Średniowieczna nieufność do bogaczy. Dlaczego poza szlachtą niemal wszyscy z nich byli uważani za grzeszników?

Strona główna » Średniowiecze » Średniowieczna nieufność do bogaczy. Dlaczego poza szlachtą niemal wszyscy z nich byli uważani za grzeszników?

W średniowieczu samo istnienie bogaczy niepokoiło zachodnie społeczeństwa. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że nie wiedziano dokładnie, co z nimi robić. Bogacz był niemal z definicji grzesznikiem, skazanym przez chciwość (grzech główny) na wieczne potępienie. O tym, dlaczego tak się działo pisze profesor Gudio Alfani na kartach książki pt. Jak bogowie pośród ludzi. Historia bogaczy na Zachodzie.

Święty Tomasz z Akwinu, największy średniowieczny teolog i filozof scholastyczny, pisał w XIII wieku, że chciwość to grzech przeciwko Bogu, bo skłania do pogoni za „dobrami doczesnymi” i odwracania się od „dóbr wiecznych”.


Reklama


Bogaci plebejusze na cenzurowanym

Polega na dwóchwystępkach: występku zatrzymywania dóbr (co prowadzi do zatwardziałości serca oraz braku człowieczeństwa i miłosierdzia) i występku zabierania dóbr (co pociąga za sobą przemoc, nieuczciwość, oszustwo i zdradę).

Społeczeństwo feudalne nie miało naturalnie obiekcji wobec bogactwa szlachty, bo jej wysoką pozycję i uprzywilejowany dostęp do zasobów uważano za zgodne z wolą Boga.

Późnośredniowieczne wyobrażenie Tomasza z Akwinu (Carlo Crivelli/domena publiczna).
Późnośredniowieczne wyobrażenie Tomasza z Akwinu (Carlo Crivelli/domena publiczna).

Ludzi raziło bogactwo niektórych plebejuszy, zwłaszcza gdy średniowieczna rewolucja handlowa (XI–XII wiek) umożliwiła gromadzenie „przedsiębiorczych” fortun. Dobitnie ujął to historyk gospodarki Robert Lopez:

W strukturze społeczeństwa feudalnego nie było właściwie miejsca na klasę średnią, która znajdowałaby się pomiędzy wielkimi panami duchownymi i świeckimi a prostymi, lecz niezastąpionymi ludźmi pracy. Ubodzy byli bardziej pożądani od kupców: to do nich miało należeć Królestwo Niebieskie i oni mieli pomóc bogaczom rozdającym jałmużnę wejść do niego.


Reklama


Szkodliwa dla duszy działalność kupiecka

Teologowie scholastyczni z XIII i XIV wieku w zasadzie zgodnie uważali, że działalność kupiecka jest wyjątkowo szkodliwa dla duszy. Tomasz z Akwinu doradzał nawet rządzącym, aby starali się przeszkodzić poddanym w zajmowaniu się handlem na dużą skalę. W takiej atmosferze społecznej i kulturalnej średniowieczni kupcy podlegali stałej presji psychologicznej, tym silniejszej, im lepiej im się powodziło.

Niektórzy okazali ostentacyjną skruchę i zostali otoczeni kultem jako święci przypomnijmy świętego Franciszka i świętego Godryka. Większość jednak starała się jakoś obejść trudności i utorować sobie drogę do nieba, przypuszczalnie po długim pobycie w czyśćcu (w Boskiej komedii Dantego skruszeni chciwcy przebywają na piątym tarasie czyśćca, tak samo jak w piekle razem z rozrzutnikami).

Przekazywali więc testamentem sowite darowizny na cele dobroczynne i instytucje religijne, płacili za modlitwyw swojej intencji i rozdawali jałmużnę ubogim. Rolą społeczną tych ostatnich, jak zauważył Lopez, stało się ratowanie dusz grzesznych bogaczy. Przykładów opisanego postępowania krezusów jest wiele, dość wspomnieć Francesca di Marco Datiniego, słynnego kupca z Prato, czy Kosmę Medyceusza Starszego (…).

Ten drugi na starość zaczął się ogromnie troszczyć o zbawienie duszy, bo ciążył na niej jeszcze większy grzech. Kosma był wszak nie tylko nieprzyzwoicie bogaty, ale też dużą część majątku zbił na transakcjach finansowych, a przecież, (…) dla społeczeństwa średniowiecznego obracanie pieniędzmi trąciło lichwą, a więc grzechem.

Tekst stanowi fragment książki Gudio Alfaniego pt. Jak bogowie pośród ludzi. Historia bogaczy na Zachodzie (Wielka Litera 2025).
Tekst stanowi fragment książki Gudio Alfaniego pt. Jak bogowie pośród ludzi. Historia bogaczy na Zachodzie (Wielka Litera 2025).

Zagrożenie dla porządku społecznego

W wiekach średnich nie tylko uznawano bogaczy za grzeszników (i często oni sami uważali się za nich), ale obawiano się też, że sama ich obecność grozi zachwianiem porządku społecznego. Tomasz z Akwinu twierdził, iż zachłanność na dobra doczesne może prowadzić do przemocy oraz wszelkiego rodzaju społecznych i ekonomicznych występków. Tym trudniej było im zapobiegać, a choćby tylko karać za nie, im większy dystans dzielił najbogatszych od reszty społeczeństwa.

Na to właśnie wskazywał Mikołaj z Oresme, kiedy sto lat po Tomaszu z Akwinu tłumaczył Politykę Arystotelesa i opracowywał przekład tak, by służył praktycznym potrzebom owych czasów (na prośbę króla Francji Karola V, którego był zaufanym doradcą). Pisał wówczas, że wielcy bogacze „tak bardzo przewyższają innych i górują nad nimi władzą polityczną, iż słusznie można pomyśleć, że są pośród innych jako Bóg pośród ludzi”.


Reklama


A jakże karać tych „bogów”, skoro zawładnęli oni narzędziami politycznej kontroli społeczeństwa? Niebezpieczeństwo, przed którym Mikołaj ostrzega w swoich komentarzach (glossae) do Arystotelesa, polegało na tym, że obecność bogaczy mogła się okazać fatalna w skutkach, rozniecając niepokoje społeczne. Lęk ten był prawdopodobnie uzasadniony, ponieważ z najnowszych badań nad buntami miejskimi w średniowiecznej Europie wynika, że gwałtowne rebelie „ludu” (popolo w gminach państw włoskich, peuple w ojczystej Francji Mikołaja) przeciwko rządzącym miały zwykle podłoże raczej polityczne niż ekonomiczne.

Bunt społeczny nie mógł być uznany za rzecz pożądaną przez takiego teologa i filozofa jak Mikołaj z Oresme. Znał on przecież z autopsji wydarzenia, które wstrząsnęły Francją w okresie przebywania króla Jana II Dobrego w niewoli angielskiej po klęsce pod Poitiers w 1356 roku (najważniejszym z tych wydarzeń była żakeria z 1358 roku).

Miniatura z początków XV wieku przedstawiająca Mikołaja z Oresme (domena publiczna).
Miniatura z początków XV wieku przedstawiająca Mikołaja z Oresme (domena publiczna).

Dlatego, mówiąc o „demokratycznej” formie rządów, Mikołaj głosi, że ze społeczeństwa (miasta) rządzonego demokratycznie (przez „demokratyczne” rządy rozumie rządy ludowej zbiorowości dążącej do własnych celów, a nie rządy idealne, bo w rzeczywistości owym rządzącym nie chodzi o dobro powszechne) wielcy bogacze powinni zostać usunięci.

„Ludowe rządy” średniowiecznych gmin

Ideę tę wyrażał już Arystoteles w Polityce, w której omawia on zwyczaj ostracyzmu stosowany przez Ateńczyków i inne demokracje w okresie klasycznym. Pisząc swój komentarz, Mikołaj na pewno miał na myśli powszechną praktykę „ludowych rządów” wielu gmin w średniowieczu, które powstawały poprzez odsunięcie od władzy dotychczasowej elity politycznej (i majątkowej). Inne rozwiązanie polegało na wprowadzeniu zakazu pełnienia urzędów publicznych przez członków starej elity, co miało zapobiec nadmiernej koncentracji władzy.


Reklama


Tak właśnie stało się we Florencji, gdzie w 1293 roku wprowadzono Ordinamenti di Giustizia („przepisy o sprawiedliwości”), które zakazywały „magnatom” (magnati) piastowania najważniejszych stanowisk publicznych. Magnati byli członkami możnych rodów, które dominowały w życiu politycznym Florencji w poprzednich dziesięcioleciach; legitymowały się ogromnym majątkiem, zdobytym zwykle w handlu dalekosiężnym, i tylko z rzadka starym tytułem szlacheckim.

W zbliżonym okresie podobne zarządzenia przeciwko magnatom wprowadzono też w innych miastach włoskich (na przykład w Bolonii w 1282 roku). Wydarzenia te były lokalnymi przejawami niezadowolenia z rosnącej władzy politycznej elit majątkowych, odczuwanego w dużej części kontynentu europejskiego, głównie tam, gdzie rządami zawładnęła bogata oligarchia.

Florencja na mniaturze z Kroniki Norymberskiej. Rok 1493.
Florencja na mniaturze z Kroniki Norymberskiej. Rok 1493 (domena publiczna).

Na przykład tak zwaną rewolucję flandryjską 1302 roku, która wybuchła w Brugii i szybko objęła inne ważne miasta Flandrii i północnej Francji, można uznać za „próbę odrodzenia pierwotnej ideologii wspólnotowej, która […] w praktyce została zastąpiona przez oligarchiczne rządy patrycjuszowskiej klasy kupców i miejskich właścicieli ziemskich”.

Przyczyna krzywdy i buntu

W długim komentarzu, częściowo przytoczonym poniżej, Mikołaj z Oresme wyjaśnia, że praktykę wypędzania wielkich bogaczy i innych superabundantes należy uznać za niebezpieczną. Istniało alternatywne wyjście, które uważał za zdecydowanie lepsze, a którego Arystoteles nie wziął pod uwagę. Polegało na tym, aby zapobiec sytuacji, w której wypędzenie było potrzebne, i uniemożliwić komukolwiek zdobycie zbyt wielkiego majątku.


Reklama


Takie nadzwyczajne bogactwo może być przyczyną krzywdy i buntu. Dlatego wszelkie przepisy niedopuszczające do jego powstania są słuszne i skuteczne. Ponadto służą dobru powszechnemu, albowiem dla wspólnoty nie jest dobrze ani wówczas, gdy majątki wszystkich obywateli są równe, ani gdy są bardzo nierówno rozdzielone […]. Wystarczy przyjąć prawo stanowiące, że nikt nie może posiąść majątku większego niż pewna określona wartość, w drodze dziedziczenia lub w inny sposób.

Mikołaj uważał więc za wskazane ustawowe określenie górnej granicy bogactwa, której nie mógłby przekroczyć żaden członek społeczności. Jego zdaniem całkowicie uzasadnione byłoby nawet ograniczenie wielkości spadków. Spadek przekraczający ustalone maksimum powinien zostać „oddany jednemu lub kilku innym członkom tego samego rodu, skonfiskowany albo rozdany w inny sposób na podstawie dobrego prawa”. Mikołaj zatem opowiadał się wprost za pewnego rodzaju fiskalną redystrybucją bogactwa w celu ochrony porządku społecznego.

Drzeworyt przedstawiający lichwiarza z manuskryptu Stanisława Zaborowskiego Contra malos divites et usurarios (domena publiczna).
Drzeworyt przedstawiający lichwiarza z manuskryptu Stanisława Zaborowskiego Contra malos divites et usurarios (domena publiczna).

Tomasza z Akwinu i Mikołaja z Oresme można uznać za wyrazicieli nieufności do wielkich bogaczy (a ściślej „ludzi nadmiernie bogatych” i innych superabundantes) jako uczestników życia społecznego. Nieufność ta ma znacznie starsze tradycje w filozofii, bo dla całej średniowiecznej scholastyki najwyższym autorytetem był Arystoteles, wielki filozof grecki z IV wieku p.n.e., ale istotny wpływ wywarły też idee chrześcijańskie, a także nowe problemy społeczne, które nabrzmiewały od co najmniej XI wieku, czyli od rozpoczęcia rewolucji handlowej.

Powszechny sposób myślenia

Nie zrozumiemy na przykład obsesji myślicieli scholastycznych, włącznie z Tomaszem z Akwinu, na punkcie lichwy, jeśli nie będziemy pamiętać, że były to czasy innowacji finansowych, które rodziły się z pilnej potrzeby obsługiwania handlu dalekosiężnego przeżywającego wówczas gwałtowny rozwój.


Reklama


Można by jednak zapytać, czy rozważania filozofów, należące przecież do kultury wysokiej, odzwierciedlają szerzej pojętą kulturę ówczesnego Zachodu. Nie ma większej wątpliwości, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Antymagnackie nastroje w wielu państwach europejskich potwierdzają żywą wówczas obawę o to, że wielcy bogacze mogą przeszkadzać we właściwym funkcjonowaniu instytucji politycznych i państwowych.

Jeśli zaś chodzi o opinię o bogaczach jako grzesznikach, to jest aż nadto dowodów na to, że sami bogacze uważali swoje postępowanie za grzeszne. Można do tego dodać jeszcze przesłanie, z jakim radykalni heretycy występujący przeciwko bogactwu, na przykład waldensi działający we Francji i państwach włoskich od końca XII wieku, zwracali się nie tylko do ubogich, lecz jeszcze bardziej do rzemieślników, czyli średniej warstwy społeczeństwa w miastach średniowiecznych: jest ono charakterystyczne dla atmosfery kulturalnej jednoznacznie wrogiej dążeniom do gromadzenia dóbr materialnych.

Włoscy bankierzy na miniaturze z XVI wieku (domena publiczna).
Włoscy bankierzy na miniaturze z XVI wieku (domena publiczna).

Bo jak słusznie zauważył przed blisko stuleciem historyk gospodarki Amintore Fanfani (zanim został wybitnym politykiem w powojennych Włoszech), chociaż teorie scholastyczne powstawały i były omawiane w ściśle określonym środowisku społecznym, ich echa docierały do wszystkich.

Wynikało to też z braku alternatywy – jedyna wówczas teoria dóbr materialnych powstała z myślą o wyższych wartościach duchowych, a główną rolę w jej sformułowaniu odegrał Tomasz z Akwinu. Ale od końca średniowiecza sytuacja zaczęła się zmieniać: potrzeby świata doczesnego spowodowały rewizję poglądów na gospodarkę i społeczeństwo. W takich okolicznościach bogaczom i superbogaczom przyznano w końcu konkretną rolę społeczną.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Gudio Alfaniego pt. Jak bogowie pośród ludzi. Historia bogaczy na Zachodzie (Wielka Litera 2025). Przekład: Władysław Jeżewski.

Historia bogaczy na Zachodzie

Autor
Gudio Alfani

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka to Życie w chłopskiej chacie (2024). Strona autora: KamilJanicki.pl.

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.