Cerkiew wobec rzezi wołyńskiej. Czy ukraińskie duchowieństwo popierało mordy na Polakach?

Strona główna » II wojna światowa » Cerkiew wobec rzezi wołyńskiej. Czy ukraińskie duchowieństwo popierało mordy na Polakach?

Dyskusje na ten temat nie milkną od dziesięcioleci. Jedni przypominają przypadki, gdy popi święcili siekiery ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA. Inni przypominają, że przecież nieraz zdarzało się, że duchowni greckokatoliccy ratowali rzymskich i wzywali wiernych do opamiętania. Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku.

W procesji, ze świecami, kadzielnicą i w asyście ministrantów, ksiądz wychodził z maleńkiej cerkwi, by święcić broń, którą Ukraińcy szli zabijać Polaków. „W imia Otca, Syna i Swiatoho Ducha. Amiń” – zaczynał, a później kropił wodą siekiery, sierpy i widły, które już niedługo miały spłynąć krwią Lachów. Wreszcie kreślił znak krzyża w powietrzu, błogosławiąc rezunom w drodze na polskie wsie.


Reklama


Wielu Polaków, wyobrażając sobie stosunek cerkwi greckokatolickiej do krwawych zajść na Wołyniu, widzi przed oczami taką właśnie scenę. Rzeczywistość była jednak o wiele bardziej skomplikowana.

Piąte przykazanie

Kler greckokatolicki i prawosławny u schyłku XIX i na początku XX wieku zaangażował się w budowanie ukraińskiej tożsamości narodowej, co siłą rzeczy musiało nastąpić w opozycji do polskości i do rodzącej się II Rzeczpospolitej.

Metropolita Andrzej Szeptycki na fotografii przedwojennej.
Metropolita Andrzej Szeptycki na fotografii przedwojennej.

Wyznawcy prawosławia, grekokatolicyzmu i katolicyzmu rzymskiego przyjmują ten sam system wartości, oparty między innymi na dekalogu i nauczaniach Jezusa. Piąte przykazanie mówi wprost „nie zabijaj”, jednak nie powstrzymało to ukraińskich nacjonalistów przed podniesieniem broni przeciwko innym chrześcijanom.

Gdy w 1943 roku wybuchł na Wołyniu szał zabijania, duchowieństwo obrządków wschodnich nie stanęło swoim parafianom skutecznie na drodze do przelewania krwi. Księża rzymscy, cieszący się autorytetem wśród Polaków, też znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i padali ofiarami rozmyślnych czystek.


Reklama


„Zabójca wyklucza siebie z Bożej społeczności”

Najwyżsi hierarchowie greckokatoliccy potępiali agresję. W swoich listach pasterskich wzywali do wierności chrześcijańskiemu nauczaniu cerkwi. Metropolita Andrzej Szeptycki w liście z 1942 roku, który proboszczowie mieli obowiązek odczytać z ambony na niedzielnej służbie bożej, pisał wprost:

Zabójca wyklucza siebie z Bożej społeczności […] i ściąga na siebie wielką karę Bożą w wieczności i straszliwe Boże przekleństwo na tym świecie. […] Człowiek, który przelewa krew swego wroga, przeciwnika politycznego, jest takim samym zabójcą, jak ten, który to czyni dla rabunku, i tak samo zasługuje na karę Bożą oraz klątwę Kościoła.

Tekst stanowi fragment książki Czerwone niebo nad Wołyniem.
Do poruszenia tematu zainspirowała nas książka Barbary Iskry Kozińskiej pt. Czerwone niebo nad Wołyniem (Bellona 2021).

Jak pisze profesor Grzegorz Motyka, Szeptycki obawiał się demoralizującego wpływu okupacji niemieckiej na ludność ukraińską. Swój niepokój wyrażał w osobnym liście do papieża, w kontekście możliwego przyłączenia się Ukraińców do niemieckiej eksterminacji Żydów. Jego obawy okazały się słuszne, jednak celem stali się Polacy.

Mordercza praca u podstaw

W liście do wiernych z sierpnia 1943 roku, a więc sporządzonym już pod najgorszych zbrodniach na Wołyniu, Szeptycki pisał: „byliśmy świadkami nawet strasznych morderstw dokonanych przez młodych ludzi, może nawet w dobrych zamiarach, ale ze zgubnymi następstwami dla narodu. […] Takie wypadki wytworzyły wśród młodzieży przekonanie, że można kogoś pozbawić życia”.


Reklama


Hierarcha wzywał, by chronić życie i mienie bliźnich. W dalszej części listu wspominał, że osoby które wiedzą, ze czyjeś życie jest zagrożone powinny zastanowić się, co zrobić by je uratować. Podobne przesłanie głosili też inni wysocy duchowni greckokatoliccy, jak Hrihorij Chomyszyn i Jozafat Kocyłowski, jednak za to, w jaki sposób i w jakim kontekście docierało ono do wiernych, odpowiadali zwykli księża parafialni.

Kosy, noże, siekiery i kołki

Zarówno wśród tych prawosławnych, jak i greckokatolickich postawy były różne – od potępienia mordów, ukrywania rzymskokatolickich kapłanów i ostrzegania zagrożonych wiosek, po podburzanie ludności ukraińskiej i błogosławienie broni.

Obok tych, którzy bohatersko stawali przeciw wiernym własnego obrządku, broniąc Polaków, byli też ci, którzy zapominali o wartościach, które powinni głosić i gorąco angażowali się w czystki etniczne.

„Przed wyprawą na ‘wroga’, czyli bezbronną polską ludność, miejscowy pop prawosławny Michał Symonowicz na dziedzińcu przycerkiewnym pobłogosławił zebranych tam rizunów i poświęcił narzędzia przyszłych zbrodni, czyli kosy, noże, siekiery i dębowe, ostro zaciosane kołki” –  pisze Barbara Iskra-Kozińska w Czerwonym niebie nad Wołyniem, fabularyzowanej opowieści o losach swojej rodziny.

Wiejska cerkiew prawdopodobnie na Wołyniu. Fotografia z początku XX wieku.

Znane są przykłady księży, którzy uczestniczyli w wyprawach na polskie wsie, głosili w cerkwiach przypowieść o wyrywaniu kąkolu z pszenicy, mówiąc, że „lacki” kąkol należy wyrwać z ukraińskiej pszenicy, a nawet mówiący wprost, że Ukraińcy nie mogą przyjść do cerkwi jeśli nie pozbędą się wcześniej Polaków.

Z drugiej strony jest jednak faktem, że hierarchia kościelna sprzeciwiała się rzezi.

Przeczytaj też o tym, jak rodzina Kozińskich zapamiętał atak ukraińskich nacjonalistów na swoją wieś w 1943 roku.

Bibliografia

  • Motyka G., Od rzezi wołyńskiej do akcji Wisła, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.
  • Motyka G., Wołyń ’43, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

Losy zwyczajnej polskiej rodziny na Wołyniu. Poruszająca opowieść o przodkach autorki

Autor
Anna Kasperowicz
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.