Dziadek wiejski. Obraz z połowy XIX wieku

Najgorsza rzecz w życiu chłopów na dawnej polskiej wsi. Nawet pańszczyzna to była przy tym bajka

Strona główna » Nowożytność » Najgorsza rzecz w życiu chłopów na dawnej polskiej wsi. Nawet pańszczyzna to była przy tym bajka

Od drugiej połowy XVII stulecia typowy polski chłop był zmuszony pracować na pańskim polu przez więcej dni niż było ich w tygodniu. Na nieodpłatną robotę chodził sam, wysyłał dzieci, żonę, parobków. Ale przynajmniej wiedział, ile musi odpracować. Dla szlachty to było jednak wciąż zbyt mało.

Sposoby, na jakie wykorzystywano chłopów do pewnego stopnia wynikały z tradycji, z obyczaju. Ale w okresie największego ucisku już głównie z zapotrzebowania dworu.


Reklama


Stopniowo na folwarkach przybywało zadań, których nie wliczano do oficjalnej pańszczyzny, a które chłopi i tak musieli wykonywać – bezpłatnie, bezwarunkowo i w takim zakresie, jakiego tylko życzył sobie dwór. To już było niewolnictwo w najbardziej skrajnej i wynaturzonej formie.

„Wszystkich wypędzają, każą robić jak bydlętom”

Na wieśniakach powszechnie ciążyły tak zwane „tłoki”, „darmochy”, „powaby” czy też „gwałty”. Wywodziły się one z pradawnej tradycji, w myśl której w okresie najpilniejszych robót gromada udzielała panu potrzebnego wsparcia. W epoce nowożytnej nie był to już jednak zwyczaj, ale ściśle przestrzegany i znienawidzony przymus.

Lament w chacie chłopskiej. Polska ilustracja prasowa z połowy XIX wieku.
Lament w chacie chłopskiej. Polska ilustracja prasowa z połowy XIX wieku.

Jak wyjaśniał nestor polskiej etnografii Jan Bystroń, darmochy dawały dworom „ciągła okazję do nadużyć”.

Przede wszystkim były zaś narzędziem oszczędności. Podczas żniw i sianokosów szlachcic wymagał, by każdy gospodarz, niezależnie od ilości posiadanej ziemi i od obowiązujących dni pańszczyzny, stawił się do dodatkowej pracy.

W wielu wsiach kazano wysyłać dwie osoby z zagrody; w innych nawet trzy. Nie brakowało przypadków, gdy darmochy oznaczały obowiązek pracy każdego, kto był do niej zdolny. Im więcej udawało się wymusić naddatkowych robocizn, tym mniej szlachcic wykosztowywał się na płatnych pomocników przy żniwach.


Reklama


„Czasem proszą, czasem chcą bić”

„Często wszystkich, to jest gospodarza, żonę, dzieci i czeladź z domu wypędzają, każą bez wytchnienia robić, jak bydlętom” – komentował w XVI stuleciu autor Robaka sumienia złego. Krytyk szlacheckiej samowoli nie podważał samej instytucji darmoch, ale sugerował panom, by prosili o pomoc, wynagradzali ją, a nie zachowywali się niczym desperaci „grożąc i fukając”.

Da się wskazać przypadki, gdy chłopi pracowali „o pańskim chlebie”, albo ugaszczano ich we dworze po skończonych żniwach. Standard był jednak ewidentnie inny. Mikołaj Rej, w swojej sławnej Krótkiej rozprawie między trzema osobami z 1543 roku takie słowa włożył w usta reprezentanta wsi:

O szlacheckim wyzysku i życiu polskich chłopów piszę znacznie szerzej na kartach mojej książki pt. Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa (Wydawnictwo Poznańskie 2021).

A jak to tłokę robić?
Czasem proszą, czasem chcą bić.
Sprawnie ją nazwali tłoką,
Bo tak czasem i grzbiet stłuką
.

Komentarz ten pochodzi z czasów, gdy „tłoki” przy żniwach trwały średnio cztery dni. Okazywały się dla chłopów uciążliwe, ale nie tragiczne w skutkach. Dwa stulecia później średnia była już chyba dwa razy wyższa, a wymagania o wiele bardziej dotkliwe.


Reklama


„Choćby i dziesięć osób było w chałupie, wszystkich wypędzą”

Na stronach „Monitora Warszawskiego” ubolewano, że są ziemianie, którzy w ramach gwałtów „co dzień gnają poddanych, zacząwszy od zbierania siana, a kończąc na zbiorze ostatniego snopka zboża”.

Choćby i dziesięć osób było w chałupie, tylko jedną zostawią, a wszystkich innych wypędzą. A gdyby nie było tyle, tylko mąż i żona – oboje wypędzą. Podczas takich gwałtów wiele chałup stoi zamkniętych, tylko małe dzieci w sobie mających.

Ta nazwa obowiązku odnosiła się do prac wymagających szybkiego wykonania, robionych „na gwałt”. Termin tłumaczono sobie jednak inaczej. „Powinność słusznie została nazwana gwałtem” – komentował gorzko XVIII-wieczny publicysta – „bo ludzie na odbycie jej pędzeni wołają »gwałcą!«”.

Dni darmowej pracy było już tak wiele, że nadawano im odrębne tytuły. W źródłach można natrafić na wzmianki o „zaorze”, „zakosie”, „zagrabie” czy „obżenie”. Każda oznacza dniówkę obciążoną konkretnym zajęciem.

Dziadek wiejski. Obraz z połowy XIX wieku
Dziadek wiejski. Obraz z połowy XIX wieku

Przegniłe żyto pod śniegiem

Poza tłokami chłopi mieli obowiązek jednocześnie odrabiać zwykłe dni pańszczyźniane. W konsekwencji często mijały tygodnie, nim mogli zająć się własnymi zbiorami. Nieraz dochodziło do zniszczenia plonów, ich zamoknięcia.

Fryzyjczyk Ulryk von Werdum, nie zdający sobie sprawy z tej szczególnej formy wyzysku, pisał z pogardą po swojej wizycie w Rzeczpospolitej w latach siedemdziesiątych XVII wieku, że „niedbalstwo Polaków” sprawia, iż ci „siano swoje w większości zostawiają w kupach na łąkach, narażone na wiatry i słotę, aż im go zimą potrzeba, wtedy je dopiero już w śniegu zwożą do domu”.


Reklama


Nie był to jednak wcale przejaw lenistwa, nierozgarnięcia. W „Monitorze Warszawskim” słusznie podkreślano, że nie co innego, a przesadny ucisk sprawia, iż wieśniacy „nie mając czasu zrobić, muszą swój zbiór z pola, swój zasiew opóźnić, i przez to się obrócić w niwecz”.

Także anonimowy autor traktatu O poddanych polskich wypominał panom, że z ich winy wieśniak ma często na własne potrzeby tylko „kopę lub dwie przegniłego żyta”.

Nadzór podczas żniw. Rycina XVI-wieczna.
Nadzór podczas żniw. Rycina XVI-wieczna.

Trudności, największe w lipcu i sierpniu, nie przemijały w kolejnych miesiącach. Cały system skonstruowano tak, by uniemożliwić chłopu troskę o zagrodę i skrawek gleby.

„Kiedy kmieć ma uprawiać wymierzony sobie zagon nieurodzajnego gruntu, gdy zawsze panu robić musi?” – słusznie pytał Józef Wybicki. – „Czym ma na nim pracować, jeśli sprzężaj [pług] zniszczył w dworskiej roli?”.


Reklama


Nie było rzadkością, że wieśniak, powróciwszy z pańszczyzny, spędzał noc „by na chleb zboże wymłacać”. W krytycznej sytuacji uciekano się nawet do robót polnych po ciemku, przy samym świetle księżyca. Zakończywszy kilkunastogodzinną szychtę na folwarku znużony gospodarz, wspólnie z całą rodziną, ruszał na swoje zagony.

W zbiorach Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego zachował się nawet nowożytny drzeworyt zatytułowany: Chłopi pracujący na swoim polu w nocy. Widać na nim kobietę i dwóch słaniających się z wyczerpania mężczyzn, na kawałku gruntu, który ledwie zaczęli żąć sierpami.

Chłopi pracujący na swoim polu w nocy.
Chłopi pracujący na swoim polu w nocy. Drzeworyt w zbiorach Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Roboty bez dnia

Na letnich „gwałtach” wymiar dodatkowej pracy się nie kończył. Liczba robót „bez dni”, „pozadniowych”, a więc niezaliczanych do pańszczyzny tygodniowej, stopniowo wzrastała, zwłaszcza po kryzysie XVII stulecia.

W ostatnich dekadach istnienia Rzeczpospolitej w wielu wsiach chłopi musieli harować nawet przez dodatkowe trzydzieści dni w roku. Szlachcice chętnie zrzucali na nich nie sam wymóg stawienia się we dworze, ale konkretne zadania, które należało wykonać w całej rozciągłości. Ukończenie pracy było zadaniem całej wsi, rozkładano ją między wszystkich chłopów, nawet zupełnych nędzarzy.


Reklama


W niektórych osadach specjalną, naddatkową pańszczyznę dziedzic wykorzystywał do koszenia trawy. Jak komentował profesor Jan Rutkowski, z majątków tych właściciele wyciągali większy zarobek za sprawą sprzedaży siana.

Gdzie indziej darmochy pożytkowano na wyrąb drzew i zwózkę drewna z lasu, warzenie piwa, plewienie warzyw, „moczenie, międlenie i czesanie lnu oraz konopi” czy „chodzenie koło kapusty”. Znane są też przypadki, gdy obowiązkiem gromady było „pozadniowe” skubanie gęsi, strzyżenie owiec, „trzęsienie nawozu” bądź łowienie ryb.

***

O tym jak wyglądało życie na polskiej wsi, czym naprawdę była pańszczyzna i jak chłopi nad Wisłą stali się niewolnikami przeczytacie w mojej książce pt. Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa (Wydawnictwo Poznańskie 2021). Do kupienia na Empik.com.

Cała prawda o życiu polskich chłopów pańszczyźnianych

panszczyzna - okladka
Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach(2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.