Amerykańskie obozy dla internowanych Japończyków. Warunki w jakich trzymano ludzi były skandaliczne

Strona główna » II wojna światowa » Amerykańskie obozy dla internowanych Japończyków. Warunki w jakich trzymano ludzi były skandaliczne

Po ataku na Pearl Harbor Amerykanie stanęli przed pytaniem – co zrobić z Japończykami zamieszkującymi w USA? Przejawy nietolerancji wobec Nikkei (osób z kraju Kwitnącej Wiśni, które przybyły do Stanów) były widoczne już od początku XX wieku. Zesłanie ich do obozów o urągających ludzkiej godności warunkach odbyło się zatem bez najmniejszych oporów.

[W pierwszej połowie XX wieku] Ameryka nie lubi Japończyków. Nawet bardzo. Zwłaszcza Zachodnie Wybrzeże ich nie toleruje. A już szczególnie Kalifornia. Są żółci. Dziecinni. Upośledzeni. Prymitywni. Mają wystające zęby. Zabierają pracę porządnym ludziom. Namawiają do palenia opium, wpędzając w uzależnienie. Ich cesarz prowadzi agresywną politykę zagraniczną, to barbarzyńca.


Reklama


Mawia się o nich: „Japońcy” (Japs) oraz „żółte brzuchy” i „wściekłe psy”, ponadto „żółte robactwo”. Rysownicy przedstawiają ich w gazetach jako karaluchy. Zbiera im się, zdaniem białych Amerykanów, od dawna. Najechali ich kraj na początku wieku. Osiedli głównie na wybrzeżu zachodnim (stąd najbliżej do Japonii).

W rybołówstwie, rolnictwie, przemyśle spożywczym i na kolei zatrudnili się za tak niskie stawki, że biały człowiek by się nawet nie schylił po nie. Wzbogaceni, zaczęli wykupywać amerykańską ziemię. Już w 1905 roku w San Francisco dla obrony przed „żółtym niebezpieczeństwem” powstaje Liga Wykluczenia Azjatów (Chińczyków Ameryka też nie lubi).

Mieszkańcy Zachodniego Wybrzeża zdecydowanie nie darzyli sympatią Japończyków osiedlających się w USA. Na zdjęciu z 1909 roku jedna z ulic Japantown w Seattle (domena publiczna).
Mieszkańcy Zachodniego Wybrzeża zdecydowanie nie darzyli sympatią Japończyków osiedlających się w USA. Na zdjęciu z 1909 roku jedna z ulic Japantown w Seattle (domena publiczna).

Dyskryminujące prawo

W 1913 roku Kalifornia wprowadza prawo stanowe, które zakazuje Azjatom kupowania ziemi i zezwala im na maksymalnie trzyletnią dzierżawę gruntów. Japonia uznaje to za rasizm. W 1922 roku Sąd Najwyższy orzeka, że Azjaci nie są biali i w związku z tym nie mają prawa do naturalizacji. Wzorem prawdziwego Amerykanina ma pozostać biały Anglosas wyznania protestanckiego – WASP (White Anglo-Saxon Protestant).

W 1924 roku amerykański Kongres zakazuje imigracji azjatyckiej. Moment wejścia ustawy w życie Japonia ogłasza Narodowym Dniem Upokorzenia. Na znak protestu kilka osób popełnia harakiri (rytualne samobójstwa). W latach trzydziestych napięcie między Japonią a Stanami Zjednoczonymi wzrasta.

W 1937 roku japoński imigrant drugiego pokolenia, student University of California, w artykule opublikowanym w „Campanile Review” pisze, że w razie konfliktu między obu krajami jego generacja nie dostanie szansy walki za Stany Zjednoczone. Przewiduje raczej konfiskatę majątku całej społeczności Nikkei i zamknięcie jej członków w obozach.

„Japońcy, wynocha”

Ograniczenia dotyczące zakupu ziemi i nieruchomości nie dotyczą Japończyków urodzonych w Ameryce – obywateli USA i Japonii jednocześnie. Można jednak na każdym kroku pokazywać im, jak bardzo są niepożądani. Japończyk w dzielnicy obniża wartość nieruchomości.


Reklama


Mimo więc, że mogą kupować domy, często daje im się do zrozumienia, w jakich dzielnicach nie powinni tego robić. Nie trzeba z nimi nawet rozmawiać. Zwłaszcza po ataku na Pearl Harbor. Wystarczy powiesić na swoim domu transparent z napisem „Japońcy, wynocha. To okolica białych ludzi”.

W marcu 1942 roku, zgodnie z dekretem 9066, na zachodzie kraju powstają strefy wojskowe. Obejmują stan Waszyngton, Oregon, Kalifornię i Arizonę. Jak najszybciej trzeba stamtąd ewakuować wszystkich Nikkei, bo są potencjalną japońską piątą kolumną, a wraz z nimi amerykańskich Niemców i Włochów, którzy z racji pochodzenia podejrzewani są o sprzyjanie Hitlerowi i Mussoliniemu.

Artykuł stanowi fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia (Wydawnictwo Agora 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia (Wydawnictwo Agora 2021).

Do czasu ewakuacji wszystkich amerykańskich Japończyków obowiązuje ich godzina policyjna. Głosy białych Amerykanów, którzy sprzeciwiają się ewakuacji, są niemal niesłyszalne.

Życie w końskich boksach

Koniec marca 1942 roku. Stajnia przy torze wyścigów konnych Santa Anita Park, tymczasowe centrum ewakuacyjne, Arcadia, hrabstwo Los Angeles, Kalifornia Dwunastoletni Minoru zauważa, że koński boks, w którym teraz musi mieszkać, ma powierzchnię o wymiarach dywanu z ich salonu. Jeden boks przypada na sześć osób. Z chłopcem mieszka mama, troje rodzeństwa i kuzynka. Śpią na rozłożonych na ziemi materacach. Wszędzie jest brudno.


Reklama


Centrum ewakuacyjne Santa Anita, w którym razem z nimi jest kilka tysięcy ludzi, przygotowano w pośpiechu. Końskie łajno wymieciono z boksów niezbyt dokładnie. Kiedy ojca zaaresztowano, matka Minoru – pani Toyone Tonai – postanowiła prowadzić sklepy Garden Basket z żoną wspólnika. Zbankrutowały niemal od razu. Amerykanie przestali kupować u Japończyków.

Kalifornia, marzec 1942 roku. Trwa ewakuacja wszystkich Nikkei – zdaniem Amerykanów są potencjalną piątą kolumną. Potem Tonai stracili dom. Wynajmujący kazał im się wyprowadzić. Żona wspólnika zaproponowała im mieszkanie u siebie. Miała pełnoletniego już syna urodzonego w Stanach Zjednoczonych, więc jeszcze przed wojną kupiła dom w Los Angeles na niego.

Zdjęcie (najprawdopodobniej z 1942 roku) przedstawiające mieszkańców Los Angeles o japońskich korzeniach opuszczających miasto (domena publiczna).
Zdjęcie (najprawdopodobniej z 1942 roku) przedstawiające mieszkańców Los Angeles o japońskich korzeniach opuszczających miasto (domena publiczna).

Jedna walizka na osobę

Na początku marca Minoru zauważył, że słupy w okolicy zostały oklejone „Instrukcją dla wszystkich osób pochodzenia japońskiego”. Mieszkańcom wymienionego w obwieszczeniu kwartału ulic nakazano stawić się za siedem dni w wyznaczonych miejscach celem ewakuacji. Wolno było zabrać z sobą pościel, artykuły toaletowe, sztućce i naczynia, dodatkową zmianę ubrania. Jedna osoba mogła wziąć tylko jedną walizkę lub pakunek.

Radioodbiorniki i aparaty fotograficzne podlegały konfiskacie. Pianina, lodówki, pralki i ciężkie meble można było przechować w rządowych magazynach, jednak przechowujący nie ponoszą odpowiedzialności. Japończycy mieli też siedem dni na sprzedaż sklepów, restauracji i punktów usługowych. Oddawali je więc za bezcen.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Oznaczenie numerami

Niektórzy wierzyli, że ewakuacja jest pomyłką, a oni zaraz wrócą do domów – ci zamykali tylko swoje nieruchomości na klucz. Gorączka ewakuacyjna objęła sto dziesięć tysięcy amerykańskich Japończyków na Zachodnim Wybrzeżu. Dwie trzecie z nich było obywatelami USA.

Niektórzy zawieszali na oknach domów i sklepów transparenty z napisem „Jestem obywatelem amerykańskim” i szli z walizkami w rękach w kierunku punktów zbornych, skąd – oznaczeni numerami – mieli zostać wywiezieni do jednego z czternastu tymczasowych centrów ewakuacyjnych.


Reklama


List od męża z więzienia matka Minoru czyta w rodzinnym końskim boksie. Kończy i mówi: – Tato pyta, czy chcemy wyjechać do Japonii. Wtedy go wypuszczą. Ale nie będziemy mogli już nigdy tu wrócić. Minoru Tonai wspomina:

Byłem wtedy za młody, żeby się zastanawiać nad swoją tożsamością. Czułem się zarówno Japończykiem, jak i Amerykaninem. Znałem Japonię, byliśmy tam całą rodziną w 1934 roku. Matka ojca napisała, że jest umierająca, pojechaliśmy się z nią pożegnać.

Chłopiec z numerem na szyi czeka na wywiezienie do jednego z obozów (Russell Lee/domena publiczna).
Chłopiec z numerem na szyi czeka na wywiezienie do jednego z obozów (Russell Lee/domena publiczna).

Ale to była nieprawda. Była zdrowa, chciała tylko, żebyśmy wrócili z Ameryki. Zostaliśmy przez jakiś czas u niej na wsi. Żyliśmy zgodnie z japońskim zwyczajem. Mężczyźni jedli osobno, dzieci i kobiety razem. Trzy razy dziennie był ryż i do tego po kawałku ziemniaka. Mięso było dla mężczyzn. Babcia mnie nie znosiła, bo byłem krnąbrnym dzieckiem, chciałem jeść po amerykańsku. Wrzeszczała na mnie. Kochała za to moją siostrę i dla niej wydłubywała ziemniaki z misek innych.

Wróciliśmy do domu po ośmiu miesiącach. W Japonii musiał zostać mój starszy, dziewięcioletni wówczas brat Ichiro, bo japońska część rodziny nie miała męskich potomków. On miał więc w przyszłości zostać głową rodu. Przymuszono też do zostania moją jedenastoletnią siostrę Mary, żeby bratu nie było smutno.


Reklama


Bardzo płakała, chciała wracać do USA. Kiedy mama przeczytała nam list w obozie, wpadliśmy w rozpacz i zdecydowaliśmy, że zostajemy w Stanach, nawet kosztem uwięzienia taty. To było bardzo trudne. Mama zawiadomiła ojca w naszym imieniu. Nie miał do nas nigdy o to żalu.

Więcej o samych obozach

(…) Rok 1942. Puste przestrzenie USA, byle daleko od wybrzeża Pierwszy stały obóz  knowania dla Nikkei zostaje otwarty już na początku marca 1942 roku. Ostatni, dziesiąty – pod koniec października. Z lotu ptaka obozy przypominają upiorne miasteczka z podzielonymi na kwartały dzielnicami i ulicami pod kątem prostym: nie rośnie tu najmniejsze drzewo, nie ma chodników ani samochodów, sklepów i zakładów fryzjerskich.

Przeznaczony dla osób o japońskich korzeniach obóz w Santa Anita na zdjęciu z kwietnia 1942 roku (domena publiczna).
Przeznaczony dla osób o japońskich korzeniach obóz w Santa Anita na zdjęciu z kwietnia 1942 roku (domena publiczna).

Znalezienie terenów pod ich budowę nie było proste. Musiały być w miarę blisko tymczasowych centrów ewakuacyjnych, żeby transport internowanych ludzi nie trwał za długo, do trzech dni jazdy pociągiem (podczas przejazdów przez miasta Nikkei byli proszeni o zasłanianie okien, żeby nie drażnić Amerykanów swoim wyglądem). Wystarczająco jednak daleko od Zachodniego Wybrzeża i terenów militarnych, żeby amerykańscy Japończycy nie zagrażali bezpieczeństwu państwa.

Większość ośrodków internowania postawiono na terenach pustynnych, z majestatycznymi górami na horyzoncie, niektóre jednak stanęły na terenach bagiennych. Czasem rząd wykupywał ziemię pod obozy od farmerów, częściej jednak odbierał im grunty, nie wypłacając w zamian odszkodowań. W wielu przypadkach ziemia, na której stawały obozy, należała do rdzennych mieszkańców Ameryki.


Reklama


Zarządzaniem obozami miała się zająć specjalna agencja rządowa – War Relocation Authority (WRA). Pierwsi internowani przybywali często do jeszcze niewykończonych obozów. Jeśli chcieli mieć dach nad głową, musieli pomagać przy stawianiu baraków. Ostatecznie obozy dla Nikkei zbudowano w Manzanarze i Tule Lake (Kalifornia), w Poston i Gila (Arizona), Minidoce (Idaho), Heart Mountain (Wyoming), Granadzie, obóz zwany Amache (Kolorado), w Topaz (Utah), Rohwer i Jerome (Arkansas).

Minimalny metraż

(…) W każdym baraku jest sześć pokoi. Ściany między nimi są tak cienkie, że rodzina Tonai słyszy, co się dzieje u najdalszych sąsiadów. W innych obozach ścian nie doprowadzono nawet do sufitu – ludzie żyją w rytmie płaczu dzieci, chrapania ojców, kłótni małżeńskich.

Artykuł stanowi fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia (Wydawnictwo Agora 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia (Wydawnictwo Agora 2021).

Obite papą ściany zewnętrzne mają szpary, przez które nieustannie sypie się do środka piasek. Jeśli w nocy obóz zaatakuje burza piaskowa, co zdarza się bardzo często, Minoru budzi się rano pokryty szarym pyłem. Piasek wpada też przez podłogę – to cegły bez zaprawy ułożone na gruncie.

Konstruktorzy zaplanowali wprawdzie drewnianą podłogę w barakach, i tak jest w pozostałych miejscach internowania, ale Amache zostało zbudowane na końcu, pośpiesznie, nie było już czasu na układanie desek. To sprawia, że czasem podczas silnych wiatrów ściany baraków, których nie scalono z podłogą, rozkładają się na boki.


Reklama


W każdym pokoju mieszka jedna rodzina – od trzech do dziesięciu osób. Bywa jednak, że umieszcza się w nich obcych sobie ludzi. Na każdego amerykańskiego Japończyka przypada jedno łóżko, wypchany sianem materac i koc wojskowy. Z sufitu w każdym pomieszczeniu zwisa jedna żarówka. W kącie stoi piecyk, który zimą ogrzewa pokój.

Brakuje wszystkiego

Nie ma szaf, wieszaków, stołów ani krzeseł. Mama Minoru buduje więc tymczasowe konstrukcje z walizek, jakby była małą dziewczynką i tylko bawiła się w dom. Każdy śmieć pozostały po budowie obozu jest w Amache bezcenny. Minoru nauczył się stolarki jeszcze od swojego ojca. Z resztek desek i pordzewiałych gwoździ konstruuje wieszaki na ubrania i półki na naczynia. Mama ze zdobytych kawałków materiału szyje zasłonki na okna.

W każdym kwartale obozu stoi osiem identycznych baraków. W całym Amache jest kilkanaście kwartałów. W obozie mieszka ponad siedem tysięcy ludzi. To najmniejsze z dziesięciu miejsc internowania Nikkei. Każdy kwartał ma swoją stołówkę. W Amache ludzie wymieniają się informacjami, gdzie można najlepiej zjeść. Wyprawa do stołówki w innym kwartale to namiastka rodzinnego wyjścia do restauracji.

Minoru uważa jednak, że nie ma to większego sensu. Jego zdaniem jedzenie wszędzie jest tak samo niesmaczne, codziennie to samo, żadnego wyboru. Ryż podawany jest na słodko, choć Japończycy tak nie jadają. Do każdego posiłku dostarczane jest mleko. Prawie nikt go nie pije, bo Japończycy źle je trawią.

Obóz w Amache na zdjęciu z grudnia 1942 roku (Tom Parker/domena publiczna).
Obóz w Amache na zdjęciu z grudnia 1942 roku (Tom Parker/domena publiczna).

Minoru i jego kuzyn stanowią tu wyjątek, mleko im nie szkodzi. Warzyw nie ma wcale. Nikkei pochodzący z farm dostali od władz obozu zgodę na uprawę ziemi, więc to się powinno wkrótce zmienić. Mięso trafia się rzadko, kilka razy na stołach pojawia się konina. Sytuacja się poprawi, gdy Nikkei zaczną hodować kurczaki.

Urągające godności warunki

Każdy barak ma swoją łazienkę podzieloną cienką ścianką na strefę damską i męską. W drodze do męskiej toalety Minoru mija dziewczęta w towarzystwie matek. Niosą z sobą złożone kartony lub kawałki materiału. Chłopca nie dziwi ten widok, podobnie czyni jego mama i siostra. Wie, że łazienki dla kobiet są urządzone identycznie jak męskie: to ciąg kilkunastu sedesów ustawionych jeden obok drugiego. Bez przegródek, zasłonek, ścianek.


Reklama


Dla kobiet to prawdziwy kłopot. Japońskie dziewczęta są nieśmiałe, toaleta jest dla nich tabu. Któraś wymyśliła więc kurtynę z tkaniny, którą jej towarzyszka musi trzymać podczas korzystania z ustępu. To pozwala zachować minimum intymności. Inna dziewczyna znalazła duży karton, który nałożyła na siebie, zamykając się w przenośnej budce. Za jej przykładem poszły inne…

Przeczytaj również o tym jak cesarz Hirohito przekazał poddanym decyzję o kapitulacji Japonii w 1945 roku. W jego słowach nie było ani krztyny pokory i poczucia winy

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia. Ukazała się ona nakładem Wydawnictwa Agora w 2021.

Dzieciństwo w cieniu wojny

Tytuł, lead, tekst w nawiasie kwadratowym i śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów oraz skrócony.

Autor
Magdalena Grzebałkowska
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.