Zamachy Stanisława Jarosa. Niewiele brakowało a polski elektryk zabiłby Gomułkę i Chruszczowa

Strona główna » Historia najnowsza » Zamachy Stanisława Jarosa. Niewiele brakowało a polski elektryk zabiłby Gomułkę i Chruszczowa

Samotny elektryk Stanisław Jaros dwukrotnie próbował dokonać zamachu bombowego na Władysława Gomułkę. W obu przypadkach ochrona pierwszego sekretarza kompletnie zawiodła. Niewiele zabrakło a ich niekompetencja kosztowałaby również życie Nikitę Chruszczowa.

15 lipca 1959 roku tow. Gomułka w asyście gościa, I sekretarza sowieckiej partii komunistycznej Nikity Chruszczowa, zmierzał w kolumnie samochodowej konkretnie do zagłębiowskiego Zagórza (powiat Będzin), gdzie wspólnie z masami miano świętować XV rocznicę powołania PKWN.


Reklama


Kilkanaście sekund za wcześnie

Towarzyszył im Edward Gierek, I sekretarz KW PZPR w Katowicach, który wcześniej czynił wiele, by doprowadzić do tej wizyty w swoich rodzinnych stronach. Sprawca zamachu umieścił ładunek wybuchowy w koronie drzewa, które rosło tuż przy krawężniku jezdni, ku której zmierzała delegacja rządowa.

Ze względu na przedłużające się owacje ludności na trasie przejazdu, które były wcześniej zaaranżowane i przećwiczone, kolumna samochodowa wielokrotnie zwalniała i zatrzymywała się, co spowodowało opóźnienie przejazdu o ok. 2 godziny.

Gomułka i Chruszczow na zdjęciu z 1956 roku (domena publiczna).
Gomułka i Chruszczow na zdjęciu z 1956 roku (domena publiczna).

To prawdopodobnie zdezorientowało zamachowca i wybiło go z rytmu, więc gdy spostrzegł w oddali samochód koloru czarnego nadjeżdżający z kierunku, z którego miała się pojawić kolumna, zdetonował ładunek wybuchowy. Eksplozja rozerwała konary lipy. Przestrzelił o kilkanaście sekund, gdyby jeszcze trochę wyczekał trzech genseków komunistycznych nie przeżyłoby tej eksplozji.

Z pewnością skutkowałoby to dużymi zmianami personalnymi na najwyższych stanowiskach w ZSRS i PRL. Jednak zamach się nie powiódł, to nie był ten samochód. Sprawcę próbował zlokalizować szef bezpieki śląskiej płk Franciszek Szlachcić. Do przesłuchania wytypowano ponad 800 osób, aresztowano 76. Okazało się, że wszystko to na nic. Zatrzymano niewłaściwych ludzi, których wkrótce zwolniono.

Gomułka był wściekły, żądał wykrycia zamachowca, prawie się skłócił z Chruszczowem, co przyszło mu łatwo, gdyż obaj nie darzyli się nadmiernym zaufaniem. Tym bardziej że jeden i drugi podejrzewali, że za zorganizowaniem zamachu mogli stać ich konkurenci do władzy.

Aby jeszcze było śmieszniej, to tow. „Wiesław” próbował wmówić tow. Nikicie, że słyszany przez nich wybuch nie był zamachem terrorystycznym. Wkrótce Chruszczow i tak poznał prawdę. Natomiast ukryto to przed społeczeństwem i opinią międzynarodową. Śledztwo stanęło w miejscu, sprawcy chwilowo nie wykryto.


Reklama


Samotny elektryk

A był nim Stanisław Jaros (ur. 1932 r.), żyjący samotnie elektryk, który już od dawna eksperymentował z materiałami wybuchowymi. W 1951 r. wysadził w powietrze skrzynię z połączeniami telefonicznymi i semaforowymi w Dąbrowie Górniczej, potem w podobny sposób zniszczył słup wysokiego napięcia w sosnowieckiej hucie, z czasem wysadził koparkę w kopalni „Kazimierz”.

Śmierć Stalina w marcu 1953 r. uczcił, wysadzając transformator w kopalni im. Stalina, przemianowanej później na Sosnowiec. Przy każdej z tych eksplozji nie było ofiar w ludziach. Był dobry w tym, co czynił, bezpieka wyczuwała w tym robotę fachowca, co więcej pasjonata, a tacy bywają najniebezpieczniejsi.

Artykuł stanowi fragment książki Lecha Kowalskiego pt. Tajna historia Biura Ochrony Rządu (Fronda 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Lecha Kowalskiego pt. Tajna historia Biura Ochrony Rządu (Fronda 2021).

W 1953 r. Jaros otrzymał powołanie do LWP, gdzie jeszcze bardziej się podkształcił w konstruowaniu ładunków wybuchowych i w odpalaniu min. Prezentował już poziom mistrzowski, co docenili przełożeni, wyróżniając go na koniec służby odznaką „Wzorowego Żołnierza”. (…)

Szlachcic odradzał, Gierek przekonał

[Do kolejnego zamachu doszło] 3 grudnia 1961 r., tym razem tylko na Gomułkę, kiedy to I sekretarz KC PZPR ponownie zmierzał do Zagórza, by tym razem uświetnić uroczyste uruchomienie maszyn wyciągowych szybu Jadwiga w kopalni „Porąbka”. Na kolejny dzień, 4 grudnia, zaplanowano uroczyste obchody Barbórki (Dzień Górnika) w Katowicach, oczywiście z udziałem tow. „Wiesława” i towarzyszącej mu świty rządowej.


Reklama


To również był pomysł tow. Edwarda Gierka. Ponoć płk Szlachcic odradzał podróż w ten rejon, ale Gierek miał większą siłę przebicia. Pomne poprzedniego zamachu na Gomułkę i Chruszczowa z 1959 r. służby specjalne zadziałały z wyprzedzeniem. Już 30 listopada 1961 r. o godz. 14 wyjechała z Warszawy do Katowic grupa BOR pod dowództwem mjr. Organa, która tuż po przyjeździe nawiązała kontakt z kpt. Gutem (SB), odpowiedzialnym za trasy przejazdu delegacji rządowej.

Po wstępnych ustaleniach operacyjnych borowcy przystąpili do opracowania planu pirotechnicznego sprawdzenia obiektów. 2 grudnia mjr Organ zameldował przełożonym w stolicy, że podległa mu grupa „nie jest zdolna sprawdzić trasy przejazdu”. Wobec powyższego zadanie to zlecono lokalnej katowickiej jednostce KBW, która miała obstawić odcinek drogi długości 20 km.

Franciszek Szlachcic odradzał Gomułce wyjazd na Śląsk (domena publiczna).
Franciszek Szlachcic odradzał Gomułce wyjazd na Śląsk (domena publiczna).

Wspólnie z mjr. Karziewiczem (KBW) opracowali plan sprawdzenia trasy przejazdu. Na drogach pojawili się saperzy (16 żołnierzy KBW) plus dwuosobowe patrole MO i ORMO z posterunku w Zagórzu. W tym samym czasie do Będzina przybyła 24-osobowa grupa funkcjonariuszy ZOMO celem obstawienia Zagórza. Sprawdzanie trasy zakończono o 5.30 rano 3 grudnia. Mjr Organ (BOR) powrócił do Warszawy.

Służby kompletnie zawiodły

Tymczasem w nocy z 2/3 grudnia, ten sam Stanisław Jaros zakopał – według jego relacji – bombę przy ul. Krakowskiej naprzeciwko posesji nr 45. Prace ukończył o 5.40 rano.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Były widoczne ślady jego działalności m.in. zdarta kora na drzewie, wbity świeżo palik w ziemie, które przedstawiciele służb specjalnych zlekceważyli, uznali, że nie były to oznaki zagrożenia. Po czym odjechali z tego miejsca. Decyzję o sprawdzeniu całej trasy wydał wspomniany Szlachcic. Jak się wkrótce okazało, postawione zadanie operacyjne wykonano niedbale, wręcz wybiórczo.

Głównie zabrakło współdziałania pomiędzy delegowanymi przedstawicielami służb, m.in. nie przekazano sobie protokólarnie trasy po jej sprawdzeniu. Pododdział ZOMO skierowano ostatecznie do Będzina, zamiast do Zagórza, trasę przejazdu sprawdzali tylko saperzy, nie towarzyszyli im funkcjonariusze MO, którzy znali te okolice, a zwłaszcza lokalni dzielnicowi. Uwagi funkcjonariuszy BOR były przyjmowane grzecznościowo, na zasadzie wysłuchania, ale nie były do końca realizowane.


Reklama


A tej nocy, kiedy zamachowiec instalował bombę przy ul. Krakowskiej 45, nawet nie sprawdzono rozmieszczenia powiatowych patroli MO, które miały strzec trasy przejazdu na swoich odcinkach odpowiedzialności operacyjnej. Niektóre patrole w ogóle nie pojawiły się w terenie, inne zeszły z trasy przed ustalonym czasem (w godzinach 5 –6) – nim nadeszli zmiennicy, a ci pojawili się o godz. 7.45 –8.00. Panował totalny bałagan, jednym słowem – kompromitacja. A za to wszystko odpowiedzialnym był płk Szlachcic, gdyż to on na tym terenie był najważniejszym esbekiem .

Podłożył bombę bo chciał wyjechać do Ameryki

Tymczasem Jaros działał. Kiedy później tłumaczył się, dlaczego zdecydował się na ten drugi zamach, to wynikało, że od 1950 r. był pod dużym wrażeniem audycji radia „Głos Ameryki”, którego systematycznie słuchał z sąsiadem. Wspólnie porównywali życie tam w Ameryce, z tym w kraju.

Stanisław Jaros chciał zabić Gomułkę, aby po wyjeździe za granicę móc ubiegać się o azyl (domena publiczna).
Stanisław Jaros chciał zabić Gomułkę, aby po wyjeździe za granicę móc ubiegać się o status uchodźcy politycznego (domena publiczna).

To wówczas postanowił uciec z Polski Ludowej. Nie chciał jednak trafić tam z opinią zbiegłego przestępcy wielokrotnie karanego, więc postanowił zrobić coś, co by pozwoliło mu uchodzić za opozycjonistę i ubiegać się o status uchodźcy politycznego. Stąd tak konsekwentnie zasadzał się na Gomułkę.

Przygotowania do kolejnego zamachu rozpoczął od 20 listopada 1961 r., konstruując nowy ładunek wybuchowy. Prace nad nim zakończył 2 grudnia. Przygotowana bomba była jeszcze bardziej technicznie zaawansowana niż poprzednia.


Reklama


Teraz należało tylko dobrze wybrać miejsce jej zdetonowania. Ostateczne miejsce wybrał z 2 na 3 grudnia – przy wspomnianej ul. Krakowskiej – co uczynił niemalże w ostatniej chwili. I obserwował okolicę.

Przypadkowe ofiary

Po oficjalnych uroczystościach na kopalni „Porąbka” dostrzegł, że delegacja rządowa na czele z tow. Gomułką właśnie odjeżdżała. Na ulicy rozpoczął się duży ruch pojazdów i ludzi. Widząc to, uznał, że to jest ten moment, że za chwilę pojawi się tu także kolumna rządowa. W jednym momencie uruchomił urządzenie zapłonowe, za pierwszym razem wybuch nie nastąpił. Powtórzył manewr, tym razem był natychmiastowy. Skutków zamierzonych jednak nie osiągnął.

Ponownie – jak w poprzednim zamachu – pogubił się z rozpoznaniem limuzyny rządowej i wywołał za wczesną eksplozję. W wyniku detonacji byli przypadkowi ranni, w tym 13-letnia dziewczynka, która znajdowała się w swoim pokoju przy ul. Krakowskiej 47, a więc wybuch był bardzo silny. Okazało się, że odłamki przelatywały po kilkadziesiąt metrów, po drodze uszkadzając parkujące w okolicy samochody. Gdyby trafił w odpowiedni moment, limuzyna Gomułki nie przetrzymałaby tej eksplozji.

Sprawę śledztwa przejęła Komenda Główna MO z Warszawy, wkrótce krąg ustalonych dowodów począł się zacieśniać wokół Jarosa. Eksperci badający powyższą sprawę, przyznawali, że sprawca zamachu musiał mieć dużą wiedzę w tym zakresie i odpowiednie umiejętności manualne, niezbędne do skonstruowania bomby. Był zdolnym piromanem.

Stanisław Jaros na zdjęciu ze zbiorów IPN.
Stanisław Jaros na zdjęciu ze zbiorów IPN.

Przyznał się sam

Wytypowano 50 podejrzanych, wśród nich znalazł się Jaros. W końcu został aresztowany i gdyby się nie przyznał, mógłby z tego wyjść, bo zebrane dowody wcale jednoznacznie nie wskazywały, że to on był autorem tych zamachów, zarówno pierwszego, jak i tego drugiego.

Szlachcic od razu przypisał sobie główne zasługi w wytropieniu Jarosa, czym uspokoił Gomułkę, który tym razem tego by mu nie przepuścił. Zamachowiec próbował się ratować i zbiec z więzienia 19 lutego 1962 r. Nie udało się. Komuniści mu nie darowali tych detonacji, został osądzony i powieszony 5 stycznia 1963 r. O sprawie tej wiedzieli tylko nieliczni, sprawa została utajniona.

Przeczytaj również o Niemcach, którzy porwali polski samolot. Amerykański sąd wydał zaskakująco niski wyrok


Reklama


Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Lecha Kowalskiego pt. Tajna historia Biura Ochrony Rządu. Ukazała się ona w 2021 roku nakładem Wydawnictwa Fronda 2021.

Prywatny świat komunistycznych notabli oraz chroniących ich janczarów

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Lech Kowalski
3 komentarze

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.