Flebotomia. Najbardziej mordercza terapia w dziejach ludzkości?

Jeszcze do niedawna wierzono, że to idealny sposób na każde schorzenie, dolegliwość, nawet na zły humor. Krwawa terapia uchodziła za istne panaceum. Wierzono w nią przez tysiąclecia. I przez tysiąclecia przynosiła śmierć milionom nieszczęśników.

W sierpniu 1791 roku trzydziestopięcioletni niedomagający Wolfgang Amadeusz Mozart otrzymał od anonimowego zleceniodawcy zadanie skomponowania mszy żałobnej.


Kompozytor, który zmagał się z problemami zdrowotnymi – stracił na wadze, miał anemię, dokuczały mu bóle głowy i omdlenia – popadł w paranoiczne przeświadczenie, że zlecono mu napisanie requiem dla samego siebie.

Minęło kilka tygodni, a pogorszeniu uległ nie tylko nastrój humorzastego artysty. W listopadzie Mozart nie był w stanie podnieść się z łóżka. Dręczyły go gwałtowne napady wymiotów, biegunki oraz reumatyzm, a opuchlizna dłoni i stóp uniemożliwiała mu komponowanie. Nie mógł znieść treli swojego ukochanego kanarka. Nabrał przekonania, że został otruty.

Wolfgang Amadeusz Mozart na pośmiertnym portrecie Barbary Krafft.

Dwa litry krwi Mozarta

Lekarze robili, co mogli, by uratować mu życie, jednak niewykluczone, że to właśnie jedna z popularnych wówczas procedur medycznych – upuszczanie krwi – stała się bezpośrednią przyczyną jego śmierci.

Szacuje się, że w ostatnim tygodniu życia Mozart mógł stracić około dwóch litrów krwi. Szwagierka kompozytora, Sophie Heibel, zanotowała: „Po tym, jak upuścili mu krwi i położyli zimne okłady na czoło, wyraźnie opuściły go siły, a w końcu stracił przytomność, której już nigdy nie odzyskał”. Mozart zmarł dwadzieścia cztery godziny później.


Nie przeprowadzono sekcji zwłok, więc nigdy nie poznamy prawdziwej przyczyny śmierci geniusza, jednak panuje podzielane przez wielu przekonanie, że to krwioupusty przyczyniły się do zakończenia tego niezwykłego żywota.

Na dżumę, epilepsję i ospę

W starożytnym Rzymie praktykowali wszechstronni styliści zwani „tonsorami”, którzy odpowiadali za kompleksową poprawę wizerunku swoich klientów: strzygli ich, obcinali im paznokcie, ścinali nagniotki, wyrywali popsute zęby i upuszczali krew.

Tekst stanowi fragment książki Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny autorstwa Lydii Kang i Nate’a Pedersona. Ta wciągająca publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (2020).

Uiściwszy odpowiednią opłatę, klient wychodził z ich pracowni z zadbanymi dłońmi i stopami, szczerbatym uśmiechem oraz anemią.

W średniowiecznej Europie do balwierza chodziło się nie tylko po to, by skorzystać z usług fryzjersko-kosmetycznych, ale także na amputacje, bańki, przystawianie pijawek czy drenowanie czyraków.


Dopadła cię czarna ospa? Pozbądź się jej, upuszczając krew. Epilepsja? Krwioupust. Dżuma? Nie zwlekaj, wchodź, nie przejmuj się tymi krwawymi szmatami… tylko proszę, nie wyzioń ducha na moim stołku.

Krwawa reklama

Początkowo upuszczanie krwi wykonywali często przedstawiciele kleru – ich pacjentami byli zarówno duchowni, jak i świeccy. Mnisi i księża zobowiązani byli do życia w celibacie, a krwioupusty zdawały się dodatkowo ograniczać ich libido (taka dawna anty-viagra!).

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W 1163 roku papież Aleksander III zakazał klerowi studiowania nauk poświęconych ludzkiej fizyczności. Kanon głosił, że „Kościół brzydzi się krwią”, dlatego duchownym nie było już wolno wykonywać żadnych operacji, przeprowadzać upuszczania krwi ani studiować anatomii.

W Anglii ich rolę przejęli balwierze. Osoba wykonująca krwioupusty wąchała upuszczoną krew, badała jej konsystencję dotykiem i smakowała ją (w tym miejscu podnosimy zbiorowe „łeeee”), aby postawić diagnozę. Do czasu wydania przepisu, który nakazywał im dyskretne wylewanie krwi do Tamizy, balwierze wabili klientów ustawiając miski z krwią na parapetach swoich okien.

Upuszczanie krwi na średniowiecznej miniaturze.

Idealna metoda na złamane serce

Postaw się na miejscu siedemnastowiecznej panny porzuconej właśnie przez dżentelmena, którego miała za tego jedynego.

Co ukoi ból złamanego serca? Trochę brandy i ploteczki z przyjaciółkami? Jakiś barokowy odpowiednik półlitrowego kubełka lodów? Blisko! Złamane serce wprost woła o jakieś pół litra. Tyle że to nie będzie nic tak miłego jak spałaszowanie pokaźnej porcji lodów z bakaliami.


W 1623 roku francuski lekarz Jacques Ferrand napisał książkę w całości poświęconą zabiegom leczniczym odpowiednim dla osób chorych z miłości, zwłaszcza „pulchnych i dobrze odżywionych”.

Autor publikacji zalecał upuszczanie krwi do momentu doprowadzenia do niewydolności serca (dosłownie: niewydolności serca), dodając, że „nie ma na to skuteczniejszej metody nad otwarcie hemoroidów”. Ponieważ jakimś sposobem wykoncypował sobie, że złamane serce idzie w parze z hemoroidami.

Przeczytaj też: Rzucił synem o ścianę, próbował zgwałcić córkę. Leczono go w najbardziej brutalny sposób

Na śmiech, manię i płochość

Nie był to pierwszy raz, gdy upuszczanie krwi wkroczyło w dziedzinę zdrowia psychicznego. Psychologia, tak samo jak anatomia, przez długi czas stanowiła dla lekarzy zagadkę. W obliczu niepojętych i pozornie nieuleczalnych dolegliwości takich jak złamane serce, melancholia czy mania wielu lekarzy sięgało po lancet

Jedno z najważniejszych dzieł medycyny chińskiej, księga Huang Di Nei Jing z czasów dynastii Han, zalecała upuszczanie krwi w celu zniwelowania objawów „ustawicznego śmiechu” lub manii – bo nie ma to jak mały krwotoczek, gdy trzeba kogoś uspokoić.

Zalecane punkty upuszczania krwi w traktacie z XV stulecia.

Żyjący wiele wieków później Galen głosił, że różnorodne typy „obłąkania” – szaleństwo, mania, melancholia czy płochość (niefrasobliwość) – wynikają z zaburzenia równowagi humorów, dlatego należy je leczyć metodą upuszczania krwi.

Wymioty, przeczyszczenie i krwioupusty

W XVIII wieku szpital St. Mary of Bethlehem w Londynie, okryty niechlubną sławą jednego z najgorszych zakładów psychiatrycznych na świecie, ze względu na skandaliczne traktowanie pacjentów, fatalne warunki oraz potworne metody leczenia zaczęto nazywać „Bedlam”, pogardliwie zniekształcając nazwę przybytku.


Jednym z pacjentów londyńskiego zakładu dla obłąkanych był pisarz Alexander Cruden, zamykany tam wielokrotnie z uwagi na swoje szokujące zachowania, takie jak próby romansowania z wdowami czy otwarta krytyka kazirodczych związków. Czyste szaleństwo – nic dodać, nic ująć.

Cruden pisał: „do metod zalecanych powszechnie przez betlejemskich lekarzy należą Przeczyszczanie i Wymioty, Wymioty i Przeczyszczanie, wciąż na nowo, a nierzadko również Krwioupusty”. To wszystko niestety działo się zanim wynaleziono odświeżacze powietrza.

Punkty upuszczania krwi w traktacie medycznym z początku XVI wieku.

„Terapia heroicznego wyczerpania”

Benjamin Rush, lekarz i jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, zalecał „terapię heroicznego wyczerpania” w leczeniu wielu chorób (zob. Rtęć, s. 15), w tym zaburzeń maniakalnych: „naraz można upuścić od 20 do 40 uncji krwi (od ok. 0,6 do ok. 1,2 litra) […] wykonane odpowiednio wcześnie, obfite krwioupusty fantastycznie uspokajają ludzi”.

W zasadzie Rush miał rację. W końcu człowiek, niezależnie od tego, jakim został obdarzony temperamentem, staje się spokojny w chwilach skrajnego wyczerpania i anemicznego wycieńczenia.

Przeczytaj też: Jak przygotować się do porodu? Osobliwe polskie zalecenia sprzed 500 lat

Nawet Sushruta Samhita, starożytny traktat hinduski, wspomina, że po upuszczeniu krwi na pacjenta zstępuje błogość. Któżby tego nie chciał? Czy można poprosić o nóż?

Może lepiej jeszcze nie teraz. Przyjrzyjmy się historiom kilku osób, które zapewne nie opisałyby swoich doświadczeń jako „błogie”.


Krwawa pobudka Marii Antoniny

Maria Antonina została poddana zabiegowi upuszczania krwi po tym, jak urodziła w komnacie pełniej ciekawskich dworzan. (Jeśli wprawia was to w zdumienie, pomyślcie, że w dobie mediów społecznościach być może rodziłaby na oczach milionów).

Gdy królowa po urodzeniu dziecka straciła przytomność, została przywrócona do życia krwioupustem albo raczej bólem, jaki towarzyszył zabiegowi.

Tekst stanowi fragment książki Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny autorstwa Lydii Kang i Nate’a Pedersona. Ta wciągająca publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (2020).

Morderczo skuteczna terapia angielskich królów

Dla niektórych upuszczanie krwi okazało się o wiele bardziej tragiczne w skutkach, zwłaszcza gdy uciekano się do niego wtedy, kiedy zawiodły już wszelkie inne środki.

W 1685 roku król Anglii Karol II Stuart w trakcie golenia doznał „ataków”. Czternastu nadwornych medyków znalazło się pod olbrzymią presją – życie monarchy spoczęło w ich rękach.


Poza upuszczaniem krwi biedny król musiał znosić także lewatywy, środki przeczyszczające oraz bańki, poza tym zmuszono go do zjedzenia kamienia żółciowego indyjskiego kozła. Stopy władcy pieczołowicie obkładano miksturą z gołębich odchodów. Raz za razem medycy upuszczali z króla pokaźne ilości krwi – zdecydowali się nawet otworzyć mu żyłę szyjną.

Karol wykrwawił się niemal do cna, po czym wyzionął ducha, choć nie można wykluczyć, że dusza monarchy po prostu opuściła ciało z wrzaskiem uciekając przed okładami z ptasiej kupy.

Karol II Stuart nie miał szczęścia do lekarzy.

Trzydzieści lat później bratanicę Karola, panującą wówczas królową Annę, poddano serii krwioupustów oraz terapii przeczyszczającej, po tym, jak po serii napadów straciła przytomność. Od momentu, gdy zajęli się nią lekarze, żyła jeszcze tylko dwa dni.

Byron umarł bo… za długo zwlekał z krwotokiem

Gdy lorda Byrona dopadło wyjątkowo ciężkie przeziębienie, zmagający się z dreszczami i bólami mięśni poeta stoczył ze swymi lekarzami długą batalię o upuszczanie krwi. Gorąco wzbraniał się przed krwioupustami, argumentując, że te na nic się nie zdały przy jego poprzednich chorobach.


Wreszcie uległ namowom doktorów i zawołał: „Chodźcież wy, którzy tu stoicie – widzę was, przeklęty zastęp rzeźników. Utoczcie tyle krwi, ile chcecie, i miejmy to za sobą”. Po upuszczeniu kilku kwart krwi podczas trzech sesji, ku zaskoczeniu lekarzy, stan Byrona uległ pogorszeniu.

Zdesperowani medycy próbowali go leczyć wywoływaniem pęcherzy i przystawianiem pijawek za uszami. Lord Byron wkrótce zmarł, a lekarze winą za jego śmierć obarczyli zbyt długie zwlekanie z rozpoczęciem krwioupustów.

Przeczytaj też: Potomkowie Judasza poczęci podczas menstruacji? Budzili strach i obrzydzenie od całych tysiącleci

George Washington wykrwawił się na przeziębienie

Kolejną słynną ofiarą upuszczania krwi został George Washington. Trzy lata po zakończeniu prezydentury przeziębił się, jeżdżąc konno w śnieżnej zawierusze: gorączkował i miał problemy z oddychaniem, prawdopodobnie spowodowane ostrym zapaleniem nagłośni.

Lekarze upuszczali mu znaczne ilości krwi, wmuszali w niego napój z melasy, octu i masła (którym zadławił się niemal na śmierć), wywoływali pęcherze, znowu upuszczali krew, podawali mu środki przeczyszczające oraz wymiotne, a potem na dokładkę zafundowali prezydentowi kolejny krwioupust.

Śmierć George’a Washingtona. Obraz z 1799 roku.

Następnego dnia upuścili mu jeszcze trochę krwi. Łącznie Washington stracił od około 2 do nawet ponad 4 litrów krwi i wkrótce potem zmarł. Dość wysoka cena, jak na chorobę, która zaczęła się od przeziębienia. (…)

Tysiąclecia ignorowania… głosu rozsądku

Mimo że upuszczanie krwi przez ponad dwa tysiąclecia należało do ulubionych metod lekarzy, nigdy nie brakowało krytyków tej metody pokroju wspomnianego Cobbetta. Erasistratos uważał, że utrata krwi osłabiłaby pacjenta (miał rację).

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W XVII wieku włoski uczony nazwiskiem Ramazzini pisał: „Można odnieść wrażenie, że flebotomiści [osoby zajmujące się upuszczaniem krwi] ujęli w ręce miecz delficki, by urządzić rzeź niewiniątek”.

Już w wiekach XVIII i XIX sprzeciw wielu lekarzy i uczonych wobec krwioupustów zaczął zmieniać bieg rzeczy. Louis Pasteur i Robert Koch dowiedli, że źródłem stanów zapalnych są infekcje i że nie da się ich wyleczyć upuszczaniem krwi.

Flebotomia na zdjęciu z 1860 roku.

W 1855 roku John Hughes Bennett, lekarz z Edynburga, odwołując się do statystyk wykazał, że umieralność z powodu zapalenia płuc spadła, gdy ograniczono zabiegi upuszczania krwi.

Wraz ze wzrostem wiedzy na temat ludzkiej fizjologii oraz patologii Zachód zaczął odchodzić od przestarzałych praktyk mających swe źródła w założeniach medycyny humoralnej.


Upuszczanie krwi czy też flebotomia, jak zwykło się dzisiaj nazywać ten zabieg (od greckiego słowa, które oznacza „przecinanie naczynia krwionośnego”), wciąż jednak jest praktykowane w wielu miejscach na świecie. W Kalifornii dopiero w 2010 roku zakazano przeprowadzania krwioupustów przez akupunkturzystów.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Szarlatani autorstwa Lydii Kang i Nate’a Pedersona. Ta wciągająca publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (2020).

Najgorsze pomysły w dziejach medycyny

Tytuł, lead, tekst w nawiasach kwadratowych i śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Współautor
Lydia Kang
Współautor
Nate Pedersen
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.