1 września 1939 roku pod Mokrą Niemcy spodziewali się łatwego zwycięstwa. Za przełamanie polskich pozycji przyszło im jednak zapłacić bardzo wysoką cenę. Stracili dziesiątki zniszczonych i uszkodzonych czołgów, a setki żołnierzy 4 Dywizji Pancernej zginęło lub zostało rannych.
XVI KZmot generała Kawalerii Ericha Hoepnera nacierał [rankiem 1 września] ku Warcie jednocześnie siłami 1. i 4. DPanc. Był to pierwszy w dziejach wojen przypadek użycia jednocześnie dwóch dywizji pancernych przez jednego dowódcę.
Reklama
Wołyńska Brygada Kawalerii stawia opór
Polska 7. DP zniszczyła mosty w Krzepicach i Opatowie, co zatrzymało niemieckie czołgi tuż po przekroczeniu granicy; straż przednia złożona z motocyklistów parła jednak dalej. Na początku wojny obrońcy nie rozumieli jeszcze, że przeszkody są naprawdę skuteczne tylko wówczas, jeśli są pokryte ogniem – w przeciwnym wypadku przeciwnik po prostu je wyminie lub sforsuje w inny sposób.
Wołyńska BK pułkownika Juliana Filipowicza zajęła mocną pozycję blokującą wokół wsi Mokra; około 6.30 wpadła na nią straż przednia 4. DPanc generała majora Georga-Hansa Reinhardta. Wołyńska BK rozwinęła się dwoma pułkami i batalionem piechoty w okopach zwróconych ku zachodowi, z dwoma pozostałymi pułkami w odwodzie.
Choć teren był płaski, większość polskich stanowisk osłaniały lasy. Jak w większości bojów spotkaniowych, Niemcy próbowali rozpoznać polskie pozycje, a gdy już odnaleźli skrzydła, próbowali obejść Polaków od północy.
Około 8.00 grupa bojowa złożona z I/36. ppanc i 12. pułku strzelców (pstrz) uderzyła na pozycje 19. puł, ale ogień obrońców zniszczył cztery czołgi, a dowódca I/36. ppanc, podpułkownik Hans Stenglein, został poważnie ranny.
Reklama
Zniszczył 14 czołgów
Dowodzenie przejął dowódca jednej z kompanii, kapitan Meinard von Lauchert, i nakazał odwrót; niemiecka piechota na pewien czas musiała zalec na polu, przyduszona ogniem. Dowodzący 35. ppanc podpułkownik Heinrich Eberbach odnotował, że pierwsze niepowodzenie, choć niewielkie, spowodowało „panikę na tyłach”.
Od godziny 10.00 4. DPanc przystąpiła do działań z większą determinacją, wyprowadzając trzy skoordynowane uderzenia, które stopniowo zaczęły spychać pierwszą linię Polaków. Filipowicz wprowadził do walki oba odwodowe pułki, które spowolniły niemieckie natarcie, ale go nie zatrzymały.
Jednakże sięgając po siłę zamiast po manewr, 4. DPanc słono płaciła za przełamywanie polskich pozycji. Kapral Leonard Żłób zniszczył ze swego działka 37 mm 14 niemieckich czołgów, choć jego bateria także została zniszczona w walkach.
Podpułkownik Eberbach odnotował, że załogi jego czołgów nie mogły dostrzec wśród drzew obrońców i że polskie karabiny przeciwpancerne prowadziły skuteczny ogień.
Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.
Pociąg pancerny włącza się do walki
Na małych odległościach pociski karabinów wz. 35 z łatwością przebijały cienki pancerz czołgów Pz I i Pz II, choć zabicie lub zranienie załogi wymagało kilku trafień. Przebiwszy się przez polskie okopy, I/36. ppanc pognał w kierunku nasypu kolejowego, gdzie natknął się na stanowiska polskiego dywizjonu artylerii.
Czołgi szybko zniszczyły dwie polskie baterie, trzecia jednak zaczęła ostrzeliwać niemieckie czołgi ogniem bezpośrednim. Choć działo 75 mm nie nadawało się szczególnie dobrze do zwalczania czołgów, miało bardzo dużą szybkostrzelność. Jeden z polskich kanonierów, kapral Jan Suski, zniszczył bezpośrednimi trafieniami osiem niemieckich czołgów, w tym kilka Pz II.
Reklama
Do walki włączył się też polski pociąg pancerny nr 53, uzbrojony w dwa działa 100 mm, dwa 75 mm i 19 karabinów maszynowych, niszcząc kolejne niemieckie czołgi. Choć 4. DPanc zdobyła Mokrą i do 17.00 zmusiła Wołyńską BK do odwrotu, Niemcy nie byli w stanie przeprowadzić pościgu.
Niemieckie straty w bitwie pod Mokrą
4. DPanc utraciła 62 czołgi, w tym 24 całkowicie zniszczone; straty w ludziach wyniosły około 500 żołnierzy. Bitwa pod Mokrą zakończyła się niemieckim taktycznym sukcesem, ale 4. DPanc nie była dobrze dowodzona.
Mimo zastosowania taktyki połączonych broni oraz pewnego wsparcia z powietrza Reinhardt postanowił przebijać się siłą przez umocnioną pozycję przeciwnika, dysponując słabo opancerzonymi czołgami.
Niemieccy dowódcy wciąż nie doceniali tego, jak wielkie uszkodzenia może wyrządzić czołgom ogień dział przeciwpancernych. Innym wnioskiem wynikającym z bitwy pod Mokrą – prawdziwym i dla innych pól bitew – jest to, że znaczną część prowadzenia wojny dźwigają nieliczni, nieustępliwi żołnierze, którzy znają swój fach.
Reklama
Źródło
Artykuł stanowi fragment książki Roberta Forczyka pod tytułem Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939. Jej polskie wydanie ukazało się w 2020 roku nakładem Domu Wydawniczego Rebis.
Polecamy
Tytuł, lead oraz tekst w nawiasie kwadratowym i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.
10 komentarzy