Pokój toruński z 1411 roku. Na co dokładnie zgodził się Władysław Jagiełło w "haniebnym" traktacie z Krzyżakami?

Zwycięstwo Polaków pod Grunwaldem było niewątpliwie. Ale wynik całej wielkiej wojny z zakonem krzyżackim, toczonej w latach 1409-1411, nie był już równie oczywisty. Na jakie dokładnie warunki przystał Władysław Jagiełło w niesławnym pokoju toruńskim? I czy rzeczywiście był to układ „haniebny oraz szkodliwy”, jak twierdził Jan Długosz?

W toku wielkiej wojny z zakonem krzyżackim siły Władysława Jagiełły odniosły spektakularne sukcesy najpierw pod Grunwaldem (15 lipca 1410 roku), a następnie pod Koronowem (10 października 1410 roku). Cała wojna nie szła jednak ściśle po myśli Polaków.


Reklama


Nie udało się zdobyć Malborka, a władze zakonu – początkowo sparaliżowane szokiem i niedowierzające w skalę porażki – szybko otrząsnęły się z letargu i zaangażowały do pomocy siły całego kontynentu.

W obliczu wrogości Europy, pogróżek władców wszystkich najpotężniejszych krajów i rosnącej mobilizacji krzyżackich sojuszników, Jagiełło nie miał innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na zachowanie status quo.

Wielki mistrz krzyżacki Heinrich von Plauen z którym wynegocjowano warunki pokoju toruńskiego z 1411 roku, kończącego wielką wojnę z zakonem krzyżackim.

Zakon został poniżony, stracił ogromną część swoich kadr (łącznie z wielkim mistrzem) i przestał cieszyć się opinią niezrównanej potęgi militarnej. Pokój toruński, ratyfikowany 10 maja 1411 roku, oznaczał jednak – przynajmniej w zakresie politycznym i terytorialnym – powrót do punktu wyjścia, a więc do sytuacji sprzed wybuchu wojny.

Wszystkie miasta, ziemie i zamki… do zwrotu

Układ pokojowy liczył łącznie dziewiętnaście punktów. Na wstępie ogłoszono, że na mocy dokumentu zostaną unieważnione i zapomniane wszystkie dotychczasowe „krzywdy i spory” między stronami, a w relacjach państwa zakonnego z unią polsko-litewską nastąpi nowe, czyste otwarcie.


Reklama


Artykuł drugi stanowił, że wszyscy jeńcy obu stron – a w praktyce zwłaszcza jeńcy przetrzymywani przez Polaków – zostaną zwolnieni. Najważniejsze były jednak punkty trzeci i czwarty.

Ustalono, że zamki, miasta i ziemie zajęte podczas wojny mają zostać zwrócone ich wcześniejszym właścicielom. Władysław Jagiełło wyrzekł się więc wszystkich nabytków z wcześniejszego roku, które wkrótce po bitwie pod Grunwaldem triumfalnie rozdawał podkomendnym.

Dokument pokoju toruńskiego z 1411 roku.

Dodatkowo zastrzeżono – cytując profesora Adama Szwedę – że „opuszczane miasta nie powinny być niszczone, a majątek ich mieszkańców naruszany. Dowódcy załóg zamkowych otrzymali prawo zabrania ze sobą wyłącznie wszelkiego rodzaju broni i wyposażenia wojennego oraz własnych rzeczy”.

Zdobycz tylko tymczasowa i tylko dla Litwy

Polska nie wyniosła z wojny żadnej, najmniejszej nawet korzyści terytorialnej. Poszerzyły się wyłącznie granice Wielkiego Księstwa Litewskiego, a i to nie na stałe.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W myśl traktatu sporna Żmudź miała przejść na własność Władysława Jagiełły i jego kuzyna Witolda, ale tylko dożywotnio. Po śmierci władców zakon miał prawo znów i to bezwarunkowo objąć obszar w posiadanie.

Ćwierć miliarda dzisiejszych złotych

Wbrew temu, co podają podręczniki, sam traktat nie zawierał żadnych warunków natury finansowej. Tylko na mocy wcześniejszego dokumentu – tak zwanego listu obligacyjnego wielkiego mistrza – ustalono, że zwrot zamków, miast oraz jeńców nastąpi za odszkodowaniem.


Reklama


Strona polska miała otrzymać łącznie 100 000 kop groszy praskich. Z tym, że wypłatę planowano dopiero po fakcie. Wpierw Władysław Jagiełło miał zwrócić wszystkich ludzi i twierdze, a dopiero potem oczekiwać na zastrzyk gotówki.

Według, w oczywisty sposób przybliżonych i kontrowersyjnych wyliczeń ekonomisty i byłego prezesa Narodowego Banku Polskiego prof. Grzegorza Wójtowicza suma odszkodowania obiecanego Jagielle odpowiadałaby 236 milionom dzisiejszych złotych.

Władysław Jagiełło ogląda zwłoki rycerzy zakonnych poległych pod Grunwaldem. Pomimo zwycięstwa w walnej bitwie warunki pokoju toruńskiego z 1411 roku nie były korzystne dla Polski.

Powrót do spornych granic

Piąty punkt pokoju toruńskiego regulował relacje graniczne między Zakonem, a księciem Mazowsza, Siemowitem IV, będącym lennikiem Jagiełły. W szóstym stwierdzano wyraźnie, że granice Polski i państwa krzyżackiego pozostaną niezmienione.

Ziemia dobrzyńska miała pozostać (tak jak przed rokiem 1409) własnością państwa Władysława Jagiełły, natomiast Pomorze i ziemia chełmińska – krzyżaków.


Reklama


Sprawę spornych twierdz Santok i Drezdenko postanowiono oddać pod osąd arbitrom wyznaczonym przez obie strony (punkt siódmy). Oni też mieli rozstrzygać kwestie dokładnego przebiegu linii granicznych tam, gdzie budziły one wątpliwości (punkty 8 i 9, 13).

Nigdy więcej wojny

W pozostałych artykułach między inny gwarantowano swobodę handlu (pkt. 12), ogłaszano amnestię (pkt. 16) i zobowiązywano się, że obie strony będą nawracać tych spośród swoich poddanych, którzy wciąż tkwili w błędach pogaństwa (pkt. 15).

Władysław Jagiełło też był w najlepszym razie umiarkowanie zadowolony z rezultatów wojny. Tutaj na szkicu Jana Matejki, trafnie oddającym jego fryzurę.

Ostatni, dziewiętnasty punkt stanowił, że ani Polska i Litwa ani zakon krzyżacki nie wypowiedzą w przyszłości wojny drugiej stronie ani nie będą się sprzymierzać przeciw niej z innymi państwami. Z całego pokoju toruńskiego ten ustęp brzmiał najmniej przekonująco.

Żadna ze stron nie była zadowolona z warunków układu. Żadna też nie godziła się z jego treścią, a realizacja zobowiązań natychmiast napotkała poważne trudności.


Reklama


Nie minęły dwa lata, a w państwie Władysława Jagiełły już mówiono otwarcie, że konieczna będzie nowa zbrojna konfrontacja. Taka, która pozwoli uzyskać sukces, jakiego nie przyniosła wielka, ale jednak w przeważającej mierze bezowocna wojna z krzyżakami.

Przeczytaj też o tym, jak Polacy zupełnie zapomnieli o bitwie pod Grunwaldem. Na początku XIX wieku nie znano miejsca ani daty wielkiego starcia.

Bibliografia

  • A. Szweda, K. Kwiatkowski, S. Szybkowski, Działania dyplomatyczne i pokój toruński (1 lutego 1411). Rezultaty wojny [w:] Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411, Malbork 2010.
  • G. Wójtowicz, A. Wójtowicz, Historia monetarna Polski, Warszawa 2003.
Autor
Kamil Janicki
26 komentarzy
  • Temat nie jest wcale nowy, a obszernie wyjaśnił go już dawno Jasienica w swojej „Polsce Jagiellonów”. Rozpatrując problem wojny z Krzyżakami i tego, co stało się po Grunwaldzie, należy brać pod uwagę bardzo istotny fakt – że Jagiełło, będący co prawda królem Polski, przede wszystkim był Litwinem i nadrzędnym dla niego priorytetem był interes Litwy, nawet gdy realizowany był kosztem Polski. Polska poniosła największy ciężar tej wojny, a nie odniosła z niej, pomimo tak spektakularnego zwycięstwa, praktycznie żadnej korzyści. Stało się tak dlatego, że jagielle na korzyści Polski wcale nie zależało, a chciał, dodam że za namową Witolda, przysporzyć znacznych korzyści Litwie. Celowo opóźniał pochód wojsk na Malbork, a następnie w wyniku podejmowanych decyzji sabotował oblężenie, dając Krzyżakom przygotować obronę i skutecznie ją utrzymać. Dlaczego? W interesie Litwy, która nie chciała stać się zależna w zbyt dużym stopniu od Polski, a istnienie państwa krzyżackiego dawało Litwie mocną pozycję przetargową – była Polsce w walce z Zakonem potrzebna. Podobną do Jagiełły postawę przyjmowali zresztą w mniejszym czy większym stopniu jego następcy. Patrzymy na nich jako na władców Polski, a zapominamy, że przede wszystkim byli Litwinami i szczególnie dbali o dobro Litwy, nawet kosztem Polski. Bywało, że w czasach, gdy Polska walczyła przeciw Krzyżakom, Litwa byłą wobec nich neutralna, a nawet stawała po ich stronie przeciw Polsce, gdy miała w tym swój interes. Także słynny Hołd Pruski, przedstawiany w naszej historiografii jako ogromny polski sukces, w rzeczywistości była dla Polski klęską, a nawet jawną zdradą Zygmunta Starego, który z wyraźną szkodą dla Polski, a w partykularnym interesie Litwy, postanowił utrzymać istnienie upadającego państwa krzyżackiego, które z czasem przekształciło się w zagrażające istnieniu Polski Prusy

  • Jagiełło istotnie nic nie zrobił dla Korony ,nie odzyskał ziemi Chełmińskiej i Michałowskiej ,ani Pomorza Zachodniego z Gdańskiem oraz Santoka i Drezdenka. W 1422 nie przyjął także oferty Zakonu pokoju na 20 lat w zamian za południową cześć Pomorza i ziemi Chełmińskiej. Za to jego syn Kazimierz II Jagiellończyk po wojnie z Krzyżakami 1466 zdobył Pomorze z Gdańskiem ziemie Chełmińską i Michałowską oraz Warmie. Na Śląsku natomiast zhołdował a póżniej wykupił ksiestwa Zatorskie i Oświecimskie. A Biskup Krakowski wykupił ksiestwo Siewierskie. Taka granica istniała aż do 1772 r. Zygmunt Stary odebrał od Krzyżaków hołd i dzieki zmianie przez nich wyznania na ewangelickie ,pozbawił opieki Papieża. Za utrate lenna Pruskiego odpowiada natomiast dynastia Wazów ,a konkretnie Jan II Kazimierz.

  • Nieco racji masz, niemniej ogromną winą Zygmunta Starego było to, że zamiast zdusić podupadający Zakon w zarodku, doprowadził do powstania w tak strategicznym miejscu zarządzanych przez Hochenzollernów Prus. Zrobił to w interesie Litwy, która chciała poprzez istnienie krzyżackiego, a później świeckiego pruskiego państwa, wpływać na losy państwa polsko-litewskiego. Uczynki Wazów – najgorszych szkodników w dziejach Polski i jawnych zdrajców, dla własnych celów paktujących z wrogami Polski i celowo jej szkodzących, to już całkiem odrębny temat. Odnośnie działań Jagiellonów, przynoszących dobro Polsce, owszem, miały one miejsce, ale tylko wówczas, gdy było to także , a nawet przede wszystkim w interesie Litwy, która była dla nich wartością nadrzędną.

  • Problemem Polski było to, że przez dłuższy czas miała władców nie będących Polakami. Większość z nich zamiast służyć swej przybranej ojczyźnie, wykorzystywała ją do osiągnięcia swoich własnych, często sprzecznych z interesem Polski, a nawet bardzo dla niej szkodliwych celów. Praktycznie po wygaśnięciu dynastii Piastów, mieliśmy tylko dwoje monarchów, których, mimo że Polakami nie byli, możemy uznać za prawdziwych polskich patriotów, robiących wiele w interesie Polski. Pierwszą z nich była Bona, która dla Polski zrobiła wiele dobrego, choć nie z miłości do przybranej ojczyzny, lecz kierując się osobistą niechęcią do zagrażających Polsce swoich własnych wrogów – Habsburgów. Wielokrotnie neutralizowała szkodliwe dla Polski działania swojego męża – Zygmunta Starego, który nie dość, że miał prohabsburskie sympatie, to jeszcze otoczony był przez doradców i urzędników – płatnych zdrajców na habsburskim żołdzie, takich jak chociażby sam kanclerz Szydłowiecki. Musiała się bardzo starać, by zapobiec wielu szkodliwym dla Polski działaniom tej prohabsburskiej koterii, której król często ulegał. Drugim nie polskim władcą, który okazał się polskim patriotą, a w dodatku jednym z najwybitniejszych polskich władców, był Batory. Wielką tragedią dla Polski była jego przedwczesna śmierć w kwiecie wieku, która powstrzymała jego i Zamoyskiego dzieło tworzenia z Polski największego w Europie mocarstwa. Niektórzy historycy twierdzą, że zmarł w wyniku podania przez wrogów trucizny. Nie są tylko zgodni, czy zleceniodawcą otrucia wielkiego monarchy był rosyjski car, czy też habsburski cesarz.

  • Zacząć należy od tego, że plany wojenne Jagiełłybyły zupełnie inne: nie chciał rozegrać walnej bitwy z Krzyżakami ajedynie zmusić ich do zamknięcia się w swoich zamkach, wydając krajna pastwę wojsk sprzymierzonych. I gdyby rycerze Zakonu mieli choć trochę oleju w głowie tak by postąpili. Ale pycha pchała ich do bezpośredniego starcia, czego owocem była nieoczekiwana dla Jagiełły bitwa pod Grunwaldem. Ogrom klęski Zakonu w tej bitwie był dla Jagiełły zapewne wielkim zaskoczeniem – wiedział, że pruskie miasta na czele ze stolicą w zasadzie pozostały bez obrony i mógł je zdobyć z marszu. Jednak tak spektakularny upadek Państwa Zakonnego był mu politycznie nie na rękę: oznaczałby wzrost potęgi Królestwa Polskiego, jego całkowitą dominację nad Litwą. Ostatecznie wyeliminowanie najgroźniejszego rywala zagrażałoby pozycji samego króla, który po śmierci Jadwigi Andegaweńskiej, nie posiadając z nią potomstwa utrzymał tron tylko za zgodą polskiego możnowładztwa. W naszej historiografii zwykło się twierdzić, że ta wojna przyczyniła się do upadku Zakonu – w rzeczywistości zmieniła jednak niewiele. Dopiero pół wieku później Kazimierz IV zdołał zrobić to, czego nie dokonał jego ojciec, inkorporując Prusy Królewskie do Korony. Zrobił to bez wsparcia Litwy, działając w interesie Polski. To właśnie ten władca uczynił z Polski mocarstwo, którego wpływy sięgały dalego poza jego granicami. Niestety jego nieudolni potomkowie roztrwonili dorobek ojca, ostatecznie tracąc wpływy, władzę i popychajac kraj ku upadkowi.

  • To smutne że zdrada stała się naszą narodową przywarą.mam wrażenie ,że od Piłsudskiego Krajem rządzą obcokrajowcy nie chodzi tu o krew to wdać ślady walk z mongołami.Władze naczelne-tylko nieliczni
    zasługują na wdzięczność, Jeśli nie odeślemy inteligencji,pismaków.lekarzy stojących prof. i autorytetów do domu .Jest wiele krajów można zakontraktować np jak prezydenta na 4 bez repety . Weźmy na przykład USA swego czasu wraz ze zmianą Cała śmietanka urzędniczo-robiących sobie na rękę szła w odstawkę.Okres lat jest za krótki na powstanie gigantycznej korupcji i złodziejstwa jak w Polsce.Spadek po ruskiej niewoli, pijaństwo kwitło w przydrożnych oberżach- od wieków.Koniec tej grzesznej cywilizacji coraz bliżej, waśnie toczymy boje z Pierwszym jeźdzcą Apokalipsy. zostało ich trzech.

    • Przyznam, że chociaż jestem synem polonistki i to naprawdę dobrej i powszechnie cenionej, a także z powodzeniem uczyłem się logiki, to mimo usilnych starań, wypowiedzi powyższej nie zrozumiałem, zarówno pod względem językowym, stylistycznym,jak też logicznym. równie dobrze mogłaby zostać napisana po mongolsku czy mandaryńsku, a dla średnio
      inteligentnego Polaka byłaby równie niezrozumiała.

  • A ja chciałam zauważyć, że Jagiełło po wojnie z lat 1409-1411 „wcielił” Litwę do Korony Polskiej w unii horodelskiej, więc ja naprawdę nie widzę, w którym momencie Jagiełło dbał o niezależność Litwy od Korony…coś się Wam poprzewracało w główkach. Oczywista rzecz, że w 1422 roku Jagiełło nie mógł przyjąć od Zakonu ziem za 20 lat pokoju – po pierwsze, pakt ten musiałby potwierdzić papież i cesarz, a żaden wtedy nie był sprzymierzeńcem Polski. Po drugie, Jagiełło nie miał szklanej kuli i nie wiedział, że po śmierci Witolda Litwini zabiorą się do wojny przeciwko niemu.
    Sprawę zaś zepsuł właśnie tak uwielbiany przez Was Kazimierz Jagiellończyk, który nie był w stanie przekonać czy nawet zmusić (jako wielki książę) własnych litewskich poddanych do wojny przeciwko Zakonowi. W przeciwieństwie do Jagiełły.
    Natomiast co do całego artykułu – przypominam, że w chwili zawierania pokoju w 1411 polska załoga stacjonowała jedynie w Gdańsku, tak więc Jagiełło nie posiadał w tamtej chwili praktycznie nic na terenach państwa krzyżackiego. Winić powinniście fiskalną politykę Ludwika Węgierskiego i samego Jagiełły, przez którą król nie miał pieniędzy na utrzymanie wojska, a nie jego litewskie przekonania. Każdy, który czytał o Jagielle coś więcej niż Jasienica wie, że Jagiełło przyłączał do Polski ziemie litewskie (choćby Wołyń i Podole), które potem wróciły do Litwy wbrew jego woli. Dlatego do tej pory Litwini go nie lubią.

  • Owszem, zdarzało mi się czytać „coś więcej niż Jasienicę”, którego rzeczywiście cenię, natomiast Pani, jak widać – niezbyt. Pani nick potwierdza, że podchodzi Pani do Jagiellonów nazbyt bezkrytycznie. dwutygodniowy marsz Jagiełły pod Malbork i rażąco nieudolnie prowadzone oblężenie wskazują niezbicie, że Jagiełło celowo i z rozmysłem sabotował oblężenie i że absolutnie mu na upadku zakonu nie Zależało. że nie był to przypadek, lecz celowe działanie , dowodzą o dwa lata wcześniejsze działania Jagiełły przeciw Moskwie, którą niemal że zdusił oblężeniem i bardzo niewiele brakowało, by zniszczył to zagrożenie w zarodku. Nie udało się jedynie przez to, że zdradzili go przekupieni przez władców Moskwy litewscy kuzyni, którzy w decydującej chwili odstąpili ze swoimi oddziałami od oblężenia, a w tej sytuacji, dysponujący jedynie polskimi oddziałami Jagiełło nie miał możliwości, by Moskwę ostatecznie dobić. Szkoda. Wielu nieszczęść mogłaby Polska dzięki temu uniknąć.

    • Proponuję się dokształcić. Pod Moskwą dwukrotnie stał Olgierd, nie Jagiełło (znaczy Jagiełło był tam zapewne razem z ojcem). Dwa lata przed Grunwaldem z Wasylem moskiewskim walczył Witold, który był teściem Wasyla.
      Nie zamierzam tłumaczyć Jagiełły z jego postępowania po bitwie grunwaldzkiej, chciałam tylko zauważyć, że Jagiełło całe niemal życie walczył z Witoldem o władzę na Litwie i do zwycięstwa potrzebował silnej Polski, natomiast Witold potrzebował silnego Zakonu, który wspierał Witolda przeciwko Jagielle. Wniosek jest taki, że Jagiełło chciał zniszczenia Zakonu, natomiast nie tylko Witold, ale i książęta mazowieccy nie mieli interesu w rozgromieniu Zakonu, na czym skorzystałaby głównie Polska. W zasadzie jednak Litwa również, skoro miała dostać Królewiec. Nie, Jagielle zależało na wchłonięciu Litwy przez Polskę, bo tylko to gwarantowało mu władzę nad samą Litwą. Poza Jasienicą należałoby przeczytać przede wszystkim historię konfliktów Jagiełły z Witoldem, uwzględnić fakt, że król kazał wywieźć z Kijowa relikwię św. Krzyża, że ciągle zaznaczał w dokumentach, iż po śmierci książąt dzielnicowych litewskich ich ziemie mają być wcielone do Polski.
      Nick przypadkowy – uważam, że Władysław Warneńczyk i Kazimierz Jagiellończyk spartolili o wiele więcej rzeczy niż ich ojciec. Kazimierz Jagiellończyk zlikwidował niezależną od Moskwy prawosławną metropolię w Kijowie, pozwolił Iwanowi III na dowolne rabowanie Tweru i Nowogrodu Wielkiego, czym podkopał siłę swoich własnych sojuszników, a potem ostatni książę twerski musiał uciekać na Litwę, bo Iwan IV odebrał mu Twer w imię praw swojej twerskiej żony. A Kazimierz nic nie zrobił poza wydaniem Michała za swoją krewną.

      Chciałam też dodać, że Jagiełło mógł po prostu nie umieć prowadzić oblężeń, bo niby od kogo miał się nauczyć? Od ojca, który oblegał Moskwę raz 3 dni,a drugi raz dni 11? Od Kiejstuta, który nigdy w życiu żadnego zamku krzyżackiego nie zdobył?
      U boku naszego króla funkcjonowała rada wojenna, która mu doradzała i to na jej nalegania Jagiełło odstąpił od oblężenia Malborka. Nie rozumiem więc, dlaczego winą za wszelkie niepowodzenia obarcza się tylko i wyłącznie nieszczęsnego Jagiełłę.

      Pozdrawiam

      • O tym, że Jagiełło trzykrotnie oblegał Moskwę, dwukrotnie jako władca Litwy, jeszcze zanim został królem Polski, a po raz trzeci w 1408, oraz o okolicznościach, które sprawiły, że zdobyć jej nie zdołał , obszernie pisał Jasienica z Polsce Jagiellonów. Nie sądzę by zmyślał. Czyżbym się jednak mylił i dzieło Jasienicy można włożyć między bajki? Nie jestem historykiem z wykształcenia, a lat mam już tyle, że w czasach, gdy zacząłem interesować się historią, czyli w okresie stanu wojennego, poza Jasienicą nic sensownego znaleźć nie było można.

  • Możliwe, że Pan dosyć dawno temu czytał Jasienicę – ja nie pamiętam, aby tam Jasienica pisał o wyprawach Jagiełły na Moskwę. Możliwe, że pomylił się Pan z wyprawą Jagiełły przeciwko Dymitrowi Dońskiemu, o której Jasienica pisał, i która się „niby” odbyła – piszę „niby”, ponieważ do spotkania obydwu wielkich książąt na polu bitwy nie doszło. Z niewyjaśnionych przyczyn Jagiełło nie dotarł na Kulikowe Pole, na którym Dymitr rozniósł wojska tatarskie. O tym pisał Jasienica i oskarżył Jagiełłę o „przemędrkowanie”, ponieważ według niego była to świetna okazja pozbyć się zagrożenia ze strony Moskwy, którą Jagiełło świadomie zmarnował. Tutaj Jasienica mógł mieć rację – niemniej Oleg riazański również nie wspomógł Mamaja i może być, że Jagiełło po rozpoznaniu uznał, że Mamaj nie ma szans na pokonanie wojsk moskiewskich, wolał więc nie marnować wojska litewskiego na przegraną z góry sprawę. Mogło też być, że nie chciał stawać przeciwko swoim braciom – w końcu w wojsku Dymitra znajdowali się aż dwaj bracia przyrodni Jagiełły i jeden stryjeczny. Oraz szwagier – Andrzej Włodzimierzowicz, stryjeczny brat Dymitra i mąż Jagiełłowej siostry. Niestety, tego nigdy się nie dowiemy, czy Jagiełło naprawdę świadomie nie dotarł na Kulikowe Pole ani czym się kierował tak postępując…

    Natomiast samą Moskwę oblegał Olgierd – w 1368 i w 1370 roku. W 1373 nie dotarł do Moskwy, a wojska moskiewskie rozbiły przednią straż litewską, co skłoniło Olgierda do zawarcia pokoju z Dymitrem. W 1408 wojska litewskie nie doszły do Moskwy – Litwini pod dowództwem Witolda (oraz posiłki polskie prowadzone przez Zbigniewa z Brzezia) spotkali się z wojskami Wasyla Dymitrowicza nad Ugrą. Tam też po kilku dniach Witold i Wasyl zawarli pokój ustanawiając granicę litewsko-moskiewską na tej rzece właśnie. Jagiełły wtedy nie było nad Ugrą, nasz król wtedy negocjował z Krzyżakami. Oraz musiał zmierzyć się z plotkami o bękarctwie świeżo narodzonej córeczki Jadwigi.

    Jasienica podaje sporo faktów, jednak czasami dokonuje ich błędnej interpretacji, nie uwzględniając innych okoliczności skłaniających Jagiełłę do takich, a nie innych kroków. Zapewne on sam nie posiadał aż tak kompletnej wiedzy.
    Fakt – Król spartolił wojny z Krzyżakami, ale musimy pamiętać, że on nie znał innych wojen niż te, jakie Litwinom fundowali sami Krzyżacy – najechać i ograbić, a dopiero po całkowitym spustoszeniu zająć. To była strategia krzyżacka i Jagiełło najwyraźniej poszedł tym śladem. Oceniając decyzje Jagiełły musimy wziąć pod uwagę również inne czynniki. Przykładowo – Długosz pisał, że von Plauen proponował Jagielle część ziem (bodajże Pomorze i ziemie chełmińską) za pokój. Król się nie zgodził i chyba rozumiem, dlaczego. Byłoby bowiem potem niemożliwością usunięcie Zakonu z Prus. A Jagiełło do tego właśnie dążył. Ewidentny błąd – ale tak myślimy my tu i teraz. A nie wiemy, co kierowało królem, kiedy odmawiał von Plauenowi. Może fakt, że w tym czasie również większość krzyżackich zamków w Prusach pozostawało w rękach polskich? Może fakt, że król jednak o Litwie musiał również myśleć, a takie rozwiązanie nie rozwiązywałoby problemu Żmudzi, na którą Zakon swobodnie mógłby polować, zaś Polacy nie mieliby powodu pomagać Litwinom? Nie wiem.

    Druga sprawa – pokój z Węgrami w 1412 roku. Nie pamiętam, czy Jasienica o nim jakoś pisał, ale zapewne tak, i pewnie równiez krytykował. Śladem Długosza. Tymczasem ani Długosz, ani Jasienica (być może) nie pomyśleli, że Jagiełło po śmierci Jadwigi żadnych praw do Rusi Czerwonej nie posiadał, ponieważ Ludwik zaznaczył, że Ruś Czerwona ma należeć do Polski w zamian za tron dla Andegawenów. Od 1399 nie żył żaden potomek Ludwika i właściwie prawa do Rusi Czerwonej powinny przypaść Władysławowi z Neapolu – ostatniemu przedstawicielowi Andegawenów. Nie dziwi więc, że Jagiełło zgodził się na komisje w sprawie Rusi, która miała zadecydować o losie tej krainy. Długosz nazwał to szkodliwym zapisem, ponieważ dał on pretekst Węgrom do upominania się o Ruś. Dodam, że brak rozstrzygnięcia przynależności Rusi dał powód Habsburgom do wysuwania roszczeń do tej ziemi podczas rozbiorów. Tylko że według zapisu pokoju z 1412 roku ta komisja miała się zebrać 5 lat po śmierci Władysława Jagiełły i Zygmunta – a przypadkowo w tym czasie na tronie węgierskim zasiadał polski król…tylko kto mógł to wiedzieć w 1412 roku? Jagiełło zaś w owym czasie potrzebował sojuszu z Zygmuntem (formalnie już cesarzem), ponieważ szykowała się kolejna wojna z Zakonem i wojna z Węgrami potrzebna nie była, a i zapewne problem zbliżającej się unii horodelskiej zmuszał Jagiełłę do neutralizacji Zygmunta, który wszak w 1409 roku obiecywał Witoldowi koronę królewską…być może Zygmunt by nie przeszkodził, ale znając jego niechęć do Jagiełły i Polski wszystkiego można się było spodziewać.
    Takie szczegóły – które mogą całkowicie zmienić spojrzenie na wiele spraw.

    Podróż Jagiełły na Litwę w 1411 roku – dla Jasienicy to dowód na to, kto był największym beneficjentem wojny z Zakonem. A przecież Jagiełło wtedy odbierał hołdy od książąt, którzy wcześniej przysięgali wierność Witoldowi. Czy było to dyskontowanie zwycięstwa Litwy nad Zakonem, czy raczej pokazanie Witoldowi, że w razie kolejnego buntu przeciwko Jagielle nie może liczyć ani na Zakon, ani na własnych lenników?

    Kiedyś też zaczytywałam się w Jasienicy. Ale potem zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę i jego wnioski przestały mnie przekonywać. Nie twierdzę, że myli się we wszystkim. Stwierdzam fakt, że polityka Jagiełły wcale nie była aż tak bardzo prolitewska, natomiast wszelkie działania Jagiełły wobec Litwy świadczą jedynie o tym, że król wcale nie pragnął jej niezależności od Korony.
    Jasienica również myli się w ocenie polityki Jagiełły, która wcale nie była nakierowana na Wschód. Podobnie jak polityka Kazimierza Jagiellończyka, co było właśnie zapewne największym błędem obydwu tych władców. Próba zhołdowania Nowogrodu Wielkiego podjęta w 1389 roku to była bardzo racjonalna i mająca w przyszłości profitować decyzja. Jasienica uważa ją za błąd, ale rezygnacja z Nowogrodu Wielkiego przez Jagiellończyka przesądziła o naszej historii. Więc chyba lepiej było połączyć Nowogród z Polską jak najszybciej.

  • P.s.: Odnośnie odmowy wobec propozycji von Plauena musimy pamiętać o jeszcze jednym ważnym argumencie, dla którego Jagiełło nie mógł przyjąć jego propozycji, nad czym tak biadolił Długosz. Von Plauen nie był wtedy wielkim mistrzem krzyżackim i jego dokument nie miałby żadnej mocy prawnej. Po prostu von Plauen nie miał prawa podejmować takich decyzji i nikt tych postanowień by nie uznał. Mieliśmy pecha, że Ulrich von Jungingen zginął na polu bitwy i nie dziwi mnie, że król się rozpłakał nad jego ciałem.

    Pozdrawiam

    • Akurat ten fragment z Jasienicy pamiętam dość dobrze, zresztą czytałem to nie tak dawno. Celowo zwróciłem na to uwagę, że Jasienica pisał „Polskę Jagiellonów” w czasach stalinowskich, konkretnie w latach 50-tych i zdziwiło mnie, że cenzura pozwoliła mu opisać walki z Moskwą , a tym bardziej , że mógł bez jej interwencji jawnie napisać, że Moskwa od początku swojego istnienia była dla Polski dużym zagrożeniem. Jak dla mnie – niewyobrażalne. Przy okazji dziękuję za obszerne wyjaśnienia, miło czytać wypowiedź osoby, która wie, co pisze. Nie rozwiało to niestety moich wątpliwości odnośnie tego, co Jasienica pisał, niemniej naprawdę poszerzyło moją wiedzę na temat Jagiełły i okresu jego panowania. Proszę pisać częściej i równie obszernie, na pewno nie tylko ja na tym skorzystam. Zastrzegam jednak, że jeśli czegoś nie wiem, lub wydaje mi się, że było nieco inaczej – będę „upierdliwie” drążył. Tak już mam.

  • Może Pan drążyć. Ja również nie jestem pewna mojej wiedzy. Oczywiście – jak pisałam, Jasienica mógł mieć rację w niektórych przypadkach, zwłoki w marszu pod Malbork również nie usprawiedliwiam i nie znam przyczyny – ale nie sądzę, aby tę zwłokę powodowała chęć zachowania niezależności Litwy od Polski przy pomocy Zakonu. Tak pisząc to można by sądzić, że Jagiełło nie doszedł na Kulikowe Pole, żeby Moskwa stanowiła przeciwwagę dla Tatarów. Tyle że Tatarzy byli sojusznikami Litwy od czasów Giedymina, a Moskwa była równie długo wielkim wrogiem Litwy. Poza tym Litwini byli silniejsi od Tatarów. Zaś parę lat przed Kulikowym Polem Dymitr Doński oskubał Litwę z jej terytoriów, zdobytych przez Olgierda na Smoleńsku – więc zachowanie Moskwy przy siłach świadczyłoby nawet nie o głupocie, ale o niedorozwinięciu i kretynizmie. Owszem, przemawia do mnie hipoteza, że Jagiełło chciał się rozprawić z wojskiem moskiewskim po bitwie z Mamajem – tylko pytanie, dlaczego tego nie zrobił? Jeśli uznał – jak twierdzi Jasienica – że po pokonaniu Mamaja wojska moskiewskie nadal były za silne dla wojsk litewskich, to należy podziwiać przezorność Olgierdowicza, który dołączając do Mamaja mógłby z Kulikowego Pola nie wrócić.

    Każdy król miał swoje wady. Jagiełło miał je również – postępował czasami niesłusznie. Ale nie przypisywałabym królowi takiej motywacji, jaką przypisuje mu Jasienica. Czasami podejmuje się decyzje błędne bez żadnej przyczyny, czasami pod wpływem innych, czasami pod wpływem emocji. Jak pisałam, pamiętajmy, że nasz król był wychowywany w innej kulturze. Natomiast trzeba przyznać, że również na Zachodzie nie praktykowano za często taktyki zajmowania całego terytorium. Chyba nawet Anglia nie postępowała tak z Francją podczas wojny stuletniej, lecz postępowała jak Krzyżacy w Prusach czy na Litwie. Domyślam się, że Jagiełło był oszołomiony szybkością poddawania się mu miast pomorskich. Czy należy przypisywać jakieś głębsze motywy komuś, komu może najzwyczajniej woda sodowa uderzyła do głowy i dlatego (plus nieznajomość sztuki oblężniczej, mało znanej komukolwiek z rady wojennej – szczególnie przy takim zamku jak Malbork) zaprzepaścił szansę na zdobycie Malborku? Może też król po Grunwaldzie po prostu nie pomyślał? Po bitwie nie spał całą noc, a jakby nie patrzeć – miał 60 lat. Moim zdaniem w otoczeniu Jagiełły było zbyt wiele osób, które nie pragnęły, aby Jagiełło zyskał autorytet pogromcy Zakonu. Nie tylko Witold, nie tylko książęta mazowieccy, ale i niektórzy polscy doradcy królewscy. Czy zdaje sobie ktokolwiek sprawę, jaką władzę zyskałby Jagiełło w Polsce, gdyby odzyskał Pomorze/zdobył Prusy? Dość powiedzieć, że po Grunwaldzie panowie polscy uznali jego córkę za następczynię tronu. A Witold zgodził się na zapis o inkorporacji Litwy do Korony.
    Kto straciłby najwięcej na wygnaniu Zakonu z Prus? Proszę wziąć pod uwagę poszczególne osoby. Jagiełło nie kierował się interesem Litwy albo Polski – on się kierował interesem własnym i podobnie każdy z jego otoczenia. Witold nie myślał o interesie Litwy buntując się przeciwko Jagielle. Myślał o zdobyciu dla siebie Trok, a potem Wilna. Jagiełło nie chciał bronić Litwy przez Krzyżakami. Chciał bronić swoją władzę na Litwie, którą zakonnicy próbowali uszczuplić. Jeśli przyjąć punkt myślenia średniowiecznych władców, niektóre sprawy staną się jaśniejsze.

  • P.S.:Jeśli chodzi o osobiste wyprawy Jagiełły na Moskwę – nie wiem, proszę sprawdzić ponownie u Jasienicy. On miał naprawdę sporą wiedzę i nie chce mi się wierzyć, żeby aż tak się pomylił…

    Pomyliły mi się nicki podczas pisania poprzedniego postu 🙁

  • P.s.: I w pierwszym moim wpisie zapomniałam, że to Iwan III Srogi był żonaty z Marią twerską i wyrzucił jej brata z księstwa twerskiego…

  • P.S. II:”Celowo zwróciłem na to uwagę, że Jasienica pisał „Polskę Jagiellonów” w czasach stalinowskich, konkretnie w latach 50-tych i zdziwiło mnie, że cenzura pozwoliła mu opisać walki z Moskwą , a tym bardziej , że mógł bez jej interwencji jawnie napisać, że Moskwa od początku swojego istnienia była dla Polski dużym zagrożeniem.”
    Ta Moskwa to było państwo „burżujów” i „ciemiężców ludu” 🙂 gdyby cenzura doszła do wniosku, że likwidacja Moskwy przez Litwinów (z pomocą polską czy też bez) skutkowałaby brakiem ZSRR, to Jasienica poszedłby siedzieć 😛

    • 🙂 Czyli dobrze, że cenzorzy nie cechowali się nadmierną inteligencją. Albo przeciwnie – że któryś z nich nie był nadmiernie dociekliwy, a jego przełożeni tego nie wychwycili. W każdym razie pilnie mu się przyglądali, skoro posunęli się aż do tego, że podsunęli mu agentkę bezpieki na żonę. Ps. dzięki za obszerne wyjaśnienia. Odnośnie Kazimierza Jagiellończyka, zawsze mnie dziwiło, dlaczego odpuścił sobie Nowogród Wielki, przy pomocy którego mógł skutecznie szachować Moskwę. Jego panowanie dowodzi, że idiotą nie był i musiał sobie zdawać sprawę z zagrożenia ze strony Moskwy i z jej drapieżnego ekspansjonizmu. Mimo to zdradził Nowogrodzian i wydał ich na niełaskę Moskwy, a tym samym skazał praktycznie na zagładę. Dlaczego?

      • W wikipedii piszą, że wtedy namiestnikiem z ramienia Litwy w Nowogrodzie Wielkim był Michał Olelkowicz (potomek Olgierda), który był politycznym przeciwnikiem Kazimierza i jeszcze w czasie wojny 13-oletniej próbował przejąć władzę na Litwie. Michał był zwolennikiem Moskwy i był głównym autorem planu zamachu na Kazimierza w 1481 roku, po odkryciu którego został stracony. Przyznaję, że tego nie wiedziałam – tak więc wychodzi na to, że to Litwini sami oddali Nowogród w ręce moskiewskie. Negatywny skutek tego, że Kazimierz Jagiellończyk uparł się nie przekazywać osobistej władzy na Litwie nikomu, ponieważ nie chciał mieć takiego drugiego Witolda – albo bał się, że tak jak on odebrał bratu (Warneńczykowi) władzę na Litwie, tak samo pozbawi go tronu wielkoksiążęcego ktoś inny. Pamiętam, że tak tłumaczyła Bogucka, dlaczego Kazimierz nigdy nie wyznaczył jednego namiestnika i zgodził się na rządy rady wielkoksiążęcej.

        Sam Kazimierz niewiele mógł zrobić w sprawie Nowogrodu Wielkiego – akurat wtedy walczył z Maciejem Korwinem o czeski tron dla najstarszego syna Władysława. To jest najlepszy przykład na to, ile warta dla Jagiellończyka była Litwa 🙁

        • Bardzo się cieszę, że kliknąłem w link ale nie ze względu na artykuł ale z powodu komentarzy pani Miłośniczki. Bardzo trafne logiczne uwagi i wielowątkowe analizy które dodatkowo przyjemnie się czyta. Sam jestem pasjonatem pierwszej połowy XV wieku i opinię na temat motywacji i szeroko pojmowanych „braku chęci” Jagiełły mam podobną co pani . Większość wypowiedzi antyjagiellońskich pozbawiona jest perspektywy geopolitycznej i sytuacji panującej u naszych sąsiadów. Znaleźć takie kompletne spojrzenie to unikat pośród jednowymiarowych wniosków na większości internetowych dyskusji hołdujących Jasienicy jako prawdzie objawionej. Dla przykładu duże znaczenie ówcześnie miały koligacje rodzinne a Jagiełło miał wiele podstaw, aby nie ufać w pełni swojej rodzinie. Oprócz kuzyna Witolda jeszcze siostra Aleksandra a napewno brat Świdrygiełło miał momentami zapędy pro-krzyżackie, mimo to Jagiełło chyba trzykrotnie darował mu życie. Takie zachowanie również można byłoby nazwać polityczna głupota, która potem się na nim zemściła a ja jednak uważam, że Jagiełło ogólnie podczas swojego panowania okazywał dużo „politycznego miłosierdzia”, które było skierowane przede wszystkim na walkę z krzyżacką linią opinii i rozbudowę prestiżu dynastii, która tak jak i on była wciąż słabo znana na zachodzie Europy.

          • Dodatkowo mnie z czasów około grunwaldzkich bardzo intryguje sytuacja wewnętrzna Gryfitów oraz to, że walczyli po przeciwnych stronach pod Grunwaldem (co nie przeszkodziło im dawać wzajemnych gwarancji) a najbardziej ich późniejsze wsparcie podczas zmagań z Brandenburgią, która jako elektorat była wtedy kluczową figurą podczas zmagań Luksemburgów o tron cesarski. Ciekawi mnie czy wierzy pani w uczciwe zamiary Gryfitów wobec Jagiełły? Albo czy można ich wtedy było nazwać wrogami Zygmunta Luksemburczyka?

  • Nie zapominaj, że Albrecht Hohenzollern był siostrzeńcem Zygmunta Starego. Nie mógł przewidzieć w tamtych czasach, że lenne Prusy Książęce staną się zagrożeniem dla Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Winę za ten stan rzeczy ponoszą Wazowie oraz polska szlachta. Przecież gdyby nie opór szlachty, to Sobieski zamiast pod Wiedeń udałby się pod Królewiec

  • „Ciekawi mnie czy wierzy pani w uczciwe zamiary Gryfitów wobec Jagiełły? Albo czy można ich wtedy było nazwać wrogami Zygmunta Luksemburczyka?”

    Myślę, że Gryfici – podobnie jak Siemowit mazowiecki – mieli uczciwe zamiary tylko wobec siebie. Oni walczyli z Brandenburgią jeszcze kiedy tam rządzili Askańczycy, walczyli też o ziemie przez nich zagarnięte po wygaśnięciu tej dynastii w Brandneburgii. To, że książę szczeciński walczył u boku Zakonu – to czysta polityka. Z drugiej strony – kiedy toczyli spór z Zakonem o arcybiskupstwo ryskie, Polska również ich porzuciła, po układzie w Raciążu w 1404 Gryfici zostali już całkowicie zostawieni sami sobie, a książęta pomorscy za sojusz z Jagiełłą płacili własnym życiem ( Warcisław VII został przez Krzyżaków otruty już w 1395 roku, również o Barnimie V kiedyś słyszałam, że to Krzyżacy pomogli mu w wyprawie na tamten świat w 1404 roku, właśnie – wtedy, kiedy Jagiełło wykupił Dobrzyńskie i oddał Zakonowi litewską Żmudź). Zaś w 1421 roku zaręczając córkę z synem elektora brandenburskiego Jagiełło zawarł sojusz z głównymi wrogami Gryfitów. Zresztą coś mi się kołacze, że Hohenzollernowie toczyli jakieś walki z Pomorzanami, ale nie znam szczegółów. Była to dosyć rozsądna taktyka, kiedy wspierając każdą ze stron konfliktu, zapewniali sobie łaskę każdego ze zwycięzców.

  • P.S.: Nie przywiązywałabym wagi do politycznych preferencji Aleksandry Olgierdówny, żony Siemowita. Taka była rola kobiet w ówczesnym świecie – wspieranie mężów na każdym ich kroku, przyjaźń Aleksandry wobec Zakonu była odbiciem postawy jej męża. Wątpię, czy ona sama była jakoś przyjaźnie nastawiona do Krzyżaków. Była przecież Litwinką i widziała, co zakonnicy tam wyprawiali. Nie wiem, dlaczego w ogóle bierze się pod uwagę jej przekonania. Nie ona rządziła Mazowszem płockim. Wpływu na Jagiełłę mieć też nie mogła za dużego, skoro spędzała czas z Jadwigą, a Jagiełło podróżował sobie sam po szerokim kraju.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.