Nalot na Tokio z 9-10 marca 1945. Atak, który zabił więcej ludzi, niż bomba atomowa

Podsumowanie

Dla cywilów nie było żadnej litości. Aby rzucić wrogi przemysł na kolana, amerykański generał gotów był uśmiercić sto tysięcy ludzi. O krwawym nalocie na Tokio przeprowadzonym w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku wciąż się nie mówi.

Amerykanie bezwzględnie bombardowali japońskie fabryki, instalacje wojskowe, ośrodki przemysłu. Pomimo powtarzanych nalotów, nie byli jednak w stanie zatrzymać wrogiej machiny wojennej. Ładunki zrzucano za dnia, z bardzo wysokiego pułapu, to zaś ograniczało ich celność i zwłaszcza skuteczność. Dopiero na przełomie 1944 i 1945 roku generał Curtis LeMay, w którego gestii spoczywała lotnicza ofensywa przeciwko krajowi kwitnącej wiśni, zdecydował o zmianie taktyki.


Reklama


Bombardować tylko nocą

Alternatywa była oczywista. Sięgnięto po – doskonale znane z europejskiego teatru działań wojennych – nocne naloty z użyciem bomb zapalających. Na skutki nie trzeba było długo czekać, tym bardziej że – jak słusznie zauważa w swojej książce Pacyfik. Starcie mocarstw Douglas Ford:

[japońskie] miasta były szczególnie zagrożone, ponieważ budynki były drewniane, co oznaczało, że bomby zapalające mogły powodować niszczycielskie pożary całych dzielnic. Sprawę dodatkowo pogarszał brak środków bezpieczeństwa. W schronach przeciwlotniczych mogła się skryć tylko niewielka część ludności. System dostawy wody był niewydolny w wypadku pożarów na dużą skalę.

Z uwagi na drewnianą zabudowę japońskie miasta były szczególnie podatne na ataki z użyciem bomb zapalających (domena publiczna).
Z uwagi na drewnianą zabudowę japońskie miasta były szczególnie podatne na ataki z użyciem bomb zapalających (domena publiczna).

O prawdziwości tych słów boleśnie przekonali się tokijczycy w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku. Wtedy właśnie miał miejsce najbardziej niszczycielski, a przede wszystkim najbardziej morderczy nalot dywanowy w historii II wojny światowej.

Największy nalot. Operacja z 9/10 marca 1945 roku

Operację zaplanowano z przerażającym rozmachem. Generał LeMay wyznaczył do niej aż 334 samoloty bombowe B-29 Superfortress. Wystartowały one wieczorem 9 marca z lotnisk na wyspach Guam, Saipan oraz Tinian. W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych wypraw załogom sprzyjały warunki atmosferyczne i lot nad japońską stolicę odbywał się bez najmniejszych przeszkód.

PRZECZYTAJ TEŻ o 10 przykazaniach żołnierzy Wehrmachtu i o tym, jak mieszkańcy Gliwic zareagowali na słynną prowokację z 1939 roku.

Beztroscy Amerykanie mogli spokojnie wsłuchiwać się w audycje tokijskiego radia. O ironio, akurat puszczano w nim takie przeboje jak: „Smoke Gets in Your Eyes”, „My Old Flame” czy „I Don’t Want to Set the World on Fire”…

329 maszyn zdołało dotrzeć do celu. Stolica Nipponu ukazała się ich załogom niedługo po północy. Teraz już nic nie była w stanie powstrzymać pożogi. Zwłaszcza że Japończycy rzucili przeciwko potężnej powietrznej armadzie jedynie… 40 przestarzałych myśliwców.

Przeszkody dla Amerykanów tym bardziej nie stanowiła słaba naziemna obrona przeciwlotnicza. W trakcie trwającego niemal trzy godziny nalotu zrzucono blisko dwa tysiące ton bomb. Zdecydowaną większość z nich (1667 ton) stanowiły kasetowe ładunki zapalające M69.

W wyniku nalotu z nocy 9 na 10 marca 1945 roku niemal doszczętnie spłonęły całe dzielnice Tokio (domena publiczna).
W wyniku amerykańskiego nalotu dokonanego w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku niemal doszczętnie spłonęły całe dzielnice Tokio (domena publiczna).

Morze zwęglonych zwłok

W czasie, gdy na niebie załogi bombowców spokojnie, metodycznie wykonywały swoje zadania, pod nimi otwierały się bramy piekieł. Wystarczyło parę godzin, a ponad 41 kilometrów kwadratowych handlowych, przemysłowych i mieszkalnych dzielnic Tokio stanęło w płomieniach.

Z uwagi na drewnianą zabudowę ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, pochłaniając wszystko na swojej drodze, łącznie z tlenem. W efekcie ginęli nawet ci, którym udało się dotrzeć do nielicznych schronów.

Równie tragiczny los czekał nieszczęśników szukających ratunku nad brzegami rzeki Sumida. Jak pisze w swojej książce Douglas Ford:

[wszyscy] zginęli, gdy północny wiatr zaczął spychać gigantyczną falę płomieni w dół rzeki, pochłaniając każdego, kto znalazł się na drodze. Ci, którzy wskoczyli do rzeki, albo utonęli, albo doznali tak poważnych poparzeń, że nie byli w stanie dopłynąć do brzegu. Następnego ranka, zgodnie z relacjami mieszkańców, Sumida była morzem zwęglonych zwłok.


Reklama


Zbyt ostrożne szacunki. 80 czy 100 tysięcy zabitych?

Pożary udało się opanować dopiero po wielu godzinach, a efekty olbrzymiej burzy ogniowej były wprost przerażające. Oficjalny komunikat japońskich władz mówił o ponad 83 tysiącach zabitych i 40 tysiącach rannych oraz 250 tysiącach spalonych budynków.

Jak słusznie zauważa Antony Beevor w swojej monumentalnej pracy Druga wojna światowa, „liczba ofiar znacznie przekraczała tę po zrzucie drugiej bomby atomowej na Nagasaki”. Szacunki – jakkolwiek wstrząsające – wydają się jednak i tak zaniżone. Raporty tokijskiej straży pożarnej mówiły o aż 97 tysiącach zabitych i 125 tysiącach rannych!

Ofiarą nalotu dokonanego w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku  mogło paść nawet 100 tysięcy mieszkańców Tokio (Ishikawa Kōyō/domena publiczna).
Ofiarą nalotu dokonanego w nocy z 9 na 10 marca 1945 roku mogło paść nawet 100 tysięcy mieszkańców Tokio (Ishikawa Kōyō/domena publiczna).

Amerykanie okupili tę bezprecedensową rzeź minimalnymi stratami. Japońska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła jedynie 14 bombowców – skromne 4,5% wszystkich maszyn biorących udział w nalocie.

Japonia na kolanach

Generał LeMay był do tego stopnia zadowolony z efektów całej operacji, że kazał używać jej jako wzoru do przyszłych ataków. W kolejnych miesiącach los japońskiej stolicy podzieliły miasta takie, jak Osaka, Kobe, Nagoja czy Jokohama. W każdej z metropolii ginęły kolejne dziesiątki tysięcy cywilów.

Nastąpił masowy i pozbawiony precedensu exodus z miast na tereny wiejskie. W efekcie latem 1945 roku populacja kluczowych skupisk miejskich spadła do zaledwie 40% stanu sprzed wojny. Dowództwo Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych w końcu osiągnęło swój cel. Kosztem ogromnej rzeczy zabitych, japoński przemysł zbrojeniowy został rzucony na kolana.

Były dowódca Dywizjonu 303 chciał zrobić pijacki żart koledze. KLIKNIJ TUTAJ, by przeczytać dlaczego skutki były opłakane

Bibliografia:

  1. Antony Beevor, Druga wojna światowa, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2013.
  2. Douglas Ford, Pacyfik. Starcie mocarstw, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2013.
  3. World War II in the Pacific. An Encyclopedia, pod red. Stanleya Sandlera, Routledge 2000.
  4. Mark Selden, A Forgotten Holocaust. US Bombing Strategy, the Destruction of Japanese Cities and the American Way of War from the Pacific War to Iraq. [dostęp: 05.06.2019]
Autor
Rafał Kuzak
9 komentarzy
  • Jacy straszni ci Amerykanie.
    A może tak parę słów o tym co wyczyniała, na ludności cywilnej i POW’s, Imperial Japanese Army w Azji i na Pacyfiku?
    „Historical estimates of the number of deaths which resulted from Japanese war crimes range from 3 to 14 million through massacre, human experimentation, starvation, and forced labor.”

  • Artykuł dosyć stronniczo ocenia działania armii. Czy tak łatwo to ocenić? Czy w zamian za ochronę np. Powstania Warszawskiego ja zdecydowałbym się spalić wszystkie miasta Niemiec – pokazać na kilku przykładach, że to potrafię i w ten sposób zmusić cały wrogi naród do kapitulacji? Nie potrafię powiedzieć, ale m nadzieję, że tak.

  • Japończycy byli tak zażartymi żołnierzami, że się nie poddawali, nawet przy widocznej klęsce. Amerykanie wobec doświadczeń ze zdobywania wysp (np. Okinawy) policzyli, że przy zdobywaniu wysp Japonii, mogą być straty ok. 1 miliona amerykańskich żolnierzy!!!.
    Bomba atomowa była gotowa, ale Amerykanie postanowili jeszcze tradycyjnie zbombardować Tokio, aby przekonać do kapitualcji. Jednak japońscy wojskowi nie dopuszczali myśli o kapitulacji. Stąd decyzja o zbombardowaniu Hiroszimy i Nagasaki. Wtedy dopiero Cesarz zdecydował o kapitulacji Japonii i też wbrew opinii rządu wojskowego.
    Pisząc o historii warto dzisiaj patrzeć z dwóch

  • A może warto podyskutować o współczesnej wysokiej technice
    tzw.E która bezkarnie wyniszcza ludzi poza wszelką kontrolą państwową a może nawet międzynarodową na podstawie urojonej
    i chorej potrzebie zaistnienia i walki o bezwzględny terroryzm na
    świecie w myśl największej ,jedynej prawdy potrzeby dominacji.
    Pozdrawiam ! tamte czasy nie powrócą a obecnie warto walczyć z tym potworem ludzkiej ,chorej potrzebie dominacji ideologicznej

  • A więc te wszystkie bomby, strzelaniny i samochody to tylko triki telewizyjne? Ja tam wolę żeby walczyć z terroryzmem tam gdzie się rodzi a nie ganiać za psycholami po ulicach Paryża, Londynu czy Warszawy. A że robi się to za pomocą teczniki to chwała za to.

  • Przepraszam, ale piszecie totalne bzdury! O tym nalocie się nie mówi? To, że wy nie macie o czymś pojęcia nie oznacza jeszcze, że „o tym się nie mówi”. Temat opisany i omawiany od dziesięcileci, drodzy „otkryfcy”…

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.