Porwanie zwłok Aleksandra Macedońskiego. Jeden z największych skandali starożytności

Strona główna » Starożytność » Porwanie zwłok Aleksandra Macedońskiego. Jeden z największych skandali starożytności

To miał być pogrzeb, jakiego świat jeszcze nie widział. Jedyny możliwy dla człowieka, który w ciągu krótkich trzynastu lat panowania obalił najpotężniejsze z imperiów, a na jego gruzach zbudował własne mocarstwo. Do planowanego pochówku nigdy jednak nie doszło. Ciało króla ponad królami zostało… zrabowane.

Aleksander Macedoński, uważający samego siebie za boga, nawet nie brał pod uwagę, że może umrzeć młodo i nagle. O ile w ogóle wierzył we własną śmiertelność. Snuł chorobliwie ambitne plany i nie przygotował swojego chwiejnego, żyjącego w strachu państwa na moment, gdy jego zabraknie.


Reklama


Zgon króla 10 czerwca 323 roku p.n.e. pogrążył nieokrzepłe greckie imperium – sięgające od Peloponezu po podnóża Himalajów i od Bałkanów po Egipt – w bezbrzeżnym chaosie.

Oficjalnie kandydatów na następcę Aleksandra widziano w najbliższych krewniakach króla: albo w jego upośledzonym umysłowo bracie Filipie III, albo w synu-pogrobowcu, Aleksandrze IV. W praktyce jednak prawdziwą kontrolę nad sytuacją przejęli ci ludzie, którzy mieli za sobą twardą siłę: dowódcy potężnej armii zmarłego króla.

Zabalsamowany klucz do władzy

Relacje między dawnymi towarzyszami broni szybko stały się chłodne, a następnie – otwarcie wrogie. W narastającym sporze o prawo do zwierzchnictwa kluczową rolę zaczęły odgrywać zwłoki zmarłego, boskiego władzy.

Wdowa po Aleksandrze Wielkim Roksana wraz z małym synkiem – Aleksandrem IV. Obraz pędzla Alessando Varotariego z XVII wieku.

Ten kto miał ciało Aleksandra i kto odpowiadał za jego pogrzeb, mógł liczyć, że za sprawą wspaniałej uroczystości wywinduje siebie na sam szczyt. Tymczasem trumna króla była w rękach Perdikkasa – najpotężniejszego z generałów i człowieka, który dążył nie tylko do zagarnięcia pełni władzy, ale nawet do ogłoszenia samego siebie królem.

Ozdobny, kosztowny i… jarmarczny

Pogrzeb odwlekał się w czasie. Perdikkas doskonale rozumiał, że szczątki Aleksandra stanowią jego przepustkę do tronu, zwłaszcza, że w myśl tradycji chowanie zmarłego władcy stanowiło obowiązek i przywilej jego następcy.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Generał – a teraz też regent -nie szczędził środków na przygotowanie najwspanialszego konduktu w dziejach. Król zmarł w Babilonie nad Eufratem. Perdikkas zamierzał z ogromną pompą przewieźć zwłoki 32-latka przez ogromny kraj, aż do Macedonii – kolebki imperium.

O tym, co dokładnie zaplanował pisze ze szczegółami Robin Waterfield w książce Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego. W ciągu dwóch (!) lat wykonano karawan, który był „naturalnie nadzwyczaj ozdobny i kosztowny – oraz wyjątkowo jarmarczny”.

Wewnątrz złotej trumny zabalsamowane ciało spoczywało na cennych przyprawach, przykrywał ją zaś całun z haftowanej złotem purpury. Wokół niej zbudowano miniaturową złotą świątynię, której wejścia strzegły złote lwy.

Czytasz fragment nowej książki Robina Waterfielda pt. Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego. Możesz ją kupić w Empiku.

Jońskie kolumny, oplecione płaskorzeźbionymi pnączami, wspierały beczkowato sklepiony dach ze złotych łusek wysadzanych drogimi kamieniami; dach zdobił złoty wieniec oliwny. Na każdym jego rogu stał złoty posąg bogini zwycięstwa Nike trzymającej trofeum wojenne. Z gzymsu miniaturowej świątyni sterczały głowy koziorożców, z których po obu stronach zwisały wielobarwne girlandy przewleczone przez złote pierścienie. (…)

Między kolumnami rozwieszono złote siatki, które ocieniały trumnę, pozwalając jednak gapiom zerknąć do środka. Katafalk ciągnęły sześćdziesiąt cztery muły, każdy ze złoconym naczółkiem, złotymi dzwonkami na policzkach i wysadzanym klejnotami kołnierzem.


Reklama


Ciało warte przepowiedni

Kondukt miał przebyć niemalże 3000 kilometrów. W swoją powolną podróż wyruszył późną wiosną 321 roku. Towarzyszył mu silny, a przede wszystkim pięknie się prezentujący oddział ciężkiej konnicy. Wraz z orszakiem pogrzebowym wysłano też zastępy robotników, by w razie potrzeby naprawiali drogi i przeprawy.

Transport odbywał się z wielkim rozmachem i w towarzystwie tłumów. Tysiące ludzi ustawiały się wzdłuż trasy, by oglądać wspaniałą świątynię na kołach. Na dobrą sprawę to był nawet nie kondukt, ale niesamowity, obliczony na długie miesiące pokaz wpływów Perdikkasa. A zarazem… wstęp do jego walnej kompromitacji.

Kondukt pogrzebowy Aleksandra Wielkiego na XIX-wiecznej grafice.

Regent nie był jedynym człowiekiem rozumiejącym, jak wielkie znaczenie mają zwłoki Aleksandra. Przekonanie, że ten kto pochowa króla stanie się jego następcą było powszechne wśród dawnych towarzyszy macedońskiego wodza. Jak tłumaczy Robin Waterfield na kartach Dzielenia łupów, rozpowszechniła się też przepowiednia, w myśl której ziemia, która przyjmie ciało Aleksandra miała się stać „bardzo szczęśliwa” i niewrażliwa na ataki wrogów.

Perdikkas wiedział o tym, a jednak zawierzył własnej potędze. Nie wyobrażał sobie, że ktokolwiek ośmieli się zakłócić pogrzeb króla nad królami. I szybko miało się okazać, w jak wielkim jest błędzie.

Faraon potrzebuje symbolu

Atak nastąpił po tym, jak w lipcu 321 roku kondukt zawitał do południowej Syrii. Na spotkanie żałobników wyszedł oddział wojskowy na usługach Ptolemajosa (Ptolemeusza) – innego generała, który w ciągu ostatnich dwóch lat zawładnął Egiptem, przekształcając go nie tyle w prowincję co wręcz w zalążek własnego państwa.

<strong>Przeczytaj też:</strong> Śmierć Kaliguli. Dlaczego zginął najbardziej znienawidzony cesarz starożytnego Rzymu?

Prolemajos już rządził, ale nie oficjalnie. Brakowało mu symbolu potwierdzającego, że ma prawo zająć miejsce dawnych faraonów… Symbolu takiego, jak choćby zwłoki Aleksandra, który właśnie w Egipcie został ogłoszony bogiem. I na którego rozkaz budowano nową stolicę: Aleksandrię.

Ludzie generała zaatakowali kondukt, rozpędzili zaskoczonych kawalerzystów Perdikkasa i porwali trumnę króla. Na jakąkolwiek reakcję było zbyt późno. Zanim wiadomości dotarły do regenta imperium – i zanim ten zorganizował pościg – najcenniejsze ciało było już nad Nilem.

Ptolemajos (Ptolemeusz I Soter).

Ptolemajos pochował je w odległej oazie, ale to był tylko tymczasowy półśrodek. Jak tłumaczy Robin Waterfield na kartach książki Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego:

Aleksandria była wciąż wielkim placem budowy, tak więc [Ptolemajos] złożył ciało w starej stolicy, Memfis, i przeniósł je kilka lat później, kiedy kompleks pałacowy w Aleksandrii został ukończony. Uświetnił sprowadzenie zwłok do Memfis igrzyskami oraz wprowadził kult Aleksandra jako założyciela Aleksandrii. Mniej więcej w tym samym czasie zaczął też, jako pierwszy z diadochów, bić monety z portretem Aleksandra.


Reklama


Wojna o zwłoki króla

Swój plan Ptolemajos zrealizował w stu procentach. Za sprawą zuchwałej grabieży skonsolidował zwierzchność nad Egiptem. Na razie zastał przy tytule satrapy, w przyszłości miał jednak ogłosić się królem i zapoczątkować sławną dynastię Ptolemeuszy. Co zaś do Perdikkasa – ten nigdy nie pomścił zniewagi.

Wraz z armią wyruszył na Egipt i bez większych problemów dotarł aż do Nilu. Zanim go jednak przekroczył, zginął z ręki własnych, zbuntowanych oficerów.

Porwanie zwłok króla nie tylko oznaczało akt wojny, ale doprowadziło do ostatecznego rozpadu imperium i do sławnych, ciągnących się przez dekady wojen diadochów. Wojen, w których Ptolemajos stale dysponował przynajmniej symboliczną przewagą.

Skrytobójstwa, zakulisowe rozgrywki, bezwzględna walka o władzę nad jeszcze nieostygłym ciałem wodza. O upadku najpotężniejszego imperium na świecie przeczytasz w nowej książce Robina Waterfielda.

Bibliografia

Kup z rabatem na empik.com

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.