Wielki głód w Bengalu w 1770 roku. Brytyjskie władze zamiast pomóc podniosły podatki

Strona główna » Nowożytność » Wielki głód w Bengalu w 1770 roku. Brytyjskie władze zamiast pomóc podniosły podatki

Podczas wielkiego głodu, który dotknął Bengal w 1770 roku zmarło około 1,2 miliona ludzi. Stanowiło to 1/5 mieszkańców prowincji, nad którą kontrolę od kilku lat sprawowała Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska. Gdy ludzie masowo umierali z głodu i od chorób władze korporacji zamiast udzielić im pomocy… podniosły podatki.

Monsun w 1768 roku przyniósł w północno-wschodnich Indiach tylko niewielkie opady. A latem 1769 roku nie spadła ani kropla deszczu. Intensywne upały trwały nieprzerwanie, rzeki kurczyły się, zbiorniki wodne wysychały, a pukhury — stawy rybne pośrodku każdej bengalskiej wioski — zmieniały się najpierw w lepkie błoto, potem w wyschniętą ziemię, a następnie w pył.


Reklama


„Sprzedawali własne dzieci”

Urzędnicy kompanii rozlokowani w rolniczym Bengalu patrzyli na przedłużającą się suszę z niepokojem, bo zdawali sobie sprawę, jaki to będzie miało wpływ na ich dochody: pola ryżowe „tak stwardniały z braku wody, że ryott [rolnik] miał problem z ich zaoraniem i przygotowaniem do następnych zbiorów — napisał jeden z nich — a pola ryżowe wysuszone upalnym słońcem stały się polami słomy”.

Cena ryżu rosła z tygodnia na tydzień, aż stała się pięciokrotnie wyższa. Na początku października, kiedy zaczęło brakować żywności, wieści o „ogromnym niedostatku i brakach” doszły do Murśidabadu. W listopadzie o rolnikach mówiono, że „są zupełnie niezdolni do uprawy bawełny i morwy […], która zwykle rozpoczynała się po obfitych zbiorach ryżu”.

Podział terytorialny Indii w 1765 roku. Czerwonym kolorem zaznaczone obszary kontrolowane przez Brytyjczyków (domena publiczna).
Podział terytorialny Indii w 1765 roku. Czerwonym kolorem zaznaczone obszary kontrolowane przez Brytyjczyków (domena publiczna).

Miesiąc później Mohammad Reza Chan, który zarządzał teraz Murśidabadem, donosił do Kalkuty o tak rozpaczliwym stanie rzeczy, że robotnicy „sprzedawali własne dzieci, żeby zdobyć pieniądze, bo nie mieli już żadnego majątku ani bydła. Pługi stoją cały czas nieruchomo, a wielu robotników opuściło domy”.

„Ulice i chodniki są zapchane zmarłymi”

Pierwszymi ofiarami głodu stali się nieposiadający ziemi „robotnicy, pracownicy fizyczni, wytwórcy i ludzie zatrudniani na rzece [przewoźnicy]”, jako że „nie mieli zapasów ziarna jak rolnicy”. Wiejscy rzemieślnicy i miejska biedota, przez nikogo niechronieni i bez żadnego zabezpieczenia, zaczęli cierpieć z powodu niedożywienia najwcześniej, a potem jeden po drugim umierali z głodu albo na skutek chorób. Na początku lutego 1770 roku, kiedy około siedemdziesięciu procent przeciętnych zbiorów przepadło, a ceny ryżu były dziesięciokrotnie wyższe niż normalnie, głód zaczął się rozprzestrzeniać.

James Grant, który stacjonował na północy kraju niedaleko Radźmahalu, donosił o narastających brakach w jego dystrykcie:

Na wsi trakty i pola pokrywa pył, w miastach ulice i chodniki są zapchane zmarłymi albo umierającymi. Bardzo wielu ludzi uciekło do Murśidabadu, [gdzie] przez kilka miesięcy 7 tysięcy osób dziennie otrzymywało posiłki; tak samo postępowano w kilku innych miejscach; ale dobre skutki były prawie niedostrzegalne pośród ogólnego wyniszczenia […].


Reklama


Niemożliwością było wyjście z domu bez wdychania smrodliwego powietrza, bez słuchania rozpaczliwych krzyków i oglądania tłumów ludzi w najróżniejszym wieku, obojga płci, na każdym etapie cierpienia i śmierci […]. W końcu wszędzie zapanowała ponura cisza.

„Żywi zjadali umarłych”

„Przez całe skwarne lato 1770 roku ludzie umierali — napisał sir William Hunter. — Rolnicy sprzedali bydło, sprzedali narzędzia rolnicze; zjedli ziarno; sprzedawali synów i córki, aż zabrakło chętnych do kupowania dzieci. Jedli liście z drzew i trawę z pola; a w czerwcu rezydent na durbarze potwierdził, że żywi zjadali umarłych. Dniem i nocą strumień wygłodzonych i toczonych chorobami ludzi wlewał się do dużych miast […] [tak że wkrótce] ulice wypełniły się bezładnymi stosami umierających i trupów”.

Artykuł stanowi fragment książki Williama Dalrymple'a pt. Anarchia (Oficyna Wydawnicza Noir sur Blanc 2022).
Artykuł stanowi fragment książki Williama Dalrymple’a pt. Anarchia. Niepowstrzymany rozkwit Brytyjskiej Kompani Wschodnioindyjskiej (Oficyna Wydawnicza Noir sur Blanc 2022).

Do czerwca 1770 roku spustoszenie rozszerzyło się na całą prowincję. Na ulicach Murśidabadu z głodu umierało teraz pięćset osób dziennie. Ryżu brakowało nawet w Kalkucie, gdzie między czerwcem a wrześniem zmarło na ulicach 76 tysięcy ludzi. „Cała prowincja wyglądała jak kostnica” — napisał jeden z urzędników. Ogólna liczba nie jest ostatecznie ustalona, ale może sięgać 1,2 miliona osób — tamtego roku zmarł z głodu jeden na pięciu Bengalczyków. Była to jedna z największych tragedii w historii prowincji.

„Cały kraj dławi głód”

We wschodnim Biharze sytuacja była nieco lepsza. Niemniej w dystryktach, które ucierpiały najbardziej, zmarła jedna trzecia wszystkich rolników, a dwie trzecie mogolskiej szlachty zostało zrujnowane. Połowa wiejskich rzemieślników zniknęła z powierzchni ziemi. Hugli była pełna obrzmiałych ciał sunących wolno w dół rzeki do morza, jej brzegi zaściełały trupy, a „psy, szakale i sępy oraz każdy ptak i zwierz drapieżny obrastały w tłuszcz i gnuśniały objedzone ludzkim mięsem”.


Reklama


„Najstarsi mieszkańcy mówią, że nie pamiętają czegoś takiego” — donosił Henry Verelst, następca Clive’a na stanowisku gubernatora. W lipcu 1770 roku, kiedy stało się jasne, że deszcze nie nadejdą przez trzeci rok z rzędu, Mohammad Reza Chan poinformował swoich mocodawców w Kalkucie nie tyl-ko o ogromnej liczbie umierających i zmarłych, ale również o pożarach pochłaniających puste, wyschnięte na pieprz spichlerze.

Wybuchła epidemia ospy, która zabrała ze sobą młodego nawaba Saifa ud-Daulę: „Jak mam opisać nędzę ludzi z powodu katastrofalnej suszy i braku ziarna? — pisał Mohammad Reza Chan. — Codziennie umierają lakhy ludzi […]. Kiedy cały kraj dławi głód, jedynym ratunkiem jest łaska Boga”.

Mieszkańcy Bengalu na ilustracji z XIX wieku (domena publiczna).
Mieszkańcy Bengalu na ilustracji z XIX wieku (domena publiczna).

Sprawdzone metody walki z głodem

W rzeczywistości istniały inne sposoby ratunku, niewymagające boskiej interwencji. Klęski głodu nawiedzały Indie od niepamiętnych czasów, za każdym razem gdy zawodziły deszcze. Ale od wieków, a na pewno od czasu objęcia władzy przez Mogołów, rozbudowany system magazynów ziarna, robót publicznych i programów pomocowych rozwinął się na tyle, by złagodzić najdotkliwsze efekty suszy. Nawet teraz co obrotniejsi i dysponujący odpowiednimi środkami mogolscy administratorzy przejmowali inicjatywę, importowali ryż i uruchamiali kuchnie wydające kleik ryżowy.

Na Ghulamie Hussainie Chanie wyjątkowe wrażenie zrobił pomysł Śitaba Raia, nowego nawaba Patny. Śitab Rai był zastępcą radży Rama Naraina i o włos uniknął śmierci, kiedy jego pan został stracony przez Mira Kasima. Teraz jako administrator tego regionu działał nieporównanie skuteczniej niż inni.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Śitab Rai sprowadza zboże

„Śitab Rai poruszony gehenną ludzi hojnie zaspokajał potrzeby biednych, niedołężnych, starych i cierpiących — napisał historyk. — W tym straszliwym roku, kiedy głód i śmierć szły ręka w rękę, wszędzie nękając, kosząc ludzkość tysiącami, Śitab Rai usłyszał, że ziarno jest trochę tańsze i w większej obfitości w Waranasi, wyłożył 30 tysięcy rupii i wydał polecenie, by wioślarze z jego domostwa regularnie trzy razy w miesiącu łodziami przywozili do Patny ziarno tam zakupione”.

Po przywiezieniu ziarna do Patny sprzedawano je po cenie z Waranasi, a łodzie wracały po następny ładunek; dzięki temu zarządzeniu do brzegu bez przerwy przybijały łodzie. W ten sposób przez cały ten czas, gdy panował głód, jego łodzie, podzielone na trzy grupy, dowoziły kukurydzę, którą jego ludzie sprzedawali po cenie zakupu, bez żadnej marży, kosztów transportu i wliczania strat. Kupowali ją głodni, którzy zewsząd przybywali do jego spichlerzy.


Reklama


Niemniej nadal pozostawała ogromna liczba tych, których nie było stać na zakup mimo wszystko drogiego ziarna, dlatego kazał podzielić ich na cztery grupy i ulokował je w czterech ogrodach otoczonych murami, gdzie strażnicy pilnowali ich niemal jak więźniów, ale niczym pacjentami zajmowała się nimi codziennie rzesza urzędników, którzy kontrolowali ich liczebność, oraz bardzo wielu służących, którzy w wyznaczonych porach przynosili wiktuały przygotowane dla muzułmanów i najróżniejsze ziarna, rośliny strączkowe w glinianych naczyniach oraz drewno na opał, a dla Gentoos [hindusów] w tym samym czasie przyprowadzano kilka osłów obładowanych towarem, a także pewną ilością opium, bhang [haszyszu], tytoniu i najróżniejszymi podobnymi artykułami, które skrupulatnie rozdzielano według tego, co było komu potrzebne; i działo się tak niezawodnie każdego dnia.

Kiedy Anglicy i Holendrzy [w Patnie] dowiedzieli się o tej wspaniałomyślności, zrozumieli aluzję i za tym przykładem, umieścili biedaków w kilku odgrodzonych miejscach, gdzie ich regularnie żywiono i zajmowano się nimi. Dzięki temu ogromna liczba została wyrwana z paszczy niechybnej śmierci […].

Hinduski handlarz sprzedający ziarno. Ilustracja poglądowa XIX wieku (domena publiczna).
Hinduski handlarz sprzedający ziarno. Ilustracja poglądowa XIX wieku (domena publiczna).

Ale [gdzie indziej w Bengalu] takie postępowanie nigdy nikomu nie przyszło do głowy. Bo w rzeczy samej ludzie, którym powierzono opiekę nad biednymi, dbali wyłącznie o własne interesy i uchylali się od pracy, by gromadzić mnóstwo ziarna, i aż nazbyt chętnie uciekali się do przemocy, by je zdobywać. Za każdym razem, gdy jakimś cudem ładunek z przypadkowej łodzi trafiał na rynek, odbierano ziarno siłą.

Karmiono 15 tysięcy głodujących

Niektórzy urzędnicy kompanii robili co mogli, żeby pomóc głodującym. W kilkunastu miejscach udało się z powodzeniem zapobiec gromadzeniu i eksportowaniu ryżu. Richard Becher, rezydent w Murśidabadzie, „otworzył sześć ośrodków, gdzie za darmo rozdawano ryż i inne produkty żywnościowe”.


Reklama


Ostrzegł też zarząd w Kalkucie przed tragicznymi skutkami braku pomocy dla głodujących i zwrócił uwagę, że drogi, spokojne w normalnych warunkach, stały się niebezpieczne i nieznani tam wcześniej rabusie pojawiali się teraz codziennie, zdesperowani i wynędzniali, w ten sposób próbując walczyć o przetrwanie.

Gubernator Kalkuty John Cartier również ciężko pracował, żeby złagodzić cierpienie w stolicy kompanii: utworzył „magazyn z ziarnem, z którego przez kilka miesięcy karmiono codziennie 15 tysięcy ludzi, a mimo to wiele tysięcy nadal umierało. Ulice przedstawiały opłakany widok, sto pięćdziesiąt ciał zbierano z nich codziennie i wrzucano do rzeki”.

Głodujący Hindusi. Ilustracja poglądowa przedstawiająca ofiary jednej z klęsk głodu, jakie nawiedziły Indie już w XIX wieku (domena publiczna).

Liczył się tylko dochód KWI

Ale w wielu miejscach bardziej dotkniętych klęską działania kompanii zasługiwały wręcz na potępienie. W Rongpurze John Grose, wysoki urzędnik kompanii, zdobywał się jedynie na rozdawanie codziennie biednym ryżu wartego 5 rupii [równowartość 350 złotych], chociaż „połowa robotników i pracowników” zmarła do lipca 1770 roku i całe rejony zmieniły się w „pogrążone w ciszy cmentarze” .

Co więcej, administracja Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej jako całość nie angażowała się w łagodzenie skutków głodu. Cierpiącym nie udostępniano ani ziarna, ani kredytów, choć zarząd miał wystarczające zapasy gotówki, by to robić.


Reklama


Urzędnicy KWI martwili się jedynie o utrzymanie poziomu własnych dochodów wobec niewielkiej produkcji i wysokich wydatków na wyprawy militarne. Kompania, co było jedną z największych porażek w historii etyki korporacyjnej, surowo wymuszała pobieranie podatków, a w niektórych przypadkach nawet zwiększyła je o dziesięć procent.

Plutony sipajów wmaszerowywały do wsi, by wymusić uiszczenie podatków. W dobrze widocznych miejscach żołnierze stawiali szubienice i wieszali na nich ludzi, którzy odmawiali zapłaty. Płacenia podatku wymagano nawet od głodujących rodzin. Nie wprowadzono żadnych ulg wynikających z przesłanek humanitarnych.

Artykuł stanowi fragment książki Williama Dalrymple'a pt. Anarchia (Oficyna Wydawnicza Noir sur Blanc 2022).
Artykuł stanowi fragment książki Williama Dalrymple’a pt. Anarchia. Niepowstrzymany rozkwit Brytyjskiej Kompani Wschodnioindyjskiej (Oficyna Wydawnicza Noir sur Blanc 2022).

Richard Becher w Murśidabadzie był wstrząśnięty tym, co widział, i napisał do Kalkuty z prośbą o instrukcje:

Czy naprawdę mam stać z boku i patrzeć, jak dopuszczają się najnikczemniejszych aktów przemocy, bez możliwości zadośćuczynienia na rzecz poszkodowanych? Potwory z naszego zarządu wzbogacają się kosztem ludzi, a nawet ich rujnacji.

Miliony na armię i fortyfikacje

Przy tak bezdusznych metodach egzekwowania podatków głód początkowo nie robił żadnego wrażenia na udziałowcach kompanii, jako że ściąganie podatków, słowami Warrena Hastingsa: „przemocą utrzymywało się na poprzednim poziomie”.

W lutym 1771 roku zarząd mógł przekazać dyrektorom w Londynie, że „pomimo ogromnej dotkliwości ostatniego głodu i z tego powodu znacznej redukcji populacji osiągnięto niejaki wzrost [dochodu]”.

Zarząd dowodził, że spoczywa na nim odpowiedzialność za utrzymanie obronności Bengalu i ochronę zdobyczy militarnych. Dlatego przeznaczył czterdzieści cztery procent z 22 milionów funtów [równowartość około 12,4 miliarda obecnych złotych] rocznego budżetu na armię i budowę fortyfikacji oraz radykalnie powiększył pułki sipajów do 26 tysięcy żołnierzy. Jedyne zapasy ryżu, który składowano, zostały przeznaczone dla sipajów; nikt nie kwestionował sum przeznaczonych na wojsko, choć jedna piąta ludności Bengalu umierała z głodu.

Co więcej, bez przerwy pojawiały się doniesienia o pojedynczych kupcach z kompanii, którzy gromadzili ziarno, spekulowali i zarabiali na nim. W szczytowym momencie klęski głodu Mohammad Reza Chan napisał do Kalkuty, że szefowie prywatnych firm handlowych wchodzących w skład kompanii „zmonopolizowali ryż”.

Sielankowy rysunek z końca XVIII wieku przedstawiający dwóch angielskich marynarzy oferujących Hindusce zegarek i lusterko za owoce. W rzeczywistości Brytyjczycy nic nie dawali, a tylko zabierali (Henry Singleton/domena publiczna).
Sielankowy rysunek z końca XVIII wieku przedstawiający dwóch angielskich marynarzy oferujących Hindusce zegarek i lusterko za owoce. Ofiar głodu nie chciano malować (Henry Singleton/domena publiczna).

Zgodnie z anonimowym doniesieniem wysłanym do Anglii przez jednego z dysydentów, prawdopodobnie Johna Debrita, i opublikowanym w całości w „Gentleman’s Magazine”:

W chwili gdy susza zapowiedziała zbliżającą się drożyznę ryżu, nasi dżentelmeni z kompanii, a zwłaszcza ci, którym miejsce stacjonowania stwarzało taką możliwość, najwcześniej jak to było możliwe, zaczęli kupować go tyle, ile się dało.


Reklama


Kiedy skutki niedoborów stawały się coraz bardziej widoczne, miejscowa ludność skarżyła się Nabobowi Murśidabadu, że Anglicy zawładnęli całym ryżem. Ich skargi zostały przekazane przez ministra Naboba prezesowi i radzie rezydującym w Kalkucie, ale interes owych dżentelmenów miał dla rady zbyt duże znaczenie, dlatego te skargi zostały wyśmiane i odrzucone. (…)

Przeczytaj również o tym dlaczego Brytyjczycy podbili Indie? Do inwazji doszło, bo grupę Anglików zamknięto w zbyt dusznym pomieszczeniu

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Williama Dalrymple’a pt. Anarchia. Niepowstrzymany rozkwit Brytyjskiej Kompani Wschodnioindyjskiej. Ukazała się ona w Polsce nakładem Oficyny Wydawniczej Noir sur Blanc. Tłumaczenie Krzysztofa Obłuckiego.

Historia Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej oraz skrócony.

Autor
William Dalrymple

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.