Wysiedlenie Polaków ze Lwowa w 1946 roku. Sowieci nie mieli żadnej litości

Polacy ze Lwowa z przerażeniem wspominali, że organizowano na nich polowania… jak na niewolników. Szerzyła się fala samobójstw, tysiące rodzin znosiły tragedie niespotykane nawet za niemieckiej okupacji. Czerwone władze twierdziły, że wyjazd jest dobrowolny. Ale wobec tych, którzy stali na drodze „sowietyzacji” Lwowa nie miały ani krztyny litości.

Rozpoczęta jesienią 1944 roku akcja przesiedlania Polaków z Kresów Wschodnich początkowo toczyła się dość niemrawo. Choć umowa, zawarta 9 września miedzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a radziecką Ukrainą, zakładała, że uda się zakończyć operację do wiosny 1945 roku, szybko trzeba było zrewidować te plany. Dopiero trzeci „ostateczny” termin, wyznaczony na 1 sierpnia 1946 roku, okazał się realny.

„Najdłużej powstrzymywała się od wyjazdu część Polaków ze Lwowa” – opowiada historyk Jan Czerniakiewicz. Nic dziwnego. Miasto było największym skupiskiem Polaków na Ukrainie Zachodniej – mieszkało ich tam ponad 100 tysięcy. I nie mogli uwierzyć, że „ich miasto” znajdzie się poza granicami powojennej Polski.

W przedwojennym Lwowie mieszkało około 100 tysięcy Polaków (fot. M. Münz/domena publiczna).

Co więcej, jak przekonuje Grzegorz Mazur, również historyk i badacz stosunków polsko-ukraińskich, część z nich uważała pozostanie na miejscu wręcz za swój patriotyczny obowiązek:

Nadzieje te [że Lwów czy Wilno pozostaną w Polsce – przyp. red.] podsycała propaganda rządu polskiego na uchodźstwie i jego ekspozytur krajowych oraz popierających go organizacji polskiego podziemia, nawołująca, by nie ulegać apelom czynników komunistycznych i nie wyjeżdżać na zachód, bo to osłabi polskie prawa do Kresów.

Te wezwania do trwania na miejscu, do obrony polskości, nie tylko trafiały do uczuć patriotycznych, ale silnie korespondowały z naturalną skłonnością do pozostawania „na swoim”. W pierwszych miesiącach przesiedleń opór ludności polskiej wobec nich był wyraźny i masowy.


Jak nie po dobroci…

Komunistyczne władze Ukrainy bardzo szybko postanowiły jednak wybić Polakom z głowy ich niechęć do wyjazdu. Pisze o tym szeroko Tomasz Stańczyk w książce „Ostatnie lata polskiego Lwowa”:

Jesienią 1944 roku Chruszczow [wówczas pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy – przyp. AW] poinformował Stalina o zamiarze wyrugowaniu języka polskiego z wyższych uczelni i szkół średnich Lwowa oraz o zakazie tworzenia polskich placówek edukacyjnych, co miało zniechęcić Polaków do pozostawania w mieście. Nie poprzestano zresztą na działaniach administracyjnych.

Poważnym ciosem były masowe aresztowania Polaków na początku stycznia 1945 roku, kiedy to wśród zatrzymanych znaleźli się pracownicy wyższych uczelni, kadra techniczna, księża. Uwięziono co najmniej kilkaset osób, a liczba ta mogła być nawet kilka razy wyższa.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Sławomira Kopra i Tomasza Stańczyka „Ostatnie lata polskiego Lwowa” (Wydawnictwo Fronda 2019). Książkę w atrakcyjnej cenie znajdziesz w księgarni Wydawcy!

Tych, których nie zatrzymano, usiłowano zastraszyć. „Miały miejsce pogróżki ze strony lokalnych funkcjonariuszy, że jeśli Polacy nie zdecydują się na wyjazd na zachód, to pojadą na wschód, a pamięć o deportacjach lat 1939-41 czyniła ten argument niezwykle skutecznym” – wyjaśnia Mazur. „Równolegle z rejestracją do wyjazdu trwała przymusowa wysyłka w głąb ZSRR, m.in. do kopalni Donbasu” – wtóruje mu historyk Jerzy Kochanowski.

Robiono też wszystko, by uprzykrzyć lub wręcz uniemożliwić polskim mieszkańcom dalsze życie we Lwowie. Likwidacja polskiej oświaty była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Polaków zwalniano z pracy, a w ostateczności nawet… wyrzucano z mieszkań. Jak w książce „Ostatnie lata polskiego Lwowa” opowiada Tomasz Stańczyk:

Jedną z metod presji na Polaków było pozbawianie ich dachu nad głową. Na mieszkania wystawiano przydziały dla nowych lokatorów i wyrzucano na bruk całe rodziny, jeżeli same nie zdecydowały się opuścić domu w ciągu 48 godzin. Polacy nie mogli nawet zabierać ze sobą mebli, które padały łupem nowych mieszkańców.

Przeczytaj też: Tak Hitler uzasadniał konieczność inwazji na Polskę. Oto co powiedział swoim generałom w maju 1939 roku

Ofiarą prześladowań padli też lokalni przedstawiciele Kościoła katolickiego, podejrzewani o utwierdzanie Polaków w postanowieniu trwania we Lwowie. Eugeniusz Baziak, lwowski arcybiskup, został wyrzucony ze swojej rezydencji i nękało go NKWD. W końcu, po Wielkanocy 1946 roku, wyjechał z miasta.

„Trzeba iść i pakować się”

Im bardziej przeciągała się akcja przesiedleńcza, tym bardziej zwiększał się wywierany przez władze nacisk. Uciekano się nieraz wręcz do maskarady, byle tylko nastraszyć polską ludność. Wykorzystano przy tym wspomnienie rzezi wołyńskiej. Tak o sytuacji Polaków opowiadała dyrektorka szkoły średniej w Rokitnie, Stefania Kubrynowicz:

Rosjanie nienawidzą Polaków. Żołnierze przebierają się w mundury bandytów [banderowców – przyp. red.], chodzą po polskich wsiach i proponują Polakom, by wyjeżdżali do Polski, a tym, którzy nie chcą wyjeżdżać – grożą śmiercią. Gdyby nie Anglia z Ameryką, Sowieci by Polaków zjedli.

Decyzja o wysiedleniu Polaków ze Lwowa zapadła krótko po wyzwoleniu miasta z rąk Niemców (fot. domena publiczna).

Także we Lwowie trwała prawdziwa nagonka. Przybrała ona na sile wiosną 1946 roku, gdy miasto odwiedził Nikita Chruszczow. Na wieść, że aż 40 tysięcy Polaków nie zdecydowało się jeszcze na wyjazd, wpadł w szał.

Odtąd żaden z polskich mieszkańców metropolii nie czuł się bezpiecznie. W każdej chwili mógł zostać zwolniony lub przeniesiony daleko od miasta. Niektórym grożono, że otrzymają zakaz przebywania we Lwowie; innym mówiono, że ich dowody tożsamości zostaną odebrane. Jak zapisał w maju 1946 roku jeden z niechętnych wyjazdowi lwowiaków, Ryszard Gansiniec:

Robią na nas nagonki jak niegdyś organizowano łowy na niewolników (…). Jeżeli ma być transport, a do kontyngentu nie wystarcza dobrowolnych, to milicja z placów i ulic ściąga ludziom paszporty i oznajmia, że mają je odebrać w komisji ewakuacyjnej.

Tam się dowiadują, że zostali zarejestrowani na dobrowolny wyjazd i mają natychmiast odebrać kartki ewakuacyjne. Protesty, przeklinania – wszystko na nic. Trzeba iść i pakować się. Dość często słyszy się, że ludzie w związku z wyjazdem odbierają sobie życie.

Przesiedlenia z lat 1944-1946 całkowicie zmieniły panoramę narodowościową Lwowa (fot. Bundesarchiv / Gauss, Dr. / CC-BY-SA 3.0).

Droga na zachód

„Po wysiedleniach pozostało we Lwowie co najmniej 10 tysięcy Polaków” – szacuje Tomasz Stańczyk w książce „Ostatnie lata polskiego Lwowa”. Mimo to nie ma wątpliwości, że akcja przesiedleńcza zakończyła się niemal zupełnym „sukcesem”. Z miasta wyjechało ponad 90% polskich mieszkańców. Z całego obwodu lwowskiego wysiedlono aż 85 235 rodzin, łącznie 218 711 osób.

Dla tych, którzy wyjechali, nie był to zresztą koniec koszmaru. Czekała ich uciążliwa podróż, w warunkach urągających często ludzkiej godności, wielotygodniowe oczekiwanie i – u celu – trudna integracja. Ale to już inna historia.

Poznaj nieodparty urok przedwojennego Lwowa dzięki książce Stanisława Kopra i Tomasza Stańczyka. Niezdecydowany? Możesz przeczytać świetny fragment tej publikacji TUTAJ.

Polecamy

Bibliografia:

  1. Jerzy Kochanowski, Jak odbywało się przesiedlenie ludności polskiej, „Polityka. Pomocnik historyczny” 13.09.2016.
  2. Grzegorz Mazur, Problemy przesiedlenia Polaków z Ukrainy i Ukraińców z Polski w latach 1945-1946, [w:] Polska-Ukraina. Trudne pytania, red. Romuald Niedzielko, Ośrodek Karta 2001.
  3. Wołodymyr Serhijczuk, Problemy przesiedlenia Ukraińców z Polski i Polaków z Ukrainy w latach 1944-1946, [w:] Polska-Ukraina. Trudne pytania, red. Romuald Niedzielko, Ośrodek Karta 2001.
  4. Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk, Ostatnie lata polskiego Lwowa, Wydawnictwo Fronda 2019.

Ilustracja tytułowa: Lwów w 1944 roku (domena publiczna).

Autor
Anna Winkler
2 komentarze
  • z opowiadan moich bliskich ze lwowa – nie było tak strasznie jak ktos znał rosyjski ukrainski – zgodził sie na zmine nazwiska – mógł zostac – i mieszkac na swoim – jak niebył burzujem – byc moze naukowcem – albo nie działał w ak –babcia bala sie ze jak zostana – to synow wciela do ruskiej armi i beda sie bili z polakami /na slasku tak było kto potpisał volks liste – to na front z wermachtem –moja rodzina uciekla ze lwowa wraz z prfesorami lwowskimi – 2 miesiace lwów wrocław – ale mieli ze soba zywnosc i pieniadze ubran ie – dało sie – pozniej razem zamieszkali w jednej kamienicy – choc mogli dostac cale domy na obrzezach wrocławia

  • Liczba Polaków w przedwojennym Lwowie jest zaniżona, Lwów w 1939 roku liczył 500 tyś mieszkańców z tego 50 tyś to Żydzi, 40 tyś to Niemieckojęzyczni, 20 tyś Ukraińcy, 5 tyś Ormianie więc nie 100 tyś tylko co najmniej 300 tyś Polaków. Oczywiście w 1945 roku mogło być już tylko 100 tyś rodowitych Lwowiaków ale w latach 1943-45 napłynęło do Lwowa około 70 tyś Polaków z Prowincji. Liczba Polaków w trakcie dwóch okupacji Sowieckich i jednej Niemieckiej się zmieniała ale nigdy to nie było tylko 100 tyś.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.