Starożytni Rzymianie stworzyli mieszankę wybuchową. Zamieszkiwali największe, najbrudniejsze i najgęściej zaludnione miasta w dotychczasowej historii zachodniej cywilizacji. Zarazem mieli bardzo ograniczone i często kompletnie mylne rozumienie medycyny. Skutków łatwo się domyślić.
L.J. Trafford, autorka książki Jak przeżyć w starożytnym Rzymie, słusznie podkreśla, że „w bardzo zatłoczonym mieście bez szczepionek i antybiotyków oraz zrozumienia dla znaczenia odkażania” choroby były powszechne.
Reklama
Szczególnie wysoka – podobnie jak w kolejnych epokach – była śmiertelność wśród niemowląt i małych dzieci. Także poród niósł ze sobą ogromne niebezpieczeństwo. Ale i na co dzień zmagano się z mrowiem chorób, których przyczyny umykały antycznym uczonym.
Nierównowaga humorów i dziwna gorączka
Rzymscy medycy wierzyli, że wszystkie przypadłości są wynikiem nierównowagi humorów wypełniających organizm: krwi, żółci, czarnej żółci i śluzu. W leczeniu chętnie odwoływało się do magii, w tym do amuletów ochronnych. Nie znaczy to jednak, że Rzymianie zupełnie odrzucali zdrowy rozsądek.
„Pomimo przywiązania do modelu zdrowia opartego na humorach Rzymianie nie ignorowali faktu, że mieszkanie nieopodal bagnistego terenu oznacza skłonność do podłapywania dziwnej, śmiercionośnej gorączki, choć uważali, że dzieje się tak ze względu na powietrze, a nie komary” – komentuje autorka książki Jak przeżyć w starożytnym Rzymie.
Prawda zapisana na nagrobkach
Bardzo ograniczony materiał źródłowy nie pozwala szczegółowo określić średniej długości życia w czasach antycznych ani rozpowszechnienia konkretnych chorób i dokładnych rokowań, jakie z nimi wiązano.
Reklama
Cenne wnioski przyniosły analizy kilku tysięcy zachowanych napisów nagrobnych i inskrypcji na rzymskich urnach. Na ich podstawie Brent Shaw, autor pracy Seasons of Death: Aspects of Mortality in Imperial Rome, ustalił fascynującą prawidłowość.
Od czasów późnej republiki (I wiek p.n.e.) do schyłku imperium zachodniego mieszkańcy Wiecznego Miasta umierali najczęściej w jednym okresie roku. Wśród osób dorosłych nadmiarowe zgony – w liczbie nawet kilka razy wyższej od normy – przypadały na kwartał od sierpnia do października.
Przypuszcza się, że przyczyną mogły być nawracające ataki malarii – jednej najczęstszych i najgroźniejszych chorób antyku, a zarazem tej właśnie „dziwnej, śmiercionośnej gorączki”, o której wspomina L.J. Trafford.
Jeszcze w XIX stuleciu szczyt sezonowych zachorowań na malarię w środkowych Włoszech, a także szczyt zgonów, przypadał właśnie na późne lato i początek jesieni. Zachowane inskrypcje każą się domyślać, że podobnie było 2000 lat temu.
Reklama
Plaga, ospa, gruźlica
Malaria była zagrożeniem nieustannym, nawracającym rok do roku. Wieczne Miasto, Italia i całe Imperium Rzymskie zmagały się też jednak z rzadszymi, lecz nie mniej niszczycielskimi epidemiami.
Profesor Walter Scheidel, autor pracy Disease and death in the ancient city of Rome, szacuje, że średnio co 4,3 roku stolicę państwa nawiedzały „kryzysy śmiertelności”, a więc choroby zabijające szczególnie dużą liczbę ofiar.
Najbardziej dramatyczną była tak zwana plaga antonińska, o której pisaliśmy w innym artykule. Kasjusz Dion twierdził, że podczas strasznej fali zachorowań ze 189 roku n.e. umierało dziennie 2000 osób. Jest to liczba niemożliwa do potwierdzenia, ale według profesora Scheidela prawdopodobna.
Dzisiaj plagę antonińską często identyfikuje się z ospą prawdziwą. Wśród innych szczególnie groźnych chorób, których ponawiane ataki dziesiątkowały Rzym i Italię można wymienić jeszcze gruźlicę oraz trąd.
Bibliografia
- Shaw B.D., Seasons of Death: Aspects of Mortality in Imperial Rome, „The Journal of Roman Studies”, t. 86 (1996).
- Scheidel W., Disease and death in the ancient city of Rome, „SSRN Electronic Journal”, 2009.
- Trafford L.J., Jak przeżyć w starożytnym Rzymie, Wydawnictwo Poznańskie 2022.