Ulubiona legenda polskiej szlachty. Pomogła zniewolić niemal wszystkich chłopów w kraju

Strona główna » Nowożytność » Ulubiona legenda polskiej szlachty. Pomogła zniewolić niemal wszystkich chłopów w kraju

Wyobrażenia o dawnych szlachcicach jako dzielnych Sarmatach mają niezmiennie ogromną moc oddziaływania. Sarmacja kojarzy się z odwagą, triumfami zbrojnymi, szlachecką fantazją i zadziornością. Mało kto pamięta, że mit, za sprawą którego członkowie elit dawnej Rzeczpospolitej zaczęli uważać się za potomków koczowniczego ludu ze wschodu wymyślono w konkretnym i wcale nie chwalebnym celu. Miał uzasadniać podporządkowanie większości mieszkańców kraju, w tym przede wszystkim chłopów, garstce uprzywilejowanych herbowników.

Od XVI wieku w kręgach polskich elit herbowych zaczęło upowszechniać się przekonanie, że szlachectwo to znacznie więcej niż polityczny przywilej. Promowano wizję, zgodnie z którą każdy szlachcic posiadał wrodzoną „cnotę” niedostępną innym mieszkańcom kraju. Był, z racji samego pochodzenia od wspaniałych przodków, lepszym rodzajem człowieka niż jakikolwiek chłop lub mieszczanin.


Reklama


Takie twierdzenia rozwijano i uzasadniano na różne sposoby. Szlacheccy autorzy odwoływali się na przykład do historii biblijnych. Stopniowo jednak najchętniej zaczęto sięgać po mity genezy budowane na podstawie literatury antycznej. Najpopularniejszy i najbardziej wpływowy okazał się mit sarmacki.

Antyczne korzenie Sarmacji

Dzisiaj często pisze się o nim w sposób błędny, a przynajmniej dalece uproszczony. Wbrew pozorom Sarmacja nie pojawiła się w literaturze w czasach nowożytnych, nie była też myślowym wytworem polskich szlachciców.

Fragment XV-wiecznej mapy świata opartej na koncepcjach Klaudiusza Ptolemeusza
Fragment XV-wiecznej mapy świata opartej na koncepcjach antycznego rzymskiego geografa Klaudiusza Ptolemeusza. W Europie Wschodniej (prawy górny róg) widoczna etykieta Sarmacji.

Jako pierwszy istnienie takiej krainy odnotował już Herodot – grecki podróżnik i pisarz z V wieku p.n.e., nie bez powodu nazywany ojcem historii. Twierdził on, że tajemniczy, koczowniczy lud Sarmatów mieszkał w dolnym biegu Donu i Wołgi, a więc dość daleko na wschód od dzisiejszej Ukrainy. Jego przedstawiciele mieli się posługiwać językiem scytyjskim i sąsiadować z Amazonkami.

Wiele więcej Herodot – który przecież nigdy nie odwiedził wspomnianych regionów – nie był w stanie przekazać lub wymyślić. Zainspirował jednak swoich naśladowców.


Reklama


Za czasów rzymskich obszar przypisywany Sarmatom znacznie się rozszerzył i przesunął. Na dobre przyjęła się wersja odnotowana przez sławnego geografa Klaudiusza Ptolemeusza w II wieku n.e. Zgodnie z nią istniały dwie Sarmacje: poza Azjatycką, sięgającą Wołgi i Morza Azowskiego, także Sarmacja Europejska, której zachodnią granicę miała stanowić rzeka Wisła.

Nazwa tej krainy przeniknęła następnie do literatury średniowiecznej. Na przykład francuski kronikarz Flodoard, tworzący w X wieku, twierdził, że Sarmaci to po prostu inna, starsza nazwa Słowian.

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj.

Między Górami Sarmackimi i Oceanem Sarmackim

Ze starożytnych wzmianek o Sarmacji zdawali sobie sprawę także autorzy polscy. Przy wielkim respekcie, jakim darzono naukę klasyczną, trudno było pominąć ten termin, wiązany przecież z terytorium, jakie po części zajmowało państwo Piastów i następnie Jagiellonów.

Jan Długosz w XV stuleciu wprost identyfikował Polskę z Sarmacją Europejską, o Karpatach pisał, że to Góry Sarmackie, a Bałtyk nazywał „morzem czy nawet oceanem Sarmackim”.


Reklama


Do tematu chętnie wracali autorzy doby renesansu, żyjący w czasach rosnącego zachwytu nad spuścizną antyczną. W XVI wieku wiązanie Rzeczpospolitej z Sarmacją stało się już dość powszechne, słów używano niemal wymiennie. Stopniowo przyjmowało się także twierdzenie, że mieszkańcy tej nowej Sarmacji są potomkami i spadkobiercami Sarmatów starożytnych. Należy jednak podkreślić, że rzecz była interpretowana bardzo różnie.

Nie istniał jeden wzorzec myślenia, bo też nikt nie widział na oczy prawdziwego, przedwiecznego Sarmaty ani nie miał na temat tego ludu potwierdzonych wiadomości. W gruncie rzeczy wielkie, coraz bardziej karkołomne wizje kreowano tylko na podstawie podpisu umieszczonego na mapach.

Jak Polska stała się Sarmacją?

Jak słusznie komentował badacz terminu, profesor Tadeusz Ulewicz, nazwa Sarmacji była „bogata i zmienna” znaczeniowo, poza tym zaś „kapryśna i niestała, jeśli idzie o jej zasięg terytorialny”.

Maciej z Miechowa, w Traktacie o dwóch Sarmacjach, Azjatyckiej i Europejskiej z 1518 roku, twierdził, zgodnie z tradycją, że Sarmacja Europejska sięgała do Wisły, a do jej mieszkańców zaliczył Rusinów, Litwinów i Moskali. Z nie do końca jasnych względów na liście ludów sarmackich pominął Polaków.

Sarmacja europejska według Klaudiusza Ptolemeusza. Mapa Sebastiana Münstera
Sarmacja europejska według Klaudiusza Ptolemeusza. Jej zachodnia granica biegnie wzdłuż Wisły. Mapa Sebastiana Münstera z XVI wieku.

Niektórzy sądzą, że powodem był bieg Wisły, który przecież wysuwał poza Sarmację całą Wielkopolskę i znaczną część Małopolski. Inni, jak Ulewicz, pisali, że może po prostu Miechowita chciał uniknąć powtarzania szczegółów „oklepanych” i oczywistych. A faktycznie jednak wierzył, że Polacy to też dziedzice Sarmatów.

Kolejne dzieła nie dają już raczej powodów do podobnych wątpliwości. Twórcy XVI stulecia – od Josta Decjusza, przez Bernarda Wapowskiego, po Aleksandra Gwagnina – stopniowo budowali przekonanie, że sarmackie dziedzictwo to coś, co łączyło rozległą i zróżnicowaną pod względem językowym, obyczajowym oraz religijnym Rzeczpospolitą.


Reklama


Zmyślone sukcesy, jakie starożytni Sarmaci mieli odnosić w walkach z Rzymem i z innymi ludami koczowniczymi, zaczęto przytaczać jako powód do wspólnej dumy i fundament jednej tożsamości. Jak komentował Janusz Tazbir, mit o sarmackiej przeszłości stał się stopniowo wręcz swoistym uzasadnieniem istnienia „polsko-litewskiego Commonwealthu”.

Dawał też wyraz ambicjom. Na przykład na nagrobku Zygmunta Augusta wyryto, że był nie tylko „Królem Polaków” oraz „Księciem i Panem Wielkiej Litwy”, ale też prawomocnym władcą „reszty Sarmacji” – a więc w domyśle ziem ruskich sięgających dalej na wschód.

Polskie portrety szlacheckie z XVII i XVIII wieku
Polskie portrety szlacheckie z XVII i XVIII wieku.

(Nie)zwyczajny przypadek

Opowieść o sarmackich przodkach nie stanowiła żadnego ewenementu. Wprost przeciwnie. Właściwie w każdym kraju średniowiecznej, a potem renesansowej Europy intelektualiści próbowali szukać związków między historią lokalną a obrazem dziejów antycznych.

Szczególną furorę zrobiły przeróbki Eneidy Wergiliusza, opowiadającej o powstaniu Rzymu. Między innymi we Francji, w Anglii i Bawarii twierdzono, że miejscowe dynastie i elity wywodziły się od uciekinierów ze zburzonej Troi. Taka koncepcja pojawiła się też na Litwie, choć nie zdobyła wielkiej popularności.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Ogółem nikogo nie dziwiło, że na różnych dworach i w murach uniwersytetów starano się kształtować poczucie dumnego, odległego pochodzenia poszczególnych narodów. Bajania o Sarmacji i dzielnych koczownikach, którzy niegdyś stawiali czoła Rzymianom, były kolejną taką, dość typową, próbą. Przynajmniej do czasu.

Mit jednego stanu. Dlaczego polscy szlachcice uważali się za Sarmatów?

Mit sarmacki, przytaczany, by godzić i integrować mieszkańców wszystkich włości podległych Jagiellonom, nie był początkowo mitem szlacheckim.


Reklama


Do ludzi, którzy zrobili najwięcej dla popularyzacji powiązań między Sarmacją a Rzeczpospolitą, zalicza się Marcina Kromera, autora traktatu O pochodzeniu i dziejach Polaków z 1555 roku. Twierdził on, że Polacy są ludem jednocześnie sarmackim i słowiańskim (tak jakby między tymi określeniami zachodził znak równości), który wyszedłszy ze swych siedzib na wschodzie, przeprawił się przez Wisłę i osiedlił na ziemiach wcześniej zaliczanych do Germanii.

Kromer nie widział jednak w dawnych koczownikach protoplastów warstwy uprzywilejowanej. Sam był mieszczaninem, sprzeciwiał się ziemiańskiej hegemonii, i wyrażał pogląd, w myśl którego ogół mieszkańców kraju miał prawo do sarmackiego dziedzictwa. Taka wizja nie mogła jednak przyjąć się na dobre w sytuacji, gdy szlachta zdobyła monopol… na wszystko.

W literaturze ziemiańskiej stopniowo zaczęto pisać o Sarmatach jako o przodkach samych tylko szlachciców. Upowszechniała się teoria podboju. Zgodnie z nią warstwa uprzywilejowana pochodziła od dumnych koczowników, którzy przybyli nad Wisłę w zamierzchłej przeszłości, natomiast plebejusze byli potomkami miejscowej, ujarzmionej ludności.

W roli zwycięzców obsadzano nie tylko Sarmatów. W obiegu były też inne warianty opowieści, wiążące polską szlachtę na przykład z Wandalami albo z Gotami. Zdarzało się nieraz nawet, że ten sam autor przypisywał panom herbowym kilka różnych genealogii. Do sprzeczności nie przywiązywano jednak wagi. Liczył się nadrzędny wniosek: mit sarmacki, w swej ostatecznej formie, ugruntowanej w stuleciu XVII, miał integrować samą tylko szlachtę.


Reklama


Zgodnie z nim wszyscy panowie herbowi byli wolni i równi, bo pochodzili od ludzi, którzy podbili kraj i ustanowili nad nim swoją władzę. Chłopi i mieszczanie należeli zaś do całkowicie odrębnej grupy, o innej historii, której podległy status został rozstrzygnięty przed przeszło tysiącem lat. Słowem: były to dwa różne narody.

Naród polski, naród sarmacki

Pisanie o szlachcicach – i wyłącznie szlachcicach – jako o Sarmatach, a o kontrolowanym przez nich państwie jako o Sarmacji, stało się powszechne nie tylko w drukowanych książkach, ale też na przykład w mowach pogrzebowych, oracjach politycznych, prywatnych pamiętnikach czy na ziemiańskich nagrobkach. Szlachcice chętnie też nazywali różne rzeki czy lasy sarmackimi.

Szlachcic polski. Grafika XIX-wieczna
Szlachcic polski. Grafika XIX-wieczna.

Nawet polski klimat, zwłaszcza zaś typowy dla Rzeczpospolitej srogi mróz, zyskał miano sarmackiego. Historyk Stanisław Cynarski wyliczał, że w XVII stuleciu właściwie bez przerwy mówiło się o „sarmackim narodzie, krwi sarmackiej, animuszu sarmackim, wolności sarmackiej”.

„Sarmacki” oznaczał już w tym czasie tyle samo co „szlachecki”. W przekonaniu samych panów herbowych słowo to można też było zrównać z przymiotnikiem „polski”.

Sarmacki mit genezy stał się z czasem wyjątkowy, bo chyba tylko w Polsce – jak tłumaczył chociażby Janusz Tazbir – taki wywód historii posłużył „do wytworzenia pojęcia narodu szlacheckiego”. Ponieważ szlachcice uwierzyli, że jako jedyni są Sarmatami, to tak samo zaczęli też twierdzić, że tylko oni tworzą naród polski.


Reklama


Zgodnie z obowiązującą doktryną mieszczanie i chłopi – a więc jakieś 94 proc. populacji! – Polakami nie byli, ale należeli do gorszego, podporządkowanego narodu plebejskiego. I rzecz dotyczyła nawet rodzin, które od stuleci zamieszkiwały na przykład pod Gnieznem albo w Krakowie i z dziada pradziada posługiwały się polszczyzną.

W ten sposób łatwo można było uzasadniać traktowanie chłopów jak ludzi drugiej kategorii. Zarazem stworzono system, w którym mieszkańcy wsi nie czuli związków z krajem, nie mogli uważać się za obywateli czy nawet za pełnoprawnych poddanych. Gdy nadchodziły kryzysy i katastrofy nie uważali też więc, że mają jakikolwiek obowiązek walczyć za Polskę, która nigdy ich nie chciała. I za Polaków, czyli szlachciców.

***

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę pt. Warcholstwo. Prawdziwa historia polskiej szlachty (Wydawnictwo Poznańskie 2023). To bezkompromisowa opowieść o warstwie, która przejęła pełnię władzy w Polsce, zniewoliła resztę społeczeństwa i stworzyła system wartości, z którym borykamy się do dzisiaj. Dowiedz się więcej na Empik.com.

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.