk”
Klehr podkreślał przy tym, że więźniowie „wiedzieli, co ich czeka, ale się nie bronili. Byli całkowicie wycieńczeni. Pozostały z nich same szkielety”. Z kolei były więzień Jan Weiss tak opisywał upiorny proces:
Musiałem przenosić zwłoki zabitych z pomieszczenia w bloku 20, w którym „szpilowano”, przez korytarz do waschraumu [umywalni – RK]. Stałem często zaledwie pół metra albo metr od Klehra, gdy on „szpilował”.
Reklama
29 września 1942 roku na moich oczach Klehr zamordował mojego ojca. (…) Ojciec leżał w tym czasie w bloku 21, miał flegmonę na lewej ręce. Często go odwiedzałem. W tym dniu zabrano nagle do bloku 20 także i jego. Wprowadzono jednocześnie dwóch do pokoju, jednym z nich był mój ojciec.
Klehr powiedział jeszcze do nich: „Siadajcie, panowie, dostaniecie teraz zastrzyki, by nie zachorować na tyfus”. Zacząłem płakać. Klehr dał ojcu zastrzyk, a ja zaniosłem go do waschraumu. (…) Nie powiedziałem wówczas Klehrowi, że to mój ojciec, bo bałem się, że każe mi usiąść obok niego.
Mordowała nie tylko załoga Auschwitz
W upiornym procederze uczestniczyli jednak nie tylko członkowie załogi Auschwitz. Jak podkreślają autorki książki Fleck. Ocalony przez naukę „angażowano również polskich więźniów, a w tym gronie najczęściej wymienianym był Mieczysław Pańszczyk”. Cytowany przez Annę Wacławik i Marię Ciesielską rotmistrz Witold Pilecki, w przygotowanym po ucieczce z obozu raporcie pisał:
Klehr mordował igłą z ogromnym zapałem, obłędnym wzrokiem i sadystycznym uśmiechem, stawiając kreskę na ścianie po każdym zabójstwie ofiary. Za moich czasów doprowadził listę zabitych przez siebie do czternastu tysięcy i chwalił się tym codziennie z ogromnym zadowoleniem, jak myśliwy opowiadający o swoich trofeach po polowaniu. (…).
Reklama
Trochę mniej, bo koło czterech tysięcy więźniów wykończył z wielką hańbą dla siebie więzień Pańszczyk, zgłaszając się na ochotnika do wbijania zastrzyków w serca kolegów.
Nie znamy dokładnej liczby więźniów Auschwitz I, którzy zostali zamordowani zastrzykami z fenolem. Musiały być ich jednak dziesiątki tysięcy. Stanisław Głowa, który spędził w obozie blisko cztery lata i pracował jako sanitariusz na bloku 20 twierdził, że sam Pańszczyk w zaledwie dwa lata zamordował około 15 tysięcy ludzi.
Opowieść o sile ducha w starciu ze złem
Bibliografia
- Anna Dobrowolska, Byłem fotografem w Auschwitz. Prawdziwa historia Wilhelma Brassego, Znak 2013.
- Katarzyna Okoniewska, Zbrodnicza medycyna. Eksperymenty farmakologiczne i doświadczenia z użyciem środków chemicznych przeprowadzane na więźniach z Auschwitz, „Studia Historyczne” R. LX, 2017, Z. 1 (237).
- Anna Wacławik, Maria Ciesielska, Fleck. Ocalony przez naukę, Wydawnictwo Agora 2025.