Czy Francja i Wielka Brytania były zdolne do wojny z Hitlerem w 1939 roku?

Przygotowując atak na Polskę, Hitler liczył na brak reakcji ze strony Wielkiej Brytanii i Francji. Wypowiedzenie wojny przez państwa zachodnie przyjął ze zdziwieniem. I chyba słusznie. Jak tłumaczy Peter Hitchens stan gotowości do zbrojnego konfliktu był u przyszłych aliantów wprost żałosny.

[U progu II wojny światowej Francja i Wielka Brytania] liczyły, że do tego, by pokazać Niemcom, gdzie są granice przemocy, wystarczy ich odstraszająca, lecz pasywna potęga, jak również blokada. Francuski sfatygowany plakat propagandowy opatrzony hasłem Nous gagnerons parce que nous sommes les plus forts („Zwyciężymy, bo jesteśmy najsilniejsi”) odsłania mimowolnie charakter ówczesnej polityki Francji.


Reklama


Jego egzemplarz nadal można oglądać w Muzeum Armii w Les Invalides w Paryżu. Większość obywateli Anglii i Francji uznało, że pokładanie wiary w przeważającą siłę jest słuszne i uzasadnione, a ich kraje nie są zagrożone klęską (…).

Schyłkowe imperia

Wspomniany plakat jest faktycznie bardzo pouczający, jeśli chodzi o założenia polityki francuskich oraz brytyjskich przywódców w roku 1939. Przedstawia on bowiem mapę świata, na której francuskie i brytyjskie imperia są odwzorowane na czerwono, dominujące nad znaczną częścią reszty świata, Niemcy zaś, pojedyncza plamka czarnej farby, tkwią samotnie w morzu tej imperialnej czerwieni, najwyraźniej przytłoczone jej ogromem.

Zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy w 1939 roku wciąż myśleli o sobie jak o światowych potęgach. Na zdjęciu przywódcy brytyjscy: Winston Churchill i lord Halifax (fot. domena publiczna).

Jest to nic innego jak tylko odwzorowanie sposobu myślenia przywódców Anglii i Francji w okresie od marca 1939 roku do maja 1940 roku. Wydarzenia, które, jak nam dobrze wiadomo, nastąpiły niedługo potem, wystawiły na gorzkie pośmiewisko zadufanie w swą potęgę dwóch schyłkowych imperiów (…).

Chamberlain wiedział, że zbliża się wojna. Mimo że pozostawał pod znacznym wpływem rzekomego pacyfistycznego „ugłaskiwacza” lorda Halifaksa, postanowił doprowadzić do jej wybuchu. Taka jest właśnie teza [historyka] Simona Newmana. On sam analizuje treść protokołów z posiedzeń gabinetu brytyjskiego, poczynając od 30 marca 1939 roku, kiedy to gwarancje dla Polski były przedmiotem dyskusji na rządowym forum.

Możemy się przekonać, że nawet nie uwzględniano tego, iż wtedy – ani później – Wielka Brytania była zupełnie niezdolna do udzielenia pomocy militarnej Polsce, gdyby ją zaatakowano. Dzisiejsi czytelnicy mogą tylko dojść do wniosku, że rząd brytyjski zdawał sobie sprawę z tego, iż nie może podjąć – i nie podejmie – żadnych kroków w razie takiego ataku. Uznał wszelako, że nie ma to i tak żadnego znaczenia. Polska jako państwo nie miała bowiem żadnego znaczenia dla tego rządu.

Przeczytaj też: Polacy unicestwili pancernego kolosa. Zapomniany triumf z 1 września 1939 roku

Blokada oraz przewaga Francji w zakresie gospodarki oraz siły żywej nieuchronnie miały zmusić Niemcy do negocjacji (…). Takie stanowisko było następstwem przekonania, które nigdy nie powinno wykiełkować, że Francja to wartościowy sojusznik militarny.

Wątpliwy sojusznik

Wydarzenia historyczne, zwłaszcza klęska Francji w roku 1870 po ofensywie pruskiej, powinny być dla wszystkich sygnałem ostrzegawczym, że realna siła tego kraju nie zawsze odpowiada danym uwidocznionym na papierze.

Istnienie rozległej i kluczowej ze strategicznego punktu widzenia luki w Linii Maginota na granicy z Belgią powinno skłaniać do poważnych obaw. Podobne reakcje mogła wywoływać francuska polityka wewnętrzna, zwłaszcza w tamtym okresie ostra i zaciekła; francuscy judeofobiczni konserwatywni intelektualiści tak dalece nienawidzili Frontu Ludowego (kierowanego przez Léona Bluma), że, jak mawiali: „Lepszy Hitler niż Blum!”. Cóż, życzenie to się spełniło, a wielu z nich aż do końca chwaliło sobie to, co otrzymało.

Artykuł stanowi fragment książki Petera Hitchensa „Po co nam była ta wojna” (Bellona 2019). Kup książkę taniej na stronie wydawcy.

Działały tam jednak także inne zaskakujące siły, osłabiające francuskie morale narodowe. Nawet największym cynikom trudno byłoby przewidzieć przyszłą linię postępowania silnej wówczas francuskiej partii komunistycznej. W marcu 1939 roku tamtejsi komuniści byli zaprzysięgłymi wrogami Hitlera i „faszyzmu”.

Jednak po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow ci sami komuniści, powodowani służalczą lojalnością wobec Stalina, nazywali wojnę z Hitlerem imperialistycznym konfliktem. Owszem, były chwalebne wyjątki. Nie powstrzymało to jednak francuskich władz przed delegalizacją partii i uwięzieniem kilku jej wyższych rangą działaczy za działalność antypaństwową, idącą w parze ze sprzyjaniem porozumieniu (…).

Oto i państwo, na którym zbyt lekko uzbrojona Anglia opierała swoje bezpieczeństwo w wojnie z wyboru, prowadzonej przeciw szybko rosnącym w siłę i dysponującym nowoczesną bronią Niemcom, które zresztą i tak zawsze niełatwo było pokonać. Jak to się stało, że nikt nie dociekał, czy takie postępowanie jest rozsądne? Wygląda na to, że nikt się nad tym nie zastanawiał (…).

Dziurawa Linia Maginota…

Gdyby Wielka Brytania i Francja – nim rzuciły się w wir wojny – przygotowały się gruntownie (podobnie jak USA), konflikt zakończyłby się zapewne zupełnie inaczej. Przykładowo, gdyby Linia Maginota została na czas ukończona [i objęła także granicę francusko-belgijską], stałaby się potężną i skuteczną zaporą. Jednak powrót Belgii do neutralności po roku 1936 (…) spowodował, że umocnienia te stały się bezużyteczne (…).

Granica francusko-belgijska pozostała rozpaczliwie odsłonięta i, jak należało oczekiwać, stała się terenem klęski Francuzów w maju roku 1940. Należy jednak przy tym pamiętać, że nawet gdyby Linię Maginota wcześniej ukończono, Polskę spotkałby dokładnie ten sam los. Polska była bowiem wyłącznie pretekstem do wojny, nie zaś jej powodem.

Decyzja podjęta przez Paryż w roku 1929 dotycząca budowy Linii Maginota była dla Niemiec oraz państw Europy Wschodniej wyraźnym sygnałem, że Francja, pamiętna rzezi pod Verdun, postawiła przede wszystkim na obronę, toteż żadną miarą nie należało oczekiwać, że przyjdzie w sukurs swoim wschodnim sprzymierzeńcom i zaatakuje Niemcy. Nie uczyniła też tego, gdy w roku 1939 pojawił się właściwy moment pomimo składania szczodrych i od samego początku kłamliwych obietnic.

Linia Maginota, na którą liczyli zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy, ostatecznie nie powstrzymała Hitlera – w 1940 roku po prostu ją ominął (fot. Bundesarchiv / CC-BY-SA 3.0).

…i brak strategii ofensywnej

Wielu francuskich żołnierzy (często źle wyposażonych) walczyło dzielnie i z determinacją, gdy już starło się z nacierającym nieprzyjacielem. Bez tego ogromna ewakuacja Brytyjczyków spod Dunkierki byłaby niemożliwa. Jednak ich przywódcy polityczni i wojskowi nie dysponowali żadnym planem ofensywnym.

Właśnie z tego powodu ich oficjalna strategia, której elementem było zagwarantowanie niepodległości Polski, wsparte jedynie obietnicą zastosowania siły, była od początku niedorzeczna – nawet gdyby w ogóle istniały jakieś poważne intencje urzeczywistnienia jej.

Faktycznie francuscy przywódcy polityczni i wojskowi nie mieli najmniejszych zamiarów wspomożenia oddalonej o setki mil Polski. Mieli tylko jedno wyjście, mianowicie natychmiastowe zaatakowanie Niemiec, czego jednak nigdy nie planowali i do czego ich armie nigdy nie były szkolone.

Przeczytaj też: Szkoła Holokaustu. To tam niemieccy policjanci uczyli się bezwzględnego uśmiercania Żydów

W rezultacie wypowiedzenie III Rzeszy wojny przez Francję było dla Polski bezwartościowe. Gorzej, bo – zważywszy na brytyjską i francuską słabość militarną – wystawiło oba te kraje na niebezpieczeństwo. Stało się ono przedmiotem kpin oraz szyderstw w Niemczech i fatalnie wpłynęło na bezpieczeństwo Francji (…).

Imperium bez armii lądowej

Dlaczego jednak, do ciężkiego licha, wszystkie te wydarzenia miały właśnie taki a nie inny przebieg, i to właśnie wtedy, a nie kiedy indziej? We wrześniu 1939 roku nie byliśmy [Brytyjczycy – przyp. red.] ani na jotę lepiej przygotowani do wojny kontynentalnej niż rok wcześniej.

Brytyjska armia lądowa była „żałośnie” mała – podkreśla Hitchens. Na zdjęciu oddziały brytyjskie wysyłane do Francji w 1939 roku (fot. G. Keating/domena publiczna).

Nasze siły lądowe były żałośnie nieliczne, a lotnictwo nadal w znacznej mierze nie dość zmodernizowane. Nasz system radarowy na południowym wybrzeżu Anglii działał dopiero od niedawna, a o obronie przeciwlotniczej można było powiedzieć tyle, że jest niemal śmiesznie słaba. Nasz przemysł obronny nie osiągnął pełnej wydajności. Modernizacja sił morskich dopiero się rozpoczynała.

W każdym razie nasze siły zbrojne utworzono i rozwijano z przeznaczeniem do obrony imperium oraz obszaru Wysp Brytyjskich, nie zaś do prowadzenia działań wojennych na kontynencie. Było to działanie celowe, alternatywa zaś została w niedwuznaczny sposób odrzucona na najwyższych szczeblach politycznych (…).


Reklama


Według ówczesnej polityki militarnej priorytetem było utrzymanie integralności terytorialnej obszaru Wysp i imperium, a gdyby to było możliwe – także prowadzenie morskiej blokady Niemiec i przeprowadzanie nalotów bombowych na ten kraj. Ta ostatnia forma prowadzenia wojny, czyli dysponowanie rozwiniętym lotnictwem przy niemal całkowitej rezygnacji z sił lądowych, odpowiada wolnym krajom, w których opinia publiczna nie akceptuje masowych strat w ludziach. Odpowiada on również państwom mającym nieliczne siły lądowe, zewsząd otoczonym akwenami (…).

227 tysięcy

Nikt, być może oprócz Duffa Coopera, nie oczekiwał, że Wielka Brytania może zostać ponownie pierwszorzędną siłą kontynentalną, jaką była bardzo krótko (co okazało się dla nas bardzo kosztowne) w późniejszym okresie Wielkiej Wojny. Niestety, ostatecznie zostaliśmy zmuszeni, po raz drugi w ciągu trzydziestu lat, do tworzenia od zera i z poboru wielkich sił lądowych (…).  

Brytyjskie siły lądowe były w tym czasie tak nieliczne, że radzieccy generałowie nie dawali wiary danym liczbowym przedstawionym im przez naszą misję wojskową latem 1939 roku. Przywykli oni bowiem do przesadnie wielkich i niewiarygodnych liczb, podawanych z dumą do ogólnej wiadomości zarówno przez sprzymierzeńców, jak i wrogów.

Artykuł stanowi fragment książki Petera Hitchensa „Po co nam była ta wojna” (Bellona 2019). Kup książkę taniej na stronie wydawcy.

Nigdy wcześniej żadne państwo pierwszej wielkości nie przyznawało się do tego, że dysponuje niewiarygodnie niewielką armią. Tuż przed wybuchem wojny liczyła ona 227 tys. żołnierzy, z tym że znaczne kontyngenty stacjonowały w Indiach i Birmie. Po rozpoczęciu działań wojennych około 150 tys. ludzi wysłaliśmy do Francji. Gdy zaczął działać system poboru, liczebność ta szybko rosła. Jednak odpowiednie wyszkolenie wojska zajmuje wiele czasu.

Dla porównania: Armia Czerwona dysponowała wtedy 1,8 mln żołnierzy pod bronią. Regularne siły francuskie liczyły 900 tys. ludzi, a w rezerwie pozostawało ich jeszcze kilka milionów. Maleńka Belgia, choć neutralna, mogła wystawić blisko 600-tysięczną armię. Holendrzy dysponowali 114-tysięcznym wojskiem a po powołaniu rezerw liczba ta mogła wzrosnąć do 270 tys. Wojska lądowe Stanów Zjednoczonych liczyły wtedy 175 tys. ludzi.


Reklama


„Niezła na zewnątrz, lecz gnijąca od środka”

RAF dopiero od niedawna zaczął odczuwać dobroczynne skutki wdrożenia szeroko zakrojonego programu rozbudowy lotnictwa, zapoczątkowanego przez jakoby nierozważnego i nieprzygotowanego Neville’a Chamberlaina. Marynarka wojenna, nadal z pozoru wspaniała i potężna, była w rzeczywistości przestarzała, chyląca się ku upadkowi i słaba (…). We wspomnieniu pośmiertnym wiceadmirała sir Louisa Le Bailly’ego znalazły się takie słowa:

„Była to marynarka wojenna niezła na zewnątrz, lecz gnijąca od środka. Na jej szczycie organy wykonawcze nadzorowały pucowanie mosiądzu i niekończące się malowania. Na dnie grupa heroicznych mechaników i palaczy prowadziła bezsensowną i skazaną na porażkę walkę, by nie dopuścić do tego, żeby przestarzałe kotły i maszyny popadły w nieodwracalną ruinę.

Jako podchorąży Le Bailly służył na wielkich okrętach, takich jak na przykład krążownik liniowy «Hood», kotwiczący pod słońcem śródziemnomorskich portów, z rozpiętymi ponad pokładami olśniewająco białymi tentami, a jednocześnie łożyska w jego wieżach działowych były tak skorodowane, że obracanie wieży «Y» z 15-calówkami zakończyło się katastrofą, którą odwróciło tylko użycie prymitywnej siły, wspomaganej wielokrążkami, kabestanem cumowniczym oraz zapałem okrętowej drużyny startującej w zawodach przeciągania liny”.

Royal Navy zachowywała jeszcze w 1939 roku pozory świetności, ale w gruncie rzeczy „gniła od środka” – twierdzi Hitchens (fot. domena publiczna).

Jest to trafna metafora obrazująca zewnętrzny wygląd Wielkiej Brytanii jako wielkiego mocarstwa zdolnego do określania i kształtowania własnego losu oraz wpływania na losy innych państw.

Była to iluzja, która może by i trwała nieco dłużej, gdyby w roku 1939 nie została wystawiona na próbę przez żądzę Halifaksa, żeby pójść na wojnę i potwierdzić brytyjską wielkość. Jednak tym, co Wielka Brytania najbardziej zmieniła, okazał się jej los; choć i Francji zdecydowanie nie przysłużył się ów epizod.

Nieszablonowe, niewygodne spojrzenie na największy konflikt w dziejach świata. Popularny brytyjski dziennikarz Peter Hitchens otwarcie, bezkompromisowo pyta: po co nam była ta wojna?

Polecamy

Źródło:

Tekst stanowi fragment książki Petera Hitchensa Po co nam była ta wojna?, wydanej nakładem wydawnictwa Bellona (2019). Książkę kupisz z rabatem na stronie wydawcy.

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Ilustracja tytułowa: wojska brytyjskie podczas ewakuacji z Dunkierki (fot. domena publiczna).

Autor
Peter Hitchens
3 komentarze
  • Czy miały szansę wygrać? We wrześniu 1939 -” na luzaczku”. Takie pytanie w ogóle nie powinno paść, a raczej inne – dlaczego tego nie zrobiły. To po części wyjaśniono w treści artykułu. Niemcy , gdyby nie ogromna pomoc Stalina, nie były w stanie pokonać Polski, a ta, nawet bez pomocy alianckiej uwiązała by ich w trwające wiele miesięcy ciężkie walki. Dało by to im wystarczająco wiele czasu, by uderzyć na zagłębie Ruhry, a następnie dalej w głąb Niemiec i skutecznie sparaliżować niemiecką gospodarkę. Royal Navy, chociaż przestarzała, była jednak na tyle liczna, by zablokować o wiele słabszą Kriegsmarine w portach. Mogła by ich też wesprzeć marynarka francuska, sama także o wiele silniejsza, niż niemiecka. Każda z nich wystarczyła by w zupełności do zablokowania ruchów niemieckiej marynarki, a następnie doszczętnego jej zniszczenia. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Spore straty co prawda mogła by im zadać Luftwaffe, ale i ona byłą słabsza , niż połączone siły powietrzne aliantów. Jednostek lądowych, nawet w 1939, w zupełności wystarczyło by aliantom do pokonania Niemców, mających zdecydowaną większość jednostek liniowych związaną ciężkimi walkami w Polsce. Byłby to Blitzkrieg o wiele bardziej spektakularny, niż niemiecki w 1940, we Francji i krajach Beneluksu. Pisał o tym wyraźnie w swoich wspomnieniach niemiecki dowódca obrony zagłębia Ruhry, a i Schellenberg obszernie ten aspekt w swoich dziennikach poruszył. Sam Hitler mówił, że gdyby alianci we wrześniu 1939 ruszyli się choćby symbolicznie naprzód, natychmiast podjął by rozmowy pokojowe.

  • Bardzo głupie pytanie,mając więcej żołnierzy i sprzętu od niemiaszków -mogła.Tylko do tego potrzebni są dowódcy i morale wojska.A z tym było bardzo zle,jak zle to pokazuje wyczyn 800 osobowej obsady Eben-Emael,która poddała się 50 niemieckich spadochroniarzy.Wystarczy to porównać z obroną Westerpllate.

  • Nie ma akurat żadnego porównania. Westerplatte nie miałe tak ogromnego znaczenia militarnego jak Eben-Emal, by używać przeciw tej placówce elitarną jednostkę powietrzno-desantową generała Kurta Studenta. Tych 50 spadochroniarzy, to byłą elita niemieckiej armii, najlepsza jednostka komandosów, która wykonała swoje zadanie doskonale. Przypomnę tylko, że spadochroniarze z podobnej jednostki przez długi czas bronili Monte Cassino, uniemożliwiając jego zdobycie Amerykanom, Brytyjczykom, Hindusom, Francuzom, Nowozelandczykom, Algierczykom, nawet najbardziej elitarnej w całej brytyjskiej armii formacji górskiej nepalskich Gurkhów. Dopiero Polakom z 2 Korpusu Andersa udało się „zdobyć” masyw, a udało się jedynie dlatego, że niemieccy spadochroniarze wcześniej się z niego wycofali. Odnośnie nastrojów społecznych w Anglii i we Francji tuż przed wybuchem wojny w 1939, to zdecydowana większość ich społeczeństw ( ok. 70 %) opowiadała się za udzieleniem Polsce pomocy militarnej , a bzdury tamtejszych polityków typu ” nikt nie chce umierać za Gdańsk” , nijak się miały do nastrojów społeczeństw, które jak najbardziej „za Gdańsk” umierać w imię przyzwoitości i dotrzymywania umów sojuszniczych chciały. To politycy, mający w nosie nastroje własnych obywateli, dopuścili do tragedii tej wojny. Opisano to zresztą nie tak dawno, w bardzo ciekawy sposób na tym portalu, kto chce, bez trudu może odszukać.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.