Uzbrojenie powstańców styczniowych. Tak się prezentowało w pułku stopnickim Karola Kality „Rębajły”

Strona główna » XIX wiek » Uzbrojenie powstańców styczniowych. Tak się prezentowało w pułku stopnickim Karola Kality „Rębajły”

W powszechnej świadomości utrwalił się obraz powstańca styczniowego wyposażonego w kosę i walczącego z uzbrojonym po zęby żołnierzem rosyjskim. Taki obrazek przystawałby może do początkowych dni zrywu z 1863 roku, jednak z biegiem czasu sytuacja wyraźnie się zmieniła.

W dniu wybuchu powstania tylko bardzo nieliczni powstańcy byli uzbrojeni w broń palną, przeważnie myśliwską, a więc o wiele mniej skuteczną niż jej odpowiedniki wojskowe. W noc styczniową zdobyto nieco uzbrojenia wojskowego, lecz nie były to znaczące ilości. Większość insurgentów była uzbrojona w kosy lub, co gorsza, w drągi, dlatego nazywano ich „drągalierami”.


Reklama


Ilu powstańców styczniowych miało broń palną?

W pierwszych trzech miesiącach powstania uzbrojenie oddziałów w broń palną wahało się w granicach 15–40 procent. W okresie wiosennym broń palna stanowiła uzbrojenie około 30 procent powstańców.

Latem stan uzbrojenia poprawił się i już 50 procent żołnierzy dysponowało bronią palną. Jesienią dwie trzecie walczących miało karabiny, przy czym większość była to już broń wojskowa. Do tej pory bowiem przeważała broń myśliwska, przeważnie kiepskiej jakości.

Grupa powstańców styczniowych. Zdjęcie z 1863 roku (domena publiczna).
Grupa powstańców styczniowych. Zdjęcie z 1863 roku (domena publiczna).

Na przełomie października i listopada 1863 roku kosynierzy stanowili już tylko 17–18 procent wojsk powstańczych. Liczba formacji kosynierskich zmniejszała się wskutek zwiększonych dostaw broni palnej lub zdobywaniu jej na nieprzyjacielu.

Wielu dowódców powstańczych uważało kosynierów za niepotrzebny balast i w przypadku braku broni palnej likwidowała takie pododdziały. Jednak charakterystyczne jest to, że kosynierzy stanowili stosunkowo wysoki procent żołnierzy w oddziałach II Korpusu.

Powstańczy arsenał

W pułku stopnickim istniała kompania kosynierska, jednak głównym uzbrojeniem była broń palna typu wojskowego. Źródła rosyjskie stwierdzają, że pułk był uzbrojony w karabiny austriackie. Franciszek Gorczycki, kawalerzysta eskorty gen. „Bosaka”, wspomina, że partia Kality była dobrze uzbrojona w nowoczesne sztucery produkcji belgijskiej.

Tak samo twierdzi w swych wspomnieniach „Rębajło”. Stanisław Krzyżanowski opisuje, że uzbrojenie pułku stanowiły różne rodzaje broni: karabiny austriackie, sztucery belgijskie i zdobyczne karabiny rosyjskie. Kazimierz Grabówka twierdzi natomiast, że wszystkie karabiny miały ten sam kaliber.


Reklama


Z tych rozbieżnych relacji trudno wysnuć jednoznaczne wnioski, lecz analiza dostępnych źródeł upoważnia do twierdzenia, że pułk stopnicki był wyposażony w broń palną w stopniu wystarczającym.

Zapewne najczęściej używano austriackich gwintowanych, nabijanych od przodu karabinów Lorenza wzór 1855, kalibru 13,9 mm, długości bez bagnetu 133 cm i ciężarze 4,1 kg. Na stanie uzbrojenia znajdowały się też sztucery belgijskie zwane „sztućcami”: kalibru 18 mm, długości bez bagnetu 110,5 cm.

Artykuł stanowi fragment książki Grzegorza Cwyla pt. Iłża 1864 (Bellona 2021).

Rosyjskie karabiny w rękach powstańców

Pułk stopnicki miał też z pewnością zdobyczne karabiny rosyjskie – 16 zdobyto pod Hutą Szczeceńską, prawdopodobnie wpadły one w ręce powstańców również pod Mierzwinem. Dodatkowo organizacja cywilna mogła dostarczyć nieliczne egzemplarze takiej broni zachowane po rozbitych partiach powstańczych.

Rosyjskie karabiny były gwintowane, kapiszonowe, ładowane od przodu. Ich długość bez bagnetu sięgała 132–136 cm, a ciężar od 3,27 do 4,40 kg. Nie można wykluczyć, że w ręce powstańców z pułku stopnickiego dostały się także egzemplarze rosyjskich karabinów gładkolufowych wzorów 1808, 45, i 54.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Zdobyczna broń nie była zbyt lubiana przez powstańców, bo po dostaniu się do niewoli można było stracić życie za samo jej posiadanie. Drugim powodem mogła być jej słabsza jakość. Można przyjąć, że pod Iłżą insurgenci z pułku stopnickiego dysponowali 30–40 karabinami rosyjskimi.

Belgijskie sztucery

Najcenniejsze i najbardziej pożądane przez powstańców były „sztućce” belgijskie. Wynikało to z tego, że przy porównywalnych rozmiarach i wadze były celniejsze od rosyjskich i austriackich odpowiedników. Wyposażenie powstańców w karabiny gwintowane miało daleko idące konsekwencje: w odróżnieniu od gładkolufowych muszkietów cechowały się one większą celnością i zasięgiem.


Reklama


Z muszkietu gładkolufowego można było trafić w sylwetkę człowieka z odległości 75 metrów i niepotrzebne były przyrządy celownicze. Zatem, by uzyskać odpowiednią skuteczność, starano się strzelać salwami, tzw. ogniem rotowym, czyli całymi kompaniami czy batalionami.

Tymczasem ze wspomnianych karabinów gwintowanych można było z odległości 600 metrów przebić 10-centymetrową deskę sosnową, a trafić w sylwetkę człowieka z odległości 400–600 metrów. Nie zwiększyła się natomiast szybkostrzelność, która wynosiła około 1,5 strzału na minutę.

Dowódca pułku stopnickiego Karol Kalita "Rębajło".
Dowódca pułku stopnickiego Karol Kalita „Rębajło”.

Czy mieli broń myśliwską?

Problemem mógł być różny kaliber karabinów, co powodowało trudności w zaopatrzeniu w amunicję. Niewątpliwie bardziej skuteczne karabiny odtylcowe udowodniły swoją wyższość nad karabinami odprzodowymi dopiero w 1866 roku, w czasie wojny prusko-austriackiej. Do tego czasu nawet w kręgach wojskowych istniała obawa przed wyposażeniem wojsk w tę broń, gdyż bano się… nadmiernego zużycia amunicji.

W początkowym okresie formowania pułku zapewne używano również broni myśliwskiej. Musiały to jednak być pojedyncze egzemplarze, gdyż żaden powstaniec we wspomnieniach nie odnotowuje takiego uzbrojenia. Sam „Rębajło” pisze, że taka sytuacja mogła mieć miejsce przed bitwą pod Jeziorkiem, później już o tym nie wspomina.


Reklama


Natomiast co najmniej jeden oficer był uzbrojony w sztucer rewolwerowy, najprawdopodobniej Colt Root wz. 1855 z magazynkiem na pięć nabojów. Uzbrojenia pułku stopnickiego w broń palną dopełniała broń krótka, dostarczana przez organizację cywilną lub zdobywana na polu bitwy. Sam Kalita był uzbrojony w sześciostrzałowy rewolwer. Trudno jednak dociec, o jakie typy chodziło, gdyż w źródłach pisano po prostu o pistoletach i rewolwerach.

Kosynierzy w pułku stopnickim

W pułku istniała również formacja kosynierska. Ze wspomnień Karola Kality wynika, że była to co najmniej jedna kompania. Według rozkazu z 10 stycznia 1864 roku w skład pułku powinien wejść batalion kosynierski, lecz do jego realizacji nigdy nie doszło mimo zachęt wyższego dowództwa do tworzenia takich pododdziałów. „Rębajło” umiał i często wykorzystywał kosynierów w boju.

Jest to tym dziwniejsze, że wielu dowódców powstańczych nie ceniło kosynierów, a Kalita, były zawodowy oficer armii austriackiej, mimo że nie miał wcześniej doświadczeń z tego typu formacją, potrafił spowodować, że kosynierzy odgrywali w walce dużą rolę.

Przede wszystkim starał się nie wystawiać ich na pierwszą linię, przez co nie ponosili strat od ognia broni palnej, na który nie mogli odpowiedzieć. Zwykle u Kality stanowili oni odwód wykorzystywany w przełomowych momentach walki.

Kosynierzy z okresu powstania styczniowego (domena publiczna).
Kosynierzy z okresu powstania styczniowego (domena publiczna).

Pod Mierzwinem oddział rosyjski został zaatakowany na bagnety dopiero po osłabieniu go walką ogniową i niewątpliwie brali w tym udział także kosynierzy. Pod Hutą Szczeceńską kosynierzy zostali użyci jako odwód w końcowej fazie bitwy: zaatakowali od tyłu broniące się siły rosyjskie. Również pod Iłżą, a nawet pod Radkowicami, Kalita efektywnie wykorzystywał swoją formację kosynierską.

Dlaczego wykorzystywano kosynierów?

Należy też pamiętać, że szybkie wzmocnienie wojsk powstańczych było możliwe tylko przez rozbudowę formacji kosynierskich, gdyż kosy można było wytwarzać nawet w wiejskich kuźniach, a nowi rekruci umieli się nimi posługiwać.


Reklama


Wystarczyło się nauczyć kilku ruchów kosą, co można było uczynić w kilka chwil. Nie stanowiło to problemu nawet dla nieprzyzwyczajonego do kosy żołnierza rekrutującego się ze środowiska miejskiego. Taką naukę odebrał Henryk Hubert, który ku swojemu zdziwieniu został wyznaczony na oficera kompanii kosynierskiej.

Należy też zaznaczyć, że takie postępowanie było zgodne z zaleceniami Wydziału Wojny Rządu Narodowego, który dbał o to, by w formacjach kosynierskich nie grupować tylko synów chłopskich, lecz kierować do nich także osoby z wyższych warstw społecznych

Przeczytaj również o osiągnięciach Emilii Plater. Co naprawdę zrobiła dla Polski?

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Grzegorza Cwyla pt.Iłża 1864. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Bellona w 2021 roku.

Jedno z największych zwycięstw powstańców styczniowych

Tytuł oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Grzegorz Cwyl
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.