Palcaty. Obraz Juliana Maszyńskiego z 1882 roku.

Dzieciństwo szlachciców w dawnej Polsce. Takie zasady wpajano im, żeby w niczym nie przypominali chłopów

Strona główna » Nowożytność » Dzieciństwo szlachciców w dawnej Polsce. Takie zasady wpajano im, żeby w niczym nie przypominali chłopów

XVI-wieczny piewca szlacheckiej wyjątkowości, Mikołaj Rej, podkreślał, że każdy członek warstwy ziemiańskiej ma obowiązek żyć i zachowywać się „jak na szlachcica przystało”. Nie wyjaśniał jednak, co właściwie kryło się pod takim stwierdzeniem. Zasad szlacheckiego postępowania nie notowano, bo zawsze miał je wpajać potomkom pan domu, dziedzic. Właśnie on dbał, by młodzi szlachcice pod każdym względem odróżniali się od chłopów pańszczyźnianych i mieszczan.

Walerian Nekanda Trepka, autor napastliwej XVI-wiecznej księgi rzekomo demaskującej fałszywych szlachciców, był przekonany, że plebejusza da się łatwo rozpoznać po sposobie wypowiedzi.


Reklama


Co odróżniało chłopów od szlachciców? Kąśliwe wywody Waleriana Trepki

Pewien pan Śmiglecki był, jego zdaniem, chłopem, tylko podającym się za ziemianina, bo „mowę chłopską miał”. Podobny zarzut padł pod adresem jakiegoś Żarczyńskiego, który ponoć nie umiał ani prowadzić kulturalnej konwersacji ani w ogóle składnie przemawiać do herbowników.

Na kartach Księgi chamów wielokrotnie powracał zarzut „szeplunienia”, seplenienia. Chodziło jednak o znacznie więcej niż tylko słabą dykcję czy chłopski akcent.

Pierwsze ćwiczenia rycerskie
Pierwsze ćwiczenia rycerskie. Kopia obrazu Artura Grottgera z serii „Szkoła szlachcica polskiego”.

Szlachcice posługiwali się zupełnie innym zasobem słownictwa od poddanych, odmiennie wyrażali myśli, mieli nawet nie własny kod kulturowy, ale wręcz szyfr, niemal niemożliwy do zrozumienia dla osób z zewnątrz. Różnice wynikały przede wszystkim z wychowania i dostępu do edukacji.

Szlachecka oświata. Czego oczekiwano od rodziców młodego ziemianina?

W dziedzinie edukacji, jak w niemal każdej innej, ziemiański dworek musiał być samowystarczalny. Nie istniał żaden system oświaty publicznej, zadanie przygotowania potomstwa do „życia jak szlachcice” spoczywało na rodzinie.


Reklama


Lekarz i filozof Sebastian Petrycy pouczał na początku XVII stulecia, że nikt nie zna lepiej „natury, obyczajów, dowcipu dziecięcego” niż rodzice, którzy „ich urodzili, uchowali i odżywiali”. I którzy stanowili lepszy wzór do naśladowania niż jacykolwiek „doktorzy”.

Takie sądy, częste w tej epoce, potwierdzały praktykę, zgodnie z którą edukacja była prowadzona w domu, a dziecko, tak długo jak to było możliwe, starano się izolować od świata zewnętrznego.

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj.

Władza ojca, szacunek, przemoc

Do siódmego roku życia dzieci szlacheckie – zarówno synowie, jak i córki – zwyczajowo pozostawały pod opieką matki. Potem ci pierwsi przechodzili pod nadzór ojcowski.

W wychowaniu przywiązywano zwykle wielką wagę do karności i posłuszeństwa względem głowy rodziny. Sebastian Petrycy zalecał, by dzieci „nie pieścić bez poważnej przyczyny” i karać je surowo, choć bez gniewu i zapalczywości.

„Cześć dla ojca była wielka” – wyjaśnia pedagożka Edyta Kahl. – „Dzieci nazywały go »panem ojcem«, na jego widok, na znak trwogi i szacunku, milkły. Nie mówiono głośno w jego obecności, nie odważano się w jego obecności siadać bez jego przyzwolenia”.

Jak podkreśla badaczka historii edukacji, „zakaz ojcowski był nienaruszalny”. A gdyby jednak go pogwałcono, pan domu sięgał po rózgę lub „pręt”.

Bicie krnąbrnych synów było powszechnie akceptowaną praktyką wychowawczą. Mało kto się jej sprzeciwiał, choć odzywały się głosy – jak choćby Erazma Glicznera u schyłku XVI stulecia – że karane dziecko należy wyprowadzać do odosobnionego pokoju lub miejsca, tak aby „nikt ani nie widział ani słyszeć nie mógł” odmierzania uderzeń.


Reklama


Tym sposobem mały szlachcic nie był upokarzany na oczach niżej urodzonej służby i pachołków, nie tracił godności.

Szlachecka pamięć. Co musiał wiedzieć młody panicz?

Ojciec osobiście przekazywał synom rodowe legendy, objaśniał im, kogo przedstawiają portrety, obowiązkowo wieszane w dworkach, by wykazać uprzywilejowane pochodzenie. Młody szlachcic musiał być zdolny wyliczyć swoich przodków przynajmniej do trzeciego pokolenia i objaśnić „klejnot”, a więc szlachectwo, każdego z nich. Musiał też znać własny herb i zawołanie.

Palcaty. Obraz Juliana Maszyńskiego z 1882 roku.
Palcaty. Obraz Juliana Maszyńskiego z 1882 roku.

Kto nie posiadł odpowiedniej wiedzy w tym zakresie, narażał się na szyderstwa, a nawet sądową naganę, grożącą wykluczeniem ze stanu, zwłaszcza jeśli jego opowieści nie znajdywały potwierdzenia w popularnych herbarzach.

Czytelny przykład takiej kontroli wiedzy genealogicznej przedstawił w jednej ze swoich fraszek XVII-wieczny szlachecki poeta Wacław Potocki. Bohaterem (a właściwie antybohaterem) utworu był żołnierz podający się za szlachcica.


Reklama


Zapytany o herb, „nie wiedział”, jak go nazwać, ale „kreślił przez figury”, że są na nim „trzy strzały w jednym sercu”. Potocki sprawdził te strzały w Herbach rycerstwa polskiego pióra Bartłomieja Paprockiego. „Nie było ich w księdze” – skwitował. A gdy rozmówca, teraz dopytany o „przezwisko szlacheckie”, a więc nazwę rodu, odparł: „Na Mazowszu”, wiedział już, że ma do czynienia albo z kłamcą, albo z człowiekiem, który zatracił resztki „cnotliwej” tożsamości.

Szlachecki młodzieniec miał poznawać swoje pochodzenie, ale też uczyć się wiadomości o urzędach i antenatach sąsiadów, tak aby nie urazić honoru jakiegokolwiek gościa. Pod okiem ojca był poza tym wprawiany w rozrywki i zajęcia właściwe ziemianom.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Zajęcia godne szlachcica i ojcowski przykład

Ojciec nie tylko zabierał potomków na polowania, uczył ich strzelać z łuku czy jeździć konno, lecz także dbał na przykład o umiejętność gry w szachy i warcaby czy nawet o naukę tańca. Przede wszystkim jednak świecił przykładem. Tyle że niekoniecznie pozytywnym.

Jak w XVI wieku komentował Andrzej Frycz Modrzewski (będący, czego łatwo się domyślić, plebejuszem), zwłaszcza zamożniejsi synowie ziemiańscy „od lat najwcześniejszych” nasiąkali „pychą i hardością”, poza tym zaś prędzej przywykali do miękkich „jedwabnych szatek”, niż uczyli się mówić. „Od maleńkości” mieli w głowach tylko „panowanie, wystawność, różnorodne biesiady, mściwą obraźliwość”. Słowem: ziemiańską pychę i beztroskę.

Admonicja. Kopia obrazu Artura Grottgera
Admonicja. Kopia obrazu Artura Grottgera z serii „Szkoła szlachcica polskiego”.

Nauczyciele i szkoły w świecie polskiej szlachty

Edukacja ojcowska była praktyczna i niezobowiązująca. Nauki bardziej formalne powierzano zawodowcom. Zamożniejsi ziemianie, szczególnie ci obdarzeni licznym potomstwem, chętnie zatrudniali prywatnych preceptorów, którzy zamieszkiwali w majątku i stale dbali o postępy podopiecznych.

Taki nauczyciel domowy mógł liczyć w drugiej połowie XVI wieku na zarobki w kwocie około 3 złotych polskich miesięcznie. Dziś byłoby to 1300–1400 złotych.


Reklama


Niespełna 500 lat temu, podobnie jak dzisiaj, praca w oświacie nie pozwalała zbić fortuny. Ponieważ jednak belfrzy nie zarabiali bardzo wiele, wydatek dało się udźwignąć nawet w niewielkich folwarkach. Właściciel typowej, jednowioskowej posiadłości wydawał na preceptora około 20 procent własnych dochodów.

Synowie szlacheccy uczęszczali też niekiedy do szkół parafialnych, choć taki model edukacji uchodził za niegodny – wymagał przecież stałego kontaktu z plebejami. Poza tym szkoła miejska – a nie daj Boże wiejska – nie mogła zapewnić małym szlachcicom tych umiejętności, których przede wszystkim od nich wymagano.

***

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj. Dowiedz się więcej na Empik.com.

WIDEO: Handel ludźmi w dawnej Polsce

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.