Pocztówki dźwiękowe były prawdziwym hitem wśród młodzieży. Fot. Piotrm00/domena publiczna

PRL-owskie towary, których dzisiaj już (prawie) nie znajdziesz w sklepach. Czy znasz je wszystkie?

Podsumowanie

PRL – jak na ludową demokrację przystało – był krajem niedoboru. W sklepach brakowało niemal wszystkiego, a to, co się pojawiało, niekoniecznie spełniało najwyższe standardy. Może dlatego część ówczesnych klasyków dawno wyszła już z obiegu. Co można było kupić, ale już się nie da?

Młody Polak, który przeniósłby się w czasie o kilka dekad wstecz, w peerelowskich sklepach i lokalach usługowych mógłby się poczuć bardzo zagubiony. Na próżno szukałby Coli, Pepsi, Fanty czy choćby Snickersa. Swoich podartych, wysłużonych dżinsów Levi’s nie byłby w stanie zastąpić nowymi. W zamian oferowano by mu jednak szereg rodzimych produktów o obco brzmiących nazwach.


Towary te w książce Zapomniane słowa z PRL-u i nie tylko przypomina Franciszek Czekierda, od kilku dekad zajmujący się zbieraniem wychodzących z użytku określeń. Jakie wyroby królowały na sklepowych półkach? Oto kilka najpopularniejszych, o których dzisiaj mało kto już pamięta.

Zapomniane produkty z czasów PRL-u

Cytronada – żółty napój, przypominający lemoniadę. Opakowany w przezroczystą folię, którą trzeba było przebić załączoną słomką, by zaspokoić pragnienie.

Szampan mleczny – o wdzięcznej nazwie „serwowit”. Produkt, który pojawiał się w latach 70. i 80. Był to lekko kwaskowaty, musujący sfermentowany napój mleczny, podobno zawierający śladowe ilości alkoholu. Sprzedawano go w butelkach o pojemności 0,25 litra.

Oranżada w proszku – pomarańczowy proszek, który po rozpuszczeniu w wodzie zamieniał się w oranżadę. Sprzedawany w papierowych torebkach… i najczęściej spożywany przez dzieci na sucho.

Wyrób czekoladopodobny – praktycznie jedyna dostępna pod koniec epoki peerelu „czekolada”. Kakao, na które brakowało dewiz, zastępowano tu tłuszczami roślinnymi. Z rzadka pojawia się na półkach sklepowych i dzisiaj.

Wyroby czekoladopodobne wyglądały i smakowały „prawie” jak prawdziwa czekolada… Fot. SKopp, lic. CC BY-SA 3.0.

Marmolada na wagę – w latach 60. była powszechnie sprzedawana w sklepach spożywczych. Otrzymywano ją z przecierów owocowych, gotowanych na cukrze. Można było ją kupić w pięciokilowych drewnianych skrzynkach lub jeszcze większym walcowatym wiaderku.

Butelka z zalakowanym korkiem – zwykle zawierająca napój alkoholowy, ale czasem także sok czy ocet. Zanim pojawiły się kapsle i zakrętki, butelki takie korkowano, a następnie oblewano czerwonym lakiem, na którym odciskano pieczęć monopolu spirytusowego. Obywatele Polski Ludowej często próbowali je otwierać bez korkociągu, uderzając dłonią w dno butelki.

Rajtuzy prążkowane – element ubioru przeznaczony dla dzieci, wykonany z grubej bawełny. Rajtuzy często występowały w mało atrakcyjnym kolorze kawy z mlekiem. Franciszek Czekierda wspomina, że jego koleżanki ich nienawidziły. Może dobrze, że pod koniec lat 60. ta „ozdoba” damskich nóg zniknęła ze sklepów.

Pocztówka dźwiękowa – hit sprzedaży wśród młodzieży, „uboga krewna płyty gramofonowej” – jak pisze Czekierda. Z jednej strony znajdowała się kartonowa pocztówka, a z drugiej – wyżłobione rowki na folii. Przystępna cena sprawiała, że młodzi chętnie wysyłali sobie przeboje Maryli Rodowicz, Beatlesów czy Toma Jonesa.

Pocztówkę dźwiękową można było odtworzyć na przykład na gramofonie Bambino. Fot. Wojciech Pysz, lic. CC BY-SA 3.0.

Chusteczka materiałowa – powszechnie używana, zanim nie pojawiły się chusteczki jednorazowe. Przetrwała do dzisiaj, ale pełni już niemal wyłącznie funkcję ozdobną.

Polskie dżinsy – czyli tak zwane „szariki” lub „odry”, szyte w Zakładach Przemysłu Odzieżowego w Szczecinie. Wykonywano je z mocno wybielanej tkaniny bawełnianej z różnymi domieszkami. Miały charakterystyczny, marmurkowy deseń. Co więksi modnisie odrywali z nich polskie metki, by ukryć „wstydliwe” pochodzenie…

Fibrowa walizka – wykonana z tworzywa, powstałego po sprasowaniu papieru bawełnianego lub celulozy, nasyconej chlorkiem cynku, i wzmocniona metalowymi okuciami. Występowała w różnych wielkościach, najczęściej w kolorze brązowym.


Bibliografia:

Franciszek Czekierda, Zapomniane słowa z PRL-u i nie tylko, BoSZ 2019.

Autor
Anna Winkler
4 komentarze
    • No…powrocilo troszke nostalgii.To artykuły mojego dziecinstwa i mlodosci…A serwowit nie posiadal alkoholu…nie byl tez napojem mlecznym 🙂 :-)!To byl napój produkowany jako efekt uboczny przy produkcji drożdży.Mial fajny smak i gasil pragnienie.Wlasciwie…to jedna z niewielu rzeczy za ktora tęsknię z tamtych czasow.No…noze jeszcze za ludzmi,ktorzy nie sprzedawali sie za 500+ 🙂

  • Zapomnialem dodać 🙂 Serwowit był pakowany w szklane butelki i kapslowany jak mleko…kapslami chyba z grubej folji aluminiowej w kratke.A mleko…dawalo sie z niego zrobic prawdziwe mleko zsiadle.Wystarczylo nakłuć widelcem dwa razy kapsel i odstawic.Teraz z tego co sprzedaja to wyjda smierdzace gluty.

  • KIilka faktow o ktorych teraz czyta sie tylko w podrecznikach :-):-):-)Naprawdę,prosze mi wierzyć 🙂 komuna byla straszna tylko dla cwaniakow i kombinatorow.Wtedy polowa obecnych polskich politykow by siedziala za przestępstwa gospodarcze.Teraz to biznesmeni i ludzie ktorzy walczyli z systemem 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 Walczyli…dobre sobie…chlali z kumplami ukratkiem,bo jak by ich namierzyla milicja,to by poszli siedzieć za chlanie na ulicy i za unikanie pracy.System wykształcił i to nieźle,dawal prace po szkole fachowcom ale też wymagal pracy a nie bimbania.Pieniadze nie byly problemem.Problemem byly towary dobrej jakosci.Reglamentacja obejmowala nie tylko towary spożywcze.Na kartki tez byly np.buty.:-) 🙂 🙂 Do dzisiaj pamietam juniorki z granatowego jeansowego plutna ze skorzanymi,brazowymi noskami 🙂 zimowe buty Relax.Po lepsze rzeczy jezdzilo sie na bazar Różyckiego w Warszawie gdzie wieczorem przy żarówce sprzedawcy jedli gorace pyzy zapijajac wódką 🙂 Może i nie bylo wtedy wszystkiego.Zylo sie biedniej.Ale ludzie trzymali sie razem.Razem spedzali czas.Teraz Polska jest pelna nienawisci i pogardy.Czlowiek chodzi do kosciola a po wyjsciu utopilby drugiego w łyżce wody.Nie…komuna nie byla dobra.Tworzyla patologie…ale pod tym wzgledem nie roznila sie od tego co jest dzisiaj.Tyle ze dzisiaj patologia obejmuje wyzsze grupy spoleczne.Kiedys mówiło się o dziedzicznej biedzie.Teraz chyba mowic się powinno o dziedzicznej degeneracji moralnej niezaleznej od statusu spolecznego.A moze wlasnie zaleznej od ilosci posiadania dobr wszelkiej masci?”Być”czy „mieć”?Teraz to dylemat moralny,ktorym ludzie nie sprzątają sobie glowy.Gonią za modelowym wizerunkiem rodziny z reklam bez zadawania sobie podstawowego pytania…Jakim kosztem?…Czy funkcjonuje jeszcze pojecie honoru?Czy jest to tylko wyswiechtany frazes,ktorym szafuja politycy w wygodnych dla siebie momentach grajac na patriotycznej nucie nostalgii za minionymi czasami zyjacymi w podswiadomosci naiwnych ludzi?Ilu jest jeszcze takich,ktorych dusza nie jest na sprzedaż?Pozdrawiam autorke tekstu.:-) 🙂 🙂 Nie wszystko bylo takie jak je historycy malują 🙂

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.