Obodryci zaatakowani. Pierwsza wojna wikingów ze Słowianami Zachodnimi

Strona główna » Średniowiecze » Obodryci zaatakowani. Pierwsza wojna wikingów ze Słowianami Zachodnimi

Wojna stoczona w 808 roku stanowiła pierwszą potwierdzoną źródłowo konfrontację między Słowianami zachodnimi a duńskimi najeźdźcami. Oto, co da się powiedzieć na temat krwawego najazdu wikingów pod wodzą króla Godfreda.

Zima 808 roku była niezwykle łagodna i z nastaniem wiosny południowo-zachodni Bałtyk otworzył w pełni swe wody dla swobodnej żeglugi.


Reklama


Wczesnym majowym świtaniem, kilkanaście dni po tegorocznych Świętach Wielkanocnych, łańcuchem rozłożonych nad Zatoką Słowiańską osad otwartych i grodów obronnych wstrząsnęło przeraźliwe brzmienie trąb i rogów ostrzegawczych. Z oparów porannej mgły na wodach zatoki poczęły wyłaniać się duże okręty. Kilka, kilkadziesiąt, coraz więcej, ponad setka.

Skandynawscy napastnicy na wikingu? A może pobratymcy z wyspy Rugii na rozboju? Nie. Prawda okazała się o wiele okrutniejsza, gdy obca armada, dobiwszy do brzegów obszernej zatoczki niedaleko ujścia Trawy, przystąpiła do wyładowywania zbrojnych.

Król Danii Godfred na nowożytnej rycinie ze zbirów Biblioteki Królewskiej w Danii.

Kilka tysięcy świetnie uzbrojonych, zaprawionych w bojach duńskich wojowników stanowiło regularną armię prowadzoną osobiście przez króla Godfreda.

Wśród nich byli czołowi jarlowie z drużynami oraz ulubiony bratanek króla imieniem Reginold (…), przewidywany na następcę duńskiego tronu. To nie był zwyczajowy grabieżczy napad w wikińskim stylu, lecz skrupulatnie przygotowany najazd, kampania wojenna zakrojona na większą skalę. Godfred najechał księstwo Obodrytów.


Reklama


Zwiadowcy, agitatorzy, emisariusze

Jako że okręty duńskie transportowały wyłącznie piechotę, pierwszą czynnością najeźdźców po wylądowaniu było rozesłanie oddziałów po okolicznych osadach dla rekwizycji koni. Po ich zdobyciu Godfred rozesłał w różne strony podjazdy, zarówno na zwiady, z misjami agitacyjnymi, jak i emisariuszy z poselstwami. Po czym zarządził rozbicie obozu.

Tak przeminęło wiele dni, w bezczynnym oczekiwaniu dla armii, ale nie dla Godfreda. Król duński dalszy tok postępowania uzależniał od wieści, jakie przyniosą zwiadowcy, agitatorzy i emisariusze. Znakiem tego przygotował się do najazdu pieczołowicie, zawczasu planując przeróżne opcje.

Tekst stanowi fragment książki Roberta F. Barkowskiego pt. Konungahella 1135 (Bellona 2020).

Zwiadowcy wysłani zostali przede wszystkim nad Łabę, na punkty graniczne księstwa Obodrytów z Saksonią należącą do państwa Franków. Ich zadaniem było zorientowanie się, jak zareaguje cesarz Karol Wielki na wieść o duńskiej agresji: wyśle swoim sojusznikom Obodrytom odsiecz czy też nie?

Sojusznicy i zdrajcy

Inne grupy zwiadowcze rozesłane zostały po ziemi Obodrytów w celu rozpoznania: gdzie znajdują się siły obodryckie, w jakiej koncentracji, i pytanie najważniejsze – gdzie przebywa obodrycki władca, król Drożko? Oprócz tego zwiadowcy mieli się zorientować w sile garnizonów najważniejszych obodryckich warowni.


Reklama


Zadaniem agitatorów było nakłonienie dowódców poszczególnych grodów do zdrady i przejścia na duńską stronę za cenę worków srebra lub obietnic nadania przywilejów ze strony Godfreda.

Z kolei z innym zadaniem ruszali w drogę emisariusze wysłani z poselstwami do Wieletów, Glinian (zwanych przez Franków Linones) i Smolińców – mieli się upewnić, czy na podstawie zawartych uprzednio tajnych porozumień wymienione plemiona przyłączą się do najazdu i wystąpią zbrojnie przeciwko Obodrytom.

Jak z tego wynika, Godfred zawiązał koalicję z plemionami słowiańskimi, sąsiadami Obodrytów.

Upragniona pomsta

Po upływie wielu dni do duńskiego obozu poczęły wracać wysłane podjazdy z jak najbardziej pomyślnymi wieściami dla króla. Wieleci wywiązali się z zadania i ruszyli na obodryckie pogranicze. Wszyscy wiedzieli o panującej między Wieletami i Obodrytami nienawiści, sięgającej korzeniami tak pradawnej przeszłości, że nikt nie znał jej przyczyn. Prawiono o tym u Słowian, Duńczyków i Franków, po wszystkich osadach, grodach i halach.

Konny oddział skandynawskich wojowników. Rysunek Erika Werenskiolda.

Ta nienawiść jeszcze mocniej rozgorzała przed dwudziestu laty, gdy w 789 roku3 Karol Wielki uderzył całą potęgą na Wieletów celem ukarania ich za wspomaganie zbuntowanych Sasów i za wszczynanie konfliktów z Obodrytami.

Sojusznicy Karola, Obodryci, zaatakowali wtedy ziemie Wieletów od północy na dwóch kierunkach, od strony rzeki Piany i poprzez ziemie Glinian. A prowadził ich wielki książę Wiczan oraz… nie kto inny, jak jego syn, a obecny obodrycki władca Drożko. (…)


Reklama


Teraz nadarzyła się Wieletom okazja do zemsty na Obodrytach i przystali ochoczo na propozycje Duńczyków (…).

Niszczycielska koalicja

Duńscy posłańcy nie wiedzieli dokładnie, gdzie uderzą Wieleci. Ale, jak wynikało z zasłyszanych wieści, armie wieleckie zaatakowały Obodrytów z dwóch kierunków, od wschodu przez ziemie Warnów i od południa, gdzie przyłączyli się do nich Glinianie i Smolińcy – czyli kolejni sprzymierzeńcy Godfreda.

Trzon ziem obodryckich. To obszar na pograniczu dzisiejszych krajów związkowych Szlezwik-Holsztyn i Meklemburgia-Pomorze Przednie (ryc. Marcel Rogge i Zweedorf22, lic. CC BY-SA 3.0).

Plemiona Glinian i Smolińców, oddzielające na południu Wieletów od Obodrytów, podporządkowały się w niedalekiej przeszłości tym ostatnim i zostały wcielone do Księstwa Obodryckiego. Musiały płacić daniny i dostarczać posiłków na wyprawy wojenne. Ale nie zapomniały o utraconej wolności. Teraz zrzuciły obodryckie jarzmo i przystąpiły ochoczo do duńskiego obozu. (…)

Wschodnie połacie księstwa Obodrytów stanęły w ogniu, południowe również. To nie wszystko. Najwyraźniej pokaźna część wieleckiej armii wraz z Glinianami i Smolińcami podeszła nad Łabę (…). A to z kolei pasowało doskonale do misternie przez Godfreda ułożonego planu – a mianowicie wyeliminowanie niebezpieczeństwa odsieczy ze strony Karola Wielkiego.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Na nic by się zdała Godfredowi sprowadzona na słowiańskie wybrzeże okazała armia, gdyby potężny cesarz ruszył na czele osławionej jazdy pancernej na pomoc Obodrytom.

I faktycznie, na wieść o najeździe przebywający w Akwizgranie cesarz wysłał swego syna Karola Młodszego na czele armii złożonej z Sasów i Franków. Tyle że odsiecz po dotarciu nad dolną Łabę zatrzymała się na linii rzeki. Dlaczego? A dlatego, że wzburzone masy Wieletów, Glinian i Smolińców groziły w każdej chwili przekroczeniem Łaby i wtargnięciem do Saksonii.


Reklama


Klecona przez Godfreda układanka zadziałała w pełni na jego korzyść. Wojska Franków i Sasów zostały zneutralizowane na Łabie, tym samym pozostawiając Obodrytów, niezamierzenie, na pastwę Duńczykom.

Obodrycki książę ucieka

Godfred zatarł ręce z zadowolenia, bo wszystko rozwijało się tak, jak zaplanował. Również wieści o Drożku okazały się pomyślne.

Skandynawscy wojownicy nocą. Rysunek Erika Werenskiolda.

Na początku inwazji władca Obodrytów przebywał z częścią jazdy na pograniczu Wagrii i ziem Nordalbingów, stosunkowo daleko na zachód od miejsca lądowania duńskiej armii. Gdy gońcy donieśli mu o najeździe, próbował zapewne powrócić nad Trawę, ogłaszając mobilizację.

Po drodze miały do niego dołączać garnizony poszczególnych grodów, ale srodze się zawiódł. Część obodryckiego możnowładztwa odmówiła mu posłuszeństwa. Wśród zdrajców byli tacy, co chcąc wykorzystać nadarzającą się okazję, usiłowali wymusić na nim jakieś przywileje czy nadania. Nie otrzymawszy ich, odmówili pomocy militarnej.


Reklama


Byli zapewne też i tacy, którzy dali się skusić namowom duńskich agitatorów i jawnie zdradzili Drożka. Na dokładkę doszły złe wieści z terenów granicznych księstwa Obodrytów o atakach Wieletów, Glinian i Smolińców. A także o pasywnej postawie armii sasko-frankijskiej (…). Nieszczęsny Drożko stanął wobec niemożności wypędzenia duńskich najeźdźców i w otoczeniu wiernych mu oddziałów podążył na lewy brzeg Łaby, pod ochronne skrzydła garnizonów Karola Wielkiego.

Haniebny podstęp Duńczyków

Teraz, po zebraniu wszystkich informacji spełniających jego oczekiwania, Godfred przystąpił do zbrojnej fazy najazdu. Kierując się z zachodu na wschód wzdłuż przybrzeżnego pasa ziem obodryckich, czyli od ujścia Trawy do ujścia Warnawy, oddziały duńskie szturmowały kolejne obodryckie punkty oporu.

Najeźdźcy poruszali się szybko, konno, stąd pożoga najazdu rozchodziła się błyskawicznie. Osady otwarte, pozbawione wału ochronnego, padały od razu łupem najeźdźców, pomimo zaciętej obrony zdesperowanych mieszkańców. Z kolei walki o grody obronne toczyły się z brutalną zaciekłością.

Niektóre grody udawało się Duńczykom zdobyć i zniszczyć, pod innymi jednak nie zdołali przełamać obrony. W trakcie tych walk Godfred wpadł na pomysł, jak wyeliminować jednego z ważniejszych obodryckich dowódców kierujących walką, imieniem Godelaib. (…)

Pod płaszczykiem nawiązania rozmów Godfred nakłonił Godelaiba do przybycia do duńskiego obozu. Musiał mu niechybnie roztoczyć przekonujące rękojmie bezpieczeństwa, inaczej Godelaib nie właziłby dobrowolnie w paszczę smoka. Ale to były ułudne zapewnienia, jak się wkrótce okazało.

Zaledwie Godelaib stawił się w duńskim obozie, wojownicy Godfreda zamordowali towarzyszących obodryckiemu księciu rycerzy, a jego samego powieszono haniebnie na szubienicy.


Reklama


Zaskakująco zażarty opór Obodrytów

Śmierć Godelaiba nie przyniosła jednak spodziewanego zwrotu w walkach. Nadal poszczególne obodryckie grody trwały uparcie w oporze, nadal oddziały duńskie musiały staczać walki z pojawiającą się niespodziewanie obodrycką konnicą wierną Drożce.

Co prawda grody w końcu padały, ale po niezwykle zaciętych walkach powodujących spustoszenie w duńskich szeregach. Podczas szturmu na jedną z ważniejszych warowni w starciu padło pokotem wielu słynnych duńskich wojowników. W tym, oprócz kilku jarlów, również Reginold, bratanek Godfreda.

Wikingowie wieszają swoją ofiarę. XIX-wieczna grafika Hugona Hamiltona.

Król duński stanął przed dylematem, skrupulatnie zaplanowany najazd znalazł się w impasie. Do tej pory Godfred zniszczył część grodów i przymusił ludność do płacenia daniny – niemal z dwóch trzecich obodryckiego terytorium. (…) Ale jednocześnie namnożyło się wiele trudności i niesprzyjających okoliczności, grożących załamaniem ofensywy lub nawet klęską. (…)

Frankijska ofensywa

Armia duńska poniosła duże straty, na uzupełnienia nie można było liczyć, natomiast opór Słowian wzrastał.


Reklama


Wieleci, zaatakowawszy tereny Warnów, związali co prawda ich siły, ale większych spektakularnych zwycięstw nie odnieśli. Glinianie i Smolińcy zagrozili początkowo saskiej granicy, lecz niebawem sami znaleźli się w obronie. Karol Młodszy zdecydował się jednak, po początkowym wyczekiwaniu, na ofensywę.

Przerzucił most przez Łabę i wkroczył na tereny opanowane przez Glinian i Smolińców. Stoczono zacięte bitwy, z których żadna strona nie wyszła zwycięsko. Frankowie i Sasi wycofali się na lewy brzeg Łaby, ale w wyniku stoczonych walk Glinianie i Smolińcy nie byli zdolni do dalszych działań ofensywnych.

Łodzie wikingów na reprodukcji z początku XX wieku.

Wagria pozostawała nadal niezdobyta i stamtąd mógł Drożko, jeżeli powróciłby, przejść do kontrofensywy na czele obodryckiej jazdy ciężkozbrojnej. W tej sytuacji kierujący się pragmatyzmem Godfred postanowił przerwać najazd.

Ostatni cios w państwo Obodrytów

Szlak bojowy armii duńskiej doprowadził ją od ujścia Trawy do grodu Wismar, leżącego u ujścia rzeki wypływającej z Jeziora Zwierzyńskiego do Zatoki Wismarskiej. Doszedłszy tam, Godfred nie omieszkał wykorzystać nadarzającej się okazji do zadania na koniec księstwu Obodrytów bolesnego ciosu.

Na wschód od Wismaru nad wodami zatoki leżała rozległa osada portowa Obodrytów, zwana Rerikiem. Wielkie emporium handlowe, w którym na stałe przebywało około dwustu kupców, zdominowali Fryzowie, Duńczycy i Słowianie. Ponadto przez Rerik przewijali się kupcy z państwa Franków.

Rerik był węzłem, przez który prowadziły połączenia handlowe między Morzem Północnym a pozostałymi emporiami całego akwenu Bałtyku, pomiędzy słowiańskimi ziemiami w głębi lądu a portami w Skandynawii. Na ten czas, w 808 roku, Rerik był największym portem kupieckim zachodniej części Bałtyku, centrum międzynarodowej wymiany handlowej.


Reklama


Dla dynastii obodryckiej oprócz znaczenia prestiżowego kontrola nad leżącym na ich terenie Rerikiem stanowiła źródło dobrobytu i dochodów – z racji ceł i opłat. Godfred postanowił zatem zlikwidować gospodarczą podstawę Obodrytów. Wkroczył do Reriku i zniszczył częściowo zabudowę osady (…).

Jednocześnie pod Rerik podpłynęła duńska flotylla. Godfred załadował armię lub to, co z niej pozostało, i pożeglował do Danii. Oprócz wojska na okręty zostali załadowani wszyscy znajdujący się w Reriku kupcy wraz z dobytkiem i towarami i zabrani również do Danii. Tym samym najazd Danii na księstwo Obodrytów dobiegł końca.

Przeczytaj też o najważniejszych wyprawach i podbojach wikingów. Inwazja „ludzi Północy” na zawsze zmieniła Europę.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Roberta F. Barkowskiego pt. Konungahella 1135. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Bellona w 2020 roku.

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Nowość w serii Historyczne Bitwy

Autor
Robert F. Barkowski
4 komentarze

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.