Polska architektura lat 90. Dlaczego jest tak brzydka i kiczowata?

Młodzi architekci uważają, że te projekty były narzędziem zbrodni dokonanej na przestrzeni miejskiej. Ci którzy je stworzyli ripostują, że… że po upadku komuny ich dzieła stanowiły synonim wolności. Dlaczego budownictwo z lat 90. tak szybko się zestarzało?

W czerwcu 1992 roku otwarto w Polsce pierwszy bar czołowej sieci franczyzowej świata [McDonalďs]. Żeby zobaczyć to wydarzenie, na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej zgromadziły się tłumy. Budynek już nie istnieje. Elewacja z profili aluminiowych szybko i brzydko się zestarzała. Podobnie jest ze sporą częścią polskiej architektury i urbanistyki III RP.


Fetysz zachodniego kapitalizmu

Pierwszy polski „Mak” mieścił się w specjalnie w tym celu zbudowanym „kryształowym pałacu” autorstwa architektów Tomasza Kazimierskiego i Andrzeja Ryby.

Ten ostatni tłumaczył w rozmowie z Aleksandrą Stępień-Dąbrowską (autorką Przewodnika po warszawskiej architekturze lat 90.) swój zamysł w sposób następujący: projekt miał stanowić kontrast z założeniem tzw. Sciany Wschodniej — czyli modernistycznymi budynkami Domów Towarowych Centrum z lat 60. oraz z nieodległym Pałacem Kultury i Nauki, znakiem centralnego planowania.

"Kryształowy pałac" zaprojektowany przez Tomasza Kazimierskiego i Andrzeja Ryby już nie istnieje (Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl).
„Kryształowy pałac” zaprojektowany przez Tomasza Kazimierskiego i Andrzeja Rybę już nie istnieje (Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl).

Fasada pawilonu McDonalďs miała stać się olbrzymim plakatem — miejscem na logo firmy, która wtedy jeszcze była ekscytującym fetyszem zachodniego kapitalizmu. Placyk przed lokalem szybko docenili zagraniczni korespondenci, czyniąc zeń ulubione miejsce swoich „stand upów”, autorskich puent kończących reportaże z szybko zmieniającej się kapitalistycznej Polski.

Niestety — nowoczesność szklanego pałacu szybko się znudziła. I trzeba było wymieniać aluminiowe profile. Dziś budynku już nie ma.

Przeczytaj też: Najbardziej zacofana z polskich metropolii? Brakowało tam wszystkiego

„Koszmar Sześciolecia”

Miesiąc później (w lipcu 1992) na nieodległym placu Zawiszy w Warszawie oddano do użytku inny architektoniczny pomnik tamtych czasów. To hotel Sobieski — autorstwa Austriaków Wolfganga Triessniga i Aloisa Aichholzera.

„W przypadku Sobieskiego prowincjonalizm przydrożnego motelu miesza się ze scenografią dowolnego Disneylandu. Rolę architektonicznych podziałów pełnią rozlewające się po ścianach barwne plamy, o których długo myślano, że są tylko próbnikiem przed właściwymi kolorystycznymi decyzjami” — napisała o nim Aleksandra Stępień-Dąbrowska w branżowym magazynie „Autoportret”.


W 1996 roku Sobieski otrzymał zaszczytny tytuł „Koszmaru Sześciolecia” w konkursie „Życia w Architekturze”. Niektórzy nazywają go pierwszą oficjalną „makabryłą” III Rzeczpospolitej. Takich makabrył będzie więcej.

Szpetota czy synonim wolności?

Te historie dobrze obrazują dwa podstawowe problemy z architekturą lat 90. Młodsi architekci oraz urbaniści wyżywają się dziś na tamtych budowlanych pomnikach wczesnej transformacji niemiłosiernie.

Hotel Sobieski zdobył zaszczytyn tytuł "Koszmaru Sześciolecia" (Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl).
Hotel Sobieski zdobył zaszczytny tytuł „Koszmaru Sześciolecia” (Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl).

Zarzucają im zarówno estetyczną szpetotę, jak i odgrywanie roli narzędzia zbrodni na przestrzeni miejskiej oraz jej radykalnej prywatyzacji po roku 1989.

Pierwszy argument jest mniej fundamentalny. W końcu o gustach w zasadzie trudno dyskutować. Architekci i urbaniści działający po przełomie zwracają uwagę, że dla nich architektoniczny postmodernizm był synonimem wolności.

Przeczytaj też: PRL-owskie towary, których dzisiaj już (prawie) nie znajdziesz w sklepach. Czy znasz je wszystkie?

Mówią, że kolorowa kostka Bauma była przełamaniem PRL-owskiej szarzyzny. Zamiast siermiężnej betonowej ściany bloku z wielkiej płyty siding wystający spod bilbordów albo seledynowa farba. Biała blacha hipermarketu w miejsce wyłożonego płytami pawilonu handlowego.

Gdy po McDonaldzie wspomniani już architekci Ryba i Kazimierski dostają do zbudowania biurowiec Atrium Plaza (1997—1998) w Warszawie, to celowo odwracają go bokiem do wytyczonej w czasach PRL-u ulicy Marchlewskiego (dziś Jana Pawła II). Odtwarzają zapomnianą XVIII-wieczną oś saską.

Tekst stanowi fragment książki Rafała Wosia pod tytułem Zimna trzydziestoletnia. Nieautoryzowana biografia polskiego kapitalizmu (Mando 2019).
Tekst stanowi fragment książki Rafała Wosia pod tytułem Zimna trzydziestoletnia. Nieautoryzowana biografia polskiego kapitalizmu (Mando 2019).

Wieczny brak pieniędzy

Niestety, ambicje bardzo często rozbijają się o finansowe możliwości. Architekci szybko dostrzegają, że kapitalizm daje wprawdzie teoretyczny dostęp do nieograniczonych materiałów budowlanych, ale w praktyce niewielu inwestorów jest tym zainteresowanych.

Lądują więc w tym samym miejscu, co ich starsi o pokolenie lub dwa architekci z czasów PRL-u. Z ich ambitnych rysunków robią się oszczędnościowe uproszczenia.


„Nawet najlepsze pomysły zrobione w jakimś trendzie światowym bardzo różniły się od tych powstających w tym samym trendzie na Zachodzie. Tamte wglądały tak, jakby cały przemysł materiałów budowlanych był stworzony po to, żeby ten budynek dobrze wyszedł. U nas wyglądało to na cały przemysł doróbek, przeróbek, nicowań, cwierćwałków, załatań i przystawek” — mówił na łamach „Autoportretu” znany architekt tamtego pokolenia Piotr Szaroszyk.

To dlatego wiele z tych projektów wygląda dziś tak źle. A charakterystyczna kolorystyka polskiego postmodernizmu to rosa porinno, lekko czerwonawy odcień granitu. Wówczas jeden z najtańszych na rynku. Do tego dochodzi mnogość projektów porzuconych, a straszących latami nawet w reprezentacyjnych miejscach polskich miast lub zrealizowanych pospiesznie, bo „inwestor źle skalkulował”.

Kamieniołom w hiszpańskim Atios, gdzie wydobywa się granit rosa porinno. Stał się on symbolem polskiego postmodernizmu (Adrián Estévez/CC BY-SA 3.0).
Kamieniołom w hiszpańskim Atios, gdzie wydobywa się granit rosa porinno. Stał się on symbolem polskiego postmodernizmu w architekturze (Adrián Estévez/CC BY-SA 3.0).

Byle taniej, byle więcej

Na warszawskiej Woli jest na przykład dziwny ciąg współczesnych kamienic dość marnie stylizowanych na przedwojenne. To kompleks biurowy Elektrim z lat 1994—1998 autorstwa Leszka Klajnerta. Pierwotnie miał to być cały kwartał złożony z 28 budynków. Zrealizowano kawałek jednej pierzei, a w pozostałych miejscach wyrosły parkingi samochodowe.

Z rewitalizacji szedł chaos przestrzenny. W wielu miejscach nie było jednak nawet takich ambicji. Budowano byle taniej i byle więcej. W efekcie ulice polskich miast zaroiły się od „polo-architektury” (określenie architektki Małgorzaty Kuciewicz): „projektów banalnych, masowych, operujących symbolem łatwo generującym szablonowe skojarzenia”.

Przeczytaj również o tym dlaczego tak wiele gotyckich świątyń jest… krzywych


Źródło:

Tekst stanowi fragment książki Rafała Wosia pod tytułem Zimna trzydziestoletnia. Nieautoryzowana biografia polskiego kapitalizmu. Ukazała się ona w 2019 roku nakładem Wydawnictwa Mando.

Polecamy

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Rafał Woś
1 komentarz
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Nasz Instagram

Instagram has returned empty data. Please authorize your Instagram account in the plugin settings .

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.