Na dawnej wsi nie było wiele miejsca na sentymenty. Dotyczyło to nawet relacji między chłopami oraz ich dziećmi. 150 lat temu zimny chów był normą w galicyjskich chatach. Publiczne okazywanie uczuć pociechom było zaś bardzo źle widziane wśród ówczesnych włościan.
Na przeludnionej galicyjskiej wsi drugiej połowy XIX wieku codzienność chłopów była prawdziwą walką o przetrwanie. Głód i choroby zbierały zaś co roku potworne żniwo.
Reklama
Podejście chłopów do wychowywania dzieci
Najdobitniej świadczy o tym fakt, że 150 lat temu średnia długość życia mężczyzn w zaborze austriackim wynosiła zaledwie 27 lat. W przypadku kobiet było to półtora roku więcej. Dla porównania w Anglii średnia wynosiła odpowiednio 40 i 42 lata.
W realiach ciągłych niedoborów każdy członek chłopskiej rodziny miał jasno wyznaczone zadania oraz miejsce w hierarchii. W wychowaniu wiejskich dzieci nie było zaś miejsca na sentymenty, a zimny chów stanowił powszechnie stosowaną praktykę.

Możemy się o tym przekonać sięgając po wydaną w 1897 roku książkę Jana Świętka pt. Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego. Chłopski syn opisując realia panujące w jego rodzinnych stronach podkreślał, że:
Według Nadrabian rodzice nie powinni zanadto pieścić dzieci, „bo z nich nic dobrego nie bedzie”. Nie będą chciały ojców słuchać, ani też pracować, a majątek zmarnią, który od rodziców otrzymają. Z pieszczot, pobłażliwości i powolności rodziców dla dzieci wyradza się u nich samowola, lekceważenie i nieposzanowanie rodziców.
Reklama
Nadrabianie w skazują przykłady, że pieszczone dzieci miały w starszym wieku rodziców za nic („nizaco”), a otrzymawszy od „powolnego” i pobłażliwego im ojca gospodarstwo na swą rękę zawczasu, odwdzięczały mu się w ten sposób, że „mu dokucały, łyzkę strawy mu wymawiały, robiły mu na złoś, swarzyły się z nim i biły”, a nawet czasami na starość wygnały go z domu.
Miały wiedzieć „co to znacy ociec abo i matka”
W efekcie okazywanie uczuć dzieciom przy obcych uważano „za rzecz nieprzyzwoitą”. Co więcej na podkrakowskich wsiach powszechnie uważano, że „powinni rodzice tak swe dzieci wychowywać, aby one uczuwały ich władzę nad sobą i ich szanowały”. Najmłodsi mieli wiedzieć „co to znacy ociec abo i matka”.

Według słów Świętka jeżeli rodzice patrzyli pobłażliwie na błędy i wykroczenia swoich dzieci oraz się z nimi „pieścili”, to sąsiedzi wytykali ich palcami mówiąc, że: „Bedzie ón na nie jesce płakał, kiej teraz załuje na nie kija”. Dalej zaś pisząc o relacjach między chłopami i ich potomstwem stwierdzał, że:
Rodzice obowiązani są swe dzieci żywić i przyodziwać, dopóki nie podrosną i nie mogą same zapracować na siebie. Powinni je zawczasu uczyć pacierza, (posyłać do szkoły), wpajać w nie zasady religijności, uczciwości i należytego prowadzenia się, a gdy są już „zdolne” do pracy, zaznajamiać je z robotą i do niej zachęcać.
Reklama
Wszelkie błędy, wady, usterki i zdrożności mają rodzice dzieciom wytykać, zganić, skarcić słowem, a w razie potrzeby i większego przewinienia ukarać je chłostą cielesną. Do modlitwy i do kościoła powinni rodzice dzieci i w starszym wieku naganiać, gdy one same nie czują do tego ochoty, waśnie i zatargi między niemi zażegnywać i stosownie skarcić.
Praca dzieci na dawnej wsi
Jak zatem widać nie było mowy o okazywaniu najmłodszym uczuć czy ich chwaleniu. Wręcz przeciwnie. Takie postępowanie uważano za przejawy słabości. Dodatkowo należy pamiętać, że już pięcio- sześcioletnie dzieci wdrażano do opieki nad młodszym rodzeństwem oraz prac w gospodarstwie takich jak wypasanie drobiu oraz bydła. Z kolei:
Chłopca dziesięcioletniego zatrudnia już ojciec lekkimi robotami w stodole, a przy uprawie roli „poganianiem” koni, dziewczynę zaś w tym wieku a nawet wcześniej oswaja matka z pracami kobiecymi domowymi, jak np. przędzeniem kądzieli, naprawianiem odzieży, skrobaniem ziemniaków, łuszczeniem grochu itp.
Bibliografia
- Stanisław Szczepanowski, Nędza Galicyi w cyfrach i program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego, Lwów 1888.
- Jan Świętek, Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, Akademia Umiejętności 1897.







