Sądy w III Rzeszy. Jak Hitler przejął kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości?

Prawo i konstytucja Republiki Weimarskiej stanowiły dla Adolfa Hitlera przedmiot pogardy, co dawał do zrozumienia przy każdej nadarzającej się sposobności. W 1930 roku, podczas jednego z procesów, zwrócił się do sądu w następujących słowach: „Wkroczymy do instytucji wymiaru sprawiedliwości i tym sposobem sprawimy, ze nasza Partia stanie się czynnikiem decydującym”.

Hitler i jego klika z pełnym rozmysłem ignorowali prawo, by zawłaszczyć pełnię władzy w dotąd demokratycznych Niemczech.


Reklama


Konstytucja, przepisy oraz odgórne normy niewiele dla nich znaczyły. Według narodowych socjalistów prawo istniało tylko po to, by im służyć, a na sprawiedliwość mogli liczyć tylko ich zwolennicy, nie zaś oponenci.

Ponadto podstawę interpretacji wszelkich reguł miała stanowić ideologia partyjna. Więcej od punktów w konstytucji znaczyły punkty programu NSDAP i wyrywki z przemówień Hitlera.

Reichstag w dzień po pożarze. Zdjęcie z 27 lutego 1933 roku.

Sądy Republiki Weimarskiej. System, który zastali naziści

W pierwszym okresie rządów narodowych socjalistów, niemiecki wymiar sprawiedliwości był w miarę niezależny, choć pojawiały się w środowiskach prawniczych tendencje mocno prawicowe, powstałe na fali antykomunistycznej nagonki.

System sądowy w Rzeszy opierał się wówczas na sądach rejonowych pierwszej instancji, nadzorowanych przez sądy okręgowe. Kolejny szczebel to sąd krajowy, będący najwyższą instancją w konkretnym kraju związkowym Rzeszy.


Reklama


Nad prawidłowością przeprowadzanych w niższych instancjach procesów czuwał Sąd Rzeszy, który oprócz tego, że pełnił funkcje instancji odwoławczej, prowadził też sprawy dotyczące przestępstw skierowanych przeciwko państwu i narodowi niemieckiemu.

Amnestia dla każdego nazisty

W pierwszych miesiącach po przejęciu władzy przez nazistów zdarzały się sytuacje, gdy niemieccy prokuratorzy stawiali zarzuty członkom SA i SS za mordy na konkurentach politycznych. Prowadzone były także śledztwa w sprawie tortur na więźniach obozów koncentracyjnych, zwłaszcza gdy te prowadziły do śmierci osadzonych.

Adolf Hitler przemawia w sali posiedzeń Reichstagu.

Działania niezależnych sędziów i prokuratorów napotykały na stanowczy opór najwyższych czynników. Blokowali je decydenci z samym Adolfem Hitlerem włącznie.

Aby chronić wiernych pachołków partii, już 21 marca 1933 roku, na pierwszym posiedzeniu nazistowskiego Reichstagu, uchwalono amnestię w spawie przestępstw popełnianych w okresie tzw. „walki”. Tym samym anulowano ponad 7 tysięcy aktów oskarżenia. Członkowie zbrojnego ramienia NSDAP, często sprawcy najcięższych przestępstw z morderstwem włącznie, pozostali bezkarni.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W sądach nie ma miejsca dla Żydów

Swój nadzór nad systemem sprawiedliwości naziści zaczęli od pozbycia się pracujących w nim żydowskich prawników.

Brunatni bojówkarze wdzierali się do gmachów sądów, wyciągali z posiedzeń żydowskich sędziów i adwokatów, znieważali ich, bili i grozili im śmiercią w przypadku powrotu na sale rozpraw. Wszystko to działo się w atmosferze wściekłych ataków nazistowskiej prasy, która wzywała do oczyszczenia wymiaru sprawiedliwości z żydostwa.


Reklama


Do tych postulatów przyłączyła się otumaniona propagandą część społeczeństwa. Zwyczajni Niemcy – ale też prawnicy o silnie prawicowych zapatrywaniach – słali wnioski do Ministerstwa Sprawiedliwości, naciskając na stanowczą reakcję wobec zagrożenia ze strony wrogiej kasty.

Nazistowskie prawo działa wstecz

Pomimo prowadzonych – legalnie i nielegalnie – działań, wymiar sprawiedliwość nadal zachowywał pewną niezależność. Naziści przekonali się o tym podczas procesu domniemanego sprawcy podpalenia budynku Reichstagu, do którego doszło w nocy 27 na 28 lutego 1933 roku.

Marinus van der Lubbe na fotografii z 1933 roku.

Głównym oskarżonym o ten akt był holenderski komunista Marinus van der Lubbe. Ponieważ niemiecki kodeks karny nie przewidywał kary śmierci za podpalenie w sytuacji, gdy w pożarze nie było ofiar śmiertelnych, naziści wymusili na prezydencie Hindenburgu podpisanie tzw. Lex van der Lubbe, czyli ustawy o wstecznym zastosowaniu kary śmierci dla przestępstw (zdrady i podpalenia) popełnionych od 31 stycznia 1933 roku, czyli dnia w którym Hitler objął urząd kanclerza.

Tym samym została pogwałcona jedna z fundamentalnych zasad każdego uczciwego systemu prawnego, wykluczająca stosowanie przepisów do zdarzeń sprzed ich uchwalenia.


Reklama


„Nie mają żadnych szans”

Ponieważ naziści zmierzali do całkowitego wyeliminowania z życia politycznego Komunistycznej Partii Niemiec (KPD), skorzystali z okazji i powiązali jej członków z podpaleniem Reichstagu.

Na ławie oskarżonych przed Najwyższym Sądem Rzeszy w  Lipsku obok van der Lubbego zasiedli: Georgii Dymitrow, szef Międzynarodówki Komunistycznej na Zachodnia Europę z siedzibą w Berlinie, jego dwóch współpracowników oraz Ernst Torgler, przewodniczący komunistów w Reichstagu. Zarzut dotyczył podpalenia i zdrady stanu, za co w świetle nowej ustawy groziła kara śmierci.

Przeczytaj też: Hitler doprowadził III Rzeszę na krawędź bankructwa. Prawda o nazistowskich reformach gospodarczych

Naziści byli pewni wygranej. Joseph Goebbels, będący jednym ze świadków oskarżenia, w swym dzienniku pod datą 9 listopada 1933 roku zapisał:

Wczoraj: proces [o podpalenie] Reichstagu. Bardzo wielki dzień. Jestem w najlepszej formie. Moje przesłuchanie trwa prawie 4 godziny. Przedstawiam całą sytuację. Dymitrow i Torgler są scharakteryzowani jak najgorzej. Nie mają już żadnych szans. Z zimną krwią. Całkowite zwycięstwo.

Marinus van der Lubbe podczas procesu.

Sędzia niepokorny

Niespodziewanie proces zakończył się całkowitym blamażem nazistowskiej władzy. Przewodniczący składu sędziowskiego Wilhelm Bünger udowodnił, ile wart jest niezawisły i niezależny sędzia w rządzonym autorytarnie państwie.

W grudniu 1933 roku, z braku dowodów, Dymitrow i jego towarzysze zostali uniewinnieni. Na karę śmierci skazany został jedynie van der Lubbe, który przyznał się do zarzucanych mu czynów.


Reklama


Dla NSDAP wyrok był upokorzeniem. „Völkicher Beobachter”, główny organ prasowy partii, obwieścił jednak nie klęskę hitlerowców, ale… zepsutego wymiaru sprawiedliwości. Wyrok, w opinii nazistowskiej redakcji, dowodził „potrzeby gruntownej reformy życia prawnego, które na wielu płaszczyznach nadal podąża ścieżkami przestarzałej i obcej dla naszego narodu myśli liberalnej”.

Sąd nazistowski, czyli Trybunał Ludowy

Do walki z politycznymi oponentami naziści utworzyli nowe instytucje sądownicze. Zwyczajne sądy miały odtąd zajmować się głównie przestępstwami pospolitymi.

Przeczytaj też: Jedyny taki przypadek w Europie. Kraj, który płacił Niemcom za mordowanie Żydów

Najważniejszą z nowych instytucji był Trybunał Ludowy, powołany do życia 24 kwietnia 1934 roku. Przejął on od Najwyższego Sądu Rzeszy kompetencje w zakresie spraw o zdradę. Organ był do cna upolityczniony. Obok dwóch zawodowych sędziów, nominowanych przez Kanclerza, w rozpatrywaniu sprawy brali udział też trzej sędziowie „ludowi” wyznaczeni przez partię z własnych szeregów, z SA, SS lub innej pronazistowskiej organizacji. Wyroki korzystne dla nazistów były w efekcie właściwie pewne.

Z czasem zwiększano kompetencje Trybunału Ludowego i można było przed nim stanąć m.in. za powtarzanie plotek na temat Führera, uszkodzenie mienia wojskowego, infrastruktury kolejowej oraz niepowiadomienie odpowiednich służb o planowanym zamachu na nazistowskiego oficjela czy nawet przestępstwa gospodarcze.

Skład orzekający Trybunału Ludowego na sali rozpraw.

Posiedzenia Trybunału Ludowego często były starannie reżyserowanymi przedstawieniami z odpowiednio dobraną publiką. Oskarżeni mieli mocno ograniczone możliwości obrony, nie mogli nawet wybrać sobie adwokata (otrzymywali go obowiązkowo z urzędu).

Zdarzało się że w trakcie procesów w ogóle nie brano pod uwagę dowodów ani argumentów obu stron. Co więcej przewodniczący Trybunału mógł występować jednocześnie jako prokurator, czytając oskarżenie i jako sędzia, czytając wyrok i ogłaszając karę.


Reklama


Jedynie oskarżyciel mógł wystąpić o apelację, natomiast oskarżony mógł tylko prosić o łaskę samego Adolfa Hitlera.

Do końca wojny Trybunał skazał 18 tysięcy osób, z czego na karę śmierci ponad 12 tysięcy. Wyrok wykonano w ponad 5 tysiącach przypadków.

Sądy Specjalne w okupowanej Europie

Kolejną „innowację” w niemieckim sądownictwie pod rządami nazistów stanowiły Sądy Specjalne. Obszarem ich jurysdykcji były poszczególne kraje związkowe.

Ruiny budynku Trybunału Ludowego na fotografii z lat 50. XX wieku.

Sędziów wybierano tylko spośród członków partii narodowosocjalistycznej bądź osób zaakceptowanych przez NSDAP. Wyrok nie podlegał odwołaniu do wyższej instancji, chyba że na wniosek oskarżyciela, co było mało prawdopodobne. Ponadto sędziowie mieli całkowitą swobodę w doborze dowodów, które chcieli uwzględnić w sprawie, co w łatwy sposób pozwalało wyeliminować argumenty świadczące na korzyść oskarżonego.

Sądy Specjalne orzekały również na terenie okupowanej przez Niemców Polski. Ocenia się, że na terenie Europy wydały one łącznie 11 tysięcy wyroków śmierci, z których część została wykonana w trybie 24-godzinnym.

Przeczytaj też: „Klechy są naszymi śmiertelnymi wrogami”. Jak Niemcy prześladowali polski Kościół w czasie II wojny światowej?

Adolf Hitler najwyższym sędzią

Specyficznym tworem był Sąd Wojskowy Rzeszy. Najwyższym sędzią tego organu był sam Adolf Hitler, który mógł decydować o wydawaniu lub uchylaniu jego wyroków.

Jurysdykcji podlegali członkowie niemieckich sił zbrojnych oskarżeni zdradę stanu i narodu, dezercję oraz odmowę służby wojskowej ze względu na przekonania religijne czy poglądy społeczne. Sąd Wojskowy Rzeszy działał w latach 1939-45 i wydał 1089 wyroków śmierci z których wykonano 1049.


Reklama


Nigdy nie ponieśli konsekwencji

Po drugiej wojnie światowej rząd Republiki Federalnej Niemiec niewiele zrobił, aby rozliczyć sędziów zasiadających w nazistowskich organach. Odpowiedzialności karnej uniknęli praktycznie wszyscy, którzy orzekali w Trybunale Ludowym. A chodziło o niemal 600 mężczyzn! Wielu z nich miało na sumieniu mordy sądowe. Liczni pełnili później służbę w wymiarze sprawiedliwości RFN.

Sprawiedliwości stało się zadość dopiero w roku 1998 i to tylko w sferze symbolicznej. Na mocy ustawy unieważniono wówczas wszystkie haniebne wyroki Trybunału Ludowego.

Przeczytaj też o ostatnim przemówieniu radiowym Hitlera. Co powiedział Niemcom w obliczu nieuchronnej klęski?

Bibliografia

  1. Ailsby Christopher, Trzecia Rzesza dzień po dniu, Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki b.d.w.
  2. Evans Richard J., Trzecia Rzesza u władzy, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2017.
  3. Evans Richard J., Nadejście Trzeciej Rzeszy, Wydawnictwo Napoleon V, Oświęcim 2017.
  4. Goebbels Joseph, Dzienniki. Tom 1 1923-1939, Świat Książki, Warszawa 2016.
  5. Longerich Peter, Hitler. Biografia, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2017.
  6. Overy Richard, Trzecia Rzesza. Historia imperium, Buchmann, Warszawa 2012.
  7. Stalski Patryk, Sądownictwo III Rzeszy w latach 1933-1945, Acta Erasmiana X, Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2015.
  8. Toland John, Hitler. Reportaż biograficzny, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014.
Autor
Dariusz Kaliński
8 komentarzy
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.