Bitwa pod Gonzales (1835). To tam rozpoczęła się wojna o niepodległość Teksasu

Strona główna » XIX wiek » Bitwa pod Gonzales (1835). To tam rozpoczęła się wojna o niepodległość Teksasu

W latach 20. XIX na teren należącego do Meksyku Teksasu napływało coraz więcej amerykańskich kolonistów. Wkrótce zaczęli oni marzyć o uniezależnieniu się od Mexico City. Jesienią 1835 roku wybuchła wojna o niepodległość (zwana również Rewolucją Teksańską). Jej początek dała, stoczona 2 października 1835 roku bitwa pod Gonzales.

29 września 1835 r. por. Francisco Castaneda na czele oddziału dragonów z meksykańskiego garnizonu w San Antonio de Bexar stanął na wschodnim brzegu rzeki Guadelupe naprzeciwko miejscowości Gonzales. Z rozkazu wojskowego komendanta San Antonio płk. Domingo de Ugartechei przybył tu, aby skonfiskować 6-funtowe działo amerykańskim kolonistom z Gonzales.


Reklama


Początki Gonzales

Gonzales założono w sierpniu 1825 r. jako centrum kolonii osiedleńczej impresario z Missouri, Greena De Witta. Leżała ona u zbiegu rzek San Marcos i Guadelupe i od wschodu graniczyła z kolonią Stephena Austina, terenem najstarszej anglo-amerykańskiej akcji osiedleńczej w Teksasie.

Projekt miejscowości Gonzales opracował doświadczony mierniczy mjr James Kerr, a jego nazwa pochodziła od nazwiska ówczesnego meksykańskiego gubernatora połączonych stanów Coahuila- Teksas Rafaela Gonzalesa, którego życzliwy stosunek do amerykańskich osadników miał znaczący wpływ na utworzenie kolonii De Witta.

Mapa Teksasu z 1835 roku. Gonzales zaznaczone czerwonym kółkiem (Thomas Gamaliel Bradford/domena publiczna).
Mapa Teksasu z 1835 roku. Gonzales zaznaczone czerwonym kółkiem (Thomas Gamaliel Bradford/domena publiczna).

W momencie swojego powstania Gonzales było najbardziej wysuniętym na zachód osiedlem amerykańskim, co niosło ze sobą poważne zagrożenie ze strony wrogich Indian. W lipcu 1826 r. napadli na nie Indianie Tawakoni, łupiąc i częściowo je paląc.

W następnych latach cała kolonia De Witta była zagrożona nieustannymi atakami Indian Tawakoni i Tonkawa, którzy wypierani z północy przez silniejsze plemiona Komanczów i Wichita, stali się uciążliwymi sąsiadami kolonistów znad rzeki Guadelupe.

Dodajcie działo

Mieszkańcy Gonzales, zabiegając o zapewnienie sobie większego bezpieczeństwa przed wrogimi Indianami, otrzymali w 1831 r. od lokalnych władz meksykańskich w San Antonio stare, 6-funtowe działo pozostałe „w spadku” po Hiszpanach. Sytuacja sprawiła, że nigdy nie zostało użyte przeciwko Indianom, służyło natomiast mieszkańcom Gonzales do oddawania strzałów na wiwat.

W roku 1835 w Teksasie narastało napięcie i niepokoje wśród amerykańskich osadników. Władze meksykańskie poważnie zaniepokojone eskalacją rozruchów zbrojnych podjęły działania prewencyjne, zmierzające do spacyfikowania buntowniczych nastrojów i rozbrojenia kolonistów.


Reklama


Pułkownik Ugartechea, działając zgodnie z wytycznymi gen. Cosa, wojskowego dowódcy północnych prowincji Republiki Meksyku, zażądał od Amerykanów z Gonzales zwrotu działa i odstawienia go do meksykańskiego arsenału Cesas Reales w San Antonio. W końcu września przybył do Gonzales kpr. Casimir de Leon z pięcioma żołnierzami i wozem do transportu działa.

Buntowniczy Amerykanie

Ku zdziwieniu Meksykanów, którzy nie spodziewali się żadnych problemów, koloniści odmówili wydania działa. Rozgniewany odmową płk Ugartechea niezwłocznie wysłał do Gonzales por. Castanedę z oddziałem 150 dragonów. Castaneda dotarł na miejsce 29 września i z zaskoczeniem stwierdził, że jedyny bród na Guadelupe został zablokowany przez uzbrojonych kolonistów.

Artykuł stanowi fragment książki Jarosława Wojtczaka pt. Alamo - San Jacinto 1836 (Bellona 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Jarosława Wojtczaka pt. Alamo – San Jacinto 1836. Jej limitowane wznowienie ukazało się w 2021 roku nakładem wydawnictwa Bellona 2021.

Kapitan Albert Martin, który na czele 18-osobowego oddziału lokalnej milicji obsadził przeprawę, odmówił przepuszczenia kawalerzystów przez bród. Porucznik Castaneda, rezygnując ze zbrojnego forsowania przeprawy wycofał swych dragonów i rozpoczął pertraktacje z Amerykanami. Za radą alkada Gonzales, Andrew Pontona, koloniści zażądali odłożenia rozmów, motywując to rzekomą nieobecnością w mieście alkada, bez którego nie chcieli podejmować żadnych decyzji.

W czasie gdy dowódca meksykański bezczynnie oczekiwał na wznowienie negocjacji, milicjanci kpt. Martina umacniali swoje pozycje przy brodzie, a konni posłańcy Amerykanów wyruszyli do sąsiednich osiedli z wiadomościami o sytuacji w Gonzales. Wieści te w ciągu kilkunastu godzin dotarły do wszystkich angloamerykańskich osad położonych nad Guadelupe oraz w dorzeczu rzek Brazos i Colorado.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Symbol wolności i niezależności

Już następnego dnia do Gonzales zaczęli ściągać uzbrojeni koloniści z okolicznych miejscowości. W ciągu dwóch dni zebrało się ich przeszło 160, wielu zaś było jeszcze w drodze bądź szykowało się do wymarszu. Spór o działo z Gonzales urósł do rangi symbolu wolności i niezależności amerykańskich osadników w Teksasie. Taktyka wyczekiwania i natychmiastowa akcja ściągania do Gonzales posiłków z bliższego i dalszego sąsiedztwa pozwoliły kolonistom w krótkim czasie zebrać siły zdolne do przeciwstawienia się oddziałowi por. Castanedy.

30 września na wschodnim brzegu Guadelupe Joseph Clements, wyrażając wolę wszystkich zebranych Amerykanów, w krótkim oświadczeniu zdecydowanie odrzucił meksykańskie żądania i odmówił wydania działa. W celu uzasadnienia odmowy stwierdził, że działo zostało przekazane mieszkańcom Gonzales przez lokalne władze meksykańskie wierne postanowieniom konstytucji z 1824 r., a płk Ugartechea reprezentuje dyktatorski rząd prezydenta Santa Anny, który nie ma prawa podejmować jednostronnych decyzji godzących w wolność obywateli.


Reklama


Odpowiedź Clementsa, poparta zbrojną demonstracją siły obsadzających bród milicjantów, nie pozostawiała Castanedzie cienia wątpliwości co do intencji kolonistów. Mimo to zdecydował się wykonać otrzymane rozkazy. Wycofał swoich żołnierzy w górę rzeki z zamiarem odnalezienia innej przeprawy i obejścia miasta od tyłu. Noc z 30 września na 1 października Meksykanie spędzili w umocnionym obozie na wzgórzu De Witta w pobliżu Gonzales.

„Przyjdźcie i weźcie je”

Tej samej nocy osadnicy z Gonzales wydobyli zakopane w sadzie śliwkowym George’a Davisa działo i osadzili je na lawecie wykonanej z wozu do transportu bawełny. W tym samym czasie dwie mieszkanki Gonzales Sarah Seely i Eveline De Witt uszyły ze ślubnej sukni flagę bojową i wręczyły ją zebranym kolonistom.

Flaga z bojowa kolonistów z Gonzales (Daniel Mayer/CC BY-SA 3.0).
Flaga z bojowa kolonistów z Gonzales (Daniel Mayer/CC BY-SA 3.0).

Flaga, wykonana według pomysłu Johna H. Moora z La Grange, przedstawiała czarną lufę armatnią na białym tle, nad którą widniała samotna, pięcioramienna gwiazda, symbol Teksasu. Pod lufą dużymi, czarnymi literami wyszyto napis: COME AND TAKE IT ( PRZYJDŹCIE I WEŹCIE JE ).

1 października rano por. Castaneda opuścił wzgórze De Witta i poszukując dogodnej przeprawy przesunął swój od dział dalej w górę rzeki. Ponieważ Meksykanom nie udało się znaleźć odpowiedniego brodu, pod wieczór rozbili obóz na terenie rancza amerykańskiego osadnika Ezekiela Williamsa, w odległości 7 mil (11 km) od Gonzales.


Reklama


Tego samego dnia około godz. 7.00 wieczorem grupa 168 uzbrojonych kolonistów zebranych w Gonzales przeprawiła się przez rzekę tocząc ze sobą przygotowane do strzału działo. Na wschodnim brzegu Guadelupe zorganizowali naradę, w trakcie której wybrali w demokratycznym głosowaniu swoich dowódców.

Komendę nad zebranymi ochotnikami powierzono mającemu doświadczenie z walk z Indianami Johnowi Moorowi, którego mianowano pułkownikiem. Jego zastępcą w stopniu podpułkownika został James W. E. Wallace. Naradę zakończyło patriotyczne kazanie pastora Smitha z Gonzales.

Mural w muzeum w Gonzales przedstawiających kolonistów i ich działo (J. Williams/domena publiczna).
Mural w muzeum w Gonzales przedstawiających kolonistów i ich działo (J. Williams/domena publiczna).

Jeden zabity i kilku rannych

Wczesnym rankiem 2 października, pod osłoną gęstej mgły spowijającej oba brzegi rzeki, Teksańczycy wyruszyli w kierunku obozowiska meksykańskich dragonów.

Kiedy mgła opadła zaskoczeni Meksykanie ujrzeli naprzeciw swojego obozu tyralierę uzbrojonych kolonistów gotowych do ataku. Pośrodku linii Teksańczyków znajdowało się stanowisko bojowe działa, nad którym powiewała flaga COME AND TAKE IT.


Reklama


Porucznik Castaneda próbował uformować swoich żołnierzy do obrony, ale teksaskie działo, z braku odpowiedniej amunicji, załadowane kawałkami łańcucha i żelaznymi siekańcami, dobrze wymierzonym strzałem rozproszyło meksykańskich dragonów.

Salwa ze strzelb Teksańczyków spotęgowała zamieszanie w szeregach Meksykanów. Pozostawili oni na polu walki jednego zabitego i unosząc ze sobą kilku rannych wycofali się pośpiesznie w kierunku San Antonio ścigani bojowymi okrzykami podochoconych sukcesem Amerykanów.

Zaraz po potyczce płk Moore poprowadził swoich ludzi z powrotem do Gonzales, a wieść o zwycięskim starciu z Meksykanami błyskawicznie obiegła wszystkie kolonie amerykańskie w Teksasie. Mało kto zdawał sobie zapewne sprawę z tego, że działo z Gonzales oddało pierwszy strzał w krwawej wojnie o niepodległość Teksasu. Samo Gonzales zaś uważane będzie od tej pory za Lexington Teksasu.

Działo, które oddało jeden strzał

Paradoks historii sprawił, że działo z Gonzales, które stało się bezpośrednią przyczyną wojny, oddało w niej tylko jeden, jedyny strzał. Po potyczce z oddziałem Castanedy zabrano je do Gonzales. Tam zostało umieszczone w miejscowej kuźni, gdzie 3 października zdolny kowal i rusznikarz Noah Smithwick oczyścił starą lufę i umieścił ją na specjalnie przygotowanym, czterokołowym wozie ciągnionym przez parę wołów.

Działo, które dało początek wojnie o niepodległość Teksasu (Larry D. Moore/CC BY-SA 3.0).
Działo, które dało początek wojnie o niepodległość Teksasu (Larry D. Moore/CC BY-SA 3.0).

Kiedy 12 października teksascy ochotnicy wyruszyli na wojnę, zabrali je ze sobą jako zaczątek swojej artylerii. Słaba konstrukcja wozu nie wytrzymała trudów wędrówki po bezdrożach i przepraw przez liczne strumienie na drodze do San Antonio. Koloniści, mając nadzieje na zdobycie nowych dział na Meksykanach, zakopali lufę armatnią na starym indiańskim cmentarzu nad brzegiem strumienia Sandies Creek.

Zapomniana przez wszystkich przeleżała tam przez następne 101 lat. Wielka powódź w czerwcu 1936 r. odsłoniła znalezisko, ale jego tożsamość ustalono dopiero w 1980 r. za pomocą specjalistycznych badań naukowych. Dziś historyczne działo jest jednym z najcenniejszych reliktów historii Teksasu i stanowi główną atrakcję Memorial Museum w Gonzales.


Reklama


Edycja limitowana

Tytuł, lead, i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów i skrócony.

Autor
Jarosław Wojtczak
1 komentarz

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.