Bitwa nad Berezyną 1812. Kanibalizm, ludzie zamarzający żywcem i ostatnia, desperacka walka

Strona główna » XIX wiek » Bitwa nad Berezyną 1812. Kanibalizm, ludzie zamarzający żywcem i ostatnia, desperacka walka

W bitwie nad rzeką Berezyną w listopadzie 1812 roku Rosjanie mieli szansę zupełnego rozbicia Wielkiej Armii Napoleona. Cesarz po raz kolejny dowiódł swego dowódczego kunsztu. Zwycięstwo okazało się jednak bardzo drogo okupione.

Opuszczając w październiku 1812 roku Moskwę Bonaparte wiedział już, że Rosjanie nie przyjmą walnej bitwy, lecz będą cofać się w głąb swojego ogromnego terytorium, wciągając go za sobą. W takiej sytuacji jedynym rozsądnym wyjściem było zarządzenie odwrotu, by uratować to, co zostało z Wielkiej Armii.


Reklama


Droga przez piekło

Marsz na zachód w kierunku Smoleńska i Wilna szybko przemienił się w drogę przez piekło. Szlak, którym się posuwano był ogołocony z żywności i paszy dla koni; w szeregach rychło zapanował głód. Wygłodniali żołnierze oferowali za kawałek chleba zrabowane w Moskwie złoto i kosztowności. W oddziałach dochodziło do napadów i zabójstw, bo zdesperowani żołnierze atakowali przełożonych i kolegów, by zdobyć coś do jedzenia. Pożerano padłe konie, zdarzały się przypadki kanibalizmu.

Francuzów nieustannie atakowały regularne jednostki rosyjskie, Kozacy i miejscowi partyzanci, a spowodowane tym straty w zabitych, rannych i jeńcach rosły z dnia na dzień.

Napoleon obserwujący płonącą Moskwę na obrazie Adama Albrechta (domena publiczna).
Napoleon obserwujący płonącą Moskwę na obrazie Adama Albrechta (domena publiczna).

Pod koniec października nastąpiło załamanie pogody. Zaczął sypać śnieg, temperatura spadła do minus kilkunastu stopni. Żołnierze nie mieli ciepłych ubrań, wielu miało zdarte buty. By ochronić się przed zimnem zakładali najróżniejsze stroje: damskie futra, suknie, cerkiewne ornaty. Nogi owijali szmatami, by choć trochę zabezpieczyć je przed przemarznięciem.

Na szlaku odwrotu drastycznie brakowało opału, więc wielu żołnierzy umierało z zimna. Jeszcze większa liczba nabawiała się odmrożeń, które skutkowały gangreną.

Dąbrowski traci most

W takim stanie rozciągnięta w kilku kolumnach Wielka Armia dotarła do Berezyny, prawego dopływu Dniepru. Berezyna nie była wielką rzeką, jednak niespodziewana odwilż sprawiła, że jej nurt rozlał się znacznie szerzej niż zwykle. Przeprawę utrudniały dodatkowo podmokłe i bagniste brzegi.

Bonaparte zamierzał przejść rzekę przez drewniany, liczący ok. 600 metrów most w Borysowie. Zadanie jego obrony otrzymała polska 17. Dywizja gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Liczyła nieco ponad 4000 dobrze wyszkolonych, ale bardzo zmęczonych żołnierzy.


Reklama


21 października atak na przyczółek mostowy przypuściły dwa razy liczniejsze rosyjskie siły adm. Pawła Cziczagowa. Po zaciętej walce Dąbrowski nie był w stanie dłużej się bronić i ustąpił, oddając most Rosjanom (za co później mocno go krytykowano). Dwa dni później kontratak na Borysów przypuściły oddziały marsz. Oudinota wspierane przez Polaków. Wprawdzie odbiły wcześniejsze pozycje, ale nie odzyskały ważnego mostu, bo cofający się Rosjanie zdążyli go zniszczyć.

Belki z chałup, gwoździe z żelastwa

Była to fatalna wiadomość. Wielka Armia została odcięta na lewym brzegu Berezyny, a zbliżały się do niej trzy rosyjskie armie. Od północy następował gen. Piotr Wittgenstein, od południa adm. Cziczagow, a od wschodu feldmarsz. Michaił Kutuzow.

Inspiracją do opublikowania tego artykułu stał się komiks Berezyna (Egmont 2020).

Przed Rosjanami rysowała się szansa otoczenia i rozbicia wojsk Napoleona. Zwłaszcza, że ich siły liczyły 120 000 żołnierzy, a Bonaparte mógł im przeciwstawić zaledwie około 37 000, w dodatku głodnych, zmęczonych i w fatalnym stanie moralnym.

Cesarz nie byłby jednak sobą, gdyby załamał ręce. Kilkanaście kilometrów od Borysowa, pod wsią Studzianka, odkryto bród na Berezynie. W tym miejscu francuscy i polscy saperzy rozpoczęli budowę dwóch mostów, jednego dla piechoty, drugiego, mocniejszego, dla artylerii i wozów.


Reklama


Mosty musiały być dość długie, bo jak już wspomniano, szeroka w tym miejscu na 25–30 metrów Berezyna rozlała się w wyniku odwilży czterokrotnie szerzej. Dalej rozciągały się „na 400–600 kroków” bagniste brzegi. By uzyskać drewno do budowy rozebrano okoliczne chłopskie chaty. A że brakowało gwoździ i klamer zorganizowano dwie polowe kuźnie, w których wykuwano te elementy z rozmaitego żelastwa znalezionego w rozebranych chałupach.

Saperzy giną z wychłodzenia

Saperzy budowali mosty w ekstremalnych warunkach. Jeszcze w Orszy Napoleon kazał zniszczyć pontony przeprawowe, przekonany, że wobec silnego mrozu nie będą potrzebne. Teraz dla saperów byłyby zbawieniem. Żołnierze ci stali zanurzeni w lodowatej wodzie, wśród płynącej kry i wbijali w dno drewniane kozły, na których kładziono belki.

Saperzy budjący mosty na Berezynie (Lawrence Alma-Tadema/domena/publicna).
Saperzy budujący mosty na Berezynie (Lawrence Alma-Tadema/domena/publiczna).

Dno było muliste i zanim kozioł został umocniony trzeba było utrzymywać go przez kilkanaście minut. Pracę tę ponad 100 saperów przypłaciło życiem – zmarli z wychłodzenia. „Jaka ofiara tych ludzi. Dziś naprawiają, jutro z przeziębienia febra, a w parę godzin i śmierć” – komentował świadek wydarzeń gen. Maciej Rybiński.

„Cesarz spędził cały dzień przy budowie mostów. Jego obecność podnosiła na duchu saperów i pontonierów, którzy pracując z wielkim poświęceniem, co chwilę musieli wchodzić do lodowatej wody, żeby naprawiać uszkodzenia. Most został zbudowany niemal ze szczap, które łamały się pod ciężarem armatnich lawet i maszerujących oddziałów” – pisał we wspomnieniach uczestnik wyprawy na Rosję gen. Armand Caulaincourt.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Poświęcenie saperów przyniosło jednak efekty. Prace przy budowie zaczęły się rano 26 listopada, a już o godz. 13 tego dnia most dla piechoty był prawie gotowy i pierwsze oddziały marsz. Nicolasa Oudinota przeszły na drugi brzeg. Trzy godziny później ukończono drugi most, po którym przejeżdżać zaczęła artyleria i wozy.

27 listopada przez rzekę przeprawiała się gwardia wraz z cesarzem, a tego i następnego dnia reszta wojsk (w tym Polacy). 29 listopada przeszli ostatni żołnierze korpusu Victora, a mosty podpalono.


Reklama


Generał się poddaje

Zanim jednak do tego doszło, rozegrał się zacięty bój o utrzymanie przeprawy. Na lewym, wschodnim, brzegu pozostał sześciotysięczny osłonowy korpus marsz. Victora i dywizja gen. Louisa Partouneaux. Siły te zaatakował Wittgenstein i w zaciętej walce zaczął zbliżać się do rzeki. Kontratakowała francuska piechota, ale została zmasakrowana ogniem rosyjskich dział.

Wobec tego marsz. Victor rzucił do szarży swoją kawalerię. Wycięła ona część rosyjskiej piechoty, ale sama została pokona przez jazdę Wittgensteina i cofnęła się z dużymi stratami. Wtedy do walki skierowano dywizję piechoty Księstwa Warszawskiego, zaprawioną w kampanii hiszpańskiej.

Bitwa nad Berezyną na obrazi Petera von Hessa (domena publiczna).
Bitwa nad Berezyną na obrazi Petera von Hessa (domena publiczna).

Polacy uderzyli z impetem, odepchnęli Rosjan i zapewnili spokój na tym odcinku aż do wieczora. Pozwoliło to Victorowi przeprawić na drugą stronę cały swój korpus. Przeszedł on przez mosty w porządku i z większością dział.

Gorzej poszło gen. Partouneaux. Jego dywizja została odcięta od przeprawy przez siły Wittgenstiena. Partouneaux postanowił przebijać się do rzeki, ale atakowany z różnych stron, przygnębiony wieścią, że mosty w Studziance płoną, oddał się do niewoli. Kapitulacja wywołała oburzenie Napoleona i jego otoczenia.


Reklama


Panika na moście

Gdy 29 listopada przez Berezynę przechodził francuskie tylne straże, wśród koczujących na lewym brzegu tysięcy maruderów (ocenia się, że mogło ich być blisko 40 tys.), których wcześniej nie wpuszczano na mosty, wybuchła panika. Widząc, że zostali sami, rzucili się ku przeprawie, tłocząc się, przepychając i spychając do wody. Inni z kolei rzucili się rabować pozostawione wozy, karety i tabory. Tak opisywał to adiutant Napoleona Philippe Paul de Ségur:

Zwarty, rozkołysany tłum ludzi wszelkiej broni i wszelkiej narodowości, setki wozów i koni oblegały wejście na most. Ci, którzy szli pierwsi, popychani przez tych, co cisnęli się za nimi, wodę jeno mając przed sobą, ginęli w tłoku, pod nogami oszalałego z trwogi motłochu, lub też pogrążali się w rzecznych odmętach między ostrymi zwałami kry. Tłum huczał i kolebał się, wtórując głuchym pomrukiem wrzaskom, jękom i przekleństwom.

Inspiracją do opublikowania tego artykułu stał się komiks Berezyna (Egmont 2020)..

Po godzinie 8.30 29 listopada mosty podpalono. Na lewym brzegu zostały tysiące maruderów i markietanek oraz wozów z łupami i ekwipunkiem. Wszystko to wpadło w ręce oddziałów Wittgensteina.

Polacy bronią przeprawy

Druga część bitwy rozegrała się na prawym brzegu Berezyny pod miejscowością Stachow. Resztki korpusów Oudinota, Neya i Davouta (w sumie ok. 8000 ludzi, w tym Polacy) rozwinęły się w obronie, blokując podejście do mostów. Nacierała na nie armia adm. Pawła Cziczagowa w sile ok. 25 000 żołnierzy.


Reklama


W lesie, w śniegu doszło do zaciętych starć na bagnety. Dzielnie spisywali się polscy żołnierze z Legii Nadwiślańskiej i pułków Księstwa. Wspierała ich artyleria dywizji gen. Dąbrowskiego. By uciszyć uciążliwe rosyjskie działa atak 12. Pułku Piechoty poprowadził ze szpadą w ręku gen. Józef Zajączek.

Jakiś czas potem armatnia kula strzaskała Zajączkowi nogę, którą amputowano. Generał przekazał dowodzenie V polskiego korpusu Dąbrowskiemu. Ten też jednak został ranny w rękę i brzuch. Dowództwo przejął Karol Kniaziewicz, ale jego również raniono. Ostatecznie na czele korpusu stanął gen. Izydor Krasiński (później także doczekał się rany).

Chcąc przeważyć szalę na swoją stronę marsz. Ney zdecydował się na ryzykowny krok: wysłał do walki w lesie i w śniegu kawalerię – kirasjerów i polskich ułanów. Ich atak zaskoczył Rosjan: zginęło 2000 piechurów, 600 wzięto do niewoli, rany odniosło kilku rosyjskich generałów.

Atak francuskiej kawalerii zatrzymali dopiero rosyjscy huzarzy i dragoni. Kres zaciętej bitwie położył zapadający zmrok. Cziczagow został odparty, przeprawę uratowano.

Przeprawa przez Berezynę na obrazie Januarego Suchodolskiego (domena publiczna).
Przeprawa przez Berezynę na obrazie Januarego Suchodolskiego (domena publiczna).

Przez cztery dni walk nad Berezyną, po mostach przeszło około 25 000 żołnierzy: 20 000 przez most dla piechoty i 4 000 przez most dla artylerii, oraz około 22 000 rannych. Bitwa mimo wszystko była sukcesem Napoleona: nie pozwolił Rosjanom otoczyć i rozbić swoich sił i wyprowadził je z matni.

Tyle że Wielka Armia nie przypominała już dawnego wojska. Zdolnych do walki było niewielu żołnierzy, większość stanowili chorzy, ranni i zdemoralizowani. Cała ta oberwana gromada ruszyła teraz w stronę Wilna.

Przeczytaj również o tym, że ranni konali godzinami, zamarzali, byli dobijani. Dlaczego Napoleon nie pozwalał ratować własnych żołnierzy?


Reklama


Inspiracja

Inspiracją do opublikowania tego artykułu stał się komiksy Berezyna. Ukazał się one w Polsce nakładem wydawnictwa Egmont.

Napoleońskie bitwy w niezwykłej, komiksowej formie

Bibliografia

  1. Robert Bielecki, Berezyna, Bellona, Warszawa 1990.
  2. Armand Caulaincourt, Wspomnienia z wyprawy na Moskwę 1812 r., Finna, Gdańsk 2006.
  3. Pamiętniki Filipa Pawła de Ségura, Wydawnictwo MON, Warszawa 1987.
Autor
Paweł Stachnik
1 komentarz

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.