Działalność wywiadowcza Jana Żychonia. 60% wszystkich informacji z Niemiec pochodziło z jego placówki

W działalności wywiadowczej Jan Żychoń stosował często niekonwencjonalne metody. Wielu miało mu to za złe, on jednak nie przejmował się głosami krytyki. Wiedział co robi. Kierowana przez niego placówka dostarczała aż 60% wszystkich informacji wywiadowczych z terenu Niemiec!

W styczniu 1930 roku kapitan Jan Żychoń stanął na czele ekspozytury Wywiadu nr 3 z siedzibą w Bydgoszczy. Podlegała mu właściwie cała działalność wywiadowcza na terenie Gdańska, Prus Wschodnich oraz Pomorza zachodniego, co stało się ogromnym wyróżnieniem dla niespełna 30-letniego oficera.


Reklama



Bydgoszcz będzie idealna

Żychoń sam zresztą zabiegał o przeniesienie ekspozytury gdańskiej na terytorium Polski. zwracał uwagę nie tylko na wzrastającą aktywność niemieckich służb informacyjnych na terenie Gdańska, ale także znaczne koszty związane z utrzymaniem placówki. do tego dochodziło jeszcze dublowanie, a czasami wręcz przeszkadzanie sobie w pracy ekspozytur gdańskiej i poznańskiej, która na terenie Wolnego Miasta także prowadziła działalność o charakterze wywiadowczym.

Nieprzypadkowo wybór padł na Bydgoszcz. Było to największe miasto województwa pomorskiego, centralnie położone, bardzo dobrze skomunikowane zarówno z Warszawą, jak i Poznaniem i Gdańskiem.

Bydgoszcz na przedwojennej pocztówce (domena publiczna).
Bydgoszcz na przedwojennej pocztówce (domena publiczna).

Żychoń oczywiście posiadał paszport dyplomatyczny, a swoje częste wizyty w Gdańsku traktował jako rodzaj demonstracji, dokumentującej Niemcom polską obecność w mieście i polskie prawa do niego. czasami zresztą robił to w bardzo prowokacyjny sposób.

Żychoń bawi się w gdańsku

„Major Żychoń działa całkowicie niekonspiracyjnie – narzekał Tadeusz Nowiński z oddziału II. – sam jeździ do Gdańska, pije, bawi się, awanturuje, bije niemal policjantów, każe grać Jeszcze Polska nie zginęła pod komendą niemieckiej policji, chodzi w mundurze – i nikt go w ogóle nie rusza.

Przeczytaj też: To było dla niego równie ważne, jak pieniądze. Czego najlepszy szpieg CIA zażądał za swoje usługi?

Major Żychoń ma poza tym kochankę, niejaką Lottę, z którą się spotyka w swoim mieszkaniu konspiracyjnym, obstawionym przez policję i agentów niemieckich. Niemcy nie tylko nie likwidują tego, zdawałoby się wielkiego asa wywiadu, lecz na odwrót, patrzą na to wszystko i jednocześnie stwarzają mu ze swej strony reklamę”.

Żychoń jednak doskonale wiedział, jak ma postępować, i nie unikał osobistego zaangażowania w działalność ekspozytury. Nie ograniczał się wyłącznie do wizyt w kasynie, jednego z oficerów Abwehry złapał w sieć, gdy upił go w gdańskim lokalu, a potem nieprzytomnego kazał przewieźć na terytorium Polski.


Reklama



Wybitny znawca wywiadu

Sprowadzony specjalnie fotograf wykonał kilka zdjęć nieszczęśnika, leżącego nago na łóżku w towarzystwie ubranego w mundur Żychonia.

„[…] nieraz bardzo zuchwale – wspominał Stanisław Strumph-Wojtkiewicz – powiadamiał swoich niemieckich adwersarzy o miejscach, gdzie przebywał. Pił ponad miarę, zawsze jednak zachowując przytomność, gdy chodziło o zdobywanie potrzebnych mu informacji lub o uniknięcie zastawionych na niego pułapek.

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra Polscy szpiedzy 2 (Bellona 2020).

Był to wybitny znawca wywiadu i kontrwywiadu, na nieszczęście jednak do ostatka podtrzymujący kontakty z wybitnymi hitlerowcami, stosownie zresztą do poleceń swoich przełożonych”.

Do kryzysu w stosunkach polsko-gdańskich doszło w 1931 roku po wygaśnięciu umowy regulującej dostęp do portu dla polskich okrętów wojennych. Gdański Senat odmówił przedłużenia konwencji, a Polska przegrała odwołanie przed trybunałem Międzynarodowym w Hadze.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W Gdańsku był nietykalny

Kiedy w czerwcu 1932 roku z wizytą do Gdańska przybyła eskadra okrętów brytyjskich, władze polskie zdecydowały się postawić sprawę na ostrzu noża.

Chociaż w Genewie toczyły się obrady rozbrojeniowe, dowódca niszczyciela „Wicher” otrzymał osobisty rozkaz od marszałka Piłsudskiego, by powitać Brytyjczyków w imieniu rządu Rzeczypospolitej. okręt miał wpłynąć do portu gdańskiego, a w przypadku znieważenia polskiej bandery – otworzyć ogień i zbombardować miasto.


Reklama



Gdańszczanie nie odważyli się na prowokację, a stanowczość władz polskich wywarła ogromne wrażenie zarówno w samym mieście, jak i całych Niemczech.

Znakomicie wzmocniło to pozycję Żychonia na terenie Gdańska. Tym bardziej, że nie musiał się ukrywać ze swoją rolą w mieście, gdzie powszechnie wiedziano, kto jest rezydentem polskiego wywiadu. Mógł sobie pozwolić na demonstracyjne zachowania, gdyż jako polski oficer był dla władz gdańskich nietykalny, a jego postępowanie w miejscach publicznych dodawało wiary gdańskim Polakom.

Jan Żychoń we własnej osobie (domena publiczna).
Jan Żychoń we własnej osobie (domena publiczna).

Dlatego też Abwehra planowała jego porwanie, ale niemiecki wywiad musiałby go zwabić na terytorium niemieckie. Z tego też powodu Żychoń nalegał, by wszelkie spotkania robocze z agentami odbywały się po polskiej stronie granicy.

Wyjątkowo ambitny i zdolny

Dobrą zasadę stanowi ocenianie agentów według ich osiągnięć. A Żychoń miał ogromne sukcesy, nie bez powodu został odznaczony Krzyżem Niepodległości oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wprawdzie wiele triumfów zawdzięczał inwencji podwładnych, ale to tylko świadczy o jego talencie organizacyjnym i doborze odpowiednich ludzi.

Przeczytaj też: Uważaj na kobiety malujące krowy. Tę poradę wbijano do głów setkom tysięcy przedwojennych poborowych

Ukoronowaniem uznania przełożonych stał się złoty Krzyż Zasługi przyznany w 1938 roku, a szef dwójki, pułkownik Pełczyński, wystawił podwładnemu opinię, która brzmi jak laurka:

Wykazał ogromną ambicję pracy i może poszczycić się znakomitymi wynikami. Zarówno zdolnością organizacji pracy w swoim zakresie, jak i niepospolitą wnikliwością dowiódł on wielkiej przydatności na wszelkich szczeblach służby wywiadowczej.


Reklama



W ostatnim okresie uzyskał tak wybitne wyniki pracy, że kwalifikują go one do specjalnego wyróżnienia przez odznaczenie go poza normalną turą i terminem.

Wymagający dowódca

Sukcesy wynikały m.in. z faktu, że potrafił ująć działalność placówki żelazną ręką. chociaż praca wywiadu wiąże się z elastycznością i chaosem, to jego ekspozytura prowadzona była według ścisłych i długofalowych planów.

Żychoń kierował dowodzoną przez siebie placówką żelazną ręką. Na zdjęciu wraz z żoną. Fotografia z książki Polscy szpiedzy 2 (materiały prasowe).
Żychoń kierował dowodzoną przez siebie placówką żelazną ręką. Na zdjęciu wraz z żoną. Fotografia z książki Polscy szpiedzy 2 (materiały prasowe).

Oczywiście dopuszczał elementy improwizacji, ale na koniec każdego roku podsumowywał realizację zadań postawionych w poprzednich miesiącach:

Zeszłoroczny plan nie został całkowicie wykonany. Trzeba podnieść poziom personelu agencyjnego, trzeba prowadzić faktycznie poważne przedsięwzięcia, a unikać kontynuowania spraw błahych.

Przeczytaj też: Afera szpiegowska, która wstrząsnęła całą Polską. Jak taki człowiek mógł przejść na stronę Sowietów?

Trzeba zdobywać informacje ściśle wojskowe, dotyczące mobilizacji, organizacji i wyszkolenia armii niemieckiej. Werbunek agentów nie powinien być sprawą przypadku, gdyż wywiad niemiecki wziął się mocno za inspirowanie naszej sieci.

„Inspirowanie naszej sieci” w języku zwykłych śmiertelników oznaczało podsuwanie informatorów i fałszywych wiadomości, by wprowadzić zamieszanie w szeregach przeciwnika. Czyli odwieczną grę wywiadów, która jednak nie byłaby możliwa bez dobrych agentów.


Reklama



Agenci Żychonia

Podwładnym Żychonia udało się nawiązać współpracę z Wiktorem Katlewskim, obywatelem Niemiec, zatrudnionym na stanowisku księgowego w Urzędzie Uzbrojenia Marynarki Wojennej w Berlinie. Miał on dostęp do ściśle tajnych dokumentów finansowych floty niemieckiej, które umożliwiały odtworzenie rozmieszczenia nadbrzeżnych stanowisk artyleryjskich i składów amunicyjnych.

Podczas comiesięcznych spotkań z wysłannikami Żychonia wyniesione przez agenta dokumenty fotografowano, po czym w nienaruszonym stanie powracały na swoje miejsce.

Żychoń wiedział, że w Gdańsku jest nietykalny (domena publiczna).
Żychoń wiedział, że w Gdańsku jest nietykalny (domena publiczna).

Szczególną rolę wśród agentów Żychonia odgrywała Paulina Tyszewska, obywatelka Niemiec polskiego pochodzenia. Była kochanką wysokiego rangą oficera gdańskiej Abwehry, komandora Reinholda Kohtza. zwróciło to uwagę polskiego wywiadu, szczególnie że miała poważne długi sięgające kwoty 10 tysięcy guldenów, co dziś odpowiadałoby sumie około 25 tysięcy euro.

Chociaż początkowo odmówiła współpracy, jednak argumenty finansowe okazały się nie do odparcia. Z czasem zaczęła fotografować i przekazywać w ręce polskich służb materiały, które Kohtz przynosił do domu.

Przeczytaj też: Kompromitująca porażka CIA. Dlaczego nie byli w stanie zwerbować w Moskwie ani jednego agenta?

Żychoń kontrwywiadowcą

Jan Żychoń był fachowcem najwyższej klasy. Gdy dzięki kontaktom z Tyszewską dowiedział się, że były major Wojska Polskiego, niejaki Haraszymowicz, został zwerbowany przez Abwehrę, niezwłocznie podjął subtelną grę z przeciwnikami.

Haraszymowiczowi podstawiano specjalnie spreparowane dokumenty, mające jednak wszelkie cechy autentyczności. [Dowódca Abwehry w Gdańsku Oskar] Reile i jego podwładni nie zorientowali się, że padli ofiarą mistyfikacji. W końcu jednak uznano, że nieświadomy niczego zdrajca wypełnił już swe zadanie, więc został przez Polaków aresztowany.


Reklama



Operacja „Wózek”

Dokładnie nie wiadomo, kiedy Żychoń wpadł na pomysł akcji, która miała mu przynieść największe sukcesy. Na pewno zdarzyło się to przed przeniesieniem siedziby ekspozytury do Bydgoszczy, gdyż pierwsze działania podjęto jeszcze w 1930 roku.

Plan był genialny w swojej prostocie, kapitan zaproponował bowiem, by przeszukiwać pociągi niemieckie przejeżdżające tranzytem przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich (i z powrotem). Kilkunastu, a czasami kilkudziesięciu agentów na terytorium polskim włamywało się do pociągów i wykradało pocztę niemiecką, którą następnie przetrzymywano do nadejścia następnego składu.

Operacja "Wózek" był prawdziwym majstersztykiem. Zdjęcie poglądowe (domena publiczna).
Operacja „Wózek” był prawdziwym majstersztykiem. Zdjęcie poglądowe (domena publiczna).

W tym czasie przesyłki otwierano, fotografowano i ponownie zamykano, a polscy agenci posiadali oryginalne niemieckie plombownice, co znacznie ułatwiało całą operację. W efekcie korespondencja pomiędzy Berlinem a Królewcem nie stanowiła już dla strony polskiej tajemnicy, a szefowie dwójki podkreślali, że był to fenomenalny sukces.

Akcja początkowo nosiła kryptonim „Ciotka”, potem nadano jej bardziej adekwatną i poważniej brzmiącą nazwę „Wózek”. Jednak wśród podwładnych Żychonia nadal używano dawnej nazwy, a sam kapitan (niebawem już major) także jej nie unikał. Nawet w oficjalnych instrukcjach:

Przeczytaj też: Prawdziwy Hans Kloss. Czy pierwowzór bohatera sławnego serialu był komunistycznym zbrodniarzem?

Polecam w sposób delikatny, a stanowczy wyinstruować agentów robiących ciotki, że w razie wsypy z dowodami po stronie niemieckiej mają zeznawać, że szukali listów z pieniędzmi, a w żadnym wypadku, że szukali listów z dokumentami wojskowymi, gdyż byliby karani za szpiegostwo, a tak mają być karani za kradzież.

Zazdrość kolegów po fachu

Sukcesy majora zaczęły wzbudzać coraz większą irytację jego kolegów z dwójki. Niebawem pojawili się krytycy Żychonia, uważający, że jego triumfy nie byłyby możliwe bez pomocy Abwehry. Czyli zarzucono majorowi zdradę, sugerując, że dał się przewerbować i został podwójnym agentem.

Część kolegów po fachu uważało, że Żychoń nie mógłby odnosić takich sukcesów bez współpracy z Niemcami. Na zdjęciu żołnierz Abwehry ( Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

A przy okazji zasypywać miał centralę fałszywymi informacjami sfabrykowanymi w Berlinie. Początkowo jednak nie dawano wiary pomówieniom.

„Kto zna porządek niemiecki – zauważał jeden z przełożonych Żychonia – dążenie Niemców do zanotowania każdego szczegółu i ich systematyczność – z góry może założyć, by tego rodzaju praktyki nie mogły się odbywać bez zgody Niemców.


Reklama



Jednak akcja ta zaczyna nam przynosić plon zupełnie nieprawdopodobny. Materiały płynące masami są zresztą ciekawe i bardzo dobre”. Przełożeni wciąż wysoko cenili majora, co nie powinno specjalnie dziwić, gdyż jego placówka dostarczała 60% wszystkich informacji wywiadowczych z terenu Niemiec.

Przeczytaj również o bezczelnej polskiej hrabinie, która była jedną najlepszych agentek wywiadu podczas II wojny światowej

Źródło:

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra Polscy szpiedzy 2. Ukazała się ona w 2020 roku nakładem wydawnictwa Bellona 2020.

Druga część bestselleru o polskich szpiegach

Tytuł, lead tekst w nawiasie kwadratowym i śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Sławomir Koper
2 komentarze
Pozostaw odpowiedź Palex40 Anuluj

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.