Konstrukcja i uzbrojenie U-Bootów typu VII. Takie warunki czekały na załogi niemieckich okrętów podwodnych

Strona główna » II wojna światowa » Konstrukcja i uzbrojenie U-Bootów typu VII. Takie warunki czekały na załogi niemieckich okrętów podwodnych

Żadne inne okręty podwodne nie były równie powszechne w Kriegsmarine, co U-booty typu VII. Ilu członków liczyła załoga takiej jednostki na początku II wojny światowej? Jakim uzbrojeniem dysponował okręt podwodny oraz jakie warunki bytowe czekały na podwodników ruszających w rejs bojowy? Na te i wiele innych pytań na przykładzie U-30 odpowiada Clay Blaira w książce pt. Hitlera wojna U-Bootów.

U-30 był jedną z dziesięciu jednostek typu VII, które oddano do eksploatacji w latach przedwojennych. Miał trzy lata. Był zapowiedzią serii zmodernizowanych okrętów średniej wielkości, będących w eksploatacji lub w budowie (typy VIIB i VIIC).


Reklama


Dowodził nim dwudziestosześcioletni porucznik Fritz-Julius Lemp, syn oficera urodzony w Chinach w przededniu I wojny światowej. (…)

Przedział dziobowy

Po wprowadzeniu ulepszeń w późniejszych typach U-30 był okrętem, który Dönitz uważał za optymalny. Miał 64 metry długości i 5,8 szerokości. Wnętrze sztywnego kadłuba było podzielone wzdłuż okrętu (od dzioba do rufy) na sześć przedziałów o prawie jednakowych wymiarach.

Fritz-Julius Lemp i Karl Dönitz na pokładzie U-30. Zdjęcie z sierpnia 1940 roku (Bundesarchiv/ Peter/CC-BY-SA 3.0).
Fritz-Julius Lemp i Karl Dönitz na pokładzie U-30. Zdjęcie z sierpnia 1940 roku (Bundesarchiv/ Peter/CC-BY-SA 3.0).

Wewnątrz okręt był znacznie mniejszy – miał około 42,5 metra długości i około 3 metrów szerokości w większości przedziałów. Był niesamowicie ciasny, co narażało załogę na klaustrofobię.

W przedziale dziobowym U-30 mieściła się główna bateria ogniowa: cztery wyrzutnie torpedowe, będące standardowym uzbrojeniem wszystkich pełnomorskich U-Bootów. Znajdowało się tam dziesięć torped: cztery w wyrzutniach i sześć zapasowych – dwie w pomieszczeniach górnego pokładu oraz cztery w zęzach. Przedział służył także jako punkt dowodzenia kierującego strzelaniem torpedowym oficera oraz pomieszczenie mieszkalne dwudziestu czterech marynarzy i mechaników.

Dzielili się dwunastoma składanymi kojami wbudowanymi w ścianki wzdłuż grodzi oraz czterema hamakami. Posiłki spożywali na małych, składanych stolikach, siedząc na dolnych kojach. Pomieszczenie było tak zatłoczone torpedami, urządzeniami, ludźmi, że nie można było stać w pozycji wyprostowanej, a poruszać dawało się z trudem.

Niektórzy członkowie załóg żartobliwie nazywali je „jaskinią”. Przedział dziobowy, tak jak na wszystkich okrętach, wystawiony jest na najcięższe uderzenia wielkiej fali. Jedyna korzyść, jaką mają przebywający w nim ludzie, polega na tym, że nie ma tam ruchu przechodniego, ponieważ jest to najbardziej wysunięte pomieszczenie na dziobie.


Reklama


Rodzaje torped na U-bootach

Podobnie jak wszystkie U-Booty rozmieszczone na Atlantyku, U-30 był wyposażony w dwa typy torped z 270-kilogramowymi głowicami bojowymi. Starsze miały napęd parogazowy (G7a), nowe, których istnienie utrzymywano w wielkiej tajemnicy, tzw. bezśladowe (G7e) napęd akumulatorowy. Wszystkie miały długość 7 metrów, średnicę 533 milimetrów oraz ciężar około dwu ton. Torpedy parogazowe miały wbudowane zapalniki, które można było nastawiać na wybuch w wyniku uderzenia w kadłub bądź w wyniku oddziaływania pola magnetycznego.

Elektryczne torpedy posiadały tylko zapalniki magnetyczne. Wszystkie musiały być dokładnie sprawdzane co trzy lub cztery dni, aby istniała pewność, że skomplikowane mechanizmy napędowe i sterowania działają prawidłowo, a akumulatory torped elektrycznych są w pełni naładowane.

Artykuł stanowi fragmentksiążki Claya Blaira pt. Hitlera wojna U-Bootów (Bellona 2022).
Tekst stanowi fragment książki Claya Blaira pt. Hitlera wojna U-Bootów (Bellona 2022).

Konserwacja zakłócała porę snu i posiłków. Trzeba było podwieszać koje i składać stoliki, żeby zrobić miejsce i częściowo wysunąć torpedy z wyrzutni. Aby dostać się do zapasowych, umieszczonych w zęzach, należało podnieść płyty pokładowe. Ci, którzy mieszkali w przedziale dziobowym, modlili się o działania bojowe, gdyż każda wystrzelona torpeda oznaczała troszeczkę więcej przestrzeni życiowej.

Jak wyglądały toalety na U-bootach?

Kolejny przedział był przyjemniejszy. Położony pod pokładem, mieścił połowę (sześćdziesiąt dwie duże komory) baterii okrętowych. Powyżej znajdowały się pomieszczenia do spania i spożywania posiłków dla dziewięciu ludzi: kapitana, trzech oficerów, pięciu starszych podoficerów i podchorążych lub praktykantów technicznych.


Reklama


Koja kapitana, oddzielona kotarą, znajdowała się na lewej burcie. Na wprost, w korytarzu, znajdowały się kabiny: hydrolokacyjna i radiowa. Pozostałych ośmiu ludzi spało w kojach wbudowanych wzdłuż lewo- i prawoburtowych grodzi. Kapitan i oficerowie spożywali posiłki na małym składanym stoliku, siedząc na dolnych kojach po przeciwnej stronie, aby umożliwić przejście do przedziału dziobowego. Schowki i szafy w ścianach pokryto drewnianym fornirem, co stwarzało przyjemniejszą atmosferę.

Urządzenia toaletowe w U-30 były prymitywne – dwa sedesy we wnękach o powierzchni mniej więcej budki telefonicznej. Jedno znajdowało się na prawej burcie, w przedniej części pomieszczenia dla oficerów, drugie na rufie, przylegając do kuchni. Ponieważ brakowało powierzchni na składowanie żywności, jako magazyn wykorzystywano pomieszczenie toaletowe na rufie. Oznaczało to, że z toalety w pomieszczeniu dla oficerów korzystali wszyscy – czterdziestu czterech mężczyzn.

Niemieckie okręt podwodny typu VIIA U-35 (domena publiczna).
Niemieckie okręt podwodny typu VIIA U-35 (domena publiczna).

Z powodu ograniczonego zaopatrzenia w słodką wodę zabroniona była kąpiel, zachęcano natomiast do noszenia brody. Odór ludzkiego potu starano się niwelować płynami o mdlącym zapachu.

Centrala na niemieckich okrętach podwodnych

Następny przedział na rufie – centrala – znajdował się prawie dokładnie na śródokręciu. Mieściło się tu dowództwo okrętu. Pomieszczenie, które miało zaledwie 6 metrów długości, zapełniały urządzenia do prowadzenia okrętu w położeniu nawodnym i podwodnym: regulatory steru poziomego i sterów głębokościowych, telegraf maszynowy, żyrokompas, zawory do szasowania i odpowietrzania balastów i innych zbiorników, nawigacyjny stół nakresowy, robocza końcówka jednego z dwóch peryskopów. Mężczyzna o wzroście 180 centymetrów z trudem się tu wyprostował.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Każdy centymetr powierzchni wygiętych grodzi i niskiego stropu zajmowały tarcze przyrządów z podziałkami i wszelkiego rodzaju przyrządy pomiarowe. Dla laika centrala jest pomieszczeniem zapełnionym niepojętym zestawem urządzeń, lecz dla członka załogi każda tarcza z podziałką, każdy przyrząd pomiarowy i zawór są dobrze zrozumiałe – i żywotnie ważne dla jego samopoczucia i bezpieczeństwa.

Środek centrali zajmowała dolna osłona dużej cylindrycznej rury, wewnątrz której znajdowała się drabinka prowadząca do kiosku. To małe, niewłaściwie nazwane miejsce, jest miniaturowym centrum bojowym.


Reklama


Znajdują się tu stanowiska sterowania, repetytor żyrokompasu, telegraf maszynowy, robocza końcówka peryskopu bojowego o małym przekroju (który pozostawia niewielki ślad na powierzchni morza) i przyrząd do ustawiania kąta uderzenia i toru torpedy pod linią wody.

Podczas podwodnych ataków peryskopem posługiwał się kapitan. Przekazywał głośno dane (wielkość celu, szacunkowa prędkość i zasięg, kąt uderzenia etc.) oficerowi obsługującemu przelicznik torpedowy, wydawał rozkazy sternikowi, a marynarzom w centrali na dole – polecenia sterowania głębokością.

Przekrój okrętu typu VIIIC. Ilustracja z książki Hitlera wojna U-bootów (Bellona 2022).
Przekrój okrętu typu VIIIC. Ilustracja z książki Hitlera wojna U-bootów (Bellona 2022).

Jak można było uciec z tonącego U-boota?

Kiosk stanowił również część systemu wyjścia awaryjnego. Największą trudnością w wydostaniu się z zatopionego okrętu było przezwyciężenie wielkiego ciśnienia wody na zewnątrz i otwarcie luku. Załoga okrętu typu VII musiała działać zgodnie z następującymi instrukcjami.

Po pierwsze wszyscy gromadzili się w centrali, uszczelniali drzwi wodoszczelne wzdłuż okrętu i nakładali aparaty tlenowe. Następnie napełniali centralę wodą morską do poziomu ponad osłonę rury prowadzącej do kiosku i wpuszczali do przedziału sprężone powietrze z wylotów w pułapie. Cisnąc w dół wodę morską, powietrze wpychało ją przez osłonę do góry, do kiosku.


Reklama


Stopniowo zwiększano ciśnienie, aż zrównało się z ciśnieniem na zewnątrz. Kiedy to osiągnięto, luk w kiosku prowadzący do mostku otwierał się swobodnie. Załoga wydostawała się, nurkując pod osłoną rury, następnie płynąc w górę do kiosku, a stąd na mostek i dalej na powierzchnię.

Okrętowa kuchnia i wyżywienie załóg

Mniej spartański był rufowy przedział centrali. W jego dolnej części mieściły się znowu akumulatory (sześćdziesiąt dwie duże cele). Nad płytami pokładowymi znajdowało się osiem wbudowanych koi dla podoficerów oraz trzydzieści sześć małych schowków pokrytych drewnianą okładziną, każdy wielkości około 30 centymetrów sześciennych.

Kuchnia na pokładzie -U-boota typu VIIC. Fotografia z jednostki muzealnej U-955 (fot. Tomasz Przechlewski, lis. CC BY 2.0)

Marynarze przechowywali tam przedmioty osobiste: pieniądze, dokumenty, zdjęcia i papierosy. Ludzie zajmujący przedział spożywali posiłki również na drewnianych stolikach w przejściu, siadając na dolnych kojach, aby umożliwić ruch, który w tej części był zwykle większy. Kuchnia znajdowała się na lewej burcie. Przygotowywano w niej posiłki dla całej załogi.

Składała się z miniaturowej kuchenki elektrycznej z pokrywą, z trzema palnikami, dwóch małych piecyków oraz zlewu wielkości talerza. Kucharze musieli nosić posiłki z kuchni do przedziału dziobowego oraz do przedziału oficerskiego, a następnie zbierać brudne kubki i talerze.

Uważano, że wyżywienie na U-30, podobnie jak na innych okrętach typu VII, było świetne, jednak wybór – ograniczony z powodu braku odpowiedniej powierzchni magazynowej i chłodniczej. Każdy kącik i szczelina były wykorzystane na przechowywanie ziemniaków, sera (w kilku gatunkach) i niezliczonych puszek kawy, herbaty, mleka oraz owoców i słodyczy.

Porcjowany suszony czarny chleb przechowywano w siatkowych hamakach pod sufitem. Na U-30 znajdował się dodatkowy zapas chleba w puszkach, który, jak twierdzono, nie pleśniał. Wszędzie pod sufitem wisiało mnóstwo kiełbas i różnych gatunków wędzonego mięsa.


Reklama


Napęd U-bootów

Następny przedział ku rufie – piąty od dziobu – stanowiła maszynownia silników wysokoprężnych. Były tam dwa duże, głośno pracujące silniki o mocy 1160 KM, jeden na lewej burcie, drugi na prawej. Powietrze do silników doprowadzano dużą rurą biegnącą na zewnątrz sztywnego kadłuba w górę, wchodzącą w konstrukcję mostku kapitańskiego, z otworem wlotowym umieszczonym możliwie wysoko nad powierzchnią morza.

Spaliny silnikowe odprowadzane były za burtę i mieszały się z wodą morską w celu zmniejszenia ilości dymu. W maszynowni znajdowała się główna sprężarka powietrza do napełniania zapasowych butli oraz mały destylator słodkiej wody.

Fabryka silników diesla, które napędzały niemieckie okręty podwodne (domena publiczna).
Fabryka silników diesla, które napędzały niemieckie okręty podwodne (domena publiczna).

Jego wydajność pozwalała głównie na uzupełnianie 124 ogniw akumulatorowych, które mocno się nagrzewały, co powodowało silne parowanie. Ostatni, rufowy przedział nazywano elektrownią. Mieściły się tu dwa silniki elektryczne o mocy 375 KM, a mówiąc dokładniej, zespoły silnikowo-prądnicowe.

Główne wały napędowe silnika wysokoprężnego przebiegały przez rdzeń zespołów silnikowo-prądnicowych. W czasie pracy silników wysokoprężnych można było jeden lub dwa zespoły sprzęgać z obracającymi się wałami napędowymi, aby służyły jako generatory do ładowania baterii.


Reklama


Chcąc oszczędzić paliwa (i zwiększyć zasięg pływania), można było energię wytworzoną przez jeden zespół skierować do drugiego dla uruchomienia drugiego wału. W trakcie zanurzania, kiedy wyłączano oba silniki wysokoprężne, zespoły silnikowo-prądnicowe pozostawały sprzężone z wałami napędowymi, czerpiąc energię z baterii.

Wyrzutnie rufowe

Okręt U-30 i bliźniacze jednostki typu VII uzbrojone były w rufową wyrzutnię torped, usytuowaną niewygodnie, na zewnątrz sztywnego kadłuba. Strzelanie z niej odbywało się za pomocą zdalnie sterowanych urządzeń w pomieszczeniu rufowym. Wyrzutnia ładowana była w porcie torpedą o napędzie powietrznym, wymagającą mniej troski i staranności niż torpeda elektryczna.

W pierwszych latach wojny Niemcy tracili niewiele okrętów podwodnych. Prawdziwa rzeź zaczęła się w 1943 roku. Na zdjęciu U-203, który poszedł na dno w kwietniu tego roku (domena publiczna).
Niemiecki okręt podwodny U-203 typu VII (domena publiczna).

Na morzu nie można było załadować jej ponownie. Ten mankament został usunięty w drugiej generacji okrętów tego typu (VIIB, VIIC) dzięki umiejscowieniu wyrzutni wewnątrz rufowego przedziału i wygospodarowaniu powierzchni pod płytami pokładowymi na zapasową torpedę.

Mostek

No i wreszcie mostek, ulokowany na szczycie kiosku. W czasie pływania na powierzchni, kiedy okręt był najbardziej narażony na wykrycie przez samolot, przebywało tam na stanowiskach czterech ludzi: oficer wachtowy i trzech obserwatorów. Każdy był zaopatrzony w najwyższej jakości lornetkę ze szkłami zeissowskimi 7×50 do śledzenia przestrzeni powietrznej i powierzchni morza, podzielonych na cztery 90-stopniowe sektory.

Nie tolerowano nawet najmniejszego osłabienia uwagi na wachcie, bowiem bezpieczeństwo okrętu zależało od zauważenia w porę samolotu lub nieprzyjacielskiego okrętu. Niewykrycie zagrożenia mogło spowodować formalne dochodzenie i surowe środki dyscyplinarne.

Przy ładnej pogodzie pełnienie wachty na mostku było przyjemną odmianą po ciągłym przebywaniu w zatłoczonych, cuchnących pomieszczeniach pod pokładem. Było to także jedyne miejsce, gdzie można było zapalić papierosa.

Niemieckie podwodnik na wachcie (domena publiczna).
Niemieckie podwodnik na wachcie (domena publiczna).

Ale kiedy było zimno, a morze wzburzone, mostek stawał się miejscem niebezpiecznym i okropnym. Olbrzymie fale przelewały się górą, grożąc porwaniem pełniących wachtę. Zabezpieczani byli specjalną uprzężą. Po skończonej służbie schodzili na dół przemoczeni i zziębnięci, a często posiniaczeni i obolali.

Wachty a U-boocie

Mostek służył za stanowisko dowodzenia w czasie nocnego ataku. Kapitan przebywał na dole, przy ręcznej planszy namiarowej, aby oceniać całość sytuacji, natomiast oficer wachtowy podawał namiary, które odczytywał przy użyciu lornetki, nazywanej UZO, zamontowanej na repetytorze żyrokompasu. Cierpliwie ustawiał cele w UZO i po otrzymaniu zgody kapitana wydawał rozkaz odpalenia torped.


Reklama


Trzej lub czterej obserwatorzy wachtowi pełniący służbę na mostku w czasie ataku, byli najbardziej doświadczonymi ludźmi na pokładzie, posiadającymi szczególną zdolność dobrego widzenia nocą. Mieli obowiązek, przyciskając lornetkę do oczu, wpatrywać się w swój 90-stopniowy sektor nieba i powierzchni morza i meldować o wszystkim, co zauważyli.

Działa na U-bootach

Wszystkie pełnomorskie U-Booty były uzbrojone w działo pokładowe. Podobnie jak w I wojnie światowej, miały być używane do zatapiania nieuzbrojonych lub lekko uzbrojonych statków handlowych, a także do specjalnych zadań i do obrony w szczególnej sytuacji. U-30, podobnie jak wszystkie okręty typu VII, uzbrojony był w armatę kalibru 88 mm, szybkostrzelną, niezawodną, lecz bezosłonową.

Artykuł stanowi fragmentksiążki Claya Blaira pt. Hitlera wojna U-Bootów (Bellona 2022).
Tekst stanowi fragment książki Claya Blaira pt. Hitlera wojna U-Bootów (Bellona 2022).

Pociski składowane były pod pokładem i w czasie akcji bojowej podawane z rąk do rąk na górę. Akcję bojową prowadził specjalnie wyszkolony oficer oraz obsada działa. Nie było to łatwe na często zalewanym wodą wąskim, otwartym, kołyszącym się i kiwającym pokładzie.

Życie codzienne na U-bootach

Życie na pokładzie U-30 było dla kogoś z zewnątrz wręcz przerażające. Członkowie załóg nie mieli ubrania na zmianę. To, które nosili, wkrótce stawało się brudne. Włosy i brody rychło nasiąkały silnikowym smarem i wodą morską. Wewnątrz okrętu śmierdziało olejem napędowym, potem, jedzeniem oraz wywołującym obrzydzenie, mdlącym zapachem płynów do higieny osobistej.


Reklama


Okręt, płynąc na powierzchni, gwałtownie zapadał się między falami, kołysał i doznawał silnych wstrząsów. Rzadko można było stać lub iść nie trzymając się poręczy. Naczynia i inne przedmioty przemieszczały się na wszystkie strony, jeżeli nie zostały odpowiednio zabezpieczone. Zimna morska woda wlewała się przez luk kiosku do centrali.

Do jedynej toalety, z której rozchodziły się nieprzyjemne zapachy, zawsze stała kolejka – czasami bardzo długa. Systemy ogrzewania i wentylacji nie działały prawidłowo, we wnętrzu okrętu było więc zbyt zimno albo zbyt gorąco, zawsze – wilgotno i lepko. Żywność, łącznie z chlebem w puszkach, psuła się i pleśniała. Wiele ważnych urządzeń, zwłaszcza diesle, bez przerwy szwankowało.

Wnętrze U-boota (domena publiczna).
Wnętrze U-boota (domena publiczna).

Młoda załoga U-30 szybko jednak przechodziła do porządku nad tymi niewygodami i niebezpieczeństwami. Okręt jest machiną bojową, a nie koszarami. Po powrocie U-30 do portu załodze przysługiwał przedłużony odpoczynek. Miała wygody, czystość i spokój na pokładzie okrętu-bazy, na lądzie bądź też w domu na urlopie.

Członkowie załogi uważali się za specjalną zbiorowość – elitarnych ochotników Kriegsmarine – i byli dumni z tego wyróżnienia. Byli dumni także z U-30 i jego dzielnego kapitana Lempa, różniącego się od innych czystą białą czapką. Niewielu członków załogi U-30 zamieniłoby swą trudną służbę na jakieś inne zajęcie.

Przeczytaj również o największej bitwie konwojowej II wojny światowej. U-Booty posłały na dno ponad 20 alianckich jednostek

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Claya Blaira pt. Hitlera wojna U-Bootów. Jej nowe wydanie ukazało się w 2022 roku nakładem wydawnictwa Bellona.

Nowe wydanie monumentalnej książki Claya Blaira

Autor
Clay Blair

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach(2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.