Jak Czesi próbowali przeszkodzić polskim wojskom biorącym udział w inwazji na Czechosłowację w 1968 roku?

W rozpoczętej 20 sierpnia 1968 roku inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację u boku Sowietów wzięli udział również polscy żołnierze. O ile czechosłowacka armia nie stawiła czynnego oporu agresorom, to ludność cywilna nie stała z założonymi rękoma. Obywatele starali się różnymi sposobami utrudnić zadanie najeźdźcom.

W tygodniu poprzedzającym agresję na Czechosłowację (…) [polscy] pogranicznicy czuwali tuż przy linii granicznej i obserwowali, co działo się u południowych sąsiadów. Między innymi nie uszło ich uwadze, że 12 sierpnia o godz. 16.30 drogą z Bohumina do Šilheřovic zmierzała kolumna wojskowa w składzie 20 samochodów ciężarowych z pięcioma działami artyleryjskimi.


Reklama



Co działo się przed inwazją?

Była to o tyle dziwna sytuacja, że kolumna jechała drogą wspólną wzdłuż granicy państwowej, co do tej pory się nie zdarzało. Zauważono również, iż na każdym samochodzie było po 25 żołnierzy z jednostki artylerii naziemnej z Bohumina.

Dzień później bezpieka weszła w posiadanie informacji, że tą samą trasą przemieszczały się wojska rakietowe i pancerne. Możliwe, że w ten sposób południowi sąsiedzi próbowali szachować potencjalnych agresorów, co ostatecznie na niewiele się zdało.

W inwazji na Czechosłowację w 1968 roku wzięły udział również polskie wojska. Na zdjęciu oficerowie 27 pułk czołgów w Ilniku (domena publiczna).
W inwazji na Czechosłowację w 1968 roku wzięły udział również polskie wojska. Na zdjęciu oficerowie 27 pułk czołgów w Ilniku (domena publiczna).

Inne informacje operacyjne otrzymywane z tego rejonu były podobnie sensacyjne. Trudno określić, na ile były prawdziwe, jak np. ta, w której czytamy: „Zwiad WOP wszedł w posiadanie informacji, iż w armii CSRS i służbach specjalnych będzie miała miejsce reorganizacja strukturalno-personalna”. (…)

W dniu poprzedzającym agresję w rejonie granicy na wysokości GPK w Słone przybyło około 150 obywateli Czechosłowacji z transparentami, które głosiły: „Popieramy Dubčeka i Svobodę”, „Precz z ingerencją Związku Radzieckiego i Polski”. Prawdopodobnie manifestanci mieli już świadomość, że atak na ich kraj nastąpi lada moment. Kilkanaście godzin później stało się to faktem.

Przeczytaj też: „Bolszewicki cyborg, któremu wystarczyło wskazać cel i ofiarę”. Kogo werbowano do elity pograniczników w Polsce Ludowej?

Czesi protestują

Wśród agresorów byli także polscy wopiści z Sudeckiej Brygady WOP, którzy usłyszeli w rejonie granicznym, tuż obok miejscowości Łupków i Roztoki, że wtargnęli na terytorium Czechosłowacji bezprawnie. Tego samego dnia o godz. 8 przybył na strażnicę WOP (brak nazwy miejscowości) czeski pogranicznik i powiadomił Polaków, że lokalne władze, które reprezentował, uważają wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego za okupację.

Oświadczył, że przybył z polecenia tych władz, aby złożyć stronie polskiej protest. Pogranicznicy czechosłowaccy nie kryli swoich poglądów i opinii wobec wopistów, w dniu agresji polscy okupanci wielokrotnie usłyszeli ze strony sąsiadów, że społeczeństwo czechosłowackie potępia ingerencję państw UW w wewnętrzne sprawy ich kraju oraz że rząd zwróci się o pomoc do Organizacji Narodów Zjednoczonych.


Reklama



Ostrzegali też, że jeśli wojska Układu Warszawskiego się nie wycofają, to ich armia wystąpi zbrojnie przeciwko okupantom. Faktycznie byli bezradni wobec najeźdźców.

Ludność buduje barykady

Jednak nie poddawali się i jak mogli, tak protestowali. W dniu 21 sierpnia w godzinach popołudniowych bezpieka WOP odnotowała, że w miejscowości Trutnov została zbudowana przez mieszkańców barykada, co na krótki okres uniemożliwiło przejazd samochodów sowieckiej armii.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Lecha Kowalskiego pod tytułem Bezpieka pogranicza. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza, (Wydawnictwo Fronda 2020).
Artykuł stanowi fragment książki Lecha Kowalskiego pod tytułem Bezpieka pogranicza. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza (Wydawnictwo Fronda 2020).

Okazało się, że podobną barykadę zbudowano także na drodze Kudowa–Náchod, i to wopistom nakazano jej usunięcie. Tego samego dnia w rejonie operacyjnym Łużyckiej Brygady WOP pojawiły się ulotki w językach rosyjskim, niemieckim i czeskim, które nawoływały agresorów do wycofania się z Czechosłowacji.

Bezpieka brygadowa skrupulatnie gromadziła tego typu obwieszczenia, a następnie przekazywała je do Dowództwa Wojsk Ochrony Pogranicza w Warszawie.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Jednak to były drobne sprawy, wkrótce pojawiły się poważniejsze, z ofiarami śmiertelnymi. Plotka niosła, że w Libercu zostało rannych 27 osób, z których 18 zmarło, bezpieczniacy otrzymali więc zadanie ustalenia stanu faktycznego – okazało się, że to była celowa dezinformacja. Ustalili też, że tego dnia (21 sierpnia) zostały ranne trzy osoby (komendant milicji i dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa).

W meldunku operacyjnym tak to ujęto: „Zostali poszkodowani w trakcie utrzymywania porządku, gdy przejeżdżały przez tę miejscowość wojska Układu Warszawskiego”. Rany zadali im współobywatele, prawdopodobnie zbyt nadgorliwie zachowywali się wobec okupantów, co nie spodobało się miejscowym.


Reklama



Dezinformacja

Dzień później na odcinku strażnicy WOP w Lasówce bezpieka dostrzegła wywieszony transparent z napisem: „Władza w CSRS zagrożona przez okupantów”. Interweniował polski dowódca placówki, żądając usunięcia transparentu, ale rozmowa telefoniczna z sąsiednią służbą graniczną z Destny nie należała do łatwych. Wopista usłyszał, że z okupantem nie będą rozmawiali i taką informację zamieszczono w meldunku operacyjnym.

Od pierwszych godzin agresji władze Czechosłowacji starały się uruchomić wiele mechanizmów mających zniechęcić najeźdźców do ataku, jednym ze sposobów była dezinformacja, która miała wywołać chaos w szeregach agresorów. Wobec natłoku tego typu informacji bezpieka Wojsk Ochrony Pogranicza nie była w stanie wszystkich informacji zweryfikować na czas, z czym nie chciała się pogodzić.

Pomnik upamiętniający dwójkę czeskich cywilów zabitych przez polskiego żołnierza we wrześniu 1968 roku w Jiczynie (Jan Polák/CC BY-SA 3.0).
Pomnik upamiętniający dwójkę czeskich cywilów zabitych przez polskiego żołnierza we wrześniu 1968 roku w Jiczynie (Jan Polák/CC BY-SA 3.0).

Podawała więc w wielu przekazach wyssane z palca rewelacje. W jednym z nich przekazała, że w nocy z 20/21 sierpnia w Morawskiej Ostrawie wypuszczono na wolność wszystkich więźniów, którzy ponoć zaczęli rzucać na sowieckie czołgi zapalone szmaty nasycone łatwopalnym płynem. Nikt nie był w stanie zweryfikować, ile było w tym prawdy.

Ludność cywilna stawia opór

Podobnie jak w innych doniesieniach, że 21 sierpnia pracownicy wielu zakładów pracy z okręgu morawsko-ostrawskiego nie podjęli pracy i zaatakowali mieszkających tam Polaków, którzy przyszli do pracy. Poza tym, jak donosili wopiści, miejscowi zaczęli zbierać podpisy pod petycją żądającą wycofania wojsk Układu Warszawskiego z Czechosłowacji, do czego Polacy z reguły się nie przyłączali, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację.

Przeczytaj też: Krwawa działalność UPA w Polsce po II wojnie światowej. Mordowali polskich żołnierzy i byli zupełnie bezkarni

Obywatele Czechosłowacji coraz odważniej przeciwstawiali się okupantom. W dniu 21 sierpnia o godz. 12 w Czeskim Cieszynie demonstrowało około 500 mieszkańców. Z sowieckiego samochodu wojskowego manifestanci zerwali plandekę oraz umieścili na nim napis „Precz do ZSRR”. Jak donosiła bezpieka brygadowa:

Tłum zachowywał się prowokacyjnie również wobec żołnierzy radzieckich ochraniających most na rzece Olzie i pocztę w Cieszynie, dodatkowo demolując kilkanaście samochodów turystów z Polski, NRD i Bułgarii.


Reklama



Gdyby armia CSRS potrafiła stawić taki opór okupantom jak ludność cywilna, sytuacja stałaby się nad wyraz groźna. (…)

Agresorzy muszą korzystać z bocznych dróg

W dniu 21 sierpnia wracała z Czechosłowacji wycieczka oficerów Wojsk Ochrony Pogranicza z rodzinami. Wopiści nie mogli się odnaleźć w tym, czego po drodze doświadczali, nie pasowały im hasła i kolportowane ulotki w językach rosyjskim, czeskim i polskim, uważali, że „były wrogiej treści”.

Gdyby czechosłowacka armia stawiła taki opór jak cywile wojska inwazyjne miałby znacznie większe trudności. Na zdjęciu płonący sowiecki czołg w Pradze (domena publiczna).
Gdyby czechosłowacka armia stawiła taki opór jak cywile wojska inwazyjne miałby znacznie większe trudności. Na zdjęciu płonący sowiecki czołg w Pradze (domena publiczna).

Ulotki te z reguły rozprowadzała młodzież, która wzdłuż trasy przemarszu wojsk UW (Kładno, Rakowik, Miechnik, Mladá Boleslav, Dwor, Karlowe Wary, Náchod) skandowała wrogie okrzyki pod adresem przemieszczających się wojsk okupacyjnych. Nie sposób też było nie dostrzec na trasie powrotu do Polski licznych barykad wznoszonych przez mieszkańców okolicznych miast czechosłowackich.

Wycieczkowicze byli też świadkami, jak maszerujące wojska Układu Warszawskiego musiały korzystać z objazdów, gdyż nie były w stanie dalej się przebijać głównymi drogami, tak było m.in. na wysokości placówek WOP w Kotle i Zieleńcu. I w tym przypadku również przeszkody były usuwane przez żołnierzy WOP z pobliskich placówek i strażnic. Takie widoki musiały zapaść wopistom w pamięć. (…)

Przeczytaj też: Niemcy porwali polski samolot. Amerykański sąd wydał zaskakująco niski wyrok

Powołując się na informacje pozyskane od oficera SNB [czechosłowackiej straży granicznej], wopiści informowali, że w powiecie Šumperk ludność cywilna, biorąc sprawy w swoje ręce, zaczęła tworzyć grupy szturmowe, które miały podjąć walkę z wojskami okupacyjnymi.

Niech Polacy dowiedzą się o agresji

Początkowo grupy te zajęły się budową zapór na drogach biegnących od polskiej granicy w głąb Czechosłowacji. W tym samym czasie szef powiatowego UB w Trutnovie mjr Samek poinformował stronę polską, że w jego po-wiecie przygotowywane były grupy bojowe, które miały napadać na posterunki wojskowe ZSRS i PRL.


Reklama



Zaatakowani nie ustępowali, dążyli też do tego, by Polacy dowiedzieli się z pierwszej ręki, co faktycznie działo się w Czechosłowacji. Dlatego niektóre z ulotek były w pierwszej kolejności adresowane do żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza, gdyż to oni stanowili pierwszą linię frontu na granicy południowej. (…)

Faktyczna wiedza o tym, co działo się za południową granicą, była coraz bardziej dostępna w Polsce, duże w tym zasługi mieli obywatele Czechosłowacji, którzy przebijali się w głąb naszego kraju, by uzmysłowić Polakom, co się w ich kraju dzieje. (…)

Czy dewizowi myśliwi byli naprawdę zagrożeniem dla Polski Ludowej? (domena publiczna).
Czesi starali się wszelkimi sposobami poinformować mieszkańców Polski Ludowej o tym co działo się w ich kraju (domena publiczna).

Aktywność Czechosłowaków w próbie dotarcia z prawdą o tym, co się dzieje w ich kraju, do społeczeństwa polskiego była tytaniczna, ze wszech miar godna podziwu. Według bezpieki pogranicza każdego dnia w podziemnej prasie ukazywały się liczne artykuły „o treści antysocjalistycznej adresowane do Polaków zamieszkałych w Czechosłowacji”. To była nieustająca kampania, która zawitała do Polski na dobre. (…)

Przeciwstawiali się agresji jak mogli

Obywatele Czechosłowacji próbowali nie tylko wpływać na zachowanie najeźdźców, lecz także na własne siły zbrojne, by je zmotywować do bardziej godnej postawy. Dość powszechnie wówczas twierdzono, że gdyby do CSRS wkroczyły tylko wojska sowieckie, to armia czechosłowacka stawiłaby zbrojny opór. To jednak pozostaje w sferze domysłów. (…)


Reklama



Pomimo upływu czasu Czesi i Słowacy nie rezygnowali z oporu i przeciwstawiali się pacyfikującym je siłom, jak tylko mogli. Na drogach asfaltowych, budynkach mieszkalnych czy siedzibach instytucji można było dostrzec takie hasła, jak: „Spodziewaliśmy się okupacji z zachodu, a przyszła ze wschodu” albo „Śmierć kolaborantom” czy „Hitler w 1938, a Breżniew w 1968”.

Z pewnością było to nie w smak wojskom okupacyjnym, ale Czechosłowakom chodziło o to, by ich przekaz dotarł do jak najszerszych rzesz własnych obywateli.

Przeczytaj również o największym zagrożeniu dla wschodniej granicy Polski Ludowej, Wcale nie chodzi o przemytników

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Lecha Kowalskiego pod tytułem Bezpieka pogranicza. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza (Wydawnictwo Fronda 2020).

Sprawdź

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Lech Kowalski
4 komentarze
  • tak,sie sklada ,że w 1968 roku w Jczynie gdzie zostało zamordowanye 2 osoby z Czechoslowacji to ja słuzyłęm w JW 2702 Zagań , i to zrobil mój kolega z 4 kczś, niejaki Stefan D

  • Dlaczego nigdzie nie można znaleźć informacji ilu Polskich żołnierzy zostało zabitych a ilu rannych w 1968. O tym że tacy byli wiem z od naocznych świadków.

  • Nasz 39 pułk artylerii w Tarnowskich Górach też brał udział w tej”zaszczytnej wyprawie”.Do końca jego istnienia,w sali pamięci szlak czeski zajmował honorowe miejsce.Przewrotne są dzieje ,dzisiaj o kapliczkę łamiemy kopie,na rozkaz którego biskupa to było rozpętane.

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.