Roman halicki w bardziej szczęśliwych dla siebie chwilach. Obraz Nikołaja Newrewa

Nazwa Galicji i Lodomerii. To było nawiązanie do bardzo odległej, średniowiecznej wojny

Strona główna » Średniowiecze » Nazwa Galicji i Lodomerii. To było nawiązanie do bardzo odległej, średniowiecznej wojny

U schyłku XVIII stulecia Habsburgowie szukali zręcznych uzasadnień dla swojego udziału w rozbiorach Polski. Znaleźli je, choć w bardzo odległej historii, Obszary Rzeczpospolitej włączone w granice Austrii przemianowano na Królestwo Galicji i Lodomerii. Nazwa nawiązywała do tytułów, które faktycznie były w użyciu… w XII stuleciu. I do ambicji jednego z najwybitniejszych królów Węgier.

Królestwo Węgier przeżywało pod władzą trzeciego monarchy o imieniu Bela okres względnej prosperity i potęgi politycznej. Król, w młodości przebywający jako zakładnik w Konstantynopolu i zapatrzony w grecko-bizantyjskie wzorce, usiłował po przejęciu władzy wprowadzać je także na Węgrzech, co jednak nie do końca mu się udawało.


Reklama


Aż do 1180 roku utrzymywał pokój z panującymi nad Bosforem Komnenami. Później jednak było z tym różnie i między obydwoma państwami często dochodziło do konfliktów. Sprawą dyskusyjną pozostaje, czy dążenia Beli zmierzały rzeczywiście, jak to się często uznaje, do przejęcia tronu cesarskiego, niemniej jednak uzależnił Bośnię, Dalmację i Slawonię, uznające do tej pory zwierzchność Konstantynopola. Choćby z tego względu jego panowanie jest zaliczane do najświetniejszych w dziejach Węgier.

Król Bela III jako pierwszy rozpoczął także aktywne starania o przyłączenie ziemi halickiej i wołyńskiej do swego państwa i pierwszy też wprowadził do obiegu nazwę „Królestwo Galicji i Lodomerii”, związaną odtąd z roszczeniami węgierskimi do owych ziem.

Pogranicze polsko-rusko-węgierskie w XII wieku
Pogranicze polsko-rusko-węgierskie w XII wieku (ryc. Poznaniak, lic. CC-BY-SA 3,0).

Silni poddani, słabnący książęta

Początkowo wydawało się, że jego interwencja w sprawy ruskie będzie miała – tak jak wszystkie dotychczasowe – wymiar ściśle koniunkturalny. Stało się jednak inaczej.

Panujący od 1187 roku w Haliczu Włodzimierz Jarosławowicz nie był zbyt dobrze postrzegany przez swoich bojarów, chociaż to oni sami wprowadzili go na tron, odsuwając od władzy jego przyrodniego brata Olega.


Reklama


Halicz zmagał się poniekąd z podobnym problemem, co Nowogród Wielki na ruskiej północy: wzrost znaczenia i potęgi poddanych (oligarchii kupieckiej w Nowogrodzie i bojarstwa ziemskiego w Haliczu) szedł w parze ze słabnięciem władzy książęcej. W obu przypadkach poddani mogli decydować, kogo pragną mieć za pana. Z możliwości tej korzystali w pełni i bez skrępowania.

W 1188 roku z halickim bojarstwem nawiązał kontakty [książę włodzimiersko-wołyński] Roman Mścisławowicz, dążący do zagarnięcia grodu nad Dniestrem.

Tekst stanowi fragment książki Artura Foryta pt. Zawichost 1205To nowa pozycja z kultowej serii Historyczne Bitwy wydawnictwa Bellona.

Ruska wersja wydarzeń

Dokładne okoliczności wygnania księcia Halicza, krótkiego panowania w grodzie Romana, jak również ingerencji w sprawy księstwa państw ościennych – Polski i Węgier – oba główne źródła: ruskie i polskie, przedstawiają całkiem odmiennie. Oto jak ukazuje to Latopis kijowski:

Władający w ziemi halickiej Włodzimierz był miłośnikiem picia mnogiego i narad nie lubił z mężami swoimi. I zabrał popa żonę, i uczynił swoją żoną; i zrodzili się z niej dwaj synowie (Wasylko i Włodzimierz – przyp. A.F.). Roman zaś włodzimierski, Mścisław[ow]icz, swatał się z nim i wydał córkę swoją za syna jego, za starszego.

Oto Roman dowiedział się, że mężowie haliccy niedobrze żyją z kniaziem swoim dla jego gwałtów, ponieważ gdzie polubił żonę lub czyją córkę – pojmował gwałtem. Roman tedy słał bez obawy do mężów halickich, poduszczając ich na kniazia swego, by wygnali go z ojcowizny, a [jego] samego na władanie przyjęli.


Reklama


Mężowie haliccy posłuchali rady Romanowej i, zgromadziwszy pułki swoje i zawarłszy [z nim] ugodę na święty krzyż, powstali na kniazia swego. (…) On zaś przestraszył się, wziął złota i srebra mnóstwo z drużyną, i żonę swoją zabrał, i dwóch synów i pojechał na Węgry do króla (Beli – przyp. A.F.). (…)

Roman tedy dał bratu Wsiewołodowi na zawsze Włodzimierz [wołyński] i krzyż dla niego całował: «Więcej mi tego Włodzimierza nie trzeba». I wjechał Roman do Halicza, i usiadł w Haliczu władać.

Polski wątek historii

Tak wygląda ruska wersja wydarzeń. Zupełnie inne okoliczności zmiany na halickim tronie, jak i następne wypadki przedstawia jednak mistrz Wincenty Kadłubek, pisząc, że „Romana szczodrobliwy [książę krakowski] Kazimierz [Sprawiedliwy] za szczególne zasługi odznaczył nadaniem mu królestwa Haliczan po wygnaniu ich króla Włodzimierza”.

Obie relacje, chociaż mówią o tym samym, przedstawiają wydarzenia w całkowicie różnym kontekście. Dla latopisarza sprawcami zamachu stanu, w wyniku którego usunięto z księstwa halickiego władającą nim od ponad stulecia linię Rościsławowiczów, byli bojarzy haliccy.

Roman halicki w bardziej szczęśliwych dla siebie chwilach. Obraz Nikołaja Newrewa
Roman halicki w bardziej szczęśliwych dla siebie chwilach. Obraz Nikołaja Newrewa,

Z kolei mistrz Wincenty widział tylko jeden czynnik sprawczy: uwielbianego przez siebie księcia Kazimierza. W obu relacjach główny beneficjent zmiany na tronie (czyli książę Roman) jest stroną pasywną. Jak zatem sprawy się miały?

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że obaj dziejopisowie przekazali tylko część prawdy, każdy bowiem dysponował jedynie częściowymi informacjami.

Inicjatywa zamachu wyszła najpewniej rzeczywiście od halickich bojarów, natomiast na działania samego Romana wobec Halicza zgodę musiał wyrazić Kazimierz Sprawiedliwy. Najprawdopodobniej dostarczył on również księciu włodzimierskiemu posiłki zbrojne, co dało pretekst do przypisania mu przez Kadłubka roli czynnika decydującego o zmianie na halickim tronie.


Reklama


To zapewne pod wpływem Kazimierza Roman musiał zrzec się swojego władztwa włodzimierskiego na rzecz młodszego brata. W końcu utworzenie potężnego księstwa halicko-włodzimierskiego nie mogło leżeć w polskim interesie. Przyszłość miała przyznać zresztą rację księciu krakowskiemu.

Czwarty gracz. Interwencja Węgrów

Do całej tej trójstronnej kombinacji (haliccy bojarzy, Roman, Kazimierz) wmieszał się jednak czwarty gracz – król Węgier, który dostrzegł możliwość rozszerzenia swoich wpływów na Ruś przez wykorzystanie osoby halickiego wygnańca. I tu, jak wiadomo z narracji zarówno polskiego kronikarza, jak i ruskiego latopisarza nastąpiła zmiana planów.

Pieczęć króla Węgier (i Halicza) Beli III.
Pieczęć króla Węgier (i Halicza) Beli III.

Król Węgier, zamiast wprowadzić z powrotem Włodzimierza do jego stolicy, powziął zamiar zajęcia zarówno jej, jak i całej ziemi halickiej. Co skłoniło Belę do podobnego kroku? Jego prawa do tej ziemi były żadne, ale liczył zapewne, że spośród bojarów, zawsze skłonnych do układania się z więcej oferującym, uda mu się utworzyć znaczące stronnictwo prowęgierskie.

Do wyprawy doszło jeszcze w tym samym roku. I znów warto wysłuchać relacji latopisarskiej:

I przyszedł Włodzimierz do króla. Król zaś wziął Włodzimierza i poszedł ze wszystkimi pułkami swoimi ku Haliczowi. A Roman, słysząc, że król jest już za Górą, zbiegł, nie mogąc stanąć przeciw niemu; zabrawszy wszytek dobytek Włodzimierzowy, zbiegł z Haliczanami ku Włodzimierzowi.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

I zamknął się tam przed nim, we Włodzimierzu, brat Wsiewołod, przeto sam [Roman] poszedł do Lachów, a żonę wyprawił do Owrucza z Haliczankami, na Pińsk. Nie znalazł jednak Roman u Lachów pomocy, poszedł więc do Ruryka, do ojca swego do Białogrodu (…).

Król zaś [węgierski] wjechał do Halicza. Nie posadził w nim Włodzimierza, jeno oddał wszystkie rządy Haliczanom i posadził w nim syna swego Andrzeja, a Włodzimierza zabrał ze sobą znów na Węgry.

Odebrał przemocą dobytek i wsadził go na basztę wraz z żoną jego. […] Roman zaś uprosił teścia swego Ruryka, [by iść] na Halicz (…).


Reklama


Król Halicza czyli Galicji

Jak widać, sojusz Romana z Kazimierzem [Sprawiedliwym] miał swoje ograniczenia, a i sam Mścisławowicz, odesłany z kwitkiem przez swego dotychczasowego protektora, nie miał skrupułów, by zwrócić się o wsparcie do jego wielkopolskiego konkurenta, Mieszka Starego. (…)

Pomoc i tak okazała się nieskuteczna, a Roman zmuszony był po raz kolejny „wycierać kąty” u swego teścia Ruryka, zanim nie powrócił na swoje włodzimierskie dziedzictwo.

Tymczasem w Haliczu gospodarzyli w najlepsze Węgrzy. Król Bela zdecydował się przy tym na krok bezprecedensowy – przyjął oficjalnie dumnie brzmiący tytuł „króla Halicza” (rex Galiciae), powierzywszy jednak bezpośrednie rządy w Haliczu swemu młodszemu synowi Andrzejowi.

Już jednak w 1189 roku węgierskie rządy zaczęły halickim bojarom zawadzać, a oni sami poczęli rozglądać się intensywnie za kolejnym lub może nawet jakimś starym kandydatem do tronu.


Reklama


Sprawa Halicza stała się na wiele miesięcy kluczowym elementem rozgrywki angażującej obok węgierskich Arpadów, polskich Piastów, halickich Rościsławowiczów i wołyńskich Mścisławowiczów, a także brata księcia drohobuskiego Światosława Włodzimierzowicza i jego syna Gleba oraz znanego już nam księcia owruckiego Ruryka.

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment książki Artur Foryta pt. Zawichost 1205. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Bellona w 2021 roku.

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Wspaniały triumf polskiego rycerstwa nad Rusinami

Autor
Artur Foryt
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.