Marsz śmierci z obozu Auschwitz we wspomnieniach dzieci

Strona główna » II wojna światowa » Marsz śmierci z obozu Auschwitz we wspomnieniach dzieci

Wśród rzeszy więźniów, ewakuowanych pod osłoną nocy z obozu w Auschwitz, znajdowały się również dzieci. Kilku chłopców – Józek, Mietek, Jędrek, Wojtek i inni – trafiło na sam koniec marszowej kolumny. Nie wszyscy przeżyli ten pierwszy, morderczy etap podróży. Ale ci, którzy przetrwali, nigdy nie zdołali go wyprzeć z pamięci.

Trzasnęły drzwi! Ktoś stuka głośno butami po betonie podłogi. Szybko recytowany meldunek blokowego przerwany ostrym rozkazem. Józek wychylił się z pryczy, by spojrzeć w stronę drzwi. Stoją… ale esesman powiedział jeszcze kilka słów do blokowego i wybiegł z bloku. I zaraz błysnęło światło i wrzask uderzył w uszy:

– Wstawać! Szybko! Wstawać! (…)
– Ale teraz, w nocy?! – rozlega się kilka głosów z różnych prycz.
– Cicho, do cholery! Ewakuacja to ewakuacja! Ruszać się, chłopaki. Bo jeszcze który oberwie


Reklama


A na piec znów wskoczył blokowy:
– Wychodzić! Szybko! Ustawiać się w kolumnę! – woła raz po raz.
– A chorzy? – pyta ktoś, a blokowy spogląda drwiąco.
– Chorzy… Blockführerzy ich raz-dwa wyleczą (…).

Wyjście z Auschwitz

Na placu przy bloku formowała się kolumna. Wir śniegowych płatków siekł po oczach, zatykał usta. Ziąb z miejsca przenikał do ciała przez wytarte łachy. Wśród pokrzykiwań sztubowych ruszyli w stronę bramy. Na drodze, za drutami, widać czarne szeregi maszerujących już więźniów.

Wejście do Auschwitz w 1945 roku (fot. domena publiczna).

Blokowy odszukał w kolumnie Wojtka, najstarszego w gromadzie chłopaków.

– Bierz swoje komando i lećcie po rolwagę.
– Panie blokowy, teraz? Po nocy… – przeraził się Wojtek.
– A laską chcesz? Szybko!
– Ale po co rolwaga? – nie ustępował Wojtek.
– Jazda! I dołącz na końcu kolumny.

Wojtek świsnął przeraźliwie na palcach i po chwili obstąpiła go gromada chłopaków, która często ciągnęła taborowy wóz po obozowych sektorach. Ruszyli w stronę kuchni, gdzie zwykle stał wóz. Chwycili za dyszel, za druty poprzyczepiane do burt wozu. Pociągnęli wóz. Koła ani drgnęły, zakopane w głębokim śniegu. Nogi ślizgały się po lodzie, ale po chwili wóz ruszył. Wytoczyli go na drogę, którą właśnie szła kolumna chłopców.

<strong>Przeczytaj też:</strong> Niemcy zgotowali im piekło na ziemi. Więźniowie, aby przetrwać zjadali się nawzajem

– Jesteście – podbiegł do nich blokowy. – Tylko nie zostawać za kolumną, bo… – Pogroził laską i pobiegł na czoło wlokącej się kolumny.
– Widzieliście? – powiedział cicho Jędrek. – Już nie w pasiaku.
– Pewnie chce wiać – odparł Wojtek. – Ale nas załatwił! Potrzebny nam ten wóz… Uszarpiemy się tylko.

– Szybciej, szybciej! – nawoływali esesmani, którzy rozstawili się szpalerem wzdłuż drepczącej kolumny. Karabiny trzymali pod pachą, gotowe do strzału. Zatrzymali się przy bramie sektora na poboczu drogi. Patrzyli, przytupując w miejscu i kuląc się na wietrze, jak tuż za drutami przepływa rzeka więźniów i zaraz skręca w stronę miasta. Przez krótką chwilę droga była pusta, ale zaraz zaczerniała na niej następna kolumna.

– Patrzcie! – Jędrek wskazał ręką ku miastu. – Łuna! To już chyba front! – Wpatrywali się chwilę w poróżowiałe niebo – Nie… Pewnie coś palą.

Tekst stanowi fragment książki Bogdana Bartnikowskiego Dzieciństwo w pasiakach (Prószyński Media 2019). Książkę znajdziesz w atrakcyjnej cenie na stronie Empiku.

– Jędruś!!! Jędruś!!! – doleciał do nich okrzyk z kolumny przechodzącej za bramą. Całą gromadą skoczyli do drutów. Z przechodzącej kolumny zamachało ku nim kilka rąk.

– Matki… – Jędrek spojrzał na Józka jakoś tak jaśniej. – Matki też idą!
– W taką śnieżycę… – zaniepokoił się Józek. – Moja jest strasznie słaba.
– Do stacji dojdzie – uspokajał go Wiesiek. – To przecież blisko.
– Do wozu, chłopaki! – dopadł do nich blokowy. – Zaraz ruszamy. – Obrócił się ku kolumnie czekającej przy bramie. – Marsz!

„Tu ktoś leży! Kobieta…”

Wparli stopy w śnieg, pociągnęli za druciane pętle. Rolwaga leniwie ruszyła. Ledwie przetoczyła się przez bramę, ustawiła się za nimi gromadka esesmanów i pomaszerowała o parę kroków w tyle, idąc całą szerokością drogi. Józek obejrzał się. Za esesmanami droga była pusta.


Reklama


– Na końcu kolumny idziemy – powiedział półgłosem, ale żaden z chłopaków się nie odezwał. Uszli kilkaset metrów, gdy obok drogi zaczerniał długi budynek z wieżą pośrodku.

– Brama Śmierci – wydyszał Jędrek. – To do stacji już blisko…
– Tylko po licha ta rolwaga? – odpowiedział Wojtek. – Co oni, na wagon ją zabiorą?
– Uwaga! – ostrzegł Mietek. Do wozu podszedł esesman. Ściągnął z pleców wyładowany tornister i ułożył go na skrzyni. Z widoczną ulgą poruszył ramionami uwolnionymi od ciężaru.
– Nie idziemy na stację – sapnął od dyszla któryś z chłopaków. – Popędzą nas gdzieś dalej.

Nie na stację… Józek dreptał obok wozu, ciągnąc za drut uczepiony do burty. To jak mama wytrzyma… Oby nie iść za długo.

Wiele kobiet i dzieci od razu po przybyciu do Auschwitz kierowano do komór gazowych. Inni trafiali do morderczej pracy (fot. domena publiczna).

Wiatr ciskał w oczy zmarznięty śnieg. Wóz ciężko toczył się po białej drodze.
– Wstawaj! Ruszaj się! – rozległ się tuż obok gniewny okrzyk.
– To nie do nas – powiedział uspokajająco Wojtek. – Jeden zasłabł i siedzi na śniegu.
– Jeszcze każą nam go zabrać – mruknął Józek.
– No?! Wstawaj! – wrzasnął esesman i zaraz potem szczęknął zamek karabinu. – No?! – Głucho huknął strzał.

– Zabił? – Jędrek wysunął się nieco z rzędu chłopców, spojrzał w bok na drogę. Esesman już szedł dalej obok kolumny. W rowie widniał czarny, nieruchomy kształt.
– Uwaga! – zawołał Wojtek i szarpnął w bok dyszel wozu. – Tu ktoś leży! Kobieta…

Józek drgnął. Boże! Jeśli to mama… Puścił swoją pętlę i podbiegł do leżącej. Ukląkł przy niej, zerkając za siebie na drogę. Łańcuch esesmanów był o kilkanaście kroków. Kobieta oddychała szybko, z wysiłkiem. Zgarnął śnieg z jej twarzy. Zamknięte oczy, rozchylone usta, coś bełkocze chrypliwie.

<strong>Przeczytaj też:</strong> Była w obozie koncentracyjnym i chciała odezwać się do chłopca. Trudno wyrazić słowami, co zrobili jej strażnicy

– Precz! – wrzasnął esesman, który był już o krok tylko. Józek zerwał się i pobiegł za wozem. Głucho huknął strzał.
– Głupi – wydyszał Jędrek, gdy Józek chwycił za swoją pętlę. – Mógł i ciebie kropnąć.
– Musiałem. Myślałem, że to może mama.

„Wszystkich nas rozwalą”

Nie uszli więcej niż kilkadziesiąt kroków, gdy za nimi znów trzasnął strzał. A po chwili do wozu podszedł esesman. Bez słowa wrzucił na platformę węzełek. Świszcze wiatr, pędzi tumany śniegu, aż trudno oddychać i patrzy się tylko przez szparki przymkniętych powiek. Ale na drodze znów kłębek szmat przyprószonych śniegiem. Józek znów podbiegł do leżącej, szarpnął za ramię, namacał twarz. Dziewczyna. Otwarte usta, nieruchome oczy. Skoczył za wozem i chwycił pętlę.

– Kto? – spytał Jędrek.
– Jakaś mała.

Więźniowie mogli w każdej chwili zginąć z ręki obozowego personelu. Na zdjęciu apel w Birkenau (fot. domena publiczna).

Znów suchy trzask wystrzału.

– Wszystkich nas tak rozwalą! – beknął Mietek.
– Zamknij się – zgromił go Wojtek. – Chłopaki, mocniej, bo zostajemy za kolumną. O, znów ktoś leży!

Nie puszczając pętli, Józek się schylił. Mężczyzna. Szuka czegoś w śniegu rękami.
– Pomóżcie – zaskomlał błagalnie. – Tylko wstać pomóżcie. Pójdę jeszcze. Koledzy, błagam…
W milczeniu przeszli obok leżącego. Znów strzał.
– Z prawej! – zawołał Wojtek.


Reklama


Józek pochylił się na chwilę. Nie, to nie była jego matka. Szybko wrócił do wozu.
– Doigrasz się. Uszarpiesz się, jak tak każdego będziesz oglądał – sapnął Jędrek. – O, znów ktoś leży…
Długa sylwetka rozciągnięta na śniegu. To nie może być mama – pomyślał i już chwytał za pętlę, ale zawrócił.

– Wstawaj! – warknął ze złością, szarpiąc leżącą za rękę. – No, wstawaj!
– Nie, po co… zostawcie mnie. – Kobieta dźwignęła się ze śniegu, ale zachwiała się, jakby za chwilę miała znów upaść.
– Chodźmy, szybko! – Pociągnął ją za sobą, widząc, że esesmani są już o kilka kroków. Ale kobieta nieoczekiwanie uklękła na śniegu.
– Nie – szepnęła, podnosząc głowę ku niebu. – Nieee!!! – wrzasnęła nagle wielkim głosem. – Nieee!!!

Pobiegł za wozem. Gonił go krzyk kobiety i ostre głosy Niemców, ale zaraz potem huknął strzał.

To był czternasty – powiedział Jędrek (…).

„Józek znów podbiegł do leżącej, szarpnął za ramię, namacał twarz. Dziewczyna. Otwarte usta, nieruchome oczy. Skoczył za wozem i chwycił pętlę”.

Bogdan Bartnikowski, Dzieciństwo w pasiakach

Droga na stację

Śnieg, pędzony wiatrem, mocno siekł po twarzach. Druciane pętle coraz trudniej było utrzymać w zesztywniałych od zimna palcach. Koło południa rozległy się wrzaski eskorty i ociągając się, wychodzili z wielkiej stodoły na plac w dużym majątku.

Niemrawo ustawiali się w piątkową kolumnę. Nocny marsz zabrał chłopakom resztki sił. Dopiero nad ranem esesmani zapędzili ich do stodół na odpoczynek. Padli jak jeden na klepisko ledwie, ledwie słomą przyprószone. A teraz trzeba iść dalej (…).

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Wiatr oczyścił asfalt i nie trzeba było brnąć w śniegu. Folwark, w którym spali, został za nimi, przeszli przez niewielki las i znów znaleźli się na rozległym polu. Kulili się pod ostrym, lodowym wiatrem. Stuknęło kilka strzałów gdzieś przed nimi. Po kilkunastu minutach na poboczu drogi minęli zabitych.

– Miasto przed nami. – Wiesiek wskazał głową wyniosłe wieże kościołów sięgające prawie niskich chmur. – O, i stacja kolejowa…

Wlekli się, z trudem przestawiając nogi, ale teraz trochę przyspieszyli. Niech wreszcie skończy się ta droga. Znów strzał!

Tekst stanowi fragment książki Bogdana Bartnikowskiego Dzieciństwo w pasiakach (Prószyński Media 2019). Książkę znajdziesz w atrakcyjnej cenie na stronie Empiku.

– Tak blisko był i czapa – mruknął Witek. – No, są wagony. Ale… rany boskie! Towarowe!
– A chciałbyś pulmany, co?
– Ale to węglarki! Bez dachu! I patrzcie, już nasi wsiadają…

W wagonach kolejowych

Eskorta, niemrawo idąca po obu stronach kolumny, ożyła. Znów było „szybko, biegiem, szybko”. Ale kto miał siłę biec… Kiwali się jedynie z nogi na nogę, markując pośpiech. Byle tylko nie upaść, byle nie zostać za gromadą…

Otwarte szeroko blaszane drzwi wagonu. Wspinali się z trudem, podciągali się nawzajem, bo już esesmani puścili kolby w ruch i tłukli gdzie popadło. Huknęły zatrzaskiwane drzwi.

Pusty wagon. Sterta śniegu w kącie. I teraz, gdy stali lub przycupnęli pod ścianami, dopadło ich zimno. Zbili się w ciasną gromadę. Za ścianami jeszcze rozlegały się krzyki Niemców. Świsnęła lokomotywa. Pociąg szarpnął raz i drugi i koła rozstukały się na szynach.


Reklama


Józek przymknął oczy, wetknął dłonie pod pachy. Jak dobrze, że już nie trzeba iść, że jedzie. Nie, nawet nie jest zimno. Najlepiej będzie teraz usnąć. Cicho w wagonie,  nikt nic nie mówi, nie rusza się. Już zaraz będzie spał, już się przed oczami coś majaczy, tak równo stukają koła, coraz ciszej, coraz ciszej, coraz…

– E! A wy co?! – dochodzi do niego jakiś głos. Dlaczego krzyczą… po co… już śpi, już… – Wstawać, szczeniaki! Ruszać się! Zamarzniecie! No, wstawać…

Blokowy. Skąd się wziął w wagonie? I teraz szarpie nieruchomych chłopców, podnosi, stawia na nogi, popycha na ściany wagonu.

– Tyle wytrzymaliście i teraz padniecie?! No, ruszać się, skakać, skakać (…)! Nie wolno spać! Nie wolno siadać! Ruszać się! Bić się ze sobą! Nie spać! Sześćdziesiąt kilometrów przeszliście, żeby zamarznąć (…)?!

Chłopcy z numerami z Auschwitz, już po wyzwoleniu. Niestety nie wszystkim udało się przetrwać… (fot. Zoltan Kluger/domena publiczna).

Czterech nie upilnowali

Kiedy pociąg się zatrzymał, esesmani z eskorty odsunęli z łoskotem drzwi wagonów. Na ośnieżoną rampę wysypywali się więźniowie i padali na kolana lub posuwali się jak lunatycy, z trudem przestawiając zdrętwiałe nogi. A eskorta i gromada miejscowych więźniów szła od wagonu do wagonu i wyciągała sztywne ciała. Rzucali je na stos obok wagonów.

Józek dowlókł się do grupy już ustawiającej się w piątkową kolumnę. Osowiałymi oczami popatrzył dokoła – dalekie, lśniące śniegiem góry, parę domów za drogą, wagony na kolejowej bocznicy. Zimne, jarzące słońce oświetlało pociąg, peron i esesmanów wrzeszczących na ledwie snujących się więźniów.

<strong>Przeczytaj też:</strong> „Nazywali je królikami”. Nieludzkie eksperymenty medyczne w obozie koncentracyjnym Ravensbrück

Czterech… czterech w wagonie nie upilnowali. Bolało to. Bo przecież zrobili wszystko, co było można, aby nie spać. Ale nie upilnowali Jędrka. Nikt nie zauważył w mroku pędzącego pociągu, kiedy przycupnął w kącie wagonu i usnął.

Tak samo Mietek. Po Wojtku najstarszy w wagonie. Miał piętnaście lat. I jeszcze Zenek – no, ten był słaby i ledwie dowlókł się do pociągu. Ale Krzysiek trzymał się dobrze, podśpiewywał, nad ranem nawet bił się z Józkiem dla rozgrzewki i teraz okazało się, że zamarzł. Czterech.

– Mauthausen – odczytał Wojtek napis na stacyjnym budynku. – To też cholerny obóz.
– Gorszy od Auschwitz? – odparł Czesiek. – Niemożliwe…

Poznaj niezwykłe, poruszające świadectwo dziecięcej wrażliwości w zetknięciu z piekłem obozów koncentracyjnych

Polecamy

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Bogdana Bartnikowskiego Dzieciństwo w pasiakach, wydanej nakładem wydawnictwa Prószyński Media (2019). Książkę znajdziesz w atrakcyjnej cenie na stronie Empiku.

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Ilustracja tytułowa: dzieci, które przeżyły pobyt w obozie w Auschwitz (fot. domena publiczna).

Autor
Bogdan Bartnikowski
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.