Wikingowie bardzo dbali o tężyznę fizyczną. W końcu od tego zależało często ich życie (Tone/CC BY-SA 3.0).

Chcesz mieć krzepę jak wiking? Zdradzamy jak trenowali najwięksi twardziele średniowiecza

Podsumowanie

Wikingowie zasłynęli z tężyzny fizycznej. Nie mogło być inaczej: bez ogromnej krzepy nie byliby przecież w stanie sprostać długim wyprawom łupieżczym i handlowym. Co konkretnie robili, by zachować formę?

W kulturze masowej utrwalił się konkretny obraz wikinga. Chłop rosły niczym dąb i silny jak niedźwiedź. Zabijaka w hełmie (z rogami, a jakże), który sieje postrach wszędzie tam, gdzie tylko się pojawi.

O ile same hełmy z rogami włożono już między bajki i wśród miłośników historii budzą one co najwyżej uśmiechy politowania, to sprawa skandynawskiej tężyzny nie wymaga podobnej, radykalnej weryfikacji. Wojownicy z zimnej północy faktycznie troszczyli się o swoje ciała. Od tego częstokroć zależały ich szanse na przeżycie.


Mistrzowie miecza i łuku

Jaka była podstawowa aktywność fizyczna? Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Tyle, że nie na macie do jogi, ale w używaniu broni.

Doskonalono walkę na miecze czy topory, ale także rzucanie oszczepem oraz strzelanie z łuku. Tak, łucznictwo to nie żadna pomyłka! Wikingowie byli doskonałymi strzelcami, choć dzisiaj kojarzymy ich raczej z ciężką bronią białą. Jak wyjaśnia w swej książce „Historia sportu” profesor Wojciech Lipoński:

W poemacie staroislandzkim Eddai w sagach o królach norweskich Snorriego Sturlusona, Heimskringla (Krąg świata), kilkakrotnie wspominana jest sztuka strzelania z łuku jako jedna z najważniejszych umiejętności wojownika. Einar Tambarskjaelve, jeden z wodzów staronorweskich, umiał przestrzelić z łuku tępą strzałą grubą wolą skórę.

Trening władania różnego rodzaju orężem był kluczowy dla wikingów (domena publiczna).

Wojownik musiał również doskonale jeździć konno. Mimo że wikingowie preferowali walkę pieszo, to wykorzystywali wierzchowce do szybkiego przemieszczania, do uwożenia łupów, a zwłaszcza – do docierania na przystań, gdzie czekały na nich łodzie.

Konie służyły też do specyficznej rozrywki, znanej hestathing (hestaþing). Polegała ona na szczuciu na siebie specjalnie wytresowanych zwierząt, walczących kopytami, a nawet gryzących się wzajemnie.

Wiking musi umieć pływać

Wikingowie byli jednak przede wszystkim doskonałymi żeglarzami. To przecież właśnie oni jako pierwsi Europejczycy dotarli do brzegów Ameryki Północnej. Jednakże nawet dla świetnego marynarza pływanie po morzach i oceanach zawsze wiązało się z ogromnym ryzykiem. Sztorm lub silny wiatr mogły zatopić okręt lub zdmuchnąć z pokładu nieostrożnego śmiałka. Dlatego też wikingowie przykładali ogromną wagę do szlifowania umiejętności pływackich.

Jak pisze Kirsten Wolf w książce Daily Life of the Vikings, pływania uczyły się również kobiety, chociaż ich ćwiczenia nie uwzględniały elementu rywalizacji, który występował w przypadku mężczyzn. Ci konkurowali głównie w pływaniu długodystansowym, nurkowaniu oraz w czymś co można by nazwać podtapianiem, gdzie dwóch wojowników usiłowało wciągnąć się nawzajem pod wodę. Niby niebezpieczne, ale mogło w przyszłości uratować życie.

Reminiscencję tego sportowego ducha możemy znaleźć na przykład w cytowanej przez prof. Lipońskiego sadze o synach Magnusa I Dobrego. Jest tam fragment, gdzie Sigurd – brat króla Eysteina – przechwalał się: „Pamiętasz, że gdy pływaliśmy razem, mogłem cię wciągać pod wodę, ilekroć miałem na to ochotę?”. Monarcha z kolei przypominał bratu, że pływał na taką samą odległość jak on i nurkował równie głęboko.

Z morzem wiąże się jeszcze jeden – bardzo oryginalny – sport wikingów. Chodzi mianowicie o skakanie po wiosłach. Rywalizacja odbywała się nota bene w czasie, gdy załoga z całych sił pociągała za drewniane rudle! Mistrzem w tego typu wyczynach akrobatycznych miał być król Olaf Tryggvason. Parał się on ponadto wspinaczką górską, którą uprawiało wielu wikingów.

Wikingowie na nartach

Każdy mieszkaniec śnieżnej północy musiał również doskonale jeździć na nartach. Rzecz jasna płozy służyły wtedy głównie jako środek przemieszania się na duże odległości, aczkolwiek doceniano też ich wpływ na poprawę tężyzny fizycznej.

Wikingowie, jako ludzie związani z morzem byli doskonałymi pływakami (Carl Rasmussen/domena publiczna)

Dowodzi tego chociażby dialog cytowanych już Sigurda i Eysteina, gdzie drugi z mężczyzn ganił brata, mówiąc: „Biegałem na nartach tak, że nikt nie zdołał mnie prześcignąć, a ty nie potrafiłeś tego lepiej niż wół”. O tym, jak umiejętności narciarskie był ważne możemy przekonać się czytając „Historię sportu”. Profesor Lipoński pisze:

Bywało, że narty zmieniały historię wikingów i ich skandynawskich potomków. W 1869 r. wybitny malarz norweski, Knut Larson Bergslien, uwiecznił w jednym ze swych arcydzieł historyczny moment, gdy dwaj wojownicy, Torstein Skeivla i Skjervald Skrukka, podczas wojny w 1206 r. uratowali przed siepaczami konkurencyjnej dynastii następcę tronu norweskiego, dwuletniego wtedy księcia Haakona Haakonssona, który panował potem jako Haakon IV.


Zapaśnicy na medal

Kolejnym sportem, który ćwiczył tężyznę fizyczną oraz przydawał się w trakcie wypraw łupieżczych były zapasy. Stały się one do tego stopnia popularne, że wikingowie rozróżniali kilka ich odmian. Najstarsza i zarazem najprostsza z nich nosiła nazwę buxnatök.

Do rozstrzygania sporów sąsiedzkich służyła z kolei hryggspenna. Pozostałe typy zapasów określano mianem fang. Słowo to oznaczało w języku ówczesnej Islandii „walkę między dwoma przeciwnikami”.

Bój mógł być toczony na poważnie lub po prostu dla zabawy. W pierwszym przypadku był to illskufang, gdzie walczący dążyli do zadania sobie bólu, okaleczenia przeciwnika a nawet do jego zgładzenia.

Zdecydowanie częściej praktykowano jednak leikfang. Wtedy zapaśnicy usiłowali przewrócić oponenta, wykorzystując do tego wystające elementy ubioru. Z czasem starano się urozmaicić walkę dokładając do stroju kolejne rzemienne pasy. Tak narodziła się glíma – narodowy sport Islandczyków.

Wikingowie uwielbiali zapasy (Hans Dahl/domena publiczna).

Inną niezwykle popularną zabawą – tym razem bezkrwawą – było przeciąganie skóry, skinndráttur. Nazwa trudna do wymówienia, ale zasady: dziecinnie proste.

Dwaj przeciwnicy, siedzący naprzeciw siebie na ziemi, wyrywali sobie z rąk dużą skórę zwierzęcą i zapierając się stopami, starali się przeciągnąć przeciwnika na swoją stronę.

Co tu więcej mówić? Wikingowie nie znosili bezczynności. Sport towarzyszył im na co dzień i od święta. Nic dziwnego, że przy takiej dawce ruchu byli postrachem kontynentu…

Przeczytaj też o tym, dlaczego w Polsce pierwszych Piastów tak rzadko używano mieczy.

Bibliografia:

  1. Wojciech Lipoński, Historia sportu, Wydawnictwo Naukowe PWN 2012.
  2.  Kirsten Wolf, Daily Life of the Vikings, Greenwood Press 2004.

Autor
Rafał Kuzak
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.