Firma Topf & Söhne. To oni zaprojektowali krematoria, w których Niemcy spalili miliony ludzi

Przystępując do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” naziści musieli poradzić sobie z „problemem” milionów ciał zagazowanych ofiar. Z pomocą przyszła im firma Topf & Söhne. To właśnie oni byli architektami śmierci, którzy stworzyli wystarczająco wydajnie krematoria.

Hitler ze swoim planem wymordowania europejskich Żydów nigdy się specjalnie nie krył. W 1945 były dziennikarz major Josef Hell twierdził, że już w 1922 roku Hitler powiedział mu:

Kiedy będę już przy władzy, moim pierwszym i naczelnym zadaniem będzie likwidacja Żydów. Kiedy tylko będę mógł to zrobić, postawię rzędy szubienic – na przykład na Marienplatz w Monachium; tyle, ile się da ze względu na ruch uliczny.


Reklama


Żydów będzie się wieszać jak popadnie, i będą wisieć, aż zaczną cuchnąć – tak długo jak się da ze względów higienicznych. Jak się ich odetnie, powiesi się następną partię – i tak dalej, aż do chwili, gdy zlikwiduje się ostatniego monachijskiego Żyda.

Wszyscy mają być zlikwidowani

Od lata 1941 naziści przemyśliwali, jak zrealizować to „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” postulowane przez Hitlera. W sierpniu tego roku odkryli przerażająco skuteczny środek.

Projekt jednego z krematoriów w Birkenau, przygotowany przez firmę Topf & Söhne (domena publiczna).
Projekt jednego z krematoriów w Birkenau, przygotowany przez firmę Topf & Söhne (domena publiczna).

Testując pewien środek owadobójczy – Cyklon B przeznaczony do likwidacji wszy – na radzieckich jeńcach wojennych w obozie Auschwitz na Górnym Śląsku, stwierdzili, że substancja ta może zabić także każdego człowieka, który wciągnął jej opary.

Zimą 1941 szef niemieckiej policji i SS Heinrich Himmler wezwał do Berlina komendanta obozu Auschwitz Rudolfa Hössa, by przedyskutować z nim sprawę, którą naziści uważali za kluczową dla najsprawniejszego przeprowadzenia zagłady Żydów.

Przeczytaj też: Hitler był dumny z Auschwitz. Chciał zrobić z niego perfekcyjne nazistowskie miasto

20 stycznia 1942, gdy w gazetach pisało się głównie o zbiórce wełnianych tkanin na potrzeby frontu oraz o sukcesach niemieckich inżynierów oraz autostradach, Himmler był gospodarzem niesławnej konferencji w Wannsee. „Wszyscy Żydzi w naszym zasięgu maja być zlikwidowani – powiedział Himmler Hössowi. – Bez wyjątku”.

Rozwiązanie, którego naziści potrzebowali, wymagało zimnej mieszanki technologicznej pomysłowości i moralnego upadku, a miało się zrodzić nie na podmokłych polskich nizinach, ale – przynajmniej częściowo – w komfortowych biurach jednego z najprzyjemniejszych niemieckich miast i w pracowniach kreślarskich z widokiem na górę Ettersberg, gdzie panowie w średnim wieku noszący białe sztywne kołnierzyki wymyślali przerażające koncepcje, jedna bardziej szalona od drugiej.


Reklama


Projekty Kurta Prüfego

Były to biura firmy Topf i Synowie, szacownej miejscowej firmy cenionej jako producent urządzeń browarniczych i słodowniczych. Firma współpracowała z nazistami od 17 maja 1939 roku, gdy inżynier Kurt Prüfer przedstawił projekt mobilnego, opalanego olejowo pieca krematoryjnego, dzięki czemu Topf i Synowie otrzymali pierwsze zamówienia od SS.

Takie mobilne piece miały służyć do spopielania rosnącej liczby zwłok w obozach koncentracyjnych, m.in. w pobliskim Buchenwaldzie. Chociaż to pierwsze zamówienie opiewało na jednie trzy egzemplarze, firma przekroczyła wtedy po raz pierwszy i nieodwołalny pewną granicę moralną.

Tekst stanowi fragment książki Karen Bartlett pod tytułem Architekci śmierci. Rodzina inżynierów Holocaustu (Prószyński i S-ka 2020).
Tekst stanowi fragment książki Karen Bartlett pod tytułem Architekci śmierci. Rodzina inżynierów Holocaustu (Prószyński i S-ka 2020).

Ponieważ piece oparte były na projekcie Prüfera przeznaczonym do spopielania zwłok zwierzęcych, nie spełniały wymagań technicznych określonych dla komór spopielania zwłok ludzkich.

Zgodnie z niemieckimi przepisami spopielane ludzkie zwłoki nie mogły pozostawać ani chwili w bezpośrednim kontakcie z ogniem, lecz powinny być spopielane przez ogrzane do bardzo wysokiej temperatury powietrze.


Reklama


Do końca 1941 firma Topf i Synowie wyprodukowała mobilne i stacjonarne, jedno- i dwumuflowe piece dla czterech nazistowskich obozów koncentracyjnych, a także opracowała plany pieców trzymuflowych, by sprostać oczekiwaniom SS z Auschwitz, które spodziewało się, że trzeba będzie tam spalać tysiąc radzieckich jeńców dziennie.

„Zapewniamy, że dostarczymy odpowiedni i sprawny system”

Mufla to zamknięta „komora robocza” pieca muflowego, piec dwumuflowy powinien więc mieć źródło ognia dla każdej komory, ale w projekcie Prüfera w trzymuflowym piecu były tylko dwa paleniska po zewnętrznych stronach komór, co sprawiało, że w komorze środkowej spopielanie odbywało się poprzez kontakt ciała z płomieniami przechodzącymi przez szczeliny w ścianach.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Było to rozwiązanie, z którego firma była, jak się zdaje, dumna: zamiast wycofać się z tego przerażającego przedsięwzięcia dyrektor Ernst Wolfgang Topf napisał 4 listopada 1941 do SS w Auschwitz, przekonując, że ten nowy projekt „będzie bardziej wydajny” , uwzględniając nawet zwiększone zużycie paliwa w przypadku „zamarzniętych zwłok”.

„Zapewniamy – pisał Ernst Wolfgang – że dostarczymy odpowiedni i sprawny system. Polecamy się na przyszłość. Heil Hitler!”.

Krematorium w Buchenwaldzie. Zdjęcie wykonane 16 kwietnia 1945 roku po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów (Jule Rouard - Luc Viatour/CC BY-SA 3.0).
Krematorium w Buchenwaldzie. Zdjęcie wykonane 16 kwietnia 1945 roku po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów (Jule Rouard – Luc Viatour/CC BY-SA 3.0).

Byli tak dumni ze swojego dzieła, że miesiąc później, 6 grudnia, Kurt Prüfer napisał do Ernsta Wolfganga i Ludwiga Topfów z wnioskiem o wypłatę ekstra honorarium za swój projekt:

To ja opracowałem rozwiązanie pozwalające na budowę 3- i 8-muflowych pieców krematoryjnych, a zrobiłem to na ogół w czasie wolnym – chełpił się. – Piece są naprawdę przełomowe, sądzę więc, że możecie mi dać jakąś premię za wykonana przeze mnie pracę.


Reklama


Ta nieludzka korespondencja wydawała się bardzo odległa od początków firmy J. A. Topf i Synowie, założonej w Erfurcie sześćdziesiąt lat wcześniej, w 1878 roku, przez mistrza piwowarskiego Johanna Andreasa Topfa.

Jednakże historia firmy od początku naznaczona była takimi czynnikami jak techniczna innowacyjność, niestabilność finansowa i pewna chwiejność mentalna jej założycieli.

***

Architekci śmierci Karen Bartlett to opowieść tak szokująca, że niełatwo przyjąć ją do wiadomości, opowieść o rodzinie, która opracowała technologię zagłady i nie ustawała w wysiłkach, by ją udoskonalić.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Karen Bartlett pod tytułem Architekci śmierci. Rodzina inżynierów Holocaustu. Ukazała się ona w 2020 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Polecamy

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Karen Bartlett
1 komentarz
  • Dr Ratajczak przeprowadził dokładna symulacje tego procesu – za co został zabity w tajemniczych okolicznościach

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.