„Umarły niemal wszystkie małe dzieci”. Niemka wspomina marsz śmierci, w jaki Polacy posłali ją w 1945 roku

„Często widziałam leżących na poboczu ludzi o sinych twarzach, walczących o oddech, i takich, którzy zasłabli z wyczerpania i nigdy więcej się nie podnieśli” – opowiadała mieszkanka pomorskiej wsi posłana przez Polaków w morderczy marsz ku nowej niemieckiej granicy. „Marszowi nieustannie towarzyszyła przemoc ze strony Polaków, gwałty i rabunki” – podkreśla Piotr Pytlakowski w książce Ich matki, nasi ojcowie.

Po przejęciu tak zwanych Ziem Odzyskanych przez polską administrację odwet, terror i rabunki nie ustały.


Reklama


Jak pisze w Dzikim kontynencie. Europie po II wojnie światowej brytyjski historyk Keith Lowe, niemal natychmiast po zakończeniu działań wojennych Polacy zaczęli wyrzucać Niemców z domów i przejmować ich własność. Autor stwierdza:

Nie tylko Armia Czerwona niepohamowanie gwałciła i obrabowywała Niemców, robili to także Polacy. W takich miastach jak Szczecin (Stettin), Gdańsk (Danzig) i Wrocław (Breslau) Niemców zapędzano do obozów – częściowo po to, by Polacy mogli bez awantur przejąć ich majątek, ale też dla ich własnego bezpieczeństwa.

Drogowskaz przy stacji kolejowej w niemieckim Elmshorn, wskazujący odległości do miast, które po II wojnie światowej znalazły się na terytorium Polski (fot. Mehlauge, lic. CC-BY-SA 3,0).

W wielu miejscach na Niemców robiono obławy, po czym umieszczano ich w obozach, by wykorzystać jako niewolniczą siłę roboczą lub przetrzymać, aż (…) będą mogli zostać oficjalnie deportowani. Niektórzy Polacy byli jednak zbyt niecierpliwi, by czekać na oficjalne pozwolenie, i zaczęli przeganiać przez granicę całe grupy Niemców.

Według oficjalnych polskich danych tylko w ostatnich dwóch tygodniach czerwca 1945 roku 274 206 Niemców zostało bezprawnie wygnanych przez Odrę do Niemiec.


Reklama


W reakcji na dzikie wypędzenia uczestnicy konferencji w Poczdamie zażądali od rządów Polski, Czechosłowacji i Węgier przerwania tych praktyk. Niewątpliwie spowolniło to przymusowy exodus, ale go nie powstrzymało. Wszystko odbywało się w całkowicie niehumanitarny sposób, ludzi pędzono jak zwierzęta, byle szybciej i dalej.

„Zasłabli z wyczerpania i nigdy więcej się nie podnieśli”

Anna Kientopf, mieszkanka jednej z pomorskich wsi, żona rolnika i matka trójki dzieci, w złożonym pod przysięgą pisemnym zeznaniu dla niemieckiego rządu opisała trwającą prawie tydzień wędrówkę wśród trupów ludzi i zwierząt.

Tekst stanowi fragment książki Piotra Pytlakowskiego pt. Ich matki, nasi ojcowie. Niewygodna historia powojennej Polski (Rebis 2020).

W jej grupie ludzie zapadali na choroby, m.in. z powodu gaszenia pragnienia brudną wodą z koryt i skażonych studni. Ciężko zachorowała także córka Anny Kientopf, Annelore. Panował nieopisany głód, umierali dorośli i dzieci. Autorka zeznania pisała:

Większość maszerujących żywiła się wyłącznie tym, co znalazła na polach, albo jadła niedojrzałe owoce z pobocza drogi. Mieliśmy bardzo mało chleba. Rezultat był taki, że wielu ludzi zachorowało. Skutkiem tego marszu umarły niemal wszystkie małe dzieci poniżej jednego roku.


Reklama


Nie było mleka, a jeśli nawet matki przygotowywały im gęstą mączną zupę, podróż była dla nich zbyt długa. Codziennie posuwaliśmy się nieco dalej, czasami robiliśmy dziewięć kilometrów, jednego dnia może zaledwie trzy, potem dwadzieścia lub więcej.

Często widziałam leżących na poboczu ludzi o sinych twarzach, walczących o oddech, i takich, którzy zasłabli z wyczerpania i nigdy więcej się nie podnieśli.

„Jeden z Polaków wziął pistolet maszynowy i wystrzelił serię”

Marszowi nieustannie towarzyszyła przemoc ze strony Polaków, gwałty i rabunki. Nocami słychać było błaganie o pomoc uciszane strzałami z karabinów.

Annę Kientopf szczególnie poruszyła scena, jaka rozegrała się na jej oczach:

Czterej polscy żołnierze próbowali odłączyć młodą dziewczynę od rodziców, którzy rozpaczliwie do niej przylgnęli. Polacy bili rodziców kolbami karabinów, zwłaszcza ojca.

Zatoczył się, a oni pchnęli go na drugą stronę drogi i w dół obwałowania. Spadł, a jeden z Polaków wziął pistolet maszynowy i wystrzelił serię. Przez chwilę panowała cisza, a potem powietrze przeszyły krzyki obu kobiet. Pośpieszyły ku umierającemu, a czterej Polacy zniknęli w lesie.

Niemieckie dzieci wysiedlone z Polski po przybyciu do RFN. Fotografia z 1948 roku. Zdjęcie ze zbiorów Bundesarchiv.

Przepędzani i odganiani

Jej grupa została skierowana na granicę w Kostrzynie nad Odrą, ale Rosjanie pilnujący tego przejścia nie pozwolili się przeprawić i nakazali Niemcom wracać, skąd przyszli.

W tym czasie cofano z nowych granic między Polską a wschodnimi Niemcami wszystkie grupy wypędzanych, bo w radzieckiej strefie okupacyjnej panowało przeludnienie i obawiano się wybuchu epidemii.


Reklama


Grupy wysiedlanych wędrowały tam i z powrotem, wypędzane przez jednych, a odganiane przez drugich. Po kilku nieudanych próbach Anna Kientopf ze swoimi dziećmi dotarła wreszcie do Niemiec.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Piotra Pytlakowskiego pt. Ich matki, nasi ojcowie. Niewygodna historia powojennej Polski. Ukazała się ona w 2020 roku nakładem Domu Wydawniczego Rebis.

Niewygodna historia powojennej Polski

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany obróbce korektorskiej.

Autor
Piotr Pytlakowski
7 komentarzy
  • Kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Trzeba pamiętać co niemieccy ojcowie, mężowie wyprawiali w Polsce w 1939 roku. Też bili, gwałcili, mordowali, rabowali. Niestety ale na wojnie nie ma litości. Jest za to prawo zemsty i odwetu. I taki odwet braliśmy na Niemcach. Oby nigdy więcej nie miało to miejsca.

  • Po sześciu bez mała latach odczłowieczenia chcieli żebyśmy zachowywali się normalnie? A co sami zrobili wiedząc o okropnościach rodaków? Nie wiedzieliśmy! Wykonywaliśmy rozkazy!

  • Szkoda, że uczestnicy konferencji poczdamskiej nie upominali się wcześniej o bestialsko traktowane przez Niemców dzieci polskie i żydowskie.
    Zwłaszcza Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, wymordowawszy miliony rosyjskich i ogólnie sowieckich dzieci nagle obłudnie zatroskał się o dzieci niemieckie.
    Nie do wiary!

  • Tak, to trwało kilka miesięcy(polacy okradali niemców z rzeczy które Ci zrabowali w Polsce i nie miało to na celu exterminacji ludności niemieckiej. ( Pewnie, że to nie było humanitarne postępowanie ale Polacy często byli zmuszeni by kraść bo nie było żywności, posłuchajcie wspomnienia na YT polaka który wracał pieszo z robót w niemczech do polski z żoną i dopiero co narodzonym dzieckiem, gdy mijał puste wsie z trupami w studniach szukając wody i jedzenia dla rodziny) …wcześniej to robili niemcy na polakach i trwało to nie kilka miesięcy a 5 lat aż do ostatnich dni wojny…marsze śmierci z obozów koncentracyjnych w głąb niemiec. Polacy okłamani i okradzeni, wykorzystywani do pracy i nie tylko. Przymusowa praca nie tylko polaków…Stalin wiedział jak wykorzystać jeńców niemieckich..dostawali srednio 10 lat łagrów a do niemiec wracało 10%..

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.