Modlitwa szlachcica. Portret trumienny z połowy XVII wieku w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu.

Szlachecki katolicyzm. Religia polskich ziemian niewiele miała wspólnego z dzisiejszym chrześcijaństwem

Strona główna » Nowożytność » Szlachecki katolicyzm. Religia polskich ziemian niewiele miała wspólnego z dzisiejszym chrześcijaństwem

W XVII stuleciu, po krótkim okresie reformacyjnego wzmożenia, katolicyzm odzyskał w Polsce pełen prymat. Był to już jednak katolicyzm bardzo różny od tego, jaki znano w czasach przed Lutrem i Kalwinem. Zwłaszcza życie religijne szlachciców uzyskało szczególnie osobliwy koloryt.

U swojego zarania nadwiślańska kultura szlachecka rozwijała się jakby w oderwaniu od haseł religijnych. Wymóg pobożności, choć interpretowany bardzo różnie, uchodził za rzecz oczywistą. Akceptowano go powszechnie, ale nie miał bezpośredniego przełożenia na tożsamość panów herbowych. Ta nabierała kształtów pod wpływem świeckich postulatów o wolności i równości oraz na bazie wyobrażeń o wrodzonej cnocie.


Reklama


Dopiero pod naporem kontrreformacji, a szczególnie w ponurych latach, jakie nastąpiły po potopie szwedzkim, właściwie rozumiana katolickość zaczęła uchodzić za fundament szlachectwa.

Oblężona twierdza polskich szlachciców

Po wyparciu serii wrogich inwazji i w obliczu narastającego konfliktu z Portą Otomańską na dobre przyjął się obraz Rzeczpospolitej jako ostatniego bastionu wiary; przedmurza, rzekomo broniącego Europy przed naporem herezji i innowierstwa.

Rysunek Piotra Norblina przedstawiający sejmikującą w kościele szlachtę (domena publiczna).
Rysunek Piotra Norblina przedstawiający sejmikującą w kościele szlachtę (domena publiczna).

Była to oczywiście retoryczna fikcja, kolejny zbiór omamów, jakim szlachcice zawsze chętnie się oddawali. Ogół warstwy uprzywilejowanej nie stał się nagle w drugiej połowie XVII wieku bardziej skory do wojaczki i poświęceń na rzecz kraju lub wiary. Wręcz przeciwnie – im głośniej rozprawiano o przedmurzu, tym sobiepanowie byli chętniejsi unikać konfrontacji. Zamiast walczyć z sułtanem, woleli mu posyłać drogie upominki, haracze.

Obraz Polski jako oblężonej twierdzy, strzegącej jedynych prawdziwych wartości, odpowiadał jednak potrzebie chwili. W obliczu strasznej zapaści gospodarczej i bezprecedensowego wyniszczenia kraju pozwalał podbudować nadszarpniętą dumę szlachciców.


Reklama


Utwierdzał ich w przekonaniu, że Rzeczpospolita jest nie tylko potrzebna światu, ale wręcz niezbędna – jako państwo umiłowane przez Boga i realizujące kluczowy element niebiańskiego planu. Na tym tle postępowało zjawisko, które badacze często określają mianem sarmatyzacji polskiego Kościoła i katolicyzmu.

Zeszlachcenie polskiego Kościoła

Struktury duchowne przesiąkały szlachectwem na różnych płaszczyznach. Po pierwsze, w sensie zupełnie dosłownym.

W czasach renesansu panowie herbowi otwarcie gardzili niższym duchowieństwem, wikariuszami czy nawet plebanami, jeśli ci nie mieli pod swoim zarządem dostatniej parafii. W obliczu masowego ubożenia szlachty kariera duchowna, choćby w skali mikro, zyskiwała jednak na atrakcyjności. Poza tym wieki kontaktu z pysznym obyczajem szlacheckim sprawiały, że nawet księża plebeje starali się przyjmować sobiepański sposób bycia i ogląd świata.

Tekst powstał na podstawie mojej książki pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023).

Jak wyjaśnia historyk demografii Cezary Kuklo, u schyłku epoki nowożytnej proboszczowie na wsi wywodzili się już na ogół ze szlachty. Panowie herbowi masowo napływali też do zakonu jezuitów, nie brakowało ich nawet w niby to żebraczych wspólnotach dominikanów i franciszkanów.

Gdy zniknęła konkurencja ze strony reformacji, poziom intelektualny polskiego duchowieństwa wyraźnie się obniżył; nie widziano już potrzeby bronienia dogmatów, a po fali grabieży wojennych edukacja w każdej dziedzinie, również religijnej, podupadła. Poza tym wśród szlachty zupełnie powszechne było przekonanie, że kariera w Kościele to sposób na łatwy zarobek, a nie powołanie.


Reklama


„Pieniactwo, chciwość, marazm umysłowy”

Janusz Tazbir pisał stanowczo, że szlachta wnosiła do stanu duchownego „wszystkie narowy i wady” własnej warstwy: „pieniactwo, chciwość, marazm umysłowy”. Dane statystyczne wydają się potwierdzać tę ostrą ocenę.

Wyliczono na przykład, że nawet przed potopem, w pierwszej połowie XVII stulecia, w diecezji krakowskiej tylko 44 procent zarządców parafii stale przy nich rezydowało. Z kolei w archidiakonacie gnieźnieńskim prawie jedna trzecia proboszczów nie głosiła kazań, a ponad połowa nie angażowała się w jakąkolwiek pracę katechizacyjną.

Było normą, że szlachcice starali się zagarniać po kilka parafii, czerpali z nich dochody, ale nie trudzili się faktyczną posługą. Z reguły zastępował ich kler niższy, ale nierzadkie były też przypadki, gdy kościoły stały opuszczone.

Nawet zresztą, gdy ksiądz szlachcic wypełniał obowiązki, niekoniecznie wiedział, co i jak powinien czynić. Formalnie od kandydatów na duchownych wymagano dwuletniego pobytu w seminarium. W praktyce wielu szlachciców przerywało naukę już po roku lub nawet kilku miesiącach, a i tak otrzymywali upragnione urzędy kościelne.

Z ambony niewiele byli w stanie powiedzieć o Bogu, ale za to bez końca mogli rozprawiać o szlachectwie.

Modlitwa szlachcica. Portret trumienny z połowy XVII wieku w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu.
Modlitwa szlachcica. Portret trumienny z połowy XVII wieku w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu.

Sarmacka wizja nieba

Sarmackie mity, przekonania i wartości w coraz większym stopniu oddziaływały na kult religijny. Ignacy Hołowiński, który w XIX stuleciu badał dawne polskie kazania kościelne, stwierdził, że roiło się w nich od starostów, hetmanów i wzmianek o Rzeczpospolitej. „Wszystko tam w żupany ubrane. Chrystus Pan, apostołowie, święci. Stary i Nowy Testament przemawia sądem i wyrażeniem naszej szlachty” – komentował.

Rzeczywiście, polscy księża z XVII i XVIII wieku prezentowali historię świętą tak, jakby bez wyjątku rozgrywała się nad Wisłą. O zwiastowaniu Marii Panny mówiono i pisano, że zawarła pacta conventa, obecność Syna Bożego na ziemi miała z kolei wynikać z jego obioru na polu elekcyjnym, gdzie królowanie zapewnił mu Bóg Ojciec.


Reklama


Wreszcie wniebowstąpienie Jezusa było przedstawiane jako początek bezkrólewia. Filistynów opisywano jako Tatarów, apostołowie byli w oczach i ustach księży radą senatorską Jezusa monarchy.

Jak podkreślał Janusz Tazbir, polonizowano nawet czeluści piekielne. W nowożytnej homiletyce nieustannie jest więc mowa o diable jako „wielkim hetmanie pogańskim” albo „wojewodzie wszystkich czarownic”.

Jak szlachta zmieniła polski katolicyzm?

Ta, żeby użyć terminu obecnego w nauce, nacjonalizacja kultu wychodziła poza czysto estetyczną otoczkę, kształtowała postawy i postulaty religijne. Księża przekonywali, że ustrój Rzeczpospolitej stanowi odbicie idealnego ustroju panującego w niebiosach. W praktyce jednak to wizję świata nadprzyrodzonego dostosowano do norm hołubionych przez szlachtę, nie odwrotnie.

Mnich i szlachcic. Grafika XIX-wieczna
Mnich i szlachcic. Grafika XIX-wieczna.

W Kościele doby sarmackiej odrzucano chociażby powszechny wcześniej obraz Boga jako groźnego, karzącego pana. Herbownicy, przyzwyczajeni do słabej władzy monarszej, promowali przekonanie, że także król najwyższy, Bóg ojciec, na pewno nie dąży do wstrętnej władzy absolutnej, zważa na decyzje swych anielskich sejmów.

Kluczowym aspektem zeszlachcenia polskiego katolicyzmu było też powiązanie spraw wiary z interesami tylko jednego, najwyższego stanu. Pewien mówca sejmikowy z początku XVIII stulecia podkreślał, że Bóg naznaczył różnym narodom konkretne role. Polacy mieli zostać stworzeni po to, by go „cieszyć i rekreować”. Wszechmogący bardzo był bowiem rad, ilekroć przyszło mu oglądać „sejmy, sejmiki, wojenne wyprawy, rządy i wszystkie inne postępki nasze”.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

To nie przypadek, że na liście znajdują się same zajęcia szlacheckie. W opinii herbowników, zarówno tych chodzących w kontuszach, jak i odzianych w sutanny, pan upodobał sobie bowiem nie wszystkich mieszkańców Rzeczpospolitej, ale właśnie szlachciców. I to z racji na ich cnotę „oddał Polskę w osobliwą opiekę”.

Matka Boska… szlachecka

Podobnie myślano też o Matce Bożej, której święte wizerunki przed rozbiorami były czczone w czterystu różnych ośrodkach na terenie kraju. Jak komentował badacz literatury baroku Stefan Nieznanowski, sarmackim ideologom „nie mieściło się w głowie i wyobrażeniach politycznych, by Maryja mogła być Królową jakichś innych, poza szlachtą, warstw narodu”.


Reklama


Matkę Bożą prezentowano jako swoistą władczynię elekcyjną szlachciców, zobowiązaną bronić interesów panów. Dlatego na przykład Wespazjan Kochowski mógł, bez obawy bluźnierstwa, przekonywać w jednym ze swoich utworów, że Maryja Panna to niewątpliwa krytyczka posunięć dworu i zamierzeń politycznych Jana Kazimierza Wazy.

Nie wstydzono się ani odwoływać do opinii boskiej w doraźnych sporach, ani nawet w sprawach zupełnie osobistych. Jeśli naród szlachecki był najbliższy Bogu i najbardziej go „rekreował”, to i każdy sarmata z osobna był skłonny uważać się za ulubieńca niebios. Odczuwał bliskość, nawet komitywę z Wszechmogącym, o jakiej nie mogło być mowy w „teologii strachu” wpajanej chłopom czy też w nauce Kościoła typowej dla czasów sprzed reformacji.

Józef Szermentowski, Pejzaż z kościołem.

Stąd nie powinien dziwić obraz, jaki namalowano w stuleciu XVII na zlecenie Jędrzeja Szydłowskiego. Dzieło, dzisiaj zaginione, ukazywało zamożnego szlachcica w rozmowie z Synem Bożym.

Przy ustach Jędrzeja umieszczono wstęgę, jakby komiksowy dymek, z pytaniem: „Chryste Panie, czy kochasz mnie?”. Zbawiciel odpowiadał po polsku, wylewnie, z nieskrywanym szacunkiem: „A jakże, jaśnie wielmożny kanclerzu płocki, jaśnie oświecony dobrodzieju płockiego kościoła, kocham cię”. Bo jako Jezus sarmacki nie mógłby przecież zareagować inaczej.

***

Tekst powstał na podstawie mojej książki pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj. Dowiedz się więcej na Empik.com.

WIDEO: W takich warunkach żyli nasi przodkowie

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach(2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.