Atak na Konungahellę. Słowiańska flota uderzyła na najbogatsze miasto w Norwegii

Strona główna » Średniowiecze » Atak na Konungahellę. Słowiańska flota uderzyła na najbogatsze miasto w Norwegii

Z początkiem sierpnia 1135 roku potężna flota, kierowana przez polskiego lennika, księcia Pomorza Racibora I, rozwinęła żagle, kierując się w stronę Konungahelli – najzamożniejszego miasta w Norwegii. Już za kilka dni słowiańscy wojownicy mieli odnieść triumf, jakiego nad Bałtykiem jeszcze nie widziano. Wracano z bajecznymi łupami, ale też… ze zszarganym honorem.

Snorri Sturluson podał, że flota najeźdźcza składała się z ok. 300 okrętów, z których każda transportowała 44 wojowników i 2 konie bojowe. Dawałoby to razem ponad 13 200 zbrojnych, w tym co najmniej 600 jeźdźców. Liczby są mocno przesadzone. (…)


Reklama


Odliczając załogi okrętów, służbę, pachołków i siły pomocnicze, można realnie przyjąć, że pod Konungahellą na ląd zeszło ok. 3000–4000 zbrojnych Słowian, w tym ok. 600 jeźdźców ciężkozbrojnych.

Pod uwagę trzeba tu też wziąć wyniki badań szwedzkich naukowców oceniających siły zbrojne Racibora pod Konungahellą na ok. 1000 pieszych wojowników i ok. 1000 jeźdźców. Nasuwa się przypuszczenie, że Snorri Sturluson po prostu pomnożył stan faktyczny słowiańskich łodzi przez dziesięć. (…)

Islandzki dziejopis Snorri Sturluson.

Słowiańska ofensywa

Flota pomorsko-połabska po połączeniu, być może w okolicach Rugii, obrała kurs na Skanię, a następnie na północ wzdłuż wybrzeża. Po pokonaniu ok. 300 mil morskich i dwóch duńskich cieśnin flota słowiańska dotarła po 4–5 dniach żeglugi, w przeddzień dnia św. Wawrzyńca, czyli 9 sierpnia 1135 roku, na wody Kattegatu, na wysokości wyspy Hisingen.

Dunimir i Unimor z częścią okrętów wpłynęli w główne, południowe ujście rzeki Göta. Sterując pod prąd, z wyspą po lewej stronie, dotarli pod górne miasto Konungahelli, czyli obwarowany gród z zamkiem i kościołem. Druga część floty z Raciborem na czele wpłynęła w Nordre, północną odnogę rzeki, i zatrzymała się przy nadbrzeżnych pomostach. Dalszą drogę zagradzał most łączący Konungahellę z wysepką Bohus i powbijane w dno rzeki zaostrzone pale chroniące dostępu przed intruzami.


Reklama


Racibor zacumował okręty przy pomostach i wyładował konnicę, która następnie podążyła wzdłuż grzbietu wzgórz zwanego Bratsas. Jeźdźcy obsadzili szlaki lądowe prowadzące do miasta. Konungahella znalazła się w potrzasku, jeszcze o tym nie wiedząc.

Niedowierzanie i alarm

Einar, zięć proboszcza Andrzeja, pętając się po nabrzeżu portowym, zauważył przypadkowo przybycie licznych łodzi. Początkowo nie zaprzątnęło to zbytnio jego uwagi, przecież do zbudowanych na palach pomostów dobijały nieustannie liczne jednostki handlarzy i kupców. Dopiero widok oblepionych tarczami burt łodzi zaostrzył jego czujność.

Tekst stanowi fragment książki Roberta F. Barkowskiego pt. Konungahella 1135 (Bellona 2020).

Einar pobiegł czym prędzej do kościoła, gdzie jego teść głosił kazanie (…). Po drodze zauważył, że od strony wzgórz Bratsas w kierunku miasta nadciągają oddziały konne. Einar wpadł do kościoła wypełnionego po brzegi mieszkańcami Konungahelli i poinformował o okrętach i o konnicy.

Jazda nadciągająca od strony wzgórz? Większość zebranych w kościele doszła szybko do przekonania, że konnymi mogą być jedynie oddziały duńskie z królem Erykiem Pamiętnym na czele, ciągnące na odsiecz. Natomiast napaści od strony rzeki trzeba się natychmiast przeciwstawić.


Reklama


W krótkim czasie ludność Konungahelli rozbiegła się po domostwach, uzbroiła i popędziła w kierunku rzeki. Mieszkańcy, dotarłszy w pobliże nabrzeża i mostu, stwierdzili ze zgrozą, że Einar nie przesadził; powierzchnię rzeki pokrywało mrowie statków – wrogich, słowiańskich okrętów.

Bitwa na łodziach

Bój zawrzał na dobre. Na krótko przedtem, gdy Słowianie zamierzali wysadzić desant na brzeg, spoza mostu spinającego nabrzeże z wysepką Bohus poczęły wypływać statki skandynawskie. Jeden, potem dwa, w końcu dziewięć dużych, pojemnych statków pełnomorskich przewożących na co dzień towary (…).

Na pozór jednostki handlowe tak naprawdę w niczym nie ustępowały okrętom, zarówno co do wyposażenia, jak i załogi. Dla kupców skandynawskich chlebem powszednim były nieustanne starcia na morzu ze słowiańskimi chąśnikami czy zajmującymi się rozbojem ludami bałtyckimi osiadłymi na wschód od ujścia Wisły. (…)

Dziewięć dużych okrętów, wypełnionych licznie wojownikami, ustawiło linię w poprzek rzeki i ruszyło do starcia ze słowiańską flotą. Nagłe okrzyki bojowe w obcym języku zdezorientowały opuszczających pokłady Słowian.

Słowiańska łódź bojowa z Gdańska-Oruni. X-XIII wiek (fot. Rafał Kuzak).
Słowiańska łódź bojowa z Gdańska-Oruni. X-XIII wiek (fot. Rafał Kuzak).

W chwilowym zamieszaniu, zanim zdążyli ponownie zająć miejsca w jednostkach, uderzyła z impetem zbita duńska formacja. Huk roztrzaskiwanych kadłubów, wrzaski i harmider, pierwsze ciała trafionych z dystansu duńskimi strzałami spadały z pokładów i tonęły w nurtach rzeki.

Śmierć zebrała spore żniwo w szeregach załóg na pierwszych okrętach, ale zaskoczenie trwało krótko. Duńczycy nie przebili się i utknęli w miejscu. Słowianie przystąpili do kontrnatarcia. W ruch poszły łuki i oszczepy, pod osłoną tarcz Słowianie usiłowali się wedrzeć na okręty przeciwników. Gdy tego dokonali, rozgorzało bezpardonowe bezpośrednie starcie.


Reklama


Na wąskiej w tym miejscu rzece Słowianie nie mieli możliwości rozwinięcia swych sił i taktycznego wykorzystania liczebnej przewagi. W bezpośrednim starciu uczestniczyły jedynie okręty stojące w pierwszej linii, załogi pozostałych mogły tylko biernie przyglądać się walce i oczekiwać na wynik.

Krwawo okupione zwycięstwo

W tym właśnie momencie nadbiegli uzbrojeni mieszkańcy Konungahelli. Natychmiast obsadzili zbudowane z belek nabrzeże oraz most i przystąpili do ostrzału zbitych w masę słowiańskich okrętów, miotając wszelkiego rodzaju pociski: strzały, oszczepy, kamienie. Słowianie ponosili duże straty. W końcu jednak udało im się wtargnąć na pokład jednego z okrętów przeciwnika i po zażartej walce wybić jego załogę.

Lokalizacja Konungahelli na obecnej mapie Europy (Google Maps).

Ponieważ jednostki kupców przylegały ściśle do siebie burtami, Słowianie mieli teraz ułatwione zadanie. Z pokładu zdobytego okrętu szturmowali zacięcie jednostki przylegające z lewej i z prawej strony. Napierając, Słowianie opanowali w końcu wszystkie wrogie jednostki, wyrzynając załogi.

Powierzchnię rzeki pokrywały szczelnie ciała poległych w walce. Słowianie drogo okupili zwycięstwo, tracąc co najmniej kilkanaście okrętów (na pewno nie magiczną liczbę 180, jak podaje Snorri Sturluson) i wielu wojowników. Z Duńczyków nie przeżył nikt.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Miasto w ogniu

Na widok klęski własnej eskadry kupiecko-wojennej ludność Konungahelli wpadła w panikę. Słowianie pod osłoną tarcz przystąpili do wysadzania wojsk na brzeg i pomosty. Mieszkańcy na moście i nabrzeżu przerwali ostrzał i pomknęli spiesznie z powrotem do miasta.

Rozbiegłszy się po domostwach, zebrali naprędce wszelkie dobro, jakie dało się unieść, przede wszystkim kosztowności i pieniądze, ale również broń, po czym gromadnie podążyli do obwarowanego grodu, szukając tam schronienia. (…)


Reklama


Słowianie po wyładowaniu na ląd ludzi i sprzętu wojennego przystąpili do lustracji wojska i liczenia poległych. Straty były znaczne, wywołując wśród wielu gniew. Pod wpływem tych nastrojów i za przyzwoleniem dowódców część wojowników powróciła na nabrzeże i przystąpiła do opróżniania zarówno zdobytych okrętów (…). Większość wpadła do opustoszałego miasta, plądrując je doszczętnie ze wszystkiego, czego nie zdołali zabrać ze sobą mieszkańcy.

Po tym wszystkim podłożono ogień zarówno na duńskich statkach, jak i wśród zabudowań Konungahelli. Gęste dymy pożarów uderzyły w niebo, napawając trwogą zebranych na wałach grodu mieszkańców. Na ich oczach płomienie zamieniły miasto w wielkie, piekielne pogorzelisko.

Książę pomorski Racibor I z żoną Przybysławą. Płyta nagrobna z ok. 1370 roku, w kościele w Usedom.

Żądanie kapitulacji

Cała armia słowiańska udała się teraz pod wały grodu. W bezpiecznej odległości, poza zasięgiem rażenia pocisków obrońców, Słowianie rozłożyli obóz i przystąpili do oblężenia. Gdy już wszystko zostało przygotowane do szturmu, Racibor przystąpił najpierw do pertraktacji.

Zaproponował obrońcom, że na wypadek poddania grodu bez walki gwarantuje wszystkim swobodne opuszczenie warowni z zachowaniem życia, broni, odzienia i całego majątku (złota, pieniędzy, kosztowności). Reakcja obrońców była jednoznaczna, zdecydowanie odmówili. A zatem walka, Słowianie przystąpili do szturmu.


Reklama


Obrońcy, wznosząc okrzyki bojowe, zajęli pozycje na wałach i zasypali nacierających gradem pocisków: strzałami, kamieniami, belkami. (…) Trup padał gęsto po obu stronach, aczkolwiek po słowiańskiej gęściej, czemu nie należy się dziwić – Słowianie szturmowali wysokie wały, wystawieni na nieustanny ostrzał kryjących się za palisadą obrońców. (…)

Skandynawska odsiecz

[Do pobliskiego Skurbaagar, gdzie zaniesiono wiadomość o inwazji przybyło] dwóch możnych z okolicznych majątków ziemskich, Sigurd Gyrdsson, brat Filipa, i Sigard, prowadząc ze sobą drużyny zbrojnych w łącznej sile 720 rycerzy i wojowników. (…)

Po naradzie ruszono na odsiecz Konungahelli dwiema grupami: Sigurd na czele 480 i Sigard na czele 240 zbrojnych. Pierwsza w walkę ze Słowianami wdała się grupa Sigurda. Już w pierwszym starciu Słowianie roznieśli norweską ścianę tarcz, zabijając wielu przeciwników. Oddział Sigurda uległ rozproszeniu i wpadł w panikę.

Sigurd zdołał jeszcze wycofać swój przetrzebiony kontyngent z pola bitwy, okrywając siebie i swych ludzi hańbą w oczach potomnych. Niebawem na placu boju pojawił się Sigard z 240 wojownikami. Na ten widok Słowianie ponownie odciągnęli część sił spod grodu i ustawili je w szykach bojowych. Wynikła bitwa, w której Słowianie odnieśli całkowite zwycięstwo, kładąc trupem wszystkich norweskich wojowników łącznie z Sigardem.

Zażarta walka

Po tym epizodzie przystąpiono ze zdwojoną energią do boju o gród. Racibor wraz z gronem doradców i wodzów obserwował walkę z położonego nieopodal wzniesienia. Oddziały szturmujące bezpośrednio wały grodu były wspierane przez grupy ustawionych z dala łuczników. (…)

Słowianie poczęli się wdzierać na wał i zdobywać odcinki na palisadzie. Obrońcy wycofywali się do kamiennego zamku, otoczonego własnym murem. Któryś szczególnie mężnie walczący Słowianin przebił się przez zastępy przeciwników i dotarł pod samą bramę zamku, zastawioną zastępem ciężkozbrojnych.


Reklama


Słowianin natarł na nich i jednym potężnym cięciem miecza rozpłatał stojącego najbliżej norweskiego wojownika. Obrońcy zrzucali nań z góry kamienie i zasypywali gradem oszczepów, ale nie mogli go trafić. Słowianin, odrzuciwszy tarczę, wił się, unikając umiejętnie pocisków, a jednocześnie siał mieczem śmierć wśród broniących bramy.

Proboszcz Andrzej wziął poświęcony kaganek z ogniem i pobłogosławił nim strzałę, którą wręczył Asmundowi. Asmund strzelił i trafił śmiertelnie bohaterskiego Słowianina pod bramą. (…) Słowiańscy wojownicy zawyli na ten widok z żałości. Racibor wysłał rozkazy, by chwilowo przerwać natarcie, i zwołał dowódców na naradę.

Ruiny zamku w Konungahelli. Fotografia współczesna (fot. Västgöten, lic. CC-BY-A 3,0).

Decydująca narada

Widocznie narada odbywała się niedaleko zamkowych murów obronnych, gdyż do obrońców dolatywały strzępy rozmów. Jeden z biegłych w słowiańskiej mowie Norwegów posłyszał i przetłumaczył swoim słowa księcia Unimora:

Lud broniący zamku dumny jest i zacietrzewiony w walce, i niełatwy do pokonania. I nawet gdybyśmy zdobyli wszystkie ich pieniądze i skarby, będzie to bardzo drogo opłacone zwycięstwo.


Reklama


Utraciliśmy już tylu dobrych wojowników i dowódców. Ale zwycięstwo jest bliskie. Jeszcze dzisiaj z samego rana, gdy rozpoczęliśmy oblężenie, ciskali w nas oszczepami i razili strzałami z łuków. Później, z upływem dnia, starczyło im już tylko kamieni, a teraz odganiają się przed nami jedynie kijami, jakbyśmy psami jakowymiś byli. Mniemam z tego, że wyczerpały im się środki do obrony.

Podejmijmy więc jeszcze jeden szturm, gwałtowniejszy od wszystkich dotychczasowych, a pokonamy ich. Wtedy weźmiemy zemstę za poniesione straty.

Mieszkańcy Konungahelli w wyobrażeniu XIX-wiecznego artysty.

Ostatni szturm

Unimor miał rację, zdawali sobie z tego sprawę obrońcy Konungahelli. Już od jakiegoś czasu wyczerpały im się pociski, ba, rozłupywali na dwoje pale służące do miotania. Po naradzie Słowianie przystąpili do szturmu.

Walczono z zaciętością, ponosząc wielkie straty. Po norweskiej stronie padł w boju dowódca garnizonu Sámund Husfrøia. Gdy obie strony, wyczerpane walką, wycofały się na krótką przerwę, Racibor wysłał ponownie (po raz trzeci od rozpoczęcia oblężenia) posła z propozycjami poddania się. Wtedy ci, co jeszcze się ostali, zadecydowali o poddaniu grodu na warunkach zaproponowanych przez pomorskiego księcia.


Reklama


Stało się jednak inaczej niż zapowiedział Unimor. Warunki poddania Konungahelli, jak najbardziej honorowe, nie zostały dotrzymane.

Przeczytaj też o pierwszej wojnie Wikingów ze Słowianami. Opór obrońców zaskoczył najeźdźcę.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Roberta F. Barkowskiego pt. Konungahella 1135. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Bellona w 2020 roku.

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Nowość w serii Historyczne Bitwy

Autor
Robert F. Barkowski
3 komentarze

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.