Zwycięstwo Adolfa Hitlera w wyborach, 6 listopada 1932 roku. Dlaczego Niemcy zagłosowali na szaleńca?

Pozbawiony znaczenia incydent, który w żaden sposób nie zachwieje systemem. Odrobina radykalizmu i oszołomstwa, potrzebna by otrzeźwić wyborców. I śmieszny krzykacz, który na pewno uspokoi się, gdy tylko zasiądzie w kanclerskim fotelu. Adolf Hitler wygrał demokratyczne wybory. I nikt z tego powodu nie panikował.

W listopadzie 1932 roku partia nazistowska, NSDAP, odniosła spektakularne zwycięstwo wyborcze. Hitlerowcy otrzymali 33% głosów – najwięcej ze wszystkich partii. Drugie z kolei ugrupowanie, lewicowe SDP, przekonało do siebie sobie tylko 20% wyborców. 


Hitler nie miał jednak większości i na tym etapie wciąż jeszcze można było zahamować jego marsz po władzę. Były ku temu bardzo dobre przesłanki.

Przywódca nazistów niejednokrotnie zapowiadał, że zamierza przy pierwszej okazji rozmontować niemiecką demokrację i urządzić faszystowski Rzym w Berlinie. Mimo to w Europie mało kto obgryzał z nerwów paznokcie.

Kanclerz Papen składa wniosek o rozwiązanie niemieckiego parlamentu. 12 września 1932 roku.

Dwanaście milionów głosów

Prawie 12 milionów Niemców wrzuciło do urn kartki potwierdzające poparcie dla programu opartego na nienawiści i szowinizmie. Tymczasem dziennikarze brytyjskiego Daily Herald uspokajali czytelników, że Hitler to tylko „mały, przysadzisty Austriak z wąsikiem jak Charlie Chaplin”. Słowem – ktoś, kim w ogóle nie należy się przejmować.

Wśród polityków i komentatorów popularne było zresztą przekonanie, że Hitler to… figurant. Człowiek rzucony na pierwszą linię tylko dlatego, bo posiadał zdolność przemawiania do tłumów. Nieszkodliwy krzykacz, za którym stali o wiele bardziej wyrobieni, a często też – spokojniejsi politycy.


Podobne głosy odzywały się także w Niemczech. W warunkach politycznego chaosu coraz częściej dało się również słyszeć, że szczypta radykalizmu może się okazać wręcz ozdrowieńcza dla weimarskiej polityki. 

Wierzono, że Hitler szybko się skompromituje i straci poparcie. Przez parę miesięcy trzeba się będzie za niego wstydzić, ale potem wyborcy pójdą po rozum do głowy. System zostanie przewietrzony, a po śmiesznym kurduplu z wąsikiem przyjdą poważni i stateczni dżentelmeni.

Lider SPD, Otto Wels. Jeden z głównych konkurentów Hitlera w wyborach z listopada 1932 roku.

„Wszyscy bagatelizowali Hitlera”

Wśród historyków powszechne jest dzisiaj przekonanie, że pomimo wyborczego triumfu Hitler nie miałby szans na posadę kanclerza – i na prawdziwą władzę – bez aprobaty towarzyskiej śmietanki kraju.

Otrzymał nominację dopiero, gdy opowiedzieli się za nim wielcy finansiści, przemysłowcy i przedstawiciele dawnej arystokracji. Wielu z nich kierowało się właśnie przekonaniem, że eksperyment z radykalizmem będzie krótkim ekscesem, który otrzeźwi wyborców.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Inni z nawet większą beztroską uspakajali, że przecież czym innym są wiecowe postulaty, a czym innym: prawdziwa polityka.

„Wszyscy bagatelizowali Hitlera” – napisze po latach wyleczony ze złudzeń członek nazistowskich bojówek, H.W. Koch. – „Doceniano jego talent oratorski, ale każdy zakładał, że kiedy na jego barkach spocznie odpowiedzialność za rząd, to szybko się wypali i stanie powolnym narzędziem w ręku [poprzedniego kanclerza] Papena”.


Temat numer jeden? W żadnym razie

Nawet wielu zaciekłych przeciwników Hitlera przyznawało po cichu, że lepiej już dopuścić go na moment do władzy. Stało się to 31 stycznia 1933 roku, gdy prezydent Niemiec Paul von Hindenburg zaprzysiągł przywódcę nazistów na szefa rządu.

Londyński The Times uznał, że to tylko kolejny etap zwyczajnych, politycznych przepychanek i nawet nie poinformował o wydarzeniu na pierwszej stronie. W Polsce do nominacji Hitlera przywiązywano większe znaczenie, ale… też bez przesady.

Karta do głosowania w wyborach z 6 listopada 1932 roku.

Przykładowo Ilustrowany Kuryer Codzienny napisał o niej na pierwszej stronie, ale w żadnym razie nie był to temat numeru. Główny, ilustrowany materiał na czołówce z 1 lutego 1933 roku dotyczył wyścigów konnych w Zakopanem.

„Incydent pozbawiony znaczenia”

Hitler bardzo szybko zaczął udowadniać, że nie jest niczyją marionetką. I że naprawdę zamierza realizować szaleńczy program przedstawiony na stronach Mein Kampf. Wciąż jednak mało kto mu wierzył.

Przeczytaj też: Hitler za nic miał konstytucję, a sędziów uważał za wrogą kastę. Co zrobił, by przejąć wymiar sprawiedliwości?

Nawet H.G. Wells – wybitny pisarz i futurolog, o którym często wspomina się, że ze sporą dokładnością przewidział datę wybuchu II wojny światowej – dał uśpić swoją czujność. Jeszcze w 1934 roku twierdził, że dojście Hitlera do władzy jest „incydentem pozbawionym znaczenia”.

Jego polski kolega, Antoni Słonimski, wyrażał bardzo podobne opinie. W jednym ze swoich felietonów z 1933 roku sugerował, że z całej „epoki” nazizmu do historii przejdzie pewnie tylko wzmianka o tym, że grupa szaleńców przepędziła z Niemiec Alberta Einsteina. Jego zdaniem w pomroce dziejów zginąć miało nawet nazwisko Adolfa Hitlera.


 W innych miejscach Słonimski – wielki pacyfista i wróg wszelkich dyktatur – żartował sobie, że Hitler to „bydle bez poczucia humoru” i nieistotny „błazen”.

Cena naiwności

Ta beztroska nie była niczym niezwykłym czy rzadkim. I nikt nie cieszył się z niej bardziej, niż sami naziści. Hitler ani się nie wypalił, ani nie okazał się malowanym radykałem. Korzystając z letargu politycznych przeciwników i niefrasobliwości elit społeczeństwa szybko z kanclerza przeobraził się w dyktatora.

Dwóch członków SA wiesza plakat wyborczy Hitlera przed wyborami w 1932 roku.

Inteligentni ludzie nie traktowali jego haseł poważnie i nie widzieli w śmiesznym krzykaczu zagrożenia. Właśnie dlatego Hitler odniósł sukces. W Republice Weimarskiej już nigdy nie odbyły się wolne wybory. A zresztą to już nie była żadna Republika, tylko państwo z nową, dumną cyfrą przed nazwą, oznajmiającą nadejście „lepszych” czasów. Trzecia Rzesza.

Przeczytaj też o tym, co naprawdę Hitler zrobił z niemiecką gospodarką. Ile jest prawdy w twierdzeniach o „cudzie gospodarczym” w III Rzeszy?


Bibliografia

  1. “Ilustrowany Kuryer Codzienny”, nr 32, 1 lutego 1933.
  2. W. Koch, Aspects of the Thitd Reich, St. Martin’s Press, 1986.
  3. J. Lee, Hitler and Nazi Germany, Routledge, 2009.
  4. J. Lee, The Weimar Republic, Routledge 2009.
  5. A. Ranke, The Anglo-American Press and the „Secret” Rearmament of Hitler’s Germany, 1933 to 1935, ProQuest, 2009.
  6. C. Salzmann, Great Britain, Germany and the Soviet Union. Rapallo and After, 1922-1934, Boydell Press, 2013.
  7. A. Słonimski, Kroniki tygodniowe 1932-1935, LTW, 2001.
  8. Z. Steiner, The Triumph of the Dark: European International History 1933-1939, Oxford University Press, 2011.
  9. M. Stibbe, Germany, 1914-1933. Politics, Society and Culture, Routledge 2013.
Autor
Kamil Janicki
4 komentarze
  • Obym się mylił, ale wygląda na to, że historia zatoczyła koło , tylko tym razem akcja dramatu rozgrywa się w kraju nad Wisłą.

  • jak dobrze ze istnieje walczaca opozycja ktora nie dopuszcza do zguby ten kraj za sprawa malego czlowieka i nie dopusci do dyktatury w demokratycznym kraju

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.