Polesie w II RP. Najbardziej dziki i zacofany obszar przedwojennej Polski

Domy, które porównywano z prasłowiańskimi chatami. Tubylcy, którzy podobno przez całe życie nie widzieli księdza. Ludzie z bagien, rozbiegający się po dzikich ostępach, na wieść o przybyciu urzędników państwowych. Polesie było krainą żywcem wyjętą z innej epoki. Ale było też obszarem olbrzymich kontrastów.

Województwo poleskie było największym obszarem administracyjnym międzywojennej Polski (powierzchnia 42 tysiące kilometrów kwadratowych – ponad 10 procent obszaru kraju), jednak zamieszkiwało je zaledwie 800 tysięcy mieszkańców (1921).


Reklama


Proporcje zagospodarowania ziemi na terenie województwa były niespotykane w skali kraju: grunty orne stanowiły 27 procent, natomiast lasy, łąki, wody i bagniska – ponad 70 procent. Na 100 kilometrów kwadratowych przypadało zaledwie 2,7 kilometra bitych dróg.

Kraina lasów i bagien

Praktyka życiowa okazała się jeszcze gorsza od statystyki. Do wielu obszarów można było dotrzeć wyłącznie drogą wodną, nie istniały również dokładne mapy tych terenów. Władza administracji państwowej często kończyła się na granicach miast i większych osiedli, natomiast dalej było tak jak przed wiekami.

Wiosna na Polesiu. Pocztówka przedwojenna.

„Wszędzie już dotarł zwalczający wszystko biały człowiek”– podsumowywał Ferdynand Ossendowski – „zbadał i opisał szczegółowo. I rzecz dziwna – we własnej siedzibie jego pozostał kraj mało znany, pod wielu względami zagadkowy, trudno dostępny i w znacznej swej części – prawie niezaludniony! Jest to – Polesie”.

Białorusini i Tutejsi

Według spisu z 1921 roku 42 procent ludności Polesia stanowili Białorusini. Polską narodowość zadeklarowała czwarta część mieszkańców, natomiast Ukraińców (Rusinów) było 18 procent. Co dziesiąty mieszkaniec Polesia uważał się za Żyda, a 4 procent ludności uznało się za „tutejszych”. Były to osoby, które nie potrafiły zdefiniować swojej narodowości ani rodzimego języka.


Reklama


Obecnie badacze uważają, że ta grupa etniczna posługiwała się lokalnymi gwarami wywodzącymi się z białoruskiego lub ukraińskiego, z polskimi dodatkami. W rzeczywistości bowiem wiele lokalnych dialektów miało charakter przejściowy wobec języków ościennych narodów.

Interesująco przedstawiała się również struktura religijna województwa. Prawosławie wyznawało 79 procent mieszkańców, 12 procent przyznawało się do judaizmu, natomiast katolicyzm deklarowało zaledwie niecałe 8 procent ludności.

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra i Tomasza Stańczyka pt. Ostatnie lata polskich Kresów (Wydawnictwo Fronda 2020).

„Poleszuki to był bardzo biedny lud”

Poleszucy utrzymywali się niemal wyłącznie z rolnictwa, ale słaba jakość gleb w połączeniu z trudnymi warunkami klimatycznymi były przyczyną niskiej wydajności. Inna sprawa, że miejscowe metody uprawy nie należały do najnowocześniejszych.

W poleskich wioskach dominowała gospodarka naturalna, a ich mieszkańcy sami produkowali narzędzia, ubrania i sprzęty domowe. Wytwarzano tam również charakterystyczne dla tych stron obuwie. Ryszard Kapuściński wspomniał:


Reklama


Te łapcie nazywały się postoły i były robione z wierzbowego łyka. Wszyscy na wsi takie mieli. Chodziło się albo na bosaka, albo w postołach, albo w wysokich butach, jak się było bardzo bogatym.

Postoły były szalenie praktyczne, bo kiedy były mokre, robiły się mięciutkie. W zimie, jak się nie miało butów, to się nie wychodziło na dwór. Poleszuki to był bardzo biedny lud.

„Wszystkie inne zajęcia należały do kobiety”

W regionie utrzymały się tradycyjne stosunki rodzinne z wyraźnym podziałem obowiązków. Polescy mężczyźni prace domowe składali na barki kobiet, było to społeczeństwo typowo patriarchalne.

„Praca na starej wsi poleskiej” – uważał Ksawery Pruszyński – „stanowiła jeszcze jedno podobieństwo z murzyńskimi stosunkami: w swej bezwzględnej większości ciążyła na kobiecie. Wielkim zajęciem dla mężczyzny były sianokosy, dokonywane wśród łąk bagiennych. Wszystkie inne zajęcia należały do kobiety. Mężczyzna wiódł żywot kacyka podzwrotnikowego, polował, łowił ryby. Tłuczeniem kaszy i mieleniem zboża zajmowała się kobieta”.

Kumoszki poleskie. Pocztówka przedwojenna.

Kaczy kraj

Poleszucy byli wyjątkowo nieufnym ludem. Każdą administrację (rosyjską, niemiecką czy polską) traktowali jako okupacyjną, do czego zresztą mieli powody. Wszelkie bowiem próby zmian odwiecznych stosunków przynosiły im problemy. (…)

Warunki naturalne odbiły się na trybie życia mieszkańców Polesia. Liczne cieki wodne, jeziora, stawy, bagniska oraz rzeki powoli toczące swe wody rozlewały się szeroko, tworząc meandry, rozgałęzienia, odnogi i starorzecza – Polesie było oazą wspaniałych dzikich krajobrazów, rzadkiej roślinności oraz ostoją ptactwa wodnego. Nie bez przyczyny nazywano je „kaczym krajem”.


Reklama


Do tego dochodziły rzadkie ślady bytności człowieka. Drewniane domy, łodzie przypominające czółna, wiklinowe kosze do połowu ryb. Cmentarze z drewnianymi krzyżami obwiązanymi kolorowymi ręcznikami, na drzewach ule z wydrążonych pni. I niewiarygodna liczba komarów, meszek oraz gzów wszelkiego latającego i gryzącego robactwa. Ossendowski relacjonował:

[Każdy] słyszał o istniejących na Polesiu osiedlach które przypadkowo tylko w 1895 roku wykryły władze rosyjskie. Mieszkańcy ich nie przyznawali się do żadnej narodowości, a nawet wiary, z uporem powtarzając, że są Poleszukami.

Kobieta przed charą w powiecie sarneńskim. Rok 1934.

Gdy zaś przysłano tam policję – całe to kołtuniaste, ciemne i przerażone bractwo rozpierzchło się po bagnach, ukryło się tak, jak czai się wilk i ryś i tylko od czasu do czasu pokazywało kły, napadając na samotnych »uriadników«, pocztę i bogatszych chłopów, patrzących koso na taki stan, bo sprawiał im nieznośne kłopoty i ciągłe najazdy »czynowników« sądowych.

„Pierwotny wytwór budowniczy”

Jednak Poleszucy potrafili przystosować się do otaczającego ich świata. Żyli w symbiozie z przyrodą, a ich metody połowu ryb czy polowań wzbudzały zachwyt etnografów. Uważano bowiem (zapewne słusznie), że na Polesiu przetrwały relikty dawnych zwyczajów Słowian. (…)

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Przez wieki niewiele również zmieniło się w poleskich chatach. Nadal dominowała tu dawna, charakterystyczna dla regionu architektura:

„Najprostszą budowlą” – kontynuował Ossendowski – „i najbardziej zbliżoną do najstarszych siedzib słowiańskich jest kureń”.

Składa się on z czterech pochyłych ścian zbudowanych w kształcie dachu opartego wprost na ziemi, gdzie pomiędzy dwoma kłodami pozostawia się miejsce na tradycyjne »obniszcze«. Nie mniej pierwotnym wytworem budowniczych jest humno poleskie – odpowiadające naszej stodole. Dach z darnic lub z wiązanek trzciny opiera się na czterech grubych »stwołakach«, belkach leżących na rogatych dębowych »sachach« wkopanych w ziemię.


Reklama


Ściany humna tworzą okrąglaki wiązane na węgieł. Zboże, które składa się w odgrodzonych narożnikach stodoły, leży w tak zwanych »zastaronkach«, a pomiędzy nimi chłopi ubijają z gliny klepisko, które pospolicie nazywa się »tok«”. (…)

Kraina kontrastów

W czasach II Rzeczypospolitej chyba żadna inna kraina nie była miejscem podobnych kontrastów jak Polesie. Z jednej strony – dzikie ostępy, osady, których nie znali nawet urzędnicy skarbowi (!), a drugiej – nowoczesne, dobrze rozwinięte posiadłości ziemskie.

Mężczyzna z powiatu stolińskiego na Polesiu. Lata 30.

Inna sprawa, że wbrew pozorom jednak inwestowano w Polesie, i to nie tylko państwowe pieniądze. Ale nietrudno było znaleźć miejsca, gdzie czas zatrzymał się dwa lub trzy wieki temu, a nawet znacznie wcześniej.

„Od małej stacyjki granicznej” – opisywał problemy jednego z miejscowych księży Ksawery Pruszyński – „skąd raz na tydzień odchodzi pociąg towarowy i jest szesnaście godzin koleją z Warszawy, było do jego parafii Puziewicze jeszcze 56 kilometrów leśną głuszą. Parafia była rzucona w błota i lasy, między prawosławie, baptyzm i zabobon. Gdzieś przy samej granicy stała strażnica KOP-u, gdzieś jak Owidiusz nad Morzem Czarnym snuł swoje tristia zagubiony tu nauczyciel”.

Podobno zdarzali się tubylcy, którzy pierwszy raz w życiu widzieli księdza! Nic zatem dziwnego, że była to prawdziwa orka na ugorze, a wyznawaną przez parafian religię trudno zdefiniować. Owieczki należały wprawdzie do Kościoła katolickiego, lecz przez pokolenia pozostawione same sobie wyznawały zadziwiające zasady wiary.

Można było to uznać za „mieszaninę legend ewangelicznych” z „przeżytkami słowiańskiego pogaństwa”, dla „którego puszcze były ostatnim rezerwatem”. Do tego dochodziły jeszcze elementy „starych sporów religijnych Rzymu z Bizancjum” oraz „sekciarskich dogmatów”, które wprawdzie dawno już na świecie wygasły, a tu „odkwitły z nową mocą w głuchym bagnie”.


Reklama


Życie jednak nie znosi próżni i gdy zabrakło przedstawicieli Kościoła, potrzeby religijne zaspokajano w inny sposób. Od pokoleń rząd dusz w ostępach Polesia sprawowali rodzimi specjaliści od życia duchowego. Różnego rodzaju szamani, uzdrowiciele, „babki znające” czy wręcz następcy kapłanów dawnych kultów.

Przeczytaj też o polskich politykach, którzy zgodzili się oddać Sowietom Lwów i 46% naszego terytorium. Byli dumni z „sukcesu”.

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Sławomira Kopra i Tomasza Stańczyka pt. Ostatnie lata polskich Kresów (Wydawnictwo Fronda 2020).

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Porywający obraz polskiego wschodu

Autor
Sławomir Koper
6 komentarzy

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.