Upadek muru berlińskiego. Kulisy wydarzenia, które stało się symbolem nowej epoki w dziejach świata

Strona główna » Historia najnowsza » Upadek muru berlińskiego. Kulisy wydarzenia, które stało się symbolem nowej epoki w dziejach świata

Upadek muru berlińskiego w nocy z 9 na 10 listopada 1989 roku stał się symbolem zakończenia zimnej wojny. O procesie jaki doprowadził do tego historycznego wydarzenia pisze Helena Merriman w książce pt. Tunel 29. Miłość, szpiegostwo i zdrada: prawdziwa historia niezwykłej ucieczki pod Murem Berlińskim.

Dziewiątego października 1989 roku wieść rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. „To dziś wieczorem” – mówiono.


Reklama


Sześć miesięcy temu grupka ludzi zaczęła co poniedziałek protestować pod kościołem we wschodnioniemieckim Lipsku. Domagali się wolnych wyborów. Początkowo była ich tylko garstka, ale co tydzień pojawiało się więcej: sto, pięćset osób, tysiąc, dwa tysiące, dziesięć tysięcy, dwadzieścia tysięcy, aż dziś wieczorem najwyraźniej wszyscy w całym Lipsku wybierali się na protest: nastolatki, matki, studenci, nauczyciele, lekarze, kierowcy autobusów i dziadkowie.

Reformy Gorbaczowa

Pochylali się nad arkuszami papieru i kartonu, przygotowując transparenty z hasłami, i ubierali się ciepło na wypadek, gdyby ich aresztowano. Ludzie się ośmielili nie dlatego, że coś się wydarzyło w ich ojczyźnie, tylko dlatego, że zmiany następowały w kraju, na którym wzorowano ustrój Niemiec Wschodnich: w samym Związku Radzieckim.

Michaił Gorbaczow na zdjęciu z 1989 roku RIA Novosti/Jurij Somow/CC-BY-SA 3.0).
Michaił Gorbaczow na zdjęciu z 1989 roku (RIA Novosti/Jurij Somow/CC-BY-SA 3.0).

Po szeregu starszych przywódców, którzy albo umierali na swym stanowisku, albo mieli zaraz to zrobić, na czele supermocarstwa stanął „młodzieniaszek”: pięćdziesięcioczteroletni Michaił Gorbaczow. Po raz pierwszy komunistycznym molochem miał rządzić ktoś, kto przyszedł na świat po rewolucji październikowej 1917 roku, i było to widoczne.

Gorbaczow (…) zreformował państwo zgodnie z dwiema zasadami: głasnostią (jawnością, końcem zakłamania) i pieriestrojką (przebudową gospodarczą). Mniej było w tym idealizmu niż pragmatyzmu: Związek Radziecki trwał w głębokim ekonomicznym kryzysie i Gorbaczow w ten sposób starał się ratować państwo.

Poprzedniego roku, 1988, złożył mu w Moskwie oficjalną wizytę prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan i obydwaj ogłosili, że są odtąd „przyjaciółmi”, mimo że Reagan w Berlinie domagał się głośno, aby pan Gorbaczow „rozwalił ten Mur!”.

Miesiąc wcześniej, w lipcu 1989 roku, Michaił Gorbaczow obwieścił, że jego wojsko nie będzie już więcej wspierać komunistycznych rządów w Europie Środkowej i Wschodniej, państwa bloku wschodniego mogły nareszcie same wybrać sobie władze – pójść swoją drogą. Nazwano to żartobliwie „doktryną Sinatry”, i rzeczywiście byłe kraje satelickie Związku Radzieckiego skwapliwie skorzystały z okazji.


Reklama


Na Węgrzech w wyniku wyborów utworzono nowy reformistyczny rząd, który zlikwidował zasieki z drutu kolczastego na granicy z Austrią. W Polsce odbyły się częściowo wolne wybory, komuniści stracili setki miejsc w sejmie. A mieszkańcy Estonii, Łotwy i Litwy utworzyli najdłuższy łańcuch ludzki w historii, liczący dwa miliony osób, domagając się niezależności od Związku Radzieckiego. Blok wschodni rozpadał się, państwa jedno po drugim odwracały się plecami do stalinizmu.

Starania Honeckera o zachowanie władzy

Jedynym krajem, który uparcie trwał przy starych stalinowskich zasadach, były Niemcy Wschodnie. Kraj, który – mimo potajemnych zastrzyków finansowych pochodzących z handlu bronią i z wykupu więźniów (do 1989 roku Niemcy Wschodnie sprzedały Zachodowi trzydzieści cztery tysiące więźniów, zarabiając na tym 3,4 miliarda zachodnich marek) – był głęboko pogrążony w długach i bliski bankructwa. Jego przywódca, siedemdziesięciosiedmioletni wówczas Erich Honecker z determinacją i za wszelką cenę trzymał się starego porządku. Szalony doktor na siłę utrzymujący przy życiu umierającego pacjenta.

Artykuł stanowi fragment książki Heleny Merriman pt. Tunel 29. Miłość, szpiegostwo i zdrada: prawdziwa historia niezwykłej ucieczki pod Murem Berlińskim (Wydawnictwo Insignis 2023)

Co prawda jak dawniej szafowano sztywnymi wyrokami dla dysydentów, ale Honecker usiłował osłodzić narodowi rzeczywistość i zwłaszcza młodych odciągnąć od myśli o przewrocie. Sądził, że kupi sobie ich lojalność, organizując koncerty rockowe.

I tak w Niemczech Wschodnich wystąpili: Bob Dylan, Depeche Mode, Bryan Adams, Joe Cocker, a w 1988 roku Bruce Springsteen ze swoim E Street Band wyszedł na scenę urządzoną w nieużywanym welodromie i śpiewał dla trzystu tysięcy wschodnich Niemców, którzy kołysali się do rytmu piosenek Badlands, War i Born to Run, powiewając domowej roboty amerykańskimi flagami.


Reklama


Myślenie Honeckera opierało się na przekonaniu, że ludziom należy dać „igrzyska”, a być może wtedy pokochają swój kraj. Lecz tak to nie działało. Kiedy wracali po koncertach do domów, przygniatająca rzeczywistość sprawiała, że jeszcze bardziej pragnęli zmiany. Byli jednak spętani, uwięzieni przez coś, co zdaniem Honeckera trzymało ten kraj przy życiu – Mur.

Armia strażników

Teraz, niemal trzydzieści lat po tym, jak go zbudowano, Mur był prawie nienaruszalny, stale patrolowany przez strażników: za dnia patrole dzieliło 320 metrów, nocą 260. Policja graniczna miała na wyposażeniu 2295 pojazdów, 10 726 pistoletów maszynowych, 600 lekkich i ciężkich karabinów maszynowych, 2753 pistolety, 992 psy tropiące, 48 moździerzy, 48 dział przeciwpancernych, 114 miotaczy ognia, 682 karabiny przeciwpancerne i 156 samochodów opancerzonych. Po części właśnie dlatego Niemcy Wschodnie stały na skraju bankructwa: zabezpieczenie Muru kosztowało miliard marek zachodnich rocznie .

Wieża strażnicza niedaleko Checkpoint Charlie (Roger Wollstadt/CC BY-SA 2.0).
Wieża strażnicza niedaleko Checkpoint Charlie (Roger Wollstadt/CC BY-SA 2.0).

Mimo to Mur nie był idealny. Choć tak usilnie go pilnowano, co roku uciekali ludzie. Niewielu, zaledwie kilkaset osób, ale wystarczająco, by Erich Honecker snuł tajne plany przedłużenia istnienia Muru o kolejne sto lat – zamierzał go zmodernizować i unowocześnić, wyposażając w elektryczne czujniki ruchu i kamery monitoringu, które pozwalałyby strażnikom z VoPo wykrywać uciekinierów, zanim ci nawet zbliżą się do Muru, co przy okazji zapobiegłoby przypadkom brutalnej śmierci, które wciąż się czasami zdarzały i nie przysparzały rządowi dobrej prasy.

Granica była też chroniona przez Stasi. W latach sześćdziesiątych organizacja miała kilka tysięcy pracowników, a teraz, w 1989 roku, było ich aż 274 000 298 . Jednym z głównych zadań Stasi było udaremnianie ucieczek, nic więc dziwnego, że dziewięćdziesiąt procent zamiarów ucieczkowych brało w łeb już na etapie planowania – donosiciele sprawiali, że większość ludzi nawet nie miała szans zbliżyć się do Muru.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Metody ucieczek

Tunele wyszły z mody. Na początku lat sześćdziesiątych wykopano ich ponad siedemdziesiąt, ale zaledwie dziewiętnaście zostało ukończonych i skutecznie posłużyło celowi, w tym „tunel seniorów”, wykopany przez dwunastu starszych ludzi, a zaczynający się w kurniku. Większość wykopów zawaliła się przed ukończeniem albo ich twórcy zostali wydani wschodnim władzom, albo kopacze uciekli z pieniędzmi.

Teraz ludzie sięgali po bardziej pomysłowe rozwiązania, jak Winfried Freudenberg, trzydziestodwuletni inżynier z twarzą małego dziecka, który z pasów folii polietylenowej zbudował wysoki na trzynaście metrów balon na gorące powietrze, wsiadł do gondoli 8 marca 1989 roku i przeleciał nad Murem.


Reklama


Niestety, stracił kontrolę nad swoim statkiem powietrznym, wzniósł się na wysokość dwóch tysięcy metrów, w lodowatą warstwę atmosfery, gdzie wisiał przez pięć godzin, po czym spadł na ziemię, połamał wszystkie kości i zginął na miejscu. Będzie to ostatnia osoba, która straciła życie, próbując uciec z Berlina Wschodniego.

Z czasem mieszkańcy Berlina musieli pogodzić się z obecnością Muru. Mimo płomiennej mowy wygłoszonej przez Kennedy’ego w 1963 roku Mur przetrwał i jego, i kadencję pięciu kolejnych amerykańskich prezydentów. Zachodni berlińczycy w większości ignorowali Mur i mieli dość turystów, którzy wciąż napływali tysiącami, żeby pstryknąć zdjęcia betonowym płytom porośniętym dziką różą i powojnikiem, upstrzonym napisami i malunkami.

Przywódca NRD Erich Honecker na zdjęciu wykonanym w 1986 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).
Przywódca NRD Erich Honecker na zdjęciu wykonanym w 1986 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

Lecz podczas gdy Mur stał twardo, otworzyła się inna droga ucieczki – boczne wyjście. Granica między Węgrami a Austrią była teraz otwarta, Niemcy wschodni jechali więc trabantami na Węgry i wymykali się na Zachód. Do końca lat osiemdziesiątych napłynęły tysiące wniosków o wydanie wizy wyjazdowej. Decyzją Honeckera co roku otrzymywała ją pewna liczba osób, zgodnie z rozumowaniem, że lepiej pozwolić ludziom, by wyjechali, niż gdyby mieli zostać i sprawiać kłopoty.

„Dzień X”

Ludzie wynoszący się z Niemiec Wschodnich uważali się za spryciarzy. O tych, którzy zostawali, mówiono der doofe Rest – „durne resztki”. Ale w ciągu ostatnich pięciu miesięcy te „durne resztki” zauważyły, że świat wokół nich zmienia się, toteż zamiast domagać się zezwolenia na wyjazd, domagały się czegoś, co bardziej niepokoiło władzę – ludzie chcieli zostać, jednak żądali, żeby to rząd odszedł.


Reklama


Tempo zmian wzięło ich wszystkich z zaskoczenia, lecz partia nie poddała się bez walki. Siódmego października 1989 roku Niemcy Wschodnie obchodziły czterdziestą rocznicę swojego powstania. Przez Berlin Wschodni przeszła wielka uroczysta parada wojskowa. Czołgi. Czerwone flagi. Pochodnie. A wieczorem 9 października kraj przygotowywał się do protestu, Stasi zaś obmyślała strategię stłumienia tego ruchu.

Obecnie, ponad trzydzieści lat od utworzenia organizacji, była ona małą armią, mającą własne lotnictwo i transportery oraz tysiące rakiet przeciwpancernych i karabinów maszynowych. A na czele tego wszystkiego wciąż stał Erich Mielke. Mając osiemdziesiąt jeden lat, był wojowniczy jak zawsze i nie zamierzał złożyć broni. Lecz niczym ranny pies, który rzuca się wściekle, czując, że zbliża się jego koniec, stawał się coraz bardziej nieprzewidywalny. Bardziej niebezpieczny.

Minister bezpieczeństwa NRD i oraz szef Stasi Erich Mielke (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).
Minister bezpieczeństwa NRD i oraz szef Stasi Erich Mielke (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

Minionej nocy Mielke wszczął czerwony alarm, dając żołnierzom Stasi zezwolenie na zabijanie na ulicach. Wcześniej widział, jak chińscy żołnierze zastrzelili setki protestujących na placu Tiananmen, i podległym sobie dowódcom przykazał, by brali z nich przykład. Następnie Erich Mielke aktywował swój tajny plan na „Dzień X” – dzień kryzysu, którego nadejście przewidział.

Naród to my

Dowódcom Stasi w oddziałach całego kraju polecił otworzyć tajne koperty, w których znajdowały się rozkazy aresztowania i uwięzienia łącznie 85 939 mieszkańców Niemiec Wschodnich. Mielke stworzył grafik dla tych aresztowań, tak aby przeprowadzono je sprawnie, bez zakłóceń: po 840 ludzi co dwie godziny.

Zatrzymani mieli być umieszczeni w więzieniach, obozach koncentracyjnych, fabrykach, szkołach, szpitalach, każdy aresztowany miał dostać dwie pary skarpet, dwa ręczniki, szczoteczkę do zębów, a w przypadku kobiet również zapas podpasek. Mielke znowu pomyślał o wszystkim.

Teraz gdy zapadał zmrok, czekał. W siedzibie Stasi w Lipsku żołnierze stali w oknach z załadowaną bronią i granatami w rękach. Też czekali.

W całym mieście ludzie dokonywali obliczeń. Wiedzieli, na co się ważą. Widzieli policję prewencyjną z tarczami blokującą główne ulice, widzieli żołnierzy z karabinami maszynowymi przewieszonymi przez pierś… Już się mówiło, że to będzie wschodnioniemiecki plac Tiananmen. Personel szpitali postawiono w stan gotowości na wypadek masowych ofiar zamieszek, sprowadzono dodatkowy zapas krwi. Ludzie wiedzieli, że jeżeli dziś wyjdą, to mogą już nie wrócić.


Reklama


I wtedy w całym Lipsku jedno po drugim zaczęły rozbłyskiwać światełka. Mieszkańcy wychodzili ze świecami na ulice i kierowali się na główny plac. Początkowo nieliczni, lecz za ich przykładem poszli następni – widząc przez okna płomyki, nabierali odwagi, wkładali ciepłe okrycia, zapalali świece, żegnali się z bliskimi i wyruszali. Wkrótce były ich tysiące, potem dziesiątki tysięcy, aż wreszcie siedemdziesiąt tysięcy lipszczan wyległo na ulice, śpiewając podniosłe pieśni, skandowaniem domagając się wyborów, wolności, demokracji, aż całą demonstrację zdominowało jedno, wykrzykiwane raz po raz hasło:

WIR SIND DAS VOLK! – NARÓD TO MY!

Wszystko się zmieniło

Tłum gęstniał, ludzi przybywało i protestujący rozglądali się wokół siebie z niedowierzaniem, łowiąc nawzajem swój wzrok. Policja ich otoczyła, bali się, co z nimi będzie. Ostatni podobny protest odbył się w 1953 roku, kiedy [ludzie] maszerowali ulicami i sowieckie czołgi wjechały w ciżbę, miażdżąc nastoletnich manifestantów.

Demonstracja w Lipsku z 16 października 1989 roku (Bundesarchiv/Friedrich Gahlbeck/CC-BY-SA 3.0).
Demonstracja w Lipsku z 16 października 1989 roku (Bundesarchiv/Friedrich Gahlbeck/CC-BY-SA 3.0).

Stasi obserwowała narastanie tłumu dzięki zainstalowanym na rogach ulic tajnym kamerom. Jak na to zareagować? Widać było, że ludzie śpiewają. Skandują. Że dołączają do nich nieliczni policjanci. Do funkcjonariuszy Stasi dotarło, że są świadkami najbardziej przerażającej rzeczy, jaką w życiu widzieli: oto władzę nad ludźmi traciło coś, co od tak dawna wymuszało u nich lojalność – strach.

Dowódca Stasi w Lipsku wiedział, że musi podjąć decyzję. I to szybko. Miał poparcie Mielkego, na wypadek gdyby trzeba było otworzyć ogień, ale przy takiej liczbie manifestantów jeden strzał mógł wywołać wojnę domową. Patrzył na swoich żołnierzy stojących w drzwiach i oknach siedziby Stasi, na załadowane pistolety i karabiny maszynowe w ich rękach, i wreszcie zdecydował.

Kazał zaryglować drzwi.


Reklama


Tej nocy nie było strzelaniny. Ani czołgów. Żadnych ofiar śmiertelnych. A następnego dnia wszystko toczyło się już inaczej. Ludzie, którzy do tej pory rozumieli, że są zasady, a ich własna moc jest ograniczona, spostrzegli, że sytuacja się zmienia. Nastał nowy czas, czas podejmowania ryzyka, naginania ograniczeń, przesuwania granic tego, co dozwolone. Powstawały nowe partie i związki zawodowe, demonstracje rozszerzały się na inne miasta Niemiec Wschodnich: Poczdam, Drezno, Rostock, Halle, Magdeburg.

Protest w Berlinie Wschodnim

I w każdym mieście manifestanci zmierzali pod to samo miejsce: lokalną siedzibę Stasi. Skandowali, śpiewali i krzyczeli, a w środku funkcjonariusze Stasi robili, co mogli: pisali szczegółowe raporty o tym, co widzą i słyszą.

Demonstracja w Erfurcie 26 października 1989 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).
Demonstracja w Erfurcie 26 października 1989 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

Tymczasem partia panikowała. Zwolniła ze stanowiska swojego lidera, Ericha Honeckera, mając nadzieję, że to wystarczy.

Nie wystarczyło.

Protesty narastały.

Na czele partii stanął nowy przywódca – Egon Krenz – i obiecał reformy.

W Lipsku trzystutysięczny tłum z plakatami wyśmiewającymi Krenza i jego końską twarz, domagał się, by on również ustąpił.


Reklama


I oto 4 listopada odbył się protest zupełnie inny od dotychczasowych. Do tej pory jedynie ludzie w miastach poza Berlinem Wschodnim mieli odwagę wyjść na ulice. W stolicy, pod bokiem Mielkego, w cieniu Domu Tysiąca Oczu, niewielu ośmieliło się protestować. Jednak tego wieczoru i przez cały następny tydzień przed główną, berlińską siedzibą Stasi – miejscem, gdzie tyle osób było przesłuchiwanych i więzionych – zebrały się dziesiątki tysięcy ludzi. W środku Erich Mielke siedział za swoim biurkiem i spisywał na maszynie okrzyki skandowane przez tłum: „Spalić to, puścić świnie z dymem, zabić ich!”.

Decyzja biura politycznego

Dziewiątego listopada zebrało się biuro polityczne. Trzeba było zrobić coś wielkiego, by uratować kraj, i wreszcie opracowano plan – gest, który zgodnie z nadziejami miał wyciszyć nastroje. Rozluźniono restrykcje dotyczące podróży, pozwolono na swobodne opuszczenie kraju każdemu, kto się będzie o to ubiegał, z wyjątkiem osób w szczególnych okolicznościach.

Konferencja prasowa z udziałem Güntera Schabowskiego (BundesarchivLehmann, ThomasCC-BY-SA 3.0).
Konferencja prasowa z udziałem Güntera Schabowskiego (BundesarchivLehmann, ThomasCC-BY-SA 3.0).

Po tych decyzjach partia wysłała jednego ze swoich członków, Güntera Schabowskiego, by porozmawiał z prasą. Schabowski denerwował się. Nie był obecny na zebraniu, nie znał dokładnie szczegółów, postanowił więc improwizować.

Tuż przed szóstą wieczorem wszedł do Międzynarodowego Centrum Prasowego przy Mohrenstrasse i usiadł za długim stołem przed dziennikarzami telewizyjnymi i prasowymi z całego świata. Do omówienia były również inne kwestie i oświadczenie Schabowskiego nastąpiło dopiero godzinę później, kiedy połowa dziennikarzy już spała. Dosłownie. Günter Schabowski, sam wyraźnie wyczerpany, odczytał notatkę, którą mu wręczyli mocodawcy, i powiedział dziennikarzom, że to są nowe regulacje.


Reklama


Przyjęto je z dezorientacją. Rozległy się szepty. Jeden dziennikarz zapytał, czy to aby na pewno nie pomyłka. Schabowski potwierdził, że nie. Padło kolejne pytanie:

 – Od kiedy te nowe przepisy wchodzą w życie?

Schabowski, zakłopotany, uświadomił sobie, że nie wie. Spojrzał w dół na kartkę, szukając odpowiedzi, ale jej nie znalazł. Popatrzył na dziennikarzy.

 – Wchodzą w życie… ee… z tego, co mi wiadomo… natychmiast.

Jedna z wież strażniczych strzegących muru berlińskiego (Armin Kübelbeck/CC BY-SA 4.0).
Jedna z wież strażniczych strzegących muru berlińskiego (Armin Kübelbeck/CC BY-SA 4.0).

Schabowski namieszał

Dziennikarze wyszli, niewiele mądrzejsi niż przedtem, i przystąpili do pisania sprawozdań. Pięć po siódmej Associated Press skróciła rozwlekłą wypowiedź Schabowskiego do jednego zdania: „Zgodnie z informacją dostarczoną przez członka Komitetu Centralnego SED Güntera Schabowskiego NRD otwiera granice”.

Podchwyciły to sieci telewizyjne i w ciągu najbliższej godziny do różnych punktów kontroli granicznej zgłosiło się około stu ludzi, prosząc o przepuszczenie do Berlina Zachodniego. Strażnicy odprawili ich i kazali im przyjść jutro.


Reklama


Przybyli kolejni: dwieście, czterysta osób, aż przed przejściami granicznymi stały tysiące, domagając się wypuszczenia i napierając na przegrody graniczne. Rozpoczął się masowy pęd.

Schabowski namieszał. Nowe przepisy miały wejść w życie nazajutrz i nie chodziło o nieograniczone otwarcie granic: chętni mieli się zgłaszać po pozwolenie do urzędów, a nie po prostu przechodzić. Teraz jednak przed przejściami granicznymi mrowiły się dziesiątki tysięcy ludzi.

Artykuł stanowi fragment książki Heleny Merriman pt. Tunel 29. Miłość, szpiegostwo i zdrada: prawdziwa historia niezwykłej ucieczki pod Murem Berlińskim (Wydawnictwo Insignis 2023)

Erich Mielke zadzwonił do Krenza – nowej (końskiej) twarzy Komitetu Centralnego partii – i powiedział mu, co się dzieje. Porozmawiali, krótko przedyskutowali całkowite zamknięcie granic przy użyciu czołgów, ale zauważyli, że jest na to za późno. I tak ostatecznie Erich Mielke złożył broń i mógł tylko patrzeć, jak kraj, który budował przez całe swoje życie i którego bronił, teraz gwałtownie rozpada się na kawałki.

Otwarcie granic

Dowódcy straży granicznej na przejściach uświadomili sobie, że robi się niebezpiecznie – lada moment tłum zadepcze lub zmiażdży setki ludzi – i w końcu jeden z nich podjął decyzję.

Mieszkańcy Berlina po upadku muru (Sue Ream/CC BY 3.0).
Mieszkańcy Berlina po upadku muru (Sue Ream/CC BY 3.0).

Otworzył granicę i przepuścił ludzi.

I popędzili: matki, które od lat nie widziały swoich dzieci; nastolatkowie w piżamach, trzymający się za ręce; staruszkowie drepczący o lasce, z rękami drżącymi z podekscytowania.

Po drugiej stronie wpadli w ramiona zachodnich berlińczyków z okrzykami radości, ze śmiechem i łzami wzruszenia. Dopingowano wołaniem tych, którzy wspinali się na Mur, tańczono, krzyczano i śpiewano w blasku reflektorów. Miasto, które po dzielono w ciągu jednej nocy, które trwało w rozdarciu przez pół ludzkiego życia, wreszcie się zjednoczyło.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Heleny Merriman pt. Tunel 29. Miłość, szpiegostwo i zdrada: prawdziwa historia niezwykłej ucieczki pod Murem Berlińskim. Jej polska edycja ukazuje się 12 kwietnia 2023 roku nakładem Wydawnictwa Insignis. Tłumaczenie: Patrycja Zarawska.

Prawdziwa historia niezwykłej ucieczki pod Murem Berlińskim


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.