Portret polskiego szlachcica. Schyłek XVIII wieku

Liczebność szlachty w dawnej Polsce. Dlaczego miliony potomków chłopów wciąż wierzą w ten szkodliwy mit?

Strona główna » Nowożytność » Liczebność szlachty w dawnej Polsce. Dlaczego miliony potomków chłopów wciąż wierzą w ten szkodliwy mit?

W nowożytnej Polsce do władzy była dopuszczona tylko jedna warstwa społeczeństwa. Wszystkie ważne urzędy znajdowały się w rękach szlachty. Poza tym tylko szlachcicom wolno było kupować ziemię i wyłącznie oni wybierali władców oraz członków parlamentu. W powszechnej opinii taki system miał uzasadnienie, bo nad Wisłą szlachty było o wiele więcej niż w jakimkolwiek innym kraju. To jednak wyłącznie mit. Szkodliwa bajka, wciąż kreująca wyobrażenia naszego chłopskiego narodu o przeszłości.

Poniższy tekst powstał w oparciu o nową książkę Kamila Janickiego pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty. Pozycja już dostępna w przedsprzedaży.

Według tradycyjnej opinii jednym z powodów niezwykłej pozycji polskiej szlachty i jej zwycięskiego pochodu po władzę była sama liczebność tego stanu. Wiele publikacji wciąż podaje, że aż 10 procent ludności Rzeczpospolitej stanowili panowie herbowi.


Reklama


Podobno był to odsetek wyższy niż w jakimkolwiek kraju Europy, co samo w sobie tłumaczyłoby nadwiślańską specyfikę polityczną . Rzeczywistość wyglądała jednak inaczej, a badania z ostatnich dekad nie pozwalają nadal wyciągać równie prostych i dalekosiężnych wniosków.

Liczby wzięte z sufitu. Dlaczego wierzono, że polskiej szlachty mogło być aż tak wiele?

W skrajnych przypadkach twierdzono, że udział szlachty w ogóle społeczeństwa był nawet większy niż wspomniane 10 procent Profesor Andrzej Zajączkowski szacował, że panowie herbowi stanowili 16 procent ludności „etnicznie polskiej”. To i tak nic w porównaniu z propozycją profesora Olgierda Górki. Ten genealog ogłosił, że szlachty było aż fenomenalne 25 procent.

Szlachcic polski. Wyobrażenia z XVIII-XIX wieku.
Szlachcic polski. Wyobrażenia z XVIII-XIX wieku.

Gdyby wyliczenie odpowiadało prawdzie, Polska przedrozbiorowa musiałaby być krajem zupełnie niezwykłym.

Spróbujmy sobie wyobrazić chociażby szlacheckie folwarki, gdzie wielu panów miałoby mniej poddanych chłopów niż samych członków rodziny. Z kolei magnackie latyfundia, wymagające pracy setek wyrobników pańszczyźnianych, mogłyby istnieć tylko w sferze wyobraźni, no, chyba że rzesze nobilitowanych przebierałyby się codziennie za niewolników i w kamuflażu posłusznie wychodziły na pola.


Reklama


Na szczęście nie trzeba tak dalece popuszczać wodzy fantazji. Autorzy serwujący zadziwiająco wysokie liczby kierowali się nie konkretną podstawą źródłową, ale raczej intuicją lub zupełnie karkołomnymi wyliczeniami.

Wielu dało się przekonać komentarzom pamiętnikarzy i podróżników, poruszonych liczebnością polskiej szlachty. Przykładowo francuski biskup Jean de Monluc stwierdził około roku 1574, że w Rzeczpospolitej panów herbowych było więcej niż we Francji, w Anglii i Hiszpanii… razem wziętych. Nie był w takiej opinii odosobniony. Swój osąd opierał jednak tylko na wrażeniu, jakie czyniły gremialne zgromadzenia szlacheckie, które przyszło mu obserwować.

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj.

Wielki strach przed liczeniem

Ani on, ani nikt inny w epoce nowożytnej nie dysponował twardymi liczbami. Do około 1500 roku jakiekolwiek szacunki są obarczone ogromnym marginesem błędu, bo granice stanu szlacheckiego wciąż nie były wówczas jasno określone. Istniały różne, mniej lub bardziej legalne, sposoby zdobycia herbu.

Poza tym w okresie, gdy rodziła się świadomość wspólnoty szlacheckiej, pewne grupy traciły przynależność do rycerstwa. Wielu biedniejszych włodyków zostało zepchniętych do stanu chłopskiego.


Reklama


Dopiero w stuleciu XVI społeczność szlachecka zaczęła się na dobre zamykać i coraz skuteczniej odgradzać od reszty społeczeństwa. Nawet wtedy nie podjęto jednak żadnej próby policzenia i zewidencjonowania szlachty. Podczas gdy na Zachodzie istniały oficjalne heroldie, rejestrujące rodziny szlacheckie, w Polsce panowie obsesyjnie bronili się przed jakąkolwiek statystyką.

Po części działo się tak z obawy o naruszenie wolności i przywilejów. Zwłaszcza biedniejsza szlachta drżała na myśl o tym, że władza będzie weryfikować jej status. Z kolei zamożniejsi szlachcice nie zgadzali się na cenzus, aby ten czasem nie stał się podstawą do obłożenia ich podatkami.

XVI-wieczni polscy szlachcice na rysunku Juliusza Kossaka.
XVI-wieczni polscy szlachcice na rysunku Juliusza Kossaka.

Niemałe znaczenie miały też względy ideologiczne. Wielu szlachciców twierdziło, że wypada spisywać byczki, krowy albo chłopów, traktowanych jak chodzące narzędzia, ale nie wolnych ludzi, bo ci przecież nie są częścią czyjegokolwiek inwentarza. Ewidencja obrażała dumę stanową.

Wiele mówi przykład księgi spowiedniczej, którą u schyłku epoki nowożytnej prowadził pleban parafii Hyżne pod Rzeszowem. Ojcowie wszystkich rodzin chłopskich zostali w niej wymienieni z imienia. Szlachcice z okolic Hyżnego nie zgodzili się jednak, by wyliczano ich tak samo jak kmieci. Księga zawiera w efekcie tylko ogólną wzmiankę o liczbie mieszkańców dworów, bez personaliów.

Jeden z badaczy tematu stwierdził nawet, że opór przed liczeniem miał „przesłanki sakralne”. Szlachta uważała się za naród wybrany, jak Izraelici, a przecież już w Starym Testamencie występował zakaz liczenia Bożych ulubieńców. To chyba wniosek przesadny, niepotwierdzony konkretnymi zapisami z epoki. Pozostaje jednak faktem, że z woli szlachty i dzięki jej wielowiekowym staraniom przekonanie o wielkiej liczebności stanu rycerskiego nigdy nie zostało oficjalnie, prawnie zweryfikowane.

Ile było szlachty w dawnej Polsce? Przełomowe badania, o których mało kto słyszał

Dopiero od schyłku XX wieku historycy zaczęli sięgać do źródeł pośrednich. Przełomowe wnioski przyniosły dociekania profesora Andrzeja Wyczańskiego – coraz szerzej akceptowane w nauce, ale wciąż niemal nieznane poza salami uniwersyteckimi.


Reklama


Specjalista Polskiej Akademii Nauk przeanalizował rejestry poboru nadzwyczajnych podatków z lat 60. XVI stulecia. Zgodnie z panującymi regułami szlachcice zostali zwolnieni z opłat, ale obciążono ich chłopskich poddanych. Ponieważ jednak kwoty zbierano za pośrednictwem panów herbowych i pod ich kontrolą, szczegółowa analiza „kwitów” pozwala odtworzyć także obraz najwyższego stanu.

Dokumenty dla całego kraju się nie zachowały. Dysponujemy jednak niemal kompletnymi i uwierzytelnionymi zeznaniami podatkowymi z województwa krakowskiego. Uchodzą one za na tyle wiarygodne, by stanowić podstawę do rzetelnych szacunków.

Portret polskiego szlachcica. Schyłek XVIII wieku
Portret polskiego szlachcica. Schyłek XVIII wieku.

Na bazie tego materiału profesor Wyczański wyliczył, że we wszystkich powiatach regionu żyło łącznie osiem tysięcy osiemset szlachcianek i szlachciców, którzy stanowili… zaledwie 2,9 procent całej populacji.

Co najważniejsze, struktura społeczna województwa krakowskiego nie odbiegała znacząco od tej, jaka występowała w innych regionach Małopolski oraz w Wielkopolsce. Należałoby się więc spodziewać, że w całych tych prowincjach szlachta była równie nieliczna – mogło jej być nieco ponad 3 procent.


Reklama


Wyjątek od reguły. Tylko tam szlachty było naprawdę dużo

Bardzo odmiennie sytuacja wyglądała tylko na Mazowszu i Podlasiu. Te obszary zostały scalone z resztą Korony Królestwa Polskiego z opóźnieniem, a z szeregów ich rycerstwa nigdy nie usunięto najbiedniejszych warstw.

W efekcie szlachta „mazurska” faktycznie pozostała niesamowicie liczna. Było jej w XVI wieku ponad 20 procent, ale przytłaczającą większość tej masy stanowili szlachcice bez poddanych i znaczącego areału ziemi, żyjący w sposób podobny do chłopów, choć niepodporządkowani formalnie innemu panu.

Dworek szlachecki w Zaosiu. Rysunek XIX-wieczny.

Ta tak zwana szlachta zagrodowa była zjawiskiem lokalnym, niemal niespotykanym w innych województwach. Ponieważ jednak od schyłku XVI stulecia Warszawa zaczęła urastać do rangi faktycznej stolicy Polski, obcy podróżnicy najczęściej odwiedzali właśnie jej region.

Także rodzimi komentatorzy sytuacji politycznej i społecznej za punkt odniesienia szczególnie chętnie przyjmowali centrum kraju. To zaś sprawiło, że o mazowieckiej specyfice błędnie poczęto myśleć i mówić tak, jakby dotyczyła całego kraju.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Prawdziwa liczebność polskiej szlachty w XVI stuleciu

W rzeczywistości, jak obliczał Andrzej Wyczański, w całej Polsce w drugiej połowie XVI wieku szlachta mogła stanowić tylko jakieś 5,5 procent ludności. Łącznie do tego stanu należało około dwustu czterdziestu tysięcy osób.

Szacunek nie uwzględnia Wielkiego Księstwa Litewskiego, które dopiero po roku 1569 zostało trwale zespolone z Koroną. Z innych badań, prowadzonych przez profesora Henryka Łowmiańskiego, wynika jednak, że na Litwie tytułem szlacheckim legitymowało się niespełna 4 procent społeczeństwa. Unia realna między państwami sprawiła więc, że udział panów herbowych w całej ludności Rzeczpospolitej tylko spadł, nie zaś wzrósł.


Reklama


Ile było szlachty w Rzeczpospolitej w XVII i XVIII wieku?

Kolejne stulecia przyniosły istotne zmiany w strukturze i liczebności szlachty. Z uwagi na niedobór źródeł nie da się ich śledzić z taką dokładnością, jakiej pragnęliby historycy.

Badania XVII-wiecznych kwitów podatkowych, zachowanych raz lepiej, raz gorzej, wskazują jednak, że w Wielkopolsce udział szlachty utrzymał się na poziomie 3–5 procent, w województwie krakowskim chyba spadł, nawet poniżej 2 procent, a na przykład w kresowym województwie bracławskim wynosił w 1629 roku zaledwie 1 procent.

Szlachcic polski na akwareli Konstancji Glogowskiej z początku XIX-wieku.
Szlachcic polski na akwareli Konstancji Glogowskiej z początku XIX-wieku.

Jednocześnie zenitu sięgnęło rozdrobnienie i rozrodzenie szlachty mazowieckiej oraz podlaskiej. W drugiej połowie XVII stulecia w ziemi wiskiej stanowiła ona już 45 procent całej populacji, zaś w ziemi łomżyńskiej – 47 procent.

Rekord pobito chyba w powiecie zambrowskim. Według socjologa Marcina Drewicza aż 60 procent jego mieszkańców szczyciło się herbami.

Należy jednak ponownie podkreślić, że niemal wszyscy ci oficjalni szlachcice pod względem majątku i sposobu życia nie różnili się od wieśniaków. Ogółem na Mazowszu, przy opisanej strukturze populacji, nie istniały i nie mogły istnieć wielkie latyfundia. Nie wykształciła się też żadna lokalna magnateria.

Sporo można powiedzieć jeszcze o stanie końcowym. Profesor Emanuel Rostworowski przeanalizował pierwsze względnie dokładne ewidencje całej ludności, prowadzone zaraz przed upadkiem Rzeczpospolitej.

Z badań wynika, że w roku 1791 w kraju żyło mniej więcej siedemset pięćdziesiąt tysięcy szlachciców, co stanowiło 7,5 procent społeczeństwa. Statystyka dotyczy jednak okresu już po pierwszym rozbiorze, kiedy to od macierzy odpadły terytoria o tradycyjnie niskim udziale ludności szlacheckiej.


Reklama


Należy sądzić, że wcześniej, zanim Rzeczpospolita została rozczłonkowana, faktyczny udział szlachty wynosił 6, może 6,5 procent. Nieznacznie więcej niż w początkach epoki, ale o wiele mniej, niż tradycyjnie sądzono.

Czy w Polsce szlachty było więcej niż w innych krajach?

Także wyobrażenia o wyjątkowości polskiej sytuacji wymagają pewnej korekty. Szlachta nad Wisłą była liczniejsza niż w innych krajach Europy, ale różnice niekoniecznie były spektakularne.

Szlachta polska z XVI stulecia w wyobrażeniu Jana Matejki.
Szlachta polska z XVI stulecia w wyobrażeniu Jana Matejki.

Szacuje się, że w drugiej połowie XVIII stulecia do stanu nobilitowanego należało około 3–4 procent ludności kontynentu. We Francji było to skromne 0,5 procent, w Rosji 1–2 procent, ale na Węgrzech, które współdzieliły z nami wiele tradycji politycznych, 4 procent, a w Hiszpanii – 5 procent, jeśli nie więcej.

Na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych, gdy kształtował się ustrój Rzeczpospolitej, kontrast był jeszcze mniejszy. Niektórzy badacze przyjmują, że chociażby w Hiszpanii szlachta, głównie drobna, mogła stanowić maksymalnie nawet 10 procent ogółu ludności.

Wiele innych krajów znało z kolei grupy pośrednie, które można by porównać z polską szlachtą zagrodową. Tyle tylko, że ci angielscy łucznicy albo szwedzcy wolni kmiecie zobowiązani do służby wojskowej docelowo zasilili szeregi chłopstwa lub mieszczaństwa, nie zaś oficjalnych elit.

***

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj. Dowiedz się więcej na Empik.com.

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach(2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.